Od autora:
Nie usprawiedliwiam się, bo nie istnieje siła, która zdolna by była, mnie usprawiedliwić.
Mam nadzieję, że chociaż się spodoba tekst.
Życzą smacznego.
Upiornawy
R.14
Rose weszła do ciemnego pomieszczenia, który znajdował się na końcu labiryntu dziwnych i pokręconych korytarzy. Cieszyła się, że nie muszą już błądzić po omacku, po tym nienaturalnym i ponurym budynku. Rozejrzała się uważnie się uważnie dookoła siebie, by dostrzec cokolwiek... jakąś, chociażby, najmniejszą cząstkę życia, albo przedmiot, który posłużył by się, za punkt zaczepienia w orientacji. Nic jednak nie zobaczyła – nawet wtedy kiedy jej wzrok częściowo przyzwyczaił się do mroku. Po chwili jednak, wokół niej rozbłysły bladoniebieskie światła, które skutecznie ją oślepiały. Instynktownie zacisnęła dłoń Doktora, który stał obok niej, mrużąc oczy, aby szybciej przyzwyczaiły się do blasku.
Co to niby jest? - Rose usłyszała zdziwiony głos Petera. Zaintrygowana tym tonem, spojrzała w kierunku, gdzie, kątem oka, dostrzegła ruch.
Witajcie moi drodzy – dziewczyna ujrzała Doktora, tego drugiego Doktora, co ją, ponad rok temu, opuścił. Jednak widok wywołał u niej ogromne przerażenie. Rose po raz pierwszy bała się Doktora.
Doktorze... – szepnęła pełna obaw. Jeszcze bardziej wzmocniła uścisk dłoni Doktora. Jej Doktora.
Tak, moja droga Rosie? Czy coś się stało – obcy Doktor zaczął przybliżać się w kierunku nowo przybyłych.
A to kto? – Peter nagle się odezwał, wskazując na nieprzytomną kobietę, przywiązaną do naprawdę dziwnego fotela.
Donna! – wykrzyknęli jednocześnie Doktor i Rose. Doktor był przerażony faktem, iż kobieta, której (jak dobrze wiedział) pamięć została poddana wyczyszczeniu znajduję się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Donna? – spytał zdziwionym głosem Peter. – Ta Donna, której Doktor wymazał pamięć? –
Rose spojrzała z zaskoczeniem na drugiego Doktora:
Jak to „której wymazał pamięć"? Myślałam, że Donna cały czas z nim podróżowała.
CISZA! – warknął opętany Doktor. Obszedł on fotel Donny, dotykając jej czoło swoją zimną dłonią.
Zostaw ją – wycedził przez zaciśnięte zęby drugi Doktor, zamykając swoją jedyną wolną rękę w pięść.
Kim ty właściwie jesteś? – spytał Peter ostrożnie robiąc krok do przodu, by znaleźć się bliżej tajemniczego osobnika.
To jest ważne młody Peterze Blacku – mężczyzna odrzekł spokojnie, choć jego głos był pełen czegoś, co śmiało mogłoby przypominać podniecenie. - Ważne kim oni są – na te słowa wskazał palcem najpierw na Doktora, potem na Donnę – i do czego mogą mi się przysłużyć.–
Co to znaczy? – odezwał się Doktor. – Do czego jestem ci niby potrzebny? – nie ukrywał swojej ciekawości. Był zaskoczony faktem, że jest niezbędny do jakiegoś zwariowanego planu... Doktora
Nie ty. Raczej twój doktorowski umysł –
Mój umysł??? – zaskoczenie Doktora zmieniło się w zaszokowanie. Po kiego diabła był potrzebny komuś jego umysł szczególnie teraz rozpoczął nowe życie jako człowiek (jakże fascynujące może być życie człowieka!). Jako John Noble. Teraz, kiedy był szczęśliwy z kimś, komu oddał swoje jedyne serce: - Po co ci on niby?
A jak myślisz? Jak myślisz, czemu niektóre gatunki są w stanie zabić, posiąść umysł Pana Czasu.
Doktor nic nie odpowiedział. Doskonale zdawał sobie sprawę czemu. W końcu to Panowie Czasu byli uważani za najstarszą rasę we wszechświecie. To oni, nikt inny, dysponowali całą mądrością dotyczącą świata, jego stworzenia oraz końca. Niedziwne więc, że wielu zabiłoby za taką wiedzę.
Twarz Doktora pociemniała, jego oczy zapłonęły: - Nie.
Co nie? – drugi-opętany-Doktor urwał wątek. Nie spodziewał się, że jeden człowiek jest mu się w stanie sprzeciwić.
Nie – tym razem w głosie człowieczego Doktora słychać było wściekłość – nie oddam ci mojego umysłu.
Obawiam się Doktorze, że chyba nie masz wyboru – twarz mężczyzny była pusta jakby nigdy nie należała do swojego dawnego właściciela, mężczyzny, który tak bardzo cenił ludzkie uczucia.
Zawsze jest jakiś wybór – tym razem to Rose wtrąciła się do rozmowy. Spojrzała na Doktora z nadzieją, wiarą. Wiedziała, że dopóki on tu jest, absolutnie nic im nie grozi.
ZAMKNIJ SIĘ!!! – mężczyzna wrzasnął dziko. Jak to możliwe, że banda głupich, ludzkich małp mu się sprzeciwia? Musi pokazać gdzie jest ich miejsce, że niedługo zginą. Czując krew, która nienaturalnie szybko pulsowała ze złości, podszedł do kilku narzędzi, stojących za fotelowym-narzędziem-tortur-Donny.
Tak chcesz grać Doktorze? – na jego pojawił się chytry uśmieszek. Uśmiech jaki Rose nigdy nie widziała na tej twarzy. Uśmiech, który jej się nie spodobał i nigdy nie spodoba. Uważnie przyjrzała się twarzy swojego Doktora. Czy on też się tak uśmiechał? Nie wiedziała, ale skoro tamten Doktor potrafił właśnie tak się uśmiechać, to jej zapewne też.
Nie.
Jej Doktor jest inny.
Jest czarującym mężczyzną. Człowieczym Panem Czasu. Byłym podróżnikiem. Był człowiekiem, z którym wiązała swoje plany. Małżeństwo; dzieci; wspólne, długie życie.
Tak, jej Doktor był inny. I z całą pewnością się tak nie uśmiechał. Tak przerażająco. Widziała na jego twarzy skupienie, takie jakie zazwyczaj malowało się podczas ich przygód w czasie i przestrzeni. Wiedziała też jedną, ale za to bardzo ważną rzecz. Jej Doktor ich uratuje. Po raz kolejny uda mu się wyrwać wszystkich ze szponów śmierci.
W takim razie wybieraj: albo życie twojej przyjaciółki Donny, albo twój umysł. Twoje życie.
