ROZDZIAŁ 8

Kendra ze strachem wpatrywała się w to co działo się przed jej oczyma. Co prawda pracowała w MATKA więc powinna być przygotowana na wszystko, jak głosi jedno, jedyne prawo. Jednak nigdy w życiu nie przypuszczała, że ujrzy jak legiony morfów będą chciały przejąć jej rodzinną planetę. Czuła, że teraz wszyscy są w niebezpieczeństwie i nikt nie może im pomółtowne wstrząsy wyrwały ją z otępienia. Wszystkie ściany groźnie chybotały się, z sufitu odpadały kawałki tynku, podłoga jakby rozrywała się na kawałki, ukazując głebokie szczeliny.

Co się dzieje do jasnej cholery? - wrzasnęła przerażona

PRZECIĄŻENIE!!! - krzyknął Doktor - TEN BUDYNEK ZARAZ LEGNIE W GRUZACH!!!

Doktor podszedł do Kendry, złapał ją za ramiona i lekko potrząsnął

Musisz wrócić i wszystkich ostrzec... ewakuować... z tego budynku. Każde życie tutaj jest zagrożone – spojrzał na nią swoim przeszywającym wzrokiem

Zrobię wszystko co w mojej mocy – wyrwała się z uścisku Doktora, odwróciła się i wybiegła z pomieszczenia przez drzwi znajdujące się za nimi.

PRZECIĄŻENIE? JAKIE PRZECIĄŻENIE? -

ŚCIANY WSZECHŚWIATÓW SIĘ ZAŁAMUJĄ! TO TE OKNA! ONE PROWADZĄ DO INNEGO ŚWIATA - Doktor wrzeszczał - TRZEBA TO POWSTRZYMAĆ! -

Ale jak? Przecież tu roi się od morfów -

Trzeba się przecisnąć – Doctor zaczął się przemieszczać w stronę luster – AAAAGRH- chmara Morfów rzuciła się na niego. Doktor stracił równowagę. Po chwili w miejscu gdzie stał był niejeden, a pięciu Doktorów.

No świetnie!- żachnął się Peter- Z jednym świrem można jeszcze wytrzymać, ale z pięcioma? Przecież to zakrawa na masochizm!. No dobra, który z was to prawdziwy Doktor?-

To ja! Ja jestem prawdziwym Doktorem- pięciu Doktorów wypowiedziało to jak na komendę- Ej! Wy podli kłamcy!- Doktorzy zaczęli się ze sobą kłócić.

Taaaa... A ja jestem „Madonna ze skał". Pytam się po raz ostatni, który z was to prawdziwy Doktor?-

Peter to ja- Doktorzy ucięli łagodnym tonem. Po chwili znowu jednak zaczęli się ze sobą kłócić- Ej! Ty... parszywy...-

Stop! Powiedziałem STOP!- przerwał doktorowską kłótnię- po dobroci nie dowiem się, który z was to Doktor. W takim razie...- powiedział gorączkowo Peter, próbując sobie przypomnieć co Doktor mówił o Morfach. Nagle go oświeciło- niech prawdziwy Doktor wyjmie tą swoją zabaweczkę!-

Słucham?-

No tak... Z tego co zrozumiałem, Morfy pobierają DNA aby przemorfować się w swoja ofiarę, prawda?- uśmiechnął się lekko i kontynuował spokojnym głosem, jakby tłumaczył jakiemuś niepełnosprawnemu emocjonalnie dziecku ile to jest dwa plus dwa- To znaczy, iż nie może sobie wytworzyć rzeczy bezpośrednio niezwiązanej z ofiarą, czyli idąc tym tropem tylko Doktor ma to coś w kształcie długopisu!-

Doktorzy wpatrywali się w Petera bez jakichkolwiek emocji. Po chwili Doktor, który stał jako drugi po lewej stronie uśmiechnął się szeroko

Nieźle wykombinowane!- prawdziwy Doktor wyjął z kieszeni swój śrubokręt soniczny.

DoktorzyMorfy patrzyli na Doktora i Petera sępim wzrokiem. Po chwili tam gdzie stały, znajdowaly się już tylko Morfy w swojej naturalnej postaci!

-Chodź! Szybko! Zanim budynek legnie w gruzach!-

-Wiesz jak to powstrzymać?- Peter zerknął z lękiem w stronę luster.

-Mniej więcej-

-Bardziej mnie czy bardziej więcej?-

Doktor uważnie spojrzał na Petera, po czym odpowiedział

-Bardziej mniej. Teraz jednak mamy coś do zrobienia-

Peter ogarnął Doktora wzrokiem pełnym podziwu.

~Tak. Może to i świr ale z całą pwenością nie mogę powiedzieć, że mi się to nie podoba. W końcu bez ryzyka nie ma zabawy!~

***

W innej części MATKA...

-Trzeba natychmiast opuścić ten budynek!- wrzasnęła Kendra wchodząc do holu głównego, jednak nikt nie zwrócił na nią uwagi- Słuchajcie! Jesteśmy w niebezpieczeństwie. POSŁUCHAJCIE MNIE- krzyknęła ze wściekłością.

-To znowu pani! Czy nie kazałem pani wracać do pracy- odpowiedział Generał, który nagle wyłonił się znikąd.

-Niech mnie pan posłucha! Wszyscy musimy natychamist opuścić MATKA-

-Znowu zaczynasz?- warknął gniewnie warn- nie wiem w co grasz ale to robi się nudne. Jak zobaczę, że robisz coś... cokolwiek... niezgodnego z moim kodeksem, to przysięgam aresztuję cię!-

-Pańskiego kodeksu!?!- prychnęła Kendra- słuchaj paskudny mutuncie. Nie wiem co jest w tym twoim kodeksie, ale jeżeli zależy ci na życiu setki isteń to posłuchaj mnie chociaz raz!-

Generał wpatrywał się w nią oniemiały. Wyczytał prawdę z jej oczu- ona nie kłamała. Nagle ściany budynku dziwnie się zatrzęsły, co wywołało panikę wśród pracowników. Warny darli się wniebogłosy, uciekając gdzie popadnie, wzajemnie się tratując.

-Dobrze- odparł Generał- Niech mi pomoże ewakuować stąd wszystkich-

-W porządku- Kendra się uśmiechnęła- Ale niech pan wię, że po tym wszystkim należy mi sie spory awans. Zasługuję na niego-

-Jak nikt inny-Generał odszedł w strone pulpitu informacyjnego- Aktywować proces ewakuacyjny. Do drzwi podchodzić szeregiem! Raz, raz, raz. Nie ociągać się- warknął do warnów stojących w głównych drzwiach.

~Nareszcie~ pomyślała zadowolona z siebie Kendra~ Przydałby się tu drobne zmiany~ uśmiechnęła się szeroko, po czym dołączyła się do grupy ewakuowanych warnów.