- Zgubiłem doktora Matsuokę – obwieścił dość ponuro Sousuke. – Rudy, bezczelny i rozchwiany emocjonalnie. Podobno przystojny. Widziała go może pani?
Pielęgniarka wbiła w niego zaskoczone, pytające spojrzenie.
- Zgubił pan… pana doktora? – upewniła się. Sousuke wzruszył ramionami i przeczesał dłonią włosy by ukryć zmieszanie.
- Tak jakoś wyszło. – przyznał niechętnie. – Zaprowadziłem go do gabinetu, ułożyłem do snu, poszedłem ogarnąć bałagan na moim oddziale. Wracam po kilku godzinach zobaczyć czy żyje, a tu niespodzianka, nie ma go. Może być niebezpieczny dla otoczenia, tak pomyślałem że go poszukam….
Pielęgniarka pobladła. Jej oczy rozszerzyły się nieco.
- Niebezpieczny…. Dla otoczenia?
- Nie no –rozejrzał się niespokojnie. – Pani chyba akurat nic nie zrobi. A właśnie…. Wiadomo już coś o tej operacji? Skończyli?
- Ordynator Mikoshiba dziesięć minut temu szedł do swojego gabinetu, więc chyba tak – przyznała ostrożnie. – Ale nic więcej nie wiem, proszę pytać na bloku.
- Na bloku – powtórzył w zadumie neurochirurg. – No dobra. Dzięki ogromne. To ja sprawdzę. Gdyby pani gdzieś spotkała doktora Matsuokę proszę zachować spokój, żadnych gwałtownych ruchów, żadnych pytań. Najlepiej zamówić mu taksówkę i odesłać do domu.
Pokiwała głową, chociaż nadal nie wyglądała na uspokojoną. Sousuke z rozczarowaniem pokręcił głową. Kusiło go żeby iść do gabinetu ordynatora i podpytać o to, jak ostatecznie ułożyły się sprawy. Nie zrobił tego jednak ostatecznie. Zamiast tego poszedł prosto na blok operacyjny kardiologii. Z głosów pielęgniarek pełnych ulgi i podniecenia wywnioskował, że wbrew prognozom Rina świat się bez niego nie zawalił i obyło się bez większej katastrofy. Nagle coś zwróciło jego uwagę. Marynarka Rina wisząca na haku w szatni. Zapomniał jej kiedy wychodził z bloku w trybie awaryjnym? Nie, Sousuke zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć. Miał ją na sobie, kiedy kłócili się na korytarzu. Miał ją na sobie w gabinecie. Znaczy że co, wrócił?
- Jasna cholera – westchnął, pełen jak najgorszych przeczuć. Uchylił drzwi do sali pooperacyjnej. Poczuł, że nagle bardzo podnosi mu się ciśnienie. Rin siedział obok łóżka pacjenta, na całe szczęście stosownie przebrany i z maseczką na twarzy. Czujnym, niespokojnym wzrokiem wpatrywał się w monitory mierzące rytm serca i pozostałe funkcje życiowe Nanase. Nawet jeśli dostrzegł obecność Sousuke, nie dał tego po sobie poznać. Neurochirurg zaczerpnął tchu.
- Rin…
- Młody został, żeby pilnować – wskazał na Nitoriego, który spał w kącie, wciśnięty między szafkę a zapasowe krzesło. – Był wykończony asystowaniem, powiedziałem mu żeby się przespał, a ja go zastąpię.
Sousuke pokręcił głową. Nie miał więcej pytań. I co więcej, nie miał serca przekonać Rina żeby stąd poszedł. I tak odebrano mu tego dnia wystarczająco wiele, i to on był za to odpowiedzialny.
- Posiedzę z tobą – zaproponował.
- Wypierdalaj – odparł Rin, ani na sekundę nie odwracając wzroku od monitora. Odebrano mu prawo do ścigania się o życie Haru. Nie zamierzał pozwolić żeby ograbiono go też z czuwania. To było jego niepisane, nie wymagające tłumaczenia prawo i tym razem nikt nie zamierzał tego kwestionować.
Podpływali coraz bliżej powierzchni. Znów widzieli przeświecające przez nią zimne światło. Uciekali od niego niepewnie, chowali się w ciemności. Wracali do swoich rybich konstelacji, światło i dźwięk były jednak coraz bardziej obecne. Coraz trudniejsze do zignorowania. Znów więc krążył wokół światła. Przyglądał mu się nieufnie. Nasłuchiwał odgłosów. Na moment wychynął na powierzchnię, ale ból, biel i dezorientacja natychmiast zepchnęły go z powrotem w bezpieczną ciemność. Czaił się w niej, skulony i przestraszony. Pływał wśród świecących w mroku ryb próbując odzyskać spokój. Spokój nie przychodził, światło przyzywało. Znów zebrał się na odwagę. Wynurzył się. Tym razem znów pokonał go ból, ale zdołał zobaczyć znacznie więcej. Biały sufit. Lampę. Kobietę w białym czepku oraz czujny błysk w oczach doktora Matsuoki. Poddał się bólowi. Woda znów go zabrała. Pływali z Makoto po bezkresie czarnego i szmaragdowego oceanu, obserwowali sączące się przez powierzchnię wody białe światło. Wiedzieli już, czym jest. Jest zimnem. Jest bólem. Oznacza oderwanie się od oceanu raz na zawsze. Oznacza utratę czegoś bezcennego. Zapierającej dech w piersiach konstelacji gwiazd ukrytej w głębinach. Światła było jednak coraz więcej. Atakowało, nie dało się ignorować, odganiało wszystkie świecące ryby do ich skalnych kryjówek. Smutny i zrezygnowany podpłynął do powierzchni.
- Nanase…. Haru… - otworzył oczy. Zobaczył twarz doktora Matsuoki. Lekarz wyglądał inaczej niż kiedy widzieli się ostatnio. Haru nie był pewien w jaki sposób. Po prostu inaczej. Pokorniej.
- Zamrugaj
Zamrugał. Rzeczywistość wokół niego nabierała kształtów. Była nieznośna. Zimna, biała, obca. Była odgłosami aparatury, rurką drapiącą w gardle i ogromną raną w piersi.
- Uściśnij moją rękę. Mocno.
Niechętnie wykonał polecenie. Nie podobało mu się tutaj. Chciał już wrócić do wody. Chciał znów stać się wodą.
- Dobry chłopiec – ręka uspokajająco pogłaskała go po włosach. Zepchnęła go w ciemność. Znów pływał po swojej podwodnej samotni, ale teraz było już jakoś inaczej. Płytko. Pusto. Obecność Makoto była niewyraźna, ledwie wyczuwalna. Widoczna tylko kątem oka. Gdy wreszcie się wynurzył, doktor Matsuoka siedział obok niego ze wzrokiem utkwionym w monitorach. Uśmiechnął się ciepło do Haru. Znów kazał mu mrugać, kiwać głową, poruszać rękami. Wyglądał na usatysfakcjonowanego.
- No dobra – skinął na pielęgniarkę oraz czającego się gdzieś z tyłu stażystę. – Posłuchaj, Haru. Teraz wyjmiemy ci z ust rurkę, która pomagała ci oddychać. Możesz poczuć pewien dyskomfort. Na mój znak zakaszlesz, dobrze?
Lekarz jednym, zręcznym ruchem wyciągnął rurkę intubacyjną. Haru zaniósł się kaszlem, od którego rozbolała go rana w piersi. Zaczerpnął tchu. Zadygotał. Zatęsknił za swoim oceanem.
- No, już po bólu – powiedział pogodnie doktor Matsuoka, odkładając narzędzie na podsunięta przez pielęgniarkę tackę. Nie miał racji . Ból dopiero się zaczynał. Haru chciał przed nim uciec pod powierzchnię, ale z przerażeniem odkrył, że nie może. Jego ocean gdzieś zniknął. Była tylko płytka, brudna od krwi, zimna woda.
- No dobra – zagadnął go lekarz, zapisując na karcie kolejne pomiary. – To powiedz mi, Nanase, co ciekawego ci się śniło.
- Ocean- wyszeptał, wpatrując się w biały sufit. Doktor Matsuoka wzniósł oczy ku niebu.
- Ocean –uśmiechnął się sarkastycznie. – Oczywiście. Oczywiście, że ocean.
- Pływałem… pływałem w oceanie – Haru zmusił się, żeby wypowiedzieć kolejne słowa. W gardle czuł rozpaczliwą suchość. Musiał to komuś powiedzieć. A z tych wszystkich ludzi tutaj tylko doktor Matsuoka był w stanie go zrozumieć, nawet jeśli z niego szydził. – Razem z Makoto.
- Idź spać, Haru – powiedział lekarz, zaskakująco miękkim i łagodnym tonem. – Dostałeś leki przeciwbólowe. Zaraz zaczną działać. Idź spać, dzieciaku.
Ogień na kuchennym palniku zapalił się i niemal natychmiast zgasł. Rin jeszcze raz przekręcił pokrętło. Płomyk pojawił się na chwilę i zgasł kiedy tylko lekarz wycofał rękę. Zacisnął zęby, spróbował ponownie. Działało – tak długo, jak trzymał dłoń na zapalniku.
- Jasna cholera co za pieprzone, nieużyteczne gówno– krzyknął, energicznie kopiąc w kuchenkę i raz po raz zapalając i gasząc nieszczęsny palnik. – A żeby cię kurwa…. Siostra! – zawołał, odwracając się przez ramię. – Musimy kupić nową kuchenkę!
Gou stanęła w progu. Westchnęła.
- Wcale nie musimy, bracie mój – powiedziała ze znudzeniem, podchodząc do brata. – Jest w świetnym stanie, wystarczy tylko… - bez żadnego problemu zapaliła palnik i postawiła na nim czajnik z wodą. – O, proszę, już – zmierzyła brata uważnym spojrzeniem. Stał przy kuchennej szafce, opierając się dłońmi o blat. Oddychał ciężko. Mięśnie drżały, na blat skapywały z mokrych włosów krople wody. Przeniosła wzrok na przewieszony niedbale przez krzesło mokry ręcznik. – Pływałeś? – spytała ze zdziwieniem.
- Ścigałem się.
- I… i jak poszło? – zaryzykowała. – Wygrałeś?
Uderzył pięścią w blat.
- Przegrałeś?
- Zdyskwalifikowali mnie – wycedził przez zęby.
Gou ze zrozumieniem pokiwała głową. Nachyliła się nad nim i powąchała. Zmarszczyła brwi.
- Jesteś pijany – zauważyła. Momentalnie odwrócił się od okna.
- A ty jesteś ruda i masz męskie imię! – odparł, oskarżycielsko wskazując na nią palcem. Gou pytająco uniosła brwi. – I żaden chłopak cię nie zechce, chyba że też rudy. Co mi przypomniało że Momotaro Mikoshiba prosił mnie o twój numer, ale mu nie dałem, bo jego starszy brat to kanalia.
Młodsza siostra przyglądała mu się z mieszaniną troski i zaciekawienia. Tak naprawdę nigdy jeszcze nie miała okazji oglądać brata pijanego. Do tej pory takie ekscesy raczej mu się nie zdarzały. Nawet jeśli, to nigdy nie przychodził w takim stanie do domu
- A ty! – ryknął na nią. – Wiesz, co ty mi zrobiłaś? Wiesz, co mi zrobiłaś? Wiesz? – złapał ją za ramię i potrząsnął lekko. – Wiesz, co narobiłaś wrzucając mi to zdjęcie do torby?
- Jakie zdjęcie, Rin? O czym ty mówisz?
- Dobrze wiesz, jakie zdjęcie! To z pudełka! Samo do mojej torby nie wskoczyło, to ty musiałaś…! Oficjalnie zwalniam cię… - oświadczył. - Zwalniam cię z bycia moją siostrą!
- Przezabawne – uznała Gou, odsuwając się od niego na bezpieczną odległość. To wystarczyło by nieco ochłonął i przestał się odgrażać. Z pewnym zażenowaniem doszła do wniosku, że z nich dwojga to ona ma większe doświadczenie w byciu nietrzeźwym. I znacznie lepiej panuje nad swoim zachowaniem. – Weź ty człowieku nie pij, bo ci to nie wychodzi – Rin obdarzył ją wyjątkowo ponurym spojrzeniem. - A tak przy okazji, co to była za laska, która cię odstawiła do mieszkania, hm?
- Co znowu? – lekarz z roztargnieniem przeczesał dłonią wilgotne kosmyki. Czajnik na kuchence zaczął gwizdać. – Jaka laska?
-No, taka… - Gou sięgnęła po kubek brata. – Chuda, krótkie, jasne włosy, w fartuchu. Jakaś dupa ze szpitala?
- A – przypomniał sobie. – Nitori… - podrapał się po głowie. – Mój stażysta. W sumie mam niejasne wrażenie że w pewnym momencie wyciągał mnie z basenu i próbował robić resuscytację, ale mam nadzieję że mi się to przyśniło, bo jego też musiałbym zwolnić – mruczał pod nosem, obserwując jak Gou parzy herbatę. – A w sumie szkoda, przydatny jest…
- W dostarczaniu cię żywego do domu? Rzeczywiście – przyznała. Podała mu kubek pełen parującego napoju– Pij.
- Dzięki – skinął głową. Wziął kubek w dłonie i niezbyt pewnym, przesadnie ostrożnym krokiem ruszył w stronę swojego pokoju.
Przygryzła wargę. Zazwyczaj nie dopytywała o jego pracę i nie oczekiwała, że będzie jej się zwierzał z problemów na oddziale. Teraz jednak nie miała wątpliwości, że stało cię coś złego. Słyszała, jak snuje się po całym mieszkaniu, szukając czegoś, jak potyka się o meble. Jak przeklina.
Sousuke Yamazaki, który zadzwonił wcześniej tego dnia by uspokoić ją, że brat nie zaginął ani nie został przez nic porwany tylko robi nadgodziny, wyraził się jasno. „Zajmij się nim. Nie dopytuj. Zmuś żeby odpoczął". Żadnych pytań. Podkreślał to kilkukrotnie. Właśnie teraz, kiedy naprawdę chciała wiedzieć co doprowadziło brata do takiego stanu. Wreszcie zapadła cisza. Niepokojąca cisza. Wzięła w rękę swój kubek z herbatą i ruszyła na poszukiwania.
Znalazła go w ciemnym teraz salonie. Siedział, opierając się plecami o kaloryfer i tępo wpatrywał się w parujący kubek. Uklękła przed nim, opierając swój kubek na kolanach.
- Próbujesz się osuszyć? – zagadnęła, spoglądając na jego mokre włosy.
Westchnął ciężko.
- Wiesz… wiesz jakie to uczucie? – spytał głucho. – Płynąć i czuć, że dalej nie dasz rady, że twoje mięsnie odmawiają posłuszeństwa. Twoje płuca napełniają się wodą, zapadasz się coraz głębiej i nie możesz nic na to poradzić?
- Rin…? – zerknęła na niego podejrzliwie.
- Czujesz zimno… przez cały czas czujesz zimno, nawet nie tyle na zewnątrz, co jakoś tak od środka. Strach cię zmraża. Paraliżuje… Nagle trafiasz do szpitala, nikt ci niczego tak naprawdę nie tłumaczy, po prostu cię badają, a później mówią ci, że trzeba ciąć – umilkł. Upił kilka łyków.
- Wiesz jakie to uczucie leżeć na stole operacyjnym, Gou? –ciągnął. Przełknęła ślinę. – Po kilku godzinach przygotowań, rozmów, odkażania. To wszystko jest takie zimne, takie sterylne. Człowiek jest śmiertelnie przerażony, a jeszcze trzeba powiedzieć mu, co się z nim stanie. Jakie jest ryzyko, co może pójść źle. Żeby przeszczepić człowiekowi serce, trzeba najpierw wyjąć to chore. Oczywiście nie pracuje wtedy, bo by nie dało rady. Cała krew jaką masz w organizmie przepływa przez maszyny. Cała, Gou – podkreślił. - Trzeba otworzyć klatkę piersiową, rozciąć mostek… wyjąć je. To serce, znaczy. Przez kilka chwil człowiek nie ma serca, w jego piersi jest wielka, ziejąca dziura. Można w nią spojrzeć, zobaczyć pustkę. Stabilizuje się to rozszerzadłem, żeby mieć czyste pole operacyjne – mówił coraz szybciej, z coraz większym przejęciem. Gou spoglądała na niego z rosnącym przerażeniem. Pierwszy raz tak po prostu siedział i opowiadał jej o swojej pracy. Nie miała odwagi mu przerwać. – I się kroi. W pobliżu cały czas stoi defibrylator, cała ta machineria do przywracania do życia. I człowiek zasypiając to wszystko widzi, wie, że może być używane. Że nie masz na to wpływu, że jesteś całkowicie zależna od losu tych ludzi, którzy stoją wokół ciebie i na ciebie patrzą. Wiesz, że jeśli jednemu z nich chociaż zadrży ręka… - zauważyła, że nieco herbaty wylało się na dywan. – Że jeśli się pomyli, jeśli akurat będzie niewyspany, rozkojarzony, coś mu się przypomni… – wziął głęboki oddech. Przesunął dłonią po twarzy. - Leżysz na tym stole, pozwalasz się dotykać i podłączać do różnych rzeczy, i nagle widzisz, że dłoń lekarza, który z tobą rozmawia, który próbuje cię uspokoić drży… drży tak, że nie może tego opanować i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.. Że tak bardzo jest przekonany, że wie co robi i tak bardzo chce ci pomóc, ze może cię zabić jednym niezgrabnym ruchem i nawet…
Gou odstawiła swój kubek na bok i przysunęła się do brata. Mocno objęła go ramionami.
-Już dobrze, Rin – wyszeptała uspokajająco. Zrozumiała, o co chodzi. Musiałaby być ślepa, żeby się nie zorientować. Jego ręce nawet teraz…. Chyba jeszcze nigdy do tej pory tak bardzo mu nie współczuła. – Już po wszystkim. Idź spać.
- Wcale nie… wcale nie jest dobrze – wyszeptał, mocno zaciskając powieki. – I wcale nie jest po wszystkim. Tak naprawdę najgorsze dopiero przed nim.
