- No to ci się kurwa udało zażartować – warknął Sousuke, gdzieś między masażem serca a kolejną serią elektrod. Pacjent leżał na stole na urazówce, wpatrując się w sufit pustym wzrokiem. Jeden z sanitariuszy z karetki wciąż próbował go wentylować – Wyczucie takie, że tylko pozazdrościć.
Rin nie odpowiedział. Wpatrywał się w zmasakrowaną twarz pacjenta, próbując ją rozpoznać i przyporządkować do jakiejś konkretnej osoby. Nie było to łatwym zadaniem biorąc pod uwagę ilość złamań kości czaszki.
- Ej, ale o co ci chodzi? – spytał, przenosząc wzrok na Sousuke, który cały czas masował serce. – Co ja mam z tym….?
- Jeszcze się pyta. Ładuj do dwieście pięćdziesiąt.
Dopiero kiedy przez ciało rannego znów popłynął prąd, do Rina dotarło. Pacjentem w ciężkim stanie któremu bez większych sukcesów próbowali uratować życie był Makoto Tahibana.
Przyjaciel Haruki Nanase, który po wypisie na własne życzenie od wczoraj znów był ich pacjentem. Kapitan drużyny pływackiej Iwatobi.
Dzieciak o zbyt miłej twarzy.
Teraz ta twarz była tylko miazgą kości i mięsa.
- Doktor Yamazaki potrzebny na drugiej sali! – zawołała pielęgniarka stając w progu. – Młody Mikoshiba powiedział, że się nie wyrabia!
- Jak zwykle, jak zwykle – Sousuke mimo wszystko jednak odstąpił od stołu i zdjął fartuch. - Ogarnij sytuację tutaj – polecił przyjacielowi. – I…proszę, nie rób nic głupiego!
- Cholera, no... – Rin podjął kolejną próbę masażu serca. Wciąż nie mógł uwierzyć, że walczy o chłopaka na którego tydzień wcześniej nakrzyczał na korytarzu. – Coś ty nawywijał, dzieciaku?
-Skoczył pod koła samochodu – odparła pielęgniarka. – To była próba samobójcza.
- I chyba całkiem udana – mruknął ponuro. Wzdłuż kręgosłupa przebiegł nieprzyjemny dreszcz. – Cholera, tracimy go! Ładuj do trzystu! – rozkazał, oglądając się na pielęgniarkę
- Ale.. – nowy stażysta, Nitori popatrzył na niego z przerażeniem w oczach. –Ale… właściwie…
- Ładuj do trzystu – powtórzył hardo Rin. – Uwaga, strzelam! - Ciałem rannego targnął kolejny wstrząs. Rin czujnie zerknął na monitor. – Cholera, to na nic – mruknął. – Podpinamy go! Respirator!
Pracowali w skupieniu. Szybko, bezbłędnie, skutecznie. Nikt nie protestował. Nikt nie zadawał pytań.
- Dobra, akcja serca stabilna – powiedział Rin. Pochylił się nad pacjentem by zbadać jego odruchy.
- Doktorze Matsuoka, jeśli mogę zapytać – odezwał się Nitori. – Czy przy takich urazach kręgosłupa i mózgu jest możliwość przywrócenia pacjentowi pełnej sprawności?
Rin podrapał się po głowie.
- Jako kardiochirurgowi ciężko mi się wypowiadać – odparł w zadumie. – Sousuke i jego ludzie na pewno będą wiedzieć więcej, ale… - uśmiechnął się dziwnie. – Nitori, jak się nazywa niejadalna część warzywa? – spytał z nienaturalną wesołością.
Chłopak o jasnych, niemal srebrzystych włosach wbił w niego pytające, nieskażone refleksją spojrzenie.
- Respirator, Nitori – powiedział Rin, ze zniecierpliwieniem przeczesując włosy dłonią. – Respirator…
- Haruka Nanase – Rin powoli odczytał nazwisko z karty. Popatrzył na pacjenta. Pacjent popatrzył na niego. Jego oczy z jakiegoś powodu przywodziły na myśl ocean. Nawet nie kolorem. Głębią. – Widzę, że postanowiłeś zrobić nam tą przyjemność i znów nas odwiedzić.
Chłopak pokiwał głową. Kosmyki ciemnych włosów natychmiast opadły mu na czoło.
- Jestem Rin Matsuoka, kardiochirurg. Być może pamiętasz mnie ze swoich ostatnich, przelotnych odwiedzin na ostrym dyżurze – pacjent potwierdził skinięciem głowy. - Jesteś obecnie pod moją opieką.
- Aha.
Nie zadał żadnego pytania. Ani o swój stan zdrowia, ani o rodzinę, ani o przyjaciół. Chociaż w sumie… brak pytań o przyjaciół był w obecnej sytuacji okolicznością sprzyjającą. Chory zaakceptował to, że Rin jest jego lekarzem. Czekał, aż weźmie na siebie ciężar prowadzenia konwersacji. Kardiochirurg położył kartę pacjenta na jego łóżku. Skrzyżował dłonie na piersiach. Zmrużył oczy.
- Jaki miałeś najlepszy czas na dwieście metrów dowolnym? – spytał.
- Minuta czterdzieści sześć.
- Nieźle. W twoim wieku tez miałem coś koło tego – w niebieskich oczach pojawił się błysk zainteresowania. – Motylkiem? – dopytywał dalej Rin.
Pacjent tylko wzruszył ramionami.
- Grzbietowym? – zaryzykował Rin.
Znów wzruszenie ramionami.
- Nie wiem.
Lekarz pytająco uniósł brwi.
- Pływam tylko dowolnym – wyjaśnił chłopak, wyraźnie bardzo z tego dumny.
- Błąd – Rin wzniósł oczy ku niebu.- Teraz pływasz tylko w brodziku dziecięcym z kołem ratunkowym i rękawkami żeby się za bardzo nie przemęczać. Jeśli w ogóle, co wcale nie jest pewne. I to wszystko na własne życzenie.
W niebieskich oczach Nanase zaczęły zbierać się chmury. Bunt. Lęk.
- Wcale.. nie jest pewne? – powtórzył cicho.– To znaczy… może być tak, że już więcej… nie popłynę?
- Twój stan jest bardzo poważny. Nie wiadomo, ile zajmie nam wyprowadzenie cię z niego. Nie wiadomo, czy w ogóle się powiedzie.
Błękitne oczy pociemniały z przerażenia. Nie, to nie było przerażenie. To było całkowite niezrozumienie sytuacji. Próby wyobrażenia sobie czegoś całkowicie abstrakcyjnego i oderwanego od rzeczywistości, niemożliwego. Rin zacisnął zęby. Naprawdę trudno było sprawić, by poczuł się jak ostatni sukinsyn, a ten chłopak był tego niebezpiecznie bliski. Lęk w jego oczach gdy usłyszał że może więcej nie popłynąć… Tak, jakby powiedziano mu, że nie wolno mu będzie znowu nabrać powietrza.
- Wiedziałeś, że masz wrodzoną wadę, prawda? – spytał cicho, poważnie. Bez złości. To jak na niego było dostatecznie dużym osiągnięciem. Nanase spuścił wzrok. - Wiedziałeś?
Milczenie.
- Tak czy nie? – zaczął irytować się Rin. - To chyba proste pytanie.
- Dowiedziałem się kiedy miałem trzynaście lat –odparł. Jego głos drżał lekko. – Zasłabłem po basenie… trochę jak ostatnio.
- Nie no, nie porównujmy – Rin rozsiadł się na brzegu jego łóżka. – Ostatnio to się prawie utopiłeś i wystraszyłeś wszystkich na śmierć. Cholera – zerknął na pacjenta. – Dzieciaku… Znałeś zalecenia lekarzy. Przez dobrych kilka lat się do nich stosowałeś, co widać zresztą z twojej dokumentacji którą dostałem od poprzedniego lekarza. Wszystko było pod kontrolą i jeszcze przez wiele lat mogło tak zostać. Co cię nagle napadło na pływanie wyczynowe? Ambicja się obudziła? Zachciało się rywalizacji?
Znów odpowiedziało mu tylko milczenie. Nanase wbijał wzrok w splecione na szpitalnej kołdrze dłonie. Wciąż próbował zrozumieć to, co wymykało się zdolności pojmowania.
-No? Słucham. Wyjaśnij mi to, bo nie rozumiem. Dlaczego wróciłeś do zawodowego pływania wiedząc, że to cię zabija?
- Makoti i Nagisa powiedzieli, że chcą reaktywować drużynę– odparł chłopak, z jakąś dziwną, rozbrajającą bezradnością. Dłonie to zaciskały się na kołdrze to rozluźniały uścisk. – Powtarzali, że znów chcą ze mną pływać w sztafecie. Zgodziłem się. Dla nich.
Rin wziął głęboki oddech i przeczesał włosy dłonią. Kusiło go żeby porządnie gówniarza wyszydzić i raz na zawsze wybić mu z głowy ideę romantycznego i debilnego narażanie własnego zdrowia dla widzimisię przyjaciół. W porę jednak przypomniał sobie, że ostatnia taka interwencja spowodowała, że jeden z przyjaciół o których przed chwilą była mowa leży piętro wyżej w stanie śmierci mózgowej.
Przez dłuższą chwilę zastanawiał się co powiedzieć.
- Warto było? – spytał wreszcie
- Tak.
- Powiedział ci coś takiego i go nie zabiłeś? – zdziwił się Sousuke, kiedy Rin pokrótce streścił mu rozmowę z pacjentem. Wstał z krzesła i rozejrzał się po niemal pustym gabinecie kardiochirurga. Dokumenty, książki. Żadnych osobistych rzeczy. Od momentu objęcia stanowiska nie zdołał rozgościć się tutaj na dobre. – Nie wyśmiałeś go? Nie sprzedałeś mu żadnego pozbawiającego złudzeń wykładu ani nic?
- Jakoś nie.
Sousuke gwizdnął pod nosem.
– No, no, albo uczysz się na błędach – zerknął na arogancko wyprostowaną w fotelu sylwetkę lekarz myślach natychmiast odrzucił tą możliwość. – albo ten dzieciak zdołał cię poruszyć.
-Nadinterpretujesz – mruknął Rin, upijając łyk kawy.
Przyjaciel cały czas przyglądał mu się z zainteresowaniem mocno podszytym rozbawieniem.
- Co? – warknął kardiochirurg, spoglądając wrogo znad swojej kawy. – No co?
- Nie, nie nic – pokręcił głową Sousuke. Spoważniał. – Powiedziałeś mu o tym jego koledze z drużyny? – zagadnął. Stan pacjenta z wypadku nie zmienił się. Nie bardzo zresztą miał jak się zmienić i obaj lekarze zdawali sobie z tego sprawę. Serce chłopaka biło. Mózg nie pracował.
- Ja? – zdziwił się Rin. – Niby czemu ja? Ja byłem od tego, żeby mu powiedzieć, że ma przerąbane.
- I nie wątpię, że wywiązałeś się z zadania. Ale… - Sousuke zmarszczył brwi. – Rodzice mu nie powiedzieli?
- A bo ja wiem – kardiochirurg podrapał się po głowie.- Mnie się nie dopytywał, to co miałem mówić? Tylko wspomniał to, co ci powiedziałem, że go ten kumpel wkręcił w pływanie powołując się na to że przyjaźń to magia.
- I naprawdę o niego nie pytał?
- No mówię, że nie – Rin dokończył kawę i odstawił kubek na bok. – Albo go jeszcze nikt nie uświadomił, albo sam jest martwy mózgowo albo sekretnie jest złotą rybką i operuje tylko na pamięci chwilowej.
- Wnioskując po twoim opisie tego jak podchodzi do pływania, jest złotą rybką – orzekł autorytatywnie Sousuke.
Rin milczał przez chwilę. Bawił się, przekładając długopis między palcami. Odłożył go. Zabębnił palcami w biurko.
- Zamierzacie zebrać komisję? – spytał wreszcie. Sousuke zmrużył oczy. Oparł się obiema dłońmi o biurko i pochylił nad przyjacielem,
- Komisję? – powtórzył.
- Komisję orzekającą o śmierci mózgu.
Sousuke z całej siły odepchnął się od biurka. Przesunął dłonią po włosach.
- Cholera, Rin – podszedł do okna. Zapatrzył się na podjazd, doskonale świadom napięcia, które nagle zagościło w gabinecie. Jakby temperatura spadła o kilka stopni. Jakby powietrze zaczęło iskrzyć elektrycznością.. – O, cholera – powtórzył. - Myślałem, że już skończyliśmy ten temat a ty… ty nawet nie wiesz, czy on się nadaje Czy nie ma przeciwwskazań, wady…
- Nie ma – wpadł mu w słowo Rin. Spoglądał na niego zza swojego biurka, arogancki i bardzo zadowolony z siebie. – Sprawdzałem. Jest nawet zgodność. Może zostać dawcą dla Nanase. Tylko trzeba powołać komisję.
Sousuke odwrócił się gwałtownie od okna i przeszył przyjaciela wzrokiem.
- Rin... – nawet nie był na niego zły. Raczej przestraszony. - Ty nie podłączyłeś go tylko po to, żeby mieć pod bokiem potencjalnego dawcę dla tego drugiego, prawda?
Rin nie potwierdził jego podejrzeń. Ale też nie zaprzeczał.
- Świetnie – mruknął Sousuke, znów odwracając się do swojego odbicia w szybie. Odbicie miało wyjątkowo kwaśny uśmiech i nieco drżące kąciki ust. Na czole odznaczała się pionowa zmarszczka. – Bardzo ci dziękuję, Rin. Śmierć mózgowa, respirator i zgodność z biorcą. To się nazywa bioetyczne bingo.
- Zwołaj komisję – upierał się Rin. Również podniósł się z fotela i wpatrywał się w Sousuke stanowczo. Wyzywająco. - Bardziej martwy mózgowo już chyba nie będzie…
- Rin, czy ty w ogóle słuchasz, co ja do ciebie mówię? Ogarnij się! Weź się za tego swojego chłopaczka, jest jeszcze sporo opcji które możesz wykorzystać zanim zaczniesz ostrzyć sobie zęby na serce mojego pacjenta.
Kardiochirurg zmrużył oczy.
- Myślisz, że którakolwiek z tych terapii zadziała? Tak szczerze? W jego stanie jedyną prawdziwą szansą….
- Przynajmniej spróbuj, do jasnej cholery – irytował się coraz bardziej Sousuke.. Nie porywaj się z motyką na słońce kiedy masz jeszcze inne możliwości. A do tego mojego samobójcy się więcej nie wtrącaj, jakoś to ogarnę.
- Jak? – spytał rzeczowo Rin.
- Hm?
- Jak go ogarniesz? Tak z czystej ciekawości. Chciałbym popatrzeć jak go ogarniasz.
W oczach Sousuke pojawiły się ostrzegawcze błyski.
- Przynajmniej ty mnie już dzisiaj nie wkurwiaj. Wystarczy że Mikoshiba młodszy już to wcześniej zrobił.
- A co, gdyby jego rodzice się zgodzili?
- Nie zapytasz ich o to – powiedział stanowczo neurochirurg. Już dawno nie podnosił na niego głosu. – Nawet nie zbliżysz się do dzieciaka i jego rodziny, już dość narozrabiałeś!
Rin milczał przez chwilę, spoglądając na niego w skupieniu.
- To się jeszcze zobaczy – powiedział. Od dalszego ciągu tej sceny uratowała go pielęgniarka, która przybiegła poinformować, że stan pacjenta Nanase znów bardzo się pogorszył.
- Nawet jeśli się zgodzą – zawołał w ślad za nim Sousuke. – To wcale nie znaczy że właśnie Nanase dostanie to serce! Jest długa lista oczekujących!
