Rozdział V

-Nie! To nie ja!- wrzeszczał rozpaczliwie Peter, próbując uwolnić się z uścisku strażnika.

-Panowie...- zaczął Doktor, który też był trzymany bez warna.

-Milczeć!- ryknął Generał.

-Ale...-

-Powiedziałem: Milczeć!- zwrócił się Peter'owi- Panie Black w imieniu mocy instytutu nadanego mi przez ludność, oskarżam pana o zabójstwo pięciu osób...-

-TO NIE JA!!!-

-... i skazuję pana na karę śmierci- mściwie uśmiechnął się- Natomiast co do pana, panie Smith. To pan przyprowadził tutaj swojego koleżkę, dlatego profilaktycznie pan też jest winien tej zbrodni-

-A to mi nowość- prychnął ironicznie Doktor

-W związku z powyższym, pana też skazuję na karę śmierci. Wyrok odbędzie się dziś o północy na miejskiej szubienic-

-A co z prawem do sprawiedliwego osądu?- spytał Doktor- przecież każdy więzień ma do tego prawo-

-Tutaj ja jestem władzą-

-Insynuję pan, iż nie ma coś takiego jak sprawiedliwość-

-Bystry jesteś- żachnął Peter

Nagle do pomieszczenia wpadła kobieta. Podeszła do Generała, po czym powiedziała:

-Panie Generale, ci ludzie są niewinni-

Generał spojrzał badawczo na dziewczynę.

-Wylegitymuj się-

-Kendra Lape. Pracownica działu informatycznego-

-Panno Lape. Wszystkie dowody wskazują na tego chłopaka. Jak więc chce pani udowodnić ich niewinność?-

-Kamery zarejstrowały...-

-Nie bądź śmieszna! Kamery już dawno tutaj nie działają-

-Ale...-

-Niechże panie łaskawie wróci do pracy!-

-Ale...-

-Do pracy!-

-Przepraszam- Doktor uśmiechnał się do wszystkich- Ja chciałbym wysłuchać zeznań...-

-MILCZEĆ!-

-NIE! ZNAM PIĘĆ MILIARDÓW JĘZYKÓW I BĘDĘ MÓWIŁ!- wykrzyczał wściekle Doktor.

Generał wykrzywił twarz w paskudnym uśmiech.

-Zkaneblować go. I wsadzić do celi!-

-Panie Generale, nalegam aby pan mnie wysłuchał- zaczęła Kendra

-Cóż za niesubordynacja!- zwrócił się do strażnika- Niech pan wyprowadzi stąd pannę Lape. Aha, a pana Blacka niech pan przyprowadzi do sali przesłuchań. Trzeba go DOKŁADNIE przesłuchć. Po tych słowach Generał odwrócił się na pięcie I wyszedł zostawiając Doktora, Petera i resztę w pomieszczeniu...

***

Godzinę później

-Otworzyć kratę!- warn zwrócił się do strażników więziennych- przyprowadziłem więźnia z przesłuchania- wskazał na zakrwawionego mężczyznę, który na plecach miał, cieńkie szramy- ślady po biczu.

-Przesłuchanie- uśmiechnął się jeden ze strażników, ukazując swoje ostre zęby- uwielbiam przesłuchania-

Otworzył on kraty więzienne. Warn wprowadził niedbale zakrawawionego mężczynę, po czym natychmiast opuścił pomieszczenie.

-Ej! Ty! Wstawaj- warknął strażnik do nieprzytomnego- lepiej żebyś jak najwięcej zapamiętaj z ostatnich godzin życia- dodał rechotajął złośliwie, po czym odszedł razem z drugim strażnikiem.

Chłopak obudził się. Bolało go całe ciało, kręciło mu się w głowie i czuł, że zaraz zwymiotuję.

-Hmm... Errr. Aaaa- usłyszał jak ktoś mówi, jakby przez knebel.

-Doktor?- rozejrzał się. Na drugim końcu celi ujrzał zakneblowanego Doktora, leżacego samotnie. Ruszył aby mu pomóc. Po chwili Doktor rozcierał już sobie nadgarstki.

-Co ci się u diabła- zapytał Doktor patrząc na zakrawionego mężczyznę.

-Nic... Po prostu zapoznałem się z tutejszymi metodami przesłuchań- odpowiedział Peter próbując się uśmiechnąć. Nie wyszło mu- W każdym bądź razie pozostało nam kilka godzin życia-

-Wiem- Doktor podszedł do drzwi badając je swoim śrubokrętem- Ale tu wszytko jest szczelne-

-A nie masz tam gdzieś za pazuchą zmieniacza czasu? Albo przenośnego TARDIS? Nie wiem... Nie mógłbyś cofnąć czasu, albo czegoś podobnego?-

-Nie. Nie mógłbym. A przenośne zmieniacze czasu praktycznie nie istnieją...-

-Boże! I ty nazywasz się Władcą Czasu. Czyli zgniniemy. Zginę gdzieś na odludziu, z kosmitą I na dodatek publicznie sna szubienicy. Po prostu fantastycznie! Lepszej śmierci nie mogłem sobie wymarzyć- syknął zajadliwie Peter- A chociaż jakieś czapki niewidki? Przenośne teleporty? Laserowe klucze?-

-Co powiedziałeś?- zapytał olśnięty Doktor .

-Nie słuchasz mnie!-

-Nie, słucham i wiem jak stąd wyjść!-

***

- Więc mówisz, że będziemy niewidzialni-odparł Peter biorąc klucz od Doktora.

- Nie niewidzialni, tylko niedostrzegalni. Taka subltelna różnica-

- Na jedno wychodzi!-

- Nie, popatrz- Doktor wyciągnął z kieszeni jeszcze jeden klucz, po czym założył go na szyję.

- I jak?-

-Widzę cię-

-Właśnie. Na tym polega różnica między niedostrzegalnością, a niewidzialnością-

-Teraz to już kompletnie nic nie rozumiem- odparł zrezygnowany Peter. Spojrzał na zegarek, który nosił na ręku- 2 godziny do egzekucji. Masz jakiś plan?-

-To co zwykle: improwizacja!-

-Zamierzasz iść na żywioł? A co jeśli nas złapią?-

-Narazie musimy stąd uciec. Potem się zobaczy- Doktor założył swój klucz na szyję- lepiej go załóż. Za pięć minut przyjdą strażnicy z drugiej zmiany-

~To czyste szaleństwo. Na pewno nas złapią~ pomyślał w duchu, choć zaufał Doktorowi.

Czekali jakiś czas na pojawienie się strażników. Usłyszeli ich ciężkie kroki, które rozchodziły się po całym korytarzu. Po chwili wyłonili się dwaj muskularni warni.

-Spójrz nie ma ich!- jeden z przybyłych wskazał na celę, w której kryli się niedostrzegalni Doktor i Peter.

-Bardzo śmieszne! Sprawdź jeszcze raz jak masz problemy ze wzrokiem-

-Zobacz sam!-

Obaj mężczyżni stanęli przed kratą.

-To niemożliwe!- wyszeptał strażnik – Przecież nie mogli sobie stąd tak wyjść!- otworzył wąskim kluczem drzwi, po czym wszedł do celi.

~No dobra teraz albo nigdy...~ pomyślał Peter obserwując jak Doktor wychodzi przez otwartą kratę. Zbliżył się do wyjścia starając się nie robić hałasu. Modląc się w duchu, aby wszystko się powiodło, wyszedł poza kratę.

- Trzeba powiadomić Generała. Nie mogli daleko uciec- nawijał jak najęty strażnik, wciąż badając celę.

-O Boże! Mamy przechlapane, jak to wszystko się rozniesie na międzynarodową skalę-

-Nie histeryzuj. Jeszcze jest szansa, że ich znajdziemy-

-I co? I tak się nam oberwie-

-Ale przynajmniej uciekinierzy zostaną natychmiastwo straceni-

-Faktycznie pocieszające...- mruknął sarkastycznie jeden ze strażników.

Peter i Doktor oddalali się coraz bardziej od miejsca ucieczki. Nasłuchując czy ktoś nie czai się za rogiem szli ciemnym korytarzem przed siebie, zmierzając do wyjścia z lochów.

-Właściwie to co się stało wtedy na tamtym korytarzu?- Doktor spojrzał na Petera.

-Trudno to wyjaśnić... Najpierw usłyszłem dziwny głos... Nazwał się morfem...-

-Morf? Przecież one są rzadsze niż dinozaury!-

-Co? spotkałeś je już?-

O taaak! Raz dwa morfy zamienione w małpy próbowały wykraść mi banana. Co za bezbożność!- odparł Doktor, czym wywołał chichot u Petera.

-Rażące świętokractwo-

Wyszli na główny hol. Ujżeli jak grupka ludu nerwowo krząta się pomiędzy pracownikami. Nagle ktoś z nich wypowiedział:

- Dwoje osobników uciekło z lochów. Uruchomić działalność dziewiątą... -

Jednak Doktor nie zatrzymywał się. Szedł pewnym i dumnym krokiem pomiędzy pracowniami. Peter podążał za nim. Stłumił w sobie chęć zadania pytania "i co teraz", jednak Doktor jakby odczytał jego myśli, bo po chwili oznajmił:

-Musimy spotkać się z panną Lape, a potem odnaleźć naszego małego podszywacza-

-Jak chcesz go znaleźć-

-Pewnie nadal siedzi na tamtym korytarz- Zauważył zdumione spojrzenie chłopaka więc dodał- Bo morfy mają to do siebie, że nie chętnie opuszczają swoje siedlisko-

Wkroczyli do dziłu informatycznego. Bez problemu odnaleźli Kendrę- w końcu była dość rozpoznawalna, a na dodatek nikogo oprócz niej nie było w pracowni. Doktor bez wahania ściągnął klucz za swojej szyi.

-Dzień dobry!- przywitał się z uśmiechem – mam do pani kilka pytań...-