- Dobre wiadomości, Nanase - oświadczył, wchodząc do sali OIOMU. Nitori znów deptał mu po piętach, Rin, mimo że niechętny, nie mógł nic na to poradzić. Odprawienie go teraz wzbudziłoby podejrzenia. Zachowuj się jakby nic się nie działo. jakby wszystko było zgodne z procedurą - Znaleźliśmy dla ciebie dawcę.
Chłopak popatrzył na niego zaskoczony. Przybycie lekarza wyrwało go z lekkiej, niespokojnej drzemki i chyba nie do końca jeszcze zdawał sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje i jaka jest sytuacja.
- Dawcę - powtórzył wyraźnie Rin, podchodząc i pochylając się nad nim. - Będziesz miał nowe serce. Znaczy no, właściwie nieco używane, ale za to w dobrym stanie. Serce jak dzwon.
- Jako, że jesteś już pełnoletni, musisz wyrazić zgodę na operację - wtrącił Nitori. Jego głos drżał z przejęcia. Rin był niemal pewien, że przygotował sobie tę kwestię wcześniej, ćwiczył przed lustrem i zapisał na karteczce, żeby nie zapomnieć. - Zgadzasz się?
Nanase spuścił wzrok. Znów zapatrzył się w swoje szczupłe dłonie zaciśnięte na kołdrze.
- To serce... - wyszeptał. - Skąd... skąd ono jest?
- Spadło z nieba - prychnął ze zniecierpliwieniem Rin. - Małe aniołki zesłały je na chmurce. Czego oni was teraz uczą w tych szkołach?
Po plecach spływał mu zimny pot. Zgódź się, zgódź się, zgódź się. Inaczej będzie za późno, inaczej nigdy go nie dostaniesz, oszustwo wyjdzie na jaw i dostanie je jakaś nieznana osoba z kolejki gdzieś w Japonii.
Haruka przełknął ślinę. Jego dłonie drżały.
- Ktoś... ktoś musiał umrzeć, żebym mógł je dostać, prawda? - Rin nie zaprzeczył. Nitori odchrząknął, zerkając to na swojego zwierzchnika to na pacjenta.
- Wiemy że to dla ciebie trudny moment, Haruka, ale...
- Kto to był? - spytał chłopak.- Kto... kto umarł żebym mógł je dostać?
Nitori ze stresu zapomniał dalszej części swojej kwestii. Na szczęście jednak Rin nie stracił przytomności umysłu.
- Wyjawienie ci tego byłoby niezgodne z prawem - powiedział poważnie. - A przy takich procedurach trzymanie się litery prawa jest bardzo ważne - pogroził mu palem dla wzmocnienia efektu. - Dlatego też musisz się wyraźnie określić, Nanase - wziął głęboki oddech. Zgódź się, zgódź się zgódź się, zgódź się, - Czy zgadzasz się na przeszczep serca? Czy podpiszesz dokument informujący że świadomie zgadzasz się na przeprowadzenie zabiegu?
Nanase zamknął oczy. Blady, przestraszony. Zagubiony. Rin był rozdarty między rozpaczliwą chęcią pocieszenia go i uspokojenia a jeszcze silniejszą ochota żeby złapać go za ramiona, porządnie nim potrząsnąć i wyszarpać z niego tą zgodę.
- Więc... jak będzie, Nanase? - podsunął mu podkładkę z przyczepionym do niej formularzem zgody.- Podpiszesz to?
- Nie - odparł krótko pacjent. Lekko odsunął jego rękę i opadł pobladły na poduszki, jakby przepłynął właśnie co najmniej czterysta metrów.
- Nanase - Rin stanął nad nim, zaplatając ręce na piersi. - Żartujesz sobie ze mnie, prawda?
- Nie chcę... - odparł słabo chłopak, przymykając oczy. - Nie chcę... żadnej operacji - dodał z wyraźnym wysiłkiem. Jego glos brzmiał niebezpiecznie. - Nie chcę cudzego serca... Dajcie mi spokój. Proszę.
- Doktorze Matsuoka - Nitori odkaszlnął.- Może powinniśmy...
- Nie - sprzeciwił się z kolei Rin. Cały czas stał nad łóżkiem pacjenta. Prawą dłoń oparł na metalowej ramie. - Czego ty się boisz, dzieciaku, co?
- Nie boję się... po prostu nie chcę...
- Nie chcesz być wolny? - spytał zaczepnie. Nitori popatrzył na niego zaalarmowany. Rin poczuł nagłą chęć rzucenia w niego butem za robienie głupich min. - Powiedziałeś wcześniej że pływanie to wolność, że czujesz się wolny, kiedy jesteś w wodzie. Chcesz z tego zrezygnować? Wolisz leżeć tutaj, słuchać pikania monitorów i z każdym dniem coraz bardziej słabnąć? Wolisz czuć, że męczy cię nawet otwarcie oczu, nawet myślenie sprawia, że jesteś wycieńczony? Wolisz to niż dostać nowe serce, z którym mógłbyś normalnie żyć, chodzić, studiować, pływać? Ktoś zginał, fakt, i to jest brutalne i okrutne ale to nie powód, żeby rezygnować z szansy na wolność.
- Powiedziałeś mi, że już nie będę mógł pływać - wytknął mu Haruka. - Nie zawodowo.
Rin przesunął dłonią po twarzy. Zapamiętał to. Cholera.
- A czy to ważne? Będziesz mógł pływać rekreacyjnie, przecież ci to obiecałem. Będziesz mógł iść nad ocean z kumplami z drużyny, pochlapać się z nimi w wodzie. To mało? To na pewno znacznie więcej niż możesz robić bez tej operacji. A to, czy nie będziesz mógł pływać zawodowo zależy tylko od ciebie, od tego jak będziesz o siebie dbał - dodał, modląc się, żeby Nitori nie wyskoczył z jakimś głupim pytaniem albo próbą poprawienia go. - Nie wszystko jeszcze stracone.
Nanase powoli otworzył oczy i zerknął na niego nieufnie.
- Będę mógł pójść na plażę? - powtórzył nieśmiało. - I pływać z Nagisą, Rei i... Makoto?
- Pewnie - odparł bez mrugnięcia okiem Rin. - Czemu nie? Tylko oczywiście najpierw musisz zgodzić się na operację, bez tego nie będziemy mogli ci pomóc.
- Makoto też będzie mógł? - dociekał Nanase. - Znaczy... jego lekarz mu pozwoli?
- Może nie od razu, ale tak... na pewno tak - Rin położył mu dłoń na ramieniu, jednocześnie wyrzucając sobie od najgorszych ludzi na świecie.- Właśnie dlatego musisz wyzdrowieć, Haru. Żeby móc do nich wrócić, robić to co kochasz. Być wolny.
Haruka wciąż spoglądał na niego, uważnie, z namysłem. Przenikliwie.
- Chciałbym się jeszcze kiedyś pościgać - powiedział cicho. - Z tobą - dodał.
"Z tobą". no tak, przecież z jakiegoś powodu byli na "ty".
- Dlaczego ze mną?
- Bo ty to rozumiesz - odparł chłopak poważnym, wręcz uroczystym tonem. - Pływanie. Bycie wolnym.
Rozumiał. Pamiętał.
Rozumiał też, że Nanase mówiąc mu to zaprosił go do swojego kręgu zaufania. Wąskiego kręgu ludzi którzy mają dostęp do jego myśli. Nielicznych, którzy mogą go poznać i zrozumieć. A jak on się odwdzięczał za ten dar? Kłamał w żywe oczy. Łgał w naprawdę okrutny, niski i obrzydliwy sposób żeby chociaż trochę przedłużyć mu życie.
Myślami wrócił do zdjęcia, które Gou niepostrzeżenie musiała włożyć do jego torby kiedy spał. On i Jerry, uśmiechnięty, wesoły, żywy. Tak naprawdę zupełnie niepodobny do Haru. Jedyne co ich łączyło to ciemne włosy i oceaniczna głębia oczu. I wolność.
- W porządku - wyciągnął dłoń do Haru. - Jeśli zgodzisz się na operację, ja obiecuję, że będziemy się ścigać. Ale ja wybieram dystans i styl.
- Pływam tylko dowolnym - zastrzegł Nanase, niepewnie przyjmując wyciągniętą rękę.
-Wiem.

- Okłamał go pan! - powiedział z wyrzutem Nitori, kiedy drzwi OIOMU zamknęły się za nimi. Rin wcisnął mu w ręce formularz ze zgodą pacjenta na operację.
- Bądź tak dobry i zanieś to szefowi Mikoshibie - nakazał. - Niech nacieszy oczy. Ja nie mam czasu na pogawędki. Muszę się przygotować, tobie też radzę - dodał.
- Doktorze Matsuoka - Nitori zastąpił mu drogę. Stał przed nim, blokując wyjście z oddziału i patrząc na niego z autentycznym oburzeniem. - Okłamał go pan, żeby wymóc zgodę!
- Ja? - prychnął Rin. Próbował go wyminąć, ale Nitori natychmiast się przemieścił, znów blokując drogę. - Niby kiedy?
- Powiedział pan, ze Makoto Tahibana jest pod dobrą opieką.
- A nie jest? -zdziwił się kardiochirurg. - Przecież Sousuke Yamazaki to jeden z czołowych neurochirurgów w kraju.
- Który godzinę temu zwołał komisję stwierdzającą śmierć mózgu!- ku zdumieniu Rina, Nitori podniósł na niego głos. Nie podejrzewał nawet, że krzyczenie na pracodawcę mieści się w koncepcji świata stażysty. Nie spodziewał się że będzie się musiał przed nim tłumaczyć. - Nie powiedział mu pan o śmierci bliskiej osoby, która na dodatek ma być dawcą! Wzbudził w nim pan fałszywą nadzieję! Jak pan mógł?
Rin popatrzył na niego z góry. Lekko położył mu dłoń na ramieniu.
- Nanase zgodził się na operację. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wyjdzie stąd z sercem Tahibany. Co będzie znaczyło, że w pewnym sensie przyjaciel zawsze będzie z nim, nawet jeśli mu się zamarzy pójście na tą cholerną plażę - uśmiechnął się szyderczo do oniemiałego stażysty. - Widzisz, nie kłamałem - powiedział, odsuwając go na bok i zręcznie oczyszczając sobie drogę. - wszystko jest kwestią perspektywy.
Ruszył przed siebie, w stronę wyjścia z oddziału. Nitori potrzebował chyba chwili żeby dojść do siebie po tym co usłyszał.
- A wyścig? - spytał, spoglądając w ślad za nim. stał na środku korytarza, w ręku wciąż trzymając formularz zgody pacjenta. Drobna, bezradna figurka w nieco za dużym kitlu.- Przecież... przecież nie zamierza się pan z nim ścigać, prawda? Wie pan, że nawet po przeszczepie on nigdy nie będzie mógł...
- Owszem, zamierzam - uśmiechnął się drapieżnie Rin. - I właśnie idę się do tego przygotować,

Bo w rzeczy samej to jest przecież wyścig, pomyślał, przemierzając podziemny korytarz prowadzący do prosektorium. Prawdziwy wyścig, Haru, może najprawdziwszy, w jakim brałeś udział. Prawdziwszy niż te wszystkie gówniarskie zabawy. Żarówki w lampach mrugały, kiedy przechodził obok. Prosektorium rozświetliło się bladym, zimnym światłem kiedy zapalił włącznik. Niebieskie kafelki. metalowy stół. Zapach formaliny. Martwe ciało. Skalpel.
Próba generalna przed tym, co wkrótce wydarzy się na górze.
To jest prawdziwy trening, Haru, nie te wasze głupie samowolne zabawy.
Prawdziwy trening i prawdziwy wyścig. Gra o wszystko.
Ty czy ja?
Moje ręce chirurga czy twoje migoczące, nieposłuszne serce? Moja precyzja i umiejętności, czy śmierć, której pozwoliłeś podejść tak blisko? Kto będzie szybszy? Kto wygra?
Nacisnął stoper zegarka. Wbił skalpel w martwe ciało.

- Doktorze Yamazaki - drzwi gabinetu były otwarte, ale mimo to Nitori delikatnie zapukał w futrynę. Sousuke oderwał się od uzupełniania dokumentacji. Poppatrzył pytająco na gościa, próbując skojarzyć twarz z nazwiskiem.
- Nitori - podpowiedział mu przybysz. - Jestem stażystą doktora Matsuoki.
- A tak - Sousuke uśmiechnął się do niego przyjaźnie. Próbował wyrzucić z głowy wszystkie żeńskie imiona, które przypomniał sobie próbując rozgryźć kim jest przybysz. - Cześć, stażysto Rina. Czym mogę pomóc? - mrugnął do niego porozumiewawczo. - Drań znów wykorzystuje stażystów żeby nosili za niego dokumenty, hm?
- Właściwie... przychodzę, bo wiem, że jest pan jego przyjacielem.
- Powiedzmy - nachmurzył się Sousuke, przypominając sobie ich rozmowę przed południem. Serce miało trafić do Nanase. To oznaczało, ze Rin jednak coś zrobił, mimo jego próśb i ostrzeżeń. Postawił go pod ścianą.
- Ja... przyszedłem, bo - Nitori poczerwieniał aż po czubki uszu. - Bo chciałem o nim porozmawiać?
- Hm? - neurochirurg popatrzył na niego z uwagą. - No dobra - z ociąganiem odsunął papiery na bok. - To co chcesz wiedzieć, młody? Jak go wyrwać? Jakie filmy lubi? Do jakiej knajpy lubi chodzić na randki?
- Chciałem powiedzieć, że uważam, że doktor Matsuoka nie powinien operować pacjenta Nanase.
Sousuke zmarszczył brwi. Popatrzył na niego z zainteresowaniem.
- No dobrze - powiedział ostrożnie. - A czemu tak sadzisz, stażysto Rina?
- Ja... to wypadło dzisiaj z jego torby - podał Sousuke wymięte zdjęcie.