Rozdział VI

Kendra siedziała samotnie, popijając czarną jak smoła kawe. Upajając się mocnym jak jej rozpacz napojem, rozmyślała nad tym co wydarzyło się godzin temu. Jej przyjaciółka zginęła, dwóch niewinnych skazano na śmierć, a ona siedziała przy biurku, przygryzając wargi z bezsilności. Nagle usłyszała za sobą cudzy głos.

-Dzień dobry-

Odwróciła się tak szybko i gwałtownie, że aż w karku poczuła przeszywający ból. Ujrzała twarz mężczyzny o imieniu John oraz drugą osobę, która nagle wyłonił się po prostu znikąd. Osobę , którą nie dawno widziała na telewizorku w opuszczonej portiertni. Teraz był on cały pokrwawiony- ślady po torturowaniu jak się, zresztą słusznie, domyśliła.

-Mamy do pani kilka pytań- jej wzrok ponownie powędrował do mężczyzny w pasiastym garniturze.

-Doprawdy- odpowiedziała obojętnie.

-Tak- Doktor powoli podszedł do niej.

-Peter mógłbyś zamknąć drzwi?-

-A magiczne słowo?-

-Natychmiast!-

Peter, uśmiechając się, wykonał polecenie Doktora. Odwrócił się z powrotem do pozostałych. Zobaczył jak Doktor wygodnie siada na krześle. Jego łagodne spojrzenie powędrowało w stronę warnianki. Postanowił wziąć przykład z Doktora- w końcu wciąż był obolały po torturach zaplikowanych mu przez Generała . Opadł bezmyślnie na krzesło, starając się zignorować ból w plecach, który przypominał wbijanie tysiąca rozgrzanych do białości szpil.

-Panno Lape, co pani wtedy widziała. Co zarejstrowała kamera?-

-Dlaczego to mam zeznawać? Przecież nikt mi nie wierzy...-

-Ja pani wierze- Doktor uśmiechnął się szarmancko- a więc?-

-A więc...- odparła dziewczyna, po czym zaczęła opowiadać wszystko co pamiętała-... a potem dwóch takich jak ten tutaj- wskazała na bladego z bólu Petera... Jeden z nich wyciągnął broń i...- kontynuowała. Po chwili skończyła. Wstała I zaczęła obchodzić pokój.

-Dlaczego to coś... cokolwiek to było... zabiło moją przyjaciółkę?-

-Była przypadkową ofiarą. Widać nasz mały przyjaciel postanowił się niecnie zabawić-

-Niecnie? Jak go spotkam to mu nogi z du...- odrzekł rozeźlony Peter.

-YHM, YHM!- przerwała mu dziewczyna. Ponownie zwróciła się do Doktora.

-To znaczy?-

-To znaczy między więcej tyle, iż chce on zdobyć wladzę nad planetę I to nieważne czy po dobroci czy po złości-

-Ale dlaczego? Dlaczego podszył się po mnie?- spytał ranny chłopak.

-Zastanów się chwilę- odparł beztrosko Doktor.

Peter zaczął nad tym rozmyślać, co prawda I tak ból sprawiał, iż znacznie trudniej było mu się skupić.

-Bo jestem człowiekiem- pomyślał na głos- przewidział, że łatwo będzie im mnie znaleźć-

-Dokładnie- odparł Doktor, po czym ponownie zwrócił się do Kendry- a ta sprawa, którą Generał miał nas wtajemniczyć?-

Kendra wzięła głęboki oddech po czym powiedziała:

-To nie był pierwszy raz, kiedy w MATKA zginęły osoby. Wcześniej przypisywano temu etykietę przypadków, ale teraz...- spuściła głowę wlepiając wzrok w podłogę.

-Czyli co morfik szalał już wcześniej?- spytał Peter.

-Możliwe. Teraz nie musiał już się z tym kryć. Ale dlaczego? Trzeba będzie go o to spytać-

-CO? Chcesz go szukać?-

-Nie ja! Ty!-

-Dobrze się czujesz? BO chyba nie myślisz, że sam z siebie będę szukał tego wstrętnego mordercy-

-Ależ oczywiście, że będziesz szukał i istnieje kilkanaście powodów dlaczego maiłbyś to zrobić- Doktor zaczął wyliczać- dla zemsty, aby oczyścić swoje imię... No, a poza tym trzeba pomóc tej planecie-

-Niby w czym?-

-W walce z morfem. Ta planeta ma ogromny potencjał. W niewłaściwych rękach jest ona jak wyjątkowo śmiertelna broń- Doktor skończył swój monolog. Skierował się ku drzwiom. Założył swój klucz, po czym zawołał:

-Idziemy!-