- Wieczorny obchodzik, Nanase – powiedział raźno Rin, wchodząc do sali. Nitori dreptał mu po piętach, ściskając w dłoniach kartę pacjenta.
Haruka niechętnie otworzył oczy, by spojrzeć na wchodzących lekarzy. Pod nosem zaczepioną miał rurkę dostarczającą tlen.
- Nitori, stan pacjenta – zakomenderował kardiochirurg, wciąż utrzymując raźny, pogodny ton. Słuchając raportu uważnie obserwował Nanase. Ostatnia doba musiała być dla niego koszmarem.. Mimo podawania leków miał już trzy epizody migotania komór. Po kolejnym dniu walki z niestabilnym rytmem serca był jeszcze bardziej wymęczony i wymięty niż w dniu przyjęcia.
- Brzmi to wszystko dość ponuro, fakt – orzekł Rin , kiedy stażysta skończył swoją wypowiedź. – Ale spokojnie, młody, jakoś damy radę. Pływać wyścigowo już nie będziesz, ale moja głowa w tym, żebyś się mógł jeszcze trochę pomoczyć w wodzie.
Niebieskie oczy natychmiast rozbłysły.
- Naprawdę?
-Naprawdę – zapewnił Rin. – Trochę cię przed tym pomęczymy to jasne – przysiadł na łóżku pacjenta. – Obawiam się, że nawet bardzo, bo będziemy musieli cię pokroić. Ale zapewniam cię, że wkrótce wyjdziesz stąd i będziesz jak nowy.
Nitori patrzył na swojego przełożonego wzrokiem pełnym zdumienia. Rin bardzo chciał, żeby chłopak nauczył się wreszcie trochę bardziej panować nad wyrazem twarzy. Podważał jego i tak balansującą na cienkiej linie wiarygodność.
- Co taka ponura mina? - zagadnął, zerkając na swojego pacjenta. – Naturalnie poza tym że leżysz na OIOMIE kardiologicznym, masz zniszczone serce i trzy razy prawie dzisiaj umarłeś. Coś jeszcze cię trapi? – spytał z taką cierpliwością i życzliwością, że Nitori tylko jeszcze bardziej wytrzeszczył na niego oczy.
- Mogę… mogę o coś spytać? – odezwał się pacjent, spuszczając wzrok i wbijając go w złożone na kołdrze dłonie. Od niechcenia bawił się czujnikiem zamontowanym na palcu prawej ręki. Rin zastanawiał się, jak wiele kosztowało go przełamanie się i zadawanie jakiegokolwiek pytania. Z tego co zaobserwował dzieciak był skrajnie introwertyczny. Co mogło zmusić go do wyruszenia na nieznane wody interakcji międzyludzkich?
- Pewnie. Pytaj.
– Mój przyjaciel- wziął głęboki oddech. Skrzywił się i zacisnął powieki. – Makoto… - Leży w tym szpitalu?
No tak. Jakże by inaczej. Przyjaźń to magia.
Nitori pobladł odrobinę. Rin zmusił swój uśmiech, żeby nigdzie nie szedł, tylko został na jego twarzy.
- Jest pod dobrą opieką – zapewnił. – Najlepszą, jaką możesz sobie wyobrazić. Pozwoliłbym ci go odwiedzić, gdyby nie graniczące z pewnością podejrzenie , że zasłabniesz i zaczniesz nam migotać gdy tylko przesadzimy cię na wózek i odepniemy od tego – wskazał reką na wszystkie otaczające ich maszyny. – Przykro mi, dzieciaku.
- To nie był wypadek, prawda? – wyszeptał Haru. Wciąż nie otwierał oczu. Pod powiekami musiała teraz szaleć prawdziwa burza.
- Słucham?
- Makoto on… on wcale nie wpadł pod samochód?
- Podważasz policyjne raporty?
- Słyszałem coś… teraz, na korytarzu. … Że on się rzucił pod ten samochód. Że to przeze mnie, że czuł się winny.
Rin spuścił wzrok. Skoro dzieciak już wiedział, nie było sensu zaprzeczać. I tak dość już mu dzisiaj nakłamał.
- Dlaczego… dlaczego on to zrobił?
- Nanase – Rin lekko położył mu dłoń na ramieniu. – Posłuchaj mnie uważnie. I proszę, nie zacznij mi w międzyczasie się dusić ani migotać ani robić nic dziwnego. Nie mówię tego, żeby cię dobić albo wpędzić w poczucie winy. Mówię.. po prostu…. No, mówię jak jest
- A jak jest? - chłopak otworzył oczy. Były ciemne, nachmurzone.
- Kiedy… kiedy jesteś częścią drużyny, jesteś częścią jednego organizmu, prawda? Trenujecie razem, razem się męczycie, razem osiągacie sukcesy. Ufacie sobie. A skoro ufacie, to mówicie sobie to, co może być istotne. Rozumiem, że mogłeś nie chcieć mówić im o swoim stanie zdrowia, nie chciałeś żeby się litowali albo żeby traktowali cię ze szczególną troską… albo kto wie, zrezygnowali z pływania z tobą, ale… ukrywając to przed nimi oszukałeś ich. Wprowadziłeś w błąd ludzi, którym na tobie zależy. Naprawdę sądziłeś, że pozostaną obojętni kiedy to wyjdzie na jaw? Bo wiedziałeś, że wyjdzie, prawda? Bo wiedziałeś, że w pewnym momencie twoje serce nie wytrzyma, że się dowiedzą. Zastanawiałeś się, jak się poczują, gdy do tego dojdzie? – mówił z coraz większym zaangażowaniem i pasją. Nitori stał, gapiąc się bezmyślnie to na niego to na Haru. – Nie wiedzieli, że coś ci jest. Kiedy zasłabłeś musieli mieć mętlik w głowie, zastanawiać się, czy to oni coś przegapili. Czy mogłoby się potoczyć inaczej gdyby bardziej uważali, czy mogli się bardziej dopytywać. Czuli się winni, ze czegoś nie zauważyli zajęci snami o podium i ambicjami. To ogromna odpowiedzialność, Haru. Taka, pod której ciężarem można się załamać.
Haru spoglądał na niego, pobladły i przestraszony. Dolna warga drżała lekko. Klatka piersiowa unosiła się i opadała. Oddechy, mimo dopływu tlenu, były coraz płytsze i bardzie nerwowe. Trzepotał się, jak ryb wyciągnięta z wody. Tracił świadomość Rin katem oka zerknął na monitory.
- No i nam zamigotał Haru tysiącem barw – stwierdził z rezygnacją.- Nitori, defibrylator… Czas się brać do roboty.

- Doktorze Matsuoka! – Rin zatrzymał się i odwrócił, słysząc swoje nazwisko. – Doktorze Matsuoka, proszę poczekać!
Nitori biegł ku niemu, z rozpiętą kurtką i torbą nieporządnie przerzuconą przez ramię. – Jedzie pan teraz do domu?
- Nie, Nitori, jadę do baru zapijać moje zawodowe niepowodzenia – prychnął Rin. Zerknął na widoczną na peronie informację o przyjazdach pociągu. – Mam za sobą czterdzieści osiem godzin dyżuru, oczywiście że jadę do domu.
-Więc jedziemy tą samą kolejką – ucieszył się stażysta. Rin wzniósł oczy ku niebu. Akurat teraz nadmiernie podlizujący mu się podwładny był ostatnim, na co miał ochotę.
- Doktorze Matsuoka, jeśli mogę o coś zapytać… - odezwał się Nitori, kiedy pociąg podjechał i obaj zajęli już miejsca w przedziale.
- Już zapytałeś – westchnął Rin, z niecierpliwością odgarniając przysłaniające widok włosy. Zapatrzył się w okno. – No? O co chodzi?
- No bo… słyszałem że pan też kiedyś pływał, prawda?
- Plotki i pomówienia – prychnął Rin. – Kto wypaplał? – dodał po chwili, widząc że stażysta nie dał się przekonać. Groźnie zmrużył oczy. - Zatłukę
- Nie, nie, nikt nic nie mówił – Nitori z przerażeniem pokręcił głową, najwyraźniej przekonany, że Rin będzie teraz ścigał wskazanego winowajcę ze skalpelem w reku. – Ja tam sam jakby…. Wywnioskowałem.
Kardiochirurg popatrzył na niego ze zdziwieniem.
- Co niby wywnioskowałeś? – spytał nieufnie. – Jak.
- To jak.. jak pan dzisiaj rozmawiał z tym pacjentem. Nanase.
Rin wsadził ręce do kieszeni kurtki i wygodniej oparł się o siedzenie.
- Normalnie z nim rozmawiałem, nie wiem o co wam wszystkim chodzi – burknął.
- Kiedy pan mówił o tym jak jest być częścią drużyny pływackiej.. i okłamać współzawodników – głos stażysty drżał lekko z emocji. – to było takie prawdziwe. Tak może mówić tylko ktoś, kto tego doświadczył. Tak jakby pana coś takiego spotkało. Jakby któryś z zawodników zataił przed panem stan zdrowia w czasie, kiedy był pan kapitanem. Jakby pan… rozumiał jak to jest.
Rin wstał gwałtownie.
- To moja stacja – stwierdził, sięgając po swoją torbę. – bezpiecznej drogi do akademików, nie wpadnij pod samochód ani pociąg ani nic. Będziesz mi niedługo potrzebny.
- Tak, doktorze Matsuoka – Nitori rozprominił się na samą myśl że może się do czegoś przydać. – oczywiście, będę zwarty i gotowy!
Rin obrzucił bo dziwnym spojrzeniem.
- Oby nie za bardzo – zalecił.

- O widzę, że marnotrawny brat wrócił do domu – powiedziała Gou, odrywając się od oglądania telewizji. – Obiad w lodówce, odgrzej sobie.
- Bo tobie oczywiście nie przyszło do głowy podać posiłek zmęczonemu bratu?
- Przyszło, trzy godziny temu, kiedy zgodnie z planem miałeś być w domu – odparła. Na stole przed nią leżały porozrzucane notatki pozakreślane kolorowymi pisakami. Słabość do mężczyzn w kitlach popchnęła ją do tego, by zdawać do szkoły pielęgniarskiej. Obecnie była na etapie przygotowywania się do egzaminów wstępnych, dlatego też tymczasowo mieszkała u starszego brata.
- Pacjent mi migotał, nie mogłem go zostawić – odburknął. Zabrał się za przygotowywanie sobie posiłku. – Ominęło mnie coś doniosłego kiedy byłem w pracy? Poza ciepłym obiadem?
- Rachunki, listy z ubezpieczalni i pocztówka z Australii.
Momentalnie zamarł w bezruchu. Powoli odwrócił się w jej stronę.
- CO?
- Pocztówka z Australii. Taka kartka, po jednej stronie widoczek, po drugiej…
- Tak, wiem, wiem – machnął niecierpliwie ręką. – Wiem co to pocztówka. Z Australii?
- No tak, na stemplu jest. Ale nie martw się nie czytałam, i tak bym nie umiała – wzruszyła ramionami. – Zostawiłam u ciebie w pokoju.
- Dzięki – przełożył odgrzane jedzenie na talerz i szybko uciekł z nim do swojej samotni.
Gou westchnęła cicho i wróciła do przeglądania notatek. Kiedy wreszcie skończyła powtórki, było już dobrze po północy. U Rina wciąż paliło się światło, zajrzała więc sprawdzić czy wszystko w porządku. Zastała go śpiącego na podłodze, w pozycji półsiedzącej. Opierał się plecami o łóżko. Pocztówka z Australii leżała obok niego. W prawej ręce ściskał fotografię. Grupa licealistów w strojach sportowych. Ubrany w bluzę kapitana Rin obejmował stojącego obok ciemnowłosego chłopaka o niesamowicie błękitnych oczach. A tak, Australia i jego wielka pływacka przygoda, o której nigdy jej tak naprawdę nie opowiadał. Otaczający Rina przystojni (wysocy, pięknie umięśnieni, boscy) roześmiani zawodnicy musieli być członkami jego drużyny w szkole olimpijskiej. Ciekawe czy pocztówka była od tego bruneta. Na zdjęciu wyglądali na bardzo zżytych. . Delikatnie wyciągnęła fotografię z rąk brata i wsunęła ją do kieszonki jego torby. Powinien wreszcie postawić jakieś zdjęcie na biurku w swoim gabinecie. Był taki pusty i bezosobowy.