HARRY POTTER I OKO SMOKA
Część druga (2) [ II
O tytule:
CZĘŚĆ DRUGA
#Lochy w pałacu Voldemorta. Na środku pokoju stoi klatka, a w niej Harry. Pilnuje go Lucjusz. Ponure dekoracje, pod sufitem zwieszają się wpółzgniłe ciała.#
LUCJUSZ: A więc Potter, czy ci już mówiłem, że nie pokonasz Mrocznego Pana?
HARRY: ( Znudzonym głosem) Tak, czterdziesty czwarty raz.
LUCJUSZ: I Powiem jeszcze raz: nigdy nie pokonasz Mrocznego Pana.
HARRY: Aha.
CISZA: (Zapada)
LUCJUSZ: Na pewno mówiłem ci , ze nie pokonasz Mrocznego Pana?
HARRY: Na pewno. Czterdzieści sześć razy.
LUCJUSZ: Aha.
CISZA: (Zapada jeszcze raz)
HARRY: Słuchaj Malfoy, możesz dać mi lizaka?
LUCJUSZ: Ale nie użyjesz go do przepiłowania krat i ucieczki?
HARRY: Nie ma strachu, nic takiego nie da się zrobić lizakiem!
LUCJUSZ: Masz rację. (Daje Harry'emu lizaka) Proszę, i znaj dobrą wolę Mrocznego Pana. Czy mówiłem już, że nigdy go nie pokonasz?
HARRY: (Patrzy z niedowierzaniem na lizaka; jest to chupa- chups. Nagle przychodzi mu do głowy pomysł) Nie, nie mówiłeś. Czemu niby go nie pokonam?
LUCJUSZ: Bo on zdobędzie Oko Smoka. To ściśle tajne, ale…(nachyla się i mówi szeptem) Mroczny Pan wie, że Oko daje potęgę gdy zna się hasło dostępu i ma się login. Hasło to: Ktoś za tobą stoi, a login trzeba sobie wymyślić. Wtedy wszystko idzie na twój konto. Idziemy po nie w piątek. Ale pamiętaj, to jest ściśle tajne. Nawet wiedza, że to ściśle tajne, jest ściśle tajna
HARRY: Rozumiem…Malfoy, możesz dać mi ołówek i kartkę?
LUCJUSZ: Jasne… (wyciąga kartkę i ołówek; nagle zatrzymuje się w pół ruchu) Ale nie przepiłujesz tym krat i nie zwiejesz?
HARRY: Na pewno nie. Nie można przecież tego zrobić ołówkiem i kartką.
LUCJUSZ: Masz rację (podaje rzeczy Harry'emu) Proszę. A czy wiesz, że nigdy nie pokonasz Mrocznego Pana?
HARRY: O Boże…
KOBIETA W BERECIE: (Pojawia się) Aaaa… Nie wyzywaj imienia Pana Boga twego nadaremno, bezbożniku! Zresztą jesteś postacią areligijną, nie powinieneś mówić nic o Bogu!!!! Raz ktoś dał mi szanse powiedzenia czegoś - Książki o Harry'm Potterze powinno spalić się na stosie. I to jest moja opinia. I wszystkich moich znajomych. Mieci Grzybowej, Ali Szczygielnik i całej Rodziny Radia…
LUCJUSZ: (wyciąga różdżkę i mruczy zaklęcie) Znikus Kobietus!
KOBIETA W BERECIE: (Znika)
LUCJUSZ: (Z ulgą) Kataklizm zażegnany. Czy wiesz Potter, że…
HARRY: …Nigdy nie pokonam Voldemorta? Tak, wiem.
LUCJUSZ: …że ona pojawia się tu co dwadzieścia minut? Ktoś chyba obłożył to miejsce klątwą. Kiedyś musiałem przez trzy godziny wysłuchiwać sprawozdania z kółka modlitewnego! Trzy godziny! Horror!!
HARRY: (Znudzony) Tak, to naprawdę straszne. Ale znam gorsze rzeczy. Na przykład kogoś, kto co minutę pyta o to samo. Chyba nie muszę pokazywać palcem.
LUCJUSZ: Nie wiem o kim mówisz. Na pewno nie pokonasz Mrocznego Pana, wiesz?
HARRY: …
CISZA: ( Zapada po raz trzeci)
HARRY: (Pisze coś na kartce) Malfoy, możesz dać mi moją różdżkę?
LUCJUSZ: Jasne, przecież różdżką nie da się przeciąć krat, oszołomić mnie i uciec.
HARRY: (Zdziwiony, że tak łatwo poszło) Oczywiście, jak mógł ktoś pomyśleć, że można. Toż to absurd.
LUCJUSZ: (Podaje różdżkę Harry'emu) Proszę Potter.
HARRY: (śmieje się demonicznie, odbiera różdżkę i oszałamia Lucjusza)
LUCJUSZ: (No, jest oszołomiony)
HARRY: (Otwierając drzwi do klatki) Grunt, to głupota przeciwnika. I trochę własnej inteligencji. I znajomość terenu. ( Rozgląda się; nie wie gdzie jest) Ale tego składnika mi akurat zabrakło. (Budzi Lucjusza) Te, Malfoy, jak stąd wyjść? Z zamku, znaczy się ?
LUCJUSZ: (Półprzytomnie) Prawo, lewo, prawo, środek i potem mostem. Nawet dwulatek by się nie zgubił. Ale nie uciekasz, prawda?
HARRY: Skąd ci to przyszło do głowy? (Wali Lucjusza deską po głowie i ucieka)
#Kwatera główna Zakonu Feniksa. Przy stole siedzi Dumbledore i Syriusz. Grają w lotki, rzucają do tarczy z przylepionym na niej Voldemortem (zdjęciem). MOLLY Weasley szykuje obiad.#
SYRIUSZ: (Rzuca) Ha! Jestem mistrzunio! W samo ucho!
DUMBLEDORE: (Rzuca) No cóż, ja ciągle trafiam w kaptur. A ty, Molly, rzucisz raz?
MOLLY: ( Mieszając w garnku) Nie, bo to może być niebezpieczne. A jak się skaleczę lotką?! A jak przypadkowo kogoś trafię?! A jak … No, nie wiem, coś się stanie? To co wtedy?
SYRIUSZ: Nie umiesz się bawić, Molly. (Rzuca) O, trafiłem w nos!
DUMBLEDORE: CO?! Jak jeszcze będziesz ze mną bezwstydnie wygrywał, to wyrzucę cię z Zakonu. I powiem Ministrowi, że szukane cię na Antarktydzie jest bezsensowne!
MOLLY: O, Minister szuka cię na Antarktydzie?
SYRIUSZ: Ta-ak. To debil. Nawet nie przypuszcza, że Kwatera główna znajduje się naprzeciwko jego domu. Nawet nie zauważył wielkiego bilbordu z napisem „Zapisy do Zakonu Feniksa na ulicy Grimmauld Place nr.12. Wołać S. Blacka." Jakbym nie był wciąż poszukiwany i jakby Zakon był legalny. I pomyśleć, że Knot mieszka naprzeciwko! Codziennie gapi się na ten napis!
DUMBLEDORE: To dla nas dobrze. Zresztą w posadzie Ministra Magii chodzi o to, by nie umiał za dużo myśleć. Ma tylko podpisywać papierki i wydawać oświadczenia na kartce. Nawet ty byś się nadawał, Syriuszu.
SYRIUSZ: …
SNAPE: (Wchodzi)
SYRIUSZ: A ty co tu robisz? Jazda stąd, my tu Pracujemy. Pracujemy przez wielkie P.
SNAPE: (Rozglądając się ) Rzucając lotkami do tarczy? Też mi praca.
SYRIUSZ: to nie jest zwykła tarcza, to tarcza ze zdjęciem Sam- Wiesz- Kogo!
SNAPE: A czy to coś zmienia?
SYRIUSZ: (Myśli chwilę) Nie, ale byłoby miło, gdybyś zauważył różnicę między tarczą , a tarczą ze zdjęciem Sam- Wiesz- Kogo!
SNAPE: A czy to coś zmienia?
SYRIUSZ: Z tobą jak zwykle nie da się rozmawiać.
DUMBLEDORE: A więc czemu możemy zawdzięczać tą naglą wizytę?
SNAPE: Chodzi o twojego Złotego Chłopca, Bezczelnego Zdobywcę Pucharu Quidditcha, Paskudnego Smarkacza i Całkowite Beztalencie.
DUMBLEDORE: Czyli o kogo chodzi, bo się zgubiłem w tytułach?
SNAPE: O Pottera, dyrektorze.
DUMBLEDORE: Ooo, o Harry'ego. Co z nim, Smarke… Severusie? Czyżbyś chciał zarzucić mu, że z premedytacją i nieprzypadkowo nie łamie żadnych przepisów?
SNAPE: Wręcz przeciwnie, dyrektorze. Potter dostał się w ręce Mrocznego Pana i jest przetrzymywany w lochu.
DUMBLEDORE: (Ze zgrozą) O nie! Musimy go ratować! Syriuszu, zwołaj wszystkich, których możesz! A tych, których nie możesz, tez zawołaj. Molly, ty przygotuj jedzenie dla większej ilości osób. Spodziewam się około dwustu.
MOLLY: Nie ma strachu, Albusie. ( Otwiera drzwi do spiżarni; tam, w garnkach, gotuje się jedzenie dla dwustu osób) Dobra gospodyni, to gospodyni zawsze przygotowana na przyjęcie dwustu gości!
SYRIUSZ: …
SNAPE???
DUMBLEDORE: Eee…
SNAPE: Dyrektorze, mi nie tyle chodziło o akcję ratunkowa dla tego $#… Ale mam katar, wybaczcie…Dla tego Pottera, tylko o wyrzucenie go ze szkoły. W regulaminie na pewno jest zakaz przebywania w niewoli w czasie roku szkolnego.
DUMBLEDORE: Zajmę się tym zaraz po uwolnieniu Harry'ego.
#Kuchnia powoli zapełnia się członkami Zakonu Feniksa. Rozmawiają cicho, kilkoro gra na Gameboy'ach, co nie uchodzi nadaktywnej uwadze mistrza eliksirów i złośliwości (chyba nie muszę pisać o kogo chodzi)#
SNAPE: Wydawało mi się, że w magicznym świecie nie wolno używać Gameboy'ów, dyrektorze.
DUMBLEDORE: (Nic nie mówi)
SNAPE: Dlaczego nie odpowiadasz, Albusie?
DUMBLEDORE: A czy ktoś mi zadał pytanie?
SNAPE: Tak, ja. O używanie Gameboy'ów.
DUMBLEDORE: Nie, nie zapytałeś. To było stwierdzenie, drogi Severusie. Zawsze mówiłem że w Hogwarcie powinno się uczyć mowy ojczystej. Pewnie w szkole nikt oprócz jednej osoby nie wie co to zdanie podrzędne i nadrzędne.
SYRIUSZ: (Z pewnością siebie) Zdanie nadrzędne, to zdanie leżące nad rzędem zdania podrzędnego, które jak sama nazwa wskazuje, leży pod rzędem nadrzędnym!
MOLLY: …
SNAPE…
DUMBLEDORE: Nie do końca.
SNAPE: To jak jest z tymi Gameboy'ami?
DUMBLEDORE: Mój drogi, czymże jest życie bez odrobiny rozrywki? Autorka miłościwie zrozumiała, że mugole mają więcej fajnych rzeczy do zabawy. Nie możemy używać PC- ów, w naszych czasach nie ma jeszcze gier na komórkach, więc musimy sobie radzić Gameboy'ami.
SYRIUSZ: A co to „gry na komórce"? Ja znam grę w komórki i granie na komórce. Trochę to drugie niebezpieczne, ale czym byłoby życie bez nutki ryzyka? Ja codziennie podejmuję pewne ryzyko.
MOLLY: a jakie, Syriuszu?
SYRIUSZ: Codziennie narażam się na ogromne, wręcz śmiertelne ryzyko zranienia się na krześle!
SNAPE: CO?!
SYRIUSZ: Czy wiesz, że w USA więcej osób odnosi poważne obrażenia na krzesłach i fotelach z ich powodu, niż w czasie cięcia piłą mechaniczną? Serio.
TAJEMNICZY GŁOS: Macie coś zabawniejszego niż to? Trochę przynudzacie czytelników, wiecie?
SYRIUSZ: O, już wróciłaś, kotku?
TAJEMNICZY GŁOS: Nie jestem kotkiem! I jeżeli zaraz nie wymyślicie nic zabawnego, to przechodzę do Harry'ego, on zawsze potrafi rozśmieszyć publikę.
SNAPE: Dla dobra ogółu mogę zatańczyć czardasza na stole.
TAJEMNICZY GŁOS: (Ze zgrozą) NIE!
SYRIUSZ: (Ze zgrozą) NIE!
MOLLY: (Ze zgrozą) NIE!!
WSZYSCY: NIE!!!!!
SNAPE: (Obraża się ) Dlaczego nie? Od dziecka było to moim najbardziej skrytym marzeniem! Kiedy raz w życiu się do tego przyznałem, to nie chcecie tego oglądać. I ja mam być zadowolony z życia, co?
TAJEMNICZY GŁOS: Zrozum, na tym ucierpiałby twój imidż.
SNAPE: Mam go gdzieś! JA CHCĘ TAŃCZYĆ!!!!!!!!!
TAJEMNICZY GŁOS: Chyba mam co chciałam. Trochę luda się pośmiało, a o to chodziło. I zmywam się zanim Smar… Severus zatańczy. To będzie straszne.
#Pokój wspólny Griffindoru. Siedzą tam Sylwia, Ron i Hermiona. Nagle wchodzi Harry.#
HARRY: Cześć wszystkim!
SYLWIA: TY ŻYJESZ!!!!!
HARRY: Tak szybko to się mnie nie pozbędziecie.
RON: Już straciliśmy nadzieję, że cię zobaczymy!
HERMIONA: Już chciałam zacząć pisać mowę pogrzebową.
SYLWIA: (Do siebie) I po co kupowałam czarną suknię…
HARRY: Miło że we mnie wierzycie całym sercem.
HERMIONA: I czego dowiedziałeś się o Oku?
HARRY: A może najpierw spyta się ktoś jak się czuję?
RON: Jak się czujesz, Harry?
HARRY: Lepiej nie pytaj!
SYLWIA: Trochę nie nadążam za twoim tokiem rozumowania. Najpierw prosisz się o …
HARRY: W niewoli nie mnie torturowano, wiecie? Musiałem czytać Saviour- Vivre i oglądać… (wzdryga się ) I oglądać…Nie, to zbyt traumatyczne przejście!
RON: Musiałeś oglądać gołego Sam- Wiesz- Kogo?
HERMIONA: Musiałeś oglądać zniszczone wydanie książki? Brrr…Sama byłabym przerażona!
SYLWIA: (Z przerażeniem) Musiałeś oglądać Teletubisie?!
HARRY: Gorzej. O, znacznie gorzej.
SYLWIA: Nic gorszego od Teletubisiów nie przychodzi mi do głowy.
HARRY: (Drżącym głosem) Musiałem oglądać Lippy & Messy non stopprzez cztery godziny!!!!!!!
SYLWIA: O rany…
HERMIONA: Zatkało mnie. Jak oni mogli tak cię potraktować! To gorsze od poplamionego barszczem wydania „Historii Hogwartu"!!!
RON: To gorsze od Percy;ego śpiewającego pod prysznicem! A niewiele rzeczy ma ten status, wierz mi!
SYLWIA: Moje biedaczysko… To co wiesz o Oku?
HARRY: (Wyciąga karteczkę od Lucjusza) Do zdobycia Oka potrzebne są: hasło i login. Hasło to: „Ktoś za tobą stoi" a login należy sobie wymyślić. A wy czegoś dowiedzieliście się?
HERMIONA: Tak, ale nie zamierzam zanudzać tych którzy już o tym słyszeli. Czyli w skrócie: wiemy gdzie jest Oko i kiedy tam idzie Zakon.
HARRY: Super. To kiedy my idziemy?
SYLWIA: Może w piątek, co?
HARRY: Może być, chociaż wydaje mi się, ze w ten dzień coś miało się zdarzyć…
RON: No to w piątek.
SYLWIA: Właściwie to jak zwiałeś? Oczywiście ja wiem doskonale, ale wiem też, że nikt inny nie zapyta, a ma to pewien wpływ na dalszą akcję.
HARRY: Więc… Byłem bezlitośnie torturowany przez Malfoy'a i w przebłysku geniuszu poprosiłem go o lizaka…
RON: Jacie… To musiało być przerażające…
HERMIONA: Jakie to ciekawe, kontynuuj!
HARRY: To był chupa- chups! I główka pracuje! Od razu znalazłem Bardzo Sprytne Wyjście Z Sytuacji… No i tu jestem.
SYLWIA: Superrrrr…
HERMIONA: Zawsze uważałam, że jesteś Kimś z wielkiej litery K.
RON: To, co mówiły one i jeszcze dodam od siebie: wicked !!!
HARRY: A to co za wyraz?
HERMIONA: Łiked? Może to jakiś środek do czyszczenia blatów…
RON: Nie wiem co to znaczy, tak mi się pałęta po umyśle…
HARRY: Aha.
CISZA: (Zapada; jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to ona jest kimś ważnym, więc za miliard dolarów i pudla zgodziła się ją zagrać Julia Roberts.)
POSTAĆ ZA OKNEM: (Leci w dół [Ważna informacja- okno jest 20 m nad ziemią) Aaaaaaaaaaa! Niech cię lichoooooo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
HARRY: (Zaaferowany) Ktoś przeleciał za oknem!
SYLWIA: (Bez zainteresowania patrzy na Harry'ego) Co?
HARRY: Ktoś przeleciał za oknem! W dół!
SYLWIA: Ooooo. Chyba na górze odbywa się casting do roli nauczyciela OPCM.
HARRY: Aaaaa…
DRUGA POSTAĆ ZA OKNEM: (Zdziwicie się - robi to, co Pierwsza) Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Już nie chcę tej roboty…!!!!!
RON: O, to był Kingsley!
SYLWIA: Nie, (trzecia osoba wypada) TO był Kingsley.
RON: Masz rację.
CZWARTA POSTAĆ: ( Leci w dół) Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Powinienem był pozostać przy roli Mr. Smitha!
HERMIONA: O Boże, czy to był Brad Pitt?!
HARRY: (Podchodzi do okna) Ta-ak… (Rozlega się łomot) O, teraz jest naprawdę piękną plamą.
HERMIONA: CO?! Ja KOCHAM Brada Pitta!!!!!! On nie może umrzeć!!!!!!
SYLWIA: Szkoda chłopaka…
RON: Zawsze uważałem, że ta posada jest przeklęta. Na pierwszy roku Quirrell był opętany przez Sami- Wiecie- Kogo, na drugim Lockhart był cepem, na trzecim Lupin- wilkołak, na czwartym Moody, a dokładnie Crouch był sprzymierzeńcem Sami Wiecie- Kogo, na piątym Umbridge była krową, a na szóstym…
SYLWIA: Ciiiiii! Nie mów co było na szóstym roku, czytelnicy w większości jeszcze nie wiedzą…
TAJEMNICZY GŁOS: Racja!
HARRY: Zaraz, zaraz… Przecież Snape zawsze polował na ta posadę, może zaraz on wyleci!
WSZYSCY: (Ważą w myślach ten pomysł. Szerokie, złośliwe uśmiechy )
RON: (Podchodzi do okna) No, Snape, skacz, nic gorszego cię nie spotka…
HARRY; Skacz, i tak w na szóstym roku…
TAJEMNICZY GŁOS: Echem, echem, coś było mówione o szóstym tomie…
HARRY: Niech ci będzie… SKACZ SNAPE, SKACZ!!!
#Kwatera Zakonu Feniksa#
DUMBLEDORE: Oznajmiam z przyjemnością, że Harry znalazł się.
WSZYSCY: (Wiwatują)
DUMBLEDORE: Ale mamy inną kwestię do omówienia. Kiedy idziemy po Oko Smoka?
SYRIUSZ: Może w piątek? Śmierciożercy zrobią sobie weekend i nie przyjdą. I tyle.
WSZYSCY: (Wiwaty)
DUMBLEDORE: Okej, może być. Teraz szczegóły akcji w piątek. Jeżeli ktoś kończy pracę przed trzecią i idzie do kina, to niech wiesza na czwartkowym zebraniu płaszcz na dolnych wieszakach, pozbiera rzeczy z szafek i przewiesi kurtkę brata lub siostry na wyższy wieszak. Jeżeli ktoś kończy prace przed czwartą i potem odwiedza chorą babcię niech powiesi kurtkę na wyższych wieszakach, przełoży płaszcz brata lub siostry na niższy wieszak, spisze testament uprzednio opróżniając szafkę. Jeżeli czyjeś rodzeństwo kończąc pracę o piątej idzie do kina, proszę przewiesić ich płaszcz na niższy wieszak. A potem się zobaczy.
TONKS: A jeśli ktoś kończy o czwartej i nie ma rodzeństwa?
DUMBLEDORE: Głupie pytanie. Wtedy najpierw opróżniasz szafkę, piszesz testament przewieszasz kurtkę na niższy wieszak.
TONKS: Aaa…
DUMBLEDORE: No to wszystko jasne?
MOLLY: A jaki kryptonim ma nasza akcja?
McDONAGAL: No cóż… Mieliśmy już jedna akcję o nazwie Jedna Akcja. Potem była następna akcja o kryptonimie Następna Akcja…
DUMBLEDORE: To może nadamy jej wdzięczny kryptonim Tajna Akcja W Piątek?
WSZYSCY: (Wiwatują)
#Korytarz Hogwartu. Stoją tam Harry i Sylwia całując się. Dookoła świece, w tle romantyczna muzyczka, para powoli zbliża się do dużego, przestronnego łoża w kształcie serca. Nagle pojawia się normalne światło i muzyczka gaśnie. Podchodzi Ron.#
RON: (Żałośnie)Cześć.
HARRY: (Zmieszany) Eee…Cześć.
RON: Chciałem z wami po prostu porozmawiać.
SYLWIA: Wiesz, nie chcę być niegrzeczna, ale…
RON: To samo powiedziała Hermiona jak do niej podszedłem.
HARRY: Ooo…A to dlaczego?
RON: (Z westchnieniem) Nie mam pojęcia. Przecież nic nie robiła na tej kanapie z Krumem, tylko leżała…
HARRY: (Ukrywa twarz w dłoniach)
SYLWIA: …
RON: Tak, ja wiem, że wy wszyscy mnie nie lubicie, ale chwila rozmowy nie zrobi wam chyba różnicy…
SYLWIA: Ależ Ronaldzie, my cię naprawdę lubimy. Nie wiem czemu myślałeś inaczej!
RON: To ona też mówiła…
SYLWIA: Wiesz, zaraz z tobą pogadamy, tylko coś dokończymy…
HARRY: Daj spokój, przecież w i tak już nie ma odpowiedniej atmosfery.
CISZA: (zapada)
HARRY: Właściwie jak masz na nazwisko?
SYLWIA: No cóż… Dowiecie się w piątek.
RON: Czemu?
SYLWIA: Bo tak przewiduje scenariusz.
HERMIONA: (Przychodzi)
RON: Czekałem na ciebie.
HERMIONA: Miłe z twojej strony.
RON: Nie zapytasz dlaczego?
HERMIONA: Nie.
RON: I tak ci powiem. Nie umiem rozwiązać zadania z eliksirów i potrzebuję przepisać to od kogoś.
HERMIONA: Nie ma mowy!
SYLWIA: Ja pójdę z tobą i dam ci spisać!
RON: Super, dzięki! (Wychodzi)
SYLWIA: (Wychodzi)
HERMIONA: (Wyciąga podkładkę do notowania, długopis i jakąś kartkę; jest na niej napis „Składniki dobrego filmu ") Pomożesz mi Harry w zrealizowaniu tego?
HARRY: Jasne!
HERMIONA: Powiedź mi czy były tu sceny romantyczne, sensacyjne i/lub humorystyczne?
HARRY: Tak.
HERMIONA: Barwne postaci, niecodzienne sytuacje, scena ucieczki z rąk wroga?
HARRY: Tak.
HERMIONA: Ponętna bohaterka i/lub przystojny bohater?
HARRY: Tak, ja.
HERMIONA: Scena wyrzucania ludzi z okna?
HARRY: O, tego nie było. Chyba żeby liczyć ich przelot za oknem.
HERMIONA: (Sprawdza w tekście) Nie, tu jest napisane, że bohater/bohaterka ma wyrzucić kogoś przez okno. I to stanowi scenę zabawną w filmie.
NEVILLE: (Idzie sobie niczego nie podejrzewając po korytarzu.)
HERMIONA: (Wyrzuca go przez okno)
NEVILLE: Aaaaaaaaaaaaa! JAK MOGLIŚCIE MI TO ZROBIĆ……!!!!!! Aaaaaaaaaaaaa, ooooooooooo Rąbnąłem się w głowę spadając, aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! #$&#… (umiera od siły uderzenia)
HERMIONA: Czy to było wystarczająco zabawne?
HARRY: Tak mi się wydaje.
HERMIONA: Ale na wszelki wypadek… (Wyrzuca przechodzącego Snape'a)
SNAPE: AAAaaaaaaaaa!!!! Zapłacisz mi ty $# głupie &$# syn $!!!!!!!!!!!!!!#$$, dzieciaki #$$!!!!!!!!! AAAaaaaaaaaa!!!!!!!!(Umiera)
HARRY: TO było naprawdę zabawne.
HERMIONA: Ta-ak, mi się tez tak wydaje.
TAJEMNICZY GŁOS: Taki los spotyka ludzi przeklinających. Biedny Neville, mógł się uratować, ale przeklinał i trzeba go było uśmiercić dla dobra ogółu…
HARRY: …
HERMIONA:…
#Czas sobie płynie… I płynie…I płynie… I jest już piątek. Hogwart, jedna z tajemniczych sal.#
HARRY: No to zanim pójdziemy musimy mieć Plan!
RON: Proponuję taki: idziemy, zabieramy Oko, wracamy. Czy nie jest genialny?
HARRY: …
HERMIONA: …
SYLWIA: Wiesz, nam chodzi o coś bardziej, hm… szczegółowego.
HERMIONA: Bo przecież wiemy co mamy zrobić, powinniśmy za to ustalić jak!
HARRY: Twój plan jest dobry, ale do kitu.
CISZA: (Zapada. Wszyscy przeprowadzają intensywne procesy myślowe)
HARRY: Czekajcie, czekajcie…
SYLWIA: Zapewniam cię, że nigdzie się stąd nie ruszę.
HARRY: (Wstaje, patrzy nieobecnym wzrokiem w dal; w tle muzyka z Bonda) Aportujemy się do tej jaskini ostrożnie badamy wnętrze, zabieramy Oko i deportujemy się do Hogwartu!
HERMIONA: GENIALNE!!!!!!!!!!!!!!!!
SYLWIA: Może być. Nie jest najlepszy, ale z braku maku…
RON: (Myśli chwilę) A czym jego plan różni się od mojego?
HERMIONA: No wiesz… (Zastanawia się )… Eee…
SYLWIA: Formą. Może nie treścią, ale formą, a ta jest naprawdę ważna. Wiem wszystko, więc i ten szczególik mi nie umknął.
HARRY: Zaraz, zaraz… Jeżeli wiesz wszystko, to znaczy, że wiedziałaś gdzie jest Oko!
SYLWIA: (Patrząc z zainteresowaniem w okno) O, jaka śliczna pogoda!
RON: WIEDZIAŁAŚ GDZIE JEST OKO, TAK?!
SYLWIA: Nooo… Tak.
HERMIONA: To dlaczego nic nie powiedziałaś?
SYLWIA: A czy ktoś się pytał?
HARRY: …
RON: …
HERMIONA: Ona mnie dobija.
SYLWIA: No więc mamy plan. To co jeszcze tu robimy?
#Deportują się do jaskini Oka.#
#Kwatera Główna Zakonu Feniksa. Specjalna grupa uderzeniowa Tajnej Akcji W Piątek stoi w hollu. W jej skład wchodzą: Tonks, Dumbledore, McDonagal, Moody, Lupin, Syriusz, Kingsley.#
DUMBLEDORE: plan jest taki: aportujemy się do jaskini, ostrożnie wchodzimy do środka, bierzemy Oko i deportujemy się do Kwatery Głównej. Jakieś pytania?
TONKS: A czy ten plan nie powinien być bardziej szczegółowy?
DUMBLEDORE: A co chciałabyś u jeszcze dodać?
TONKS: No nie wiem…
DUMBLEDORE: No właśnie ja też nie. Ktoś chce wiedzieć coś jeszcze?
SYRIUSZ: (Znad gazety) Tak, ja. Nie wie ktoś co to może być „rzeka na koniu"?
DUMBLEDORE: Co?
SYRIUSZ: Rozwiązuję krzyżówkę i potrzebne mi hasło „rzeka na koniu".
DUMBLEDORE: Nie wiem.
SYRIUSZ: jak zwykle. Jedno hasło do rozwiązania krzyżówki!
DUMBLEDORE: Przepraszam, ale naprawdę musimy już iść.
#Deportują się do jaskini Oka.#
#Pałac Voldemorta. Voldemort i jego grupa uderzeniowa stoją w hollu. W grupie są: Malfoy Sr, Bella, Glizdogon, AVERY i MASA INNYCH ŚMIERCIOŻERCÓW#
LORD V.: Dobrze, oto mój plan: idziemy, zabieramy Oko, wracamy. Wszystko jasne?
MASA INNYCH ŚMIERCIOŻERCÓW: My mamy pytanie, panie!
LORD V.: Jakie?
MASA INNYCH ŚMIERCIOŻERCÓW: Ile nas jest?
LORD V.: To wy nawet liczyć nie umiecie?
MASA INNYCH ŚMIERCIOŻERCÓW: Umiemy, ale czytelnicy są niedoinformowani, Panie.
LORD V.: Pięciu.
AVERY: I to ma być masa?
BELLA: Wszystko zależy od punktu widzenia. Jak się położysz i będziesz ich oglądał z dołu, to będzie ich masa.
LORD V.: Bella ma rację. No to jazda!
#Teleportują się do jaskini Oka.#
#Jaskinia Oka Smoka. Miejsce przerażająco różowe. Różowe kanapy, dywaniki, szklanki, ściany, kominek, świece, księgi, stolik, sufit oraz inne przedmioty codziennego użytku. Na końcu znajdują się piękne, rzeźbione w króliczki i miłe stworzonka, różowe drzwi. Nagle pojawiają się Hermiona, Sylwia, Harry i Ron.#
RON: (Z przerażeniem) Aaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!
HERMIONA: O Boże… Wiedziałam że to miejsce jest straszne, ale nie sądziłam, że aż tak!
HARRY: Odebrało mi mowę z niesmaku!
SYLWIA: (Oglądając różowy wazon w kaczuszki) To miejsce jest naprawdę przytulne. Prawie jak mój pokój.
RON: CO?!
SYLWIA: No wiesz, w moim pokoju wiszą jeszcze takie obrazy jak „Impresja w różu" i „Różowe dziewczę w różowej sukni na różowym polu wśród różowych kwiatów. W tym róż."
HARRY: …
HERMIONA: …
RON?!?!?!?!?!?!??!?!?!?!?
SYLWIA: (Ze złością) Co wy macie do różu? To taki śliczny kolor!
HARRY Nie komentuję.
#Aportuje się Grupa Uderzeniowa Tajnej Akcji W Piątek.#
TONKS: O RANY! Co za śliczne miejsce!
DUMBLEDORE: (Spostrzega tri… kwartet) A co wy tu robicie?
HARRY: Ot, tak sobie stoimy.
HERMIONA: Nic nie robimy, naprawdę, Panie Dyrektorze.
DUMBLEDORE: HA! Dzięki moim nadnaturalnym zdolnościom wiem, że kłamiecie! Przybyliście tu by zdobyć Oko!
HARRY: Nie.
DUMBLEDORE: Nie?
HARRY: Tak.
#Aportuje się Voldemort i reszta jego wesołej kompanii.#
LORD V.: AAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!! Tego miejsca obawiałem się od czasu urodzenia!
AVERY: Panie, tu jest Dumbel i reszta oraz Głupotter i reszta!
DUMBLEDORE: (Z ukłonem) Twój, eee, przyjaciel ma całkowitą rację. MY tu jesteśmy i MY byliśmy tu pierwsi. I to MY weźmiemy Oko.
HARRY: NIE! To MY byliśmy pierwsi i to MY weźmiemy Oko!
LORD V.: Może nie byliśmy pierwsi, ale to MY weźmiemy Oko!
HARRY: (Rzuca się na Avery'ego)
#Po tym pierwszym wyskoku inni też zaczynają się bić. Walka jest wyrównana pomimo tego, że śmierciożerców jest najwięcej, a nasz kwartet posiada tylko czterech członków. Nagle piękne, różowe i rzeźbione w króliczki drzwi otwierają się. Stoi w nich PIES rasy bliżej nieokreślonej, czyli z francuska paręras. Wszyscy wstrzymują stają w pół ruchu.#
PIES: Kto śmie zakłócać spokój wielkiego smoka Grubcia!
MASA INNYCH ŚMIERCIOŻERCÓW: Smok?! Gdzie?!
PIES: No… Za mną. Wszystko, co tutaj widzicie należy do niego. A ja jestem jego przyjacielem. Jestem Smok Lucy.
DUMBLEDORE: (Ze zdziwieniem) Smok?! Przecież jesteś psem!
HARRY: (Ze zdziwieniem) Lucy?! Przecież to imię dziewczyny!
PIES: Skąd właściwie wiecie że nie jestem smokiem? Mogłem do perfekcji opanować sztukę maskowania się i przebierania za psa. A co do mojego imienia, skąd wiecie, że nie jestem smoczycą?
LORD V.: Dzięki mojej mocy wiem to i owo.
AVERY: Co z nim zrobić, Panie?
PIES: Najlepiej nic. Beze mnie nie dostaniecie się do Grubcia. A bez niego nie zdobędziecie Oka, ha!
SYRIUSZ: Zaprowadzisz nas do smoka?
PIES: No… Niech się zastanowię… Może…
BELLA: Zaprowadź nas, prosimy!
PIES: No jak tak prosicie… Dobra, lećcie za mną. (Rozwija skrzydła i unosi się nad podłogą) No to w drogę.
SYLWIA: (Zatrzymuje Harry'ego, Rona i Hermionę i nie pozwala im iść za resztą)
#Wszyscy inni wychodzą za Lucy'm.#
RON: dlaczego nas wstrzymałaś?! Teraz nigdy nie zdobędziemy Oka!
SYLWIA: A kto powiedział, że by zdobyć Oko musimy łazić za jakimś Psem?
HERMIONA: Zaraz, czyżby ten Pies był…
SYLWIA: Oko znajduje się w drugiej części jaskini. Po co właściwie mamy spotkać się z jakimś smokiem Grubciem, hę?
HARRY: Jesteś genialna!
SYLWIA: Nie, tylko wszechwiedząca.
#Idą do ukrytych w różowej ścianie zgniłozielonych drzwi z napisem: Do Oka Smoka. Przechodzą przez czarny korytarz wyłożony czarnymi dywanami. Na czarnej tabliczce szarym drukiem jest napisane „Cogito ergo sum. I właśnie dlatego mnie nie ma. Grubcio."#
SYLWIA: HA!!! Widzicie, nie ma żadnego Grubcia!
HARRY: No wiesz… Ten napis chyba świadczy, że kiedyś tu był.
SYLWIA: Bzdura. Smoka Grubcia nigdy nie było. Co do innego smoka, Adenozynotrifosforana, to on faktycznie tu żyje. Zaraz do niego dojdziemy.
HERMIONA: Dopiero teraz nam to mówisz?!
SYLWIA: To jest ważna informacja bez znaczenia.
SMOK: (pojawia się )
HERMIONA: Aaa! To smok!
SMOK: Nie taki zwykły smok, tylko strażnik Oka!
HARRY; Ooo. Mógłbyś nam je dać?
SMOK: Nie! Musicie najpierw mnie wykiwać, a wtedy spełnię wasze życzenie.
HARRY; Ktoś za tobą stoi!
SMOK: (odwraca się szybko; w tym samym momencie uświadamia sobie, że został wykiwany) No nie! Znowu! Muszę wam dać to oko, niestety. (podaje Harry'emu mały przedmiot w kształcie oka) Oto i Oko Smoka. Używajcie go dobrze i przestrzegajcie instrukcji obsługi tego cacka.
HARRY: (oglądając Oko) Super!
SMOK: To ja się zmywam. (Znika)
SYLWIA: No to mamy Oko. I co teraz?
HARRY: Mój plan przewidywał powrót do Hogwartu.
LORD V.: Nie tak prędko Potter! Oko należy do mnie!
DUMBLEDORE: NIE! Ono należy do mnie!
HARRY: Zabawne w tym wszystkim jest to, że trzymam je w rękach i jest moje. Czyli podobno mam władzę nad światem.
#Wszyscy zastanawiają się nad tym, co powiedział Harry. Nagle wpada Herr Batka.#
HERR BATKA: Chcecie kupić encyklopedię?
MOODY: Nie!
SYLWIA: Aaa! Mój odwieczny wróg, Herr Batka!!
HERR BATKA: Aaa!! Sylwia! Nieee… (Rzuca się w bok wpadając na Harry'ego)
HARRY: (Wypuszcza Oko)
OKO: (Upada i rozpryskuje się na setki małych kawałeczków)
HARRY: Nieeeeeeee!!!! Moja władza nad światem!!!
HERR BATKA: To ja się zmywam! (deportuje się )
SYLWIA: może to i dobrze z tym Okiem, atmosfera trochę się trochę przeczyści.
LORD V.: Właściwie to już nie mam tu nic do roboty. Zmywam się. (on i jego ludzie deportują się )
DUMBLEDORE: (Patrząc z ukosa na Harry'ego) No to my też już idziemy. I Harry, następnym razem uważaj na potężne przedmioty magiczne. One nie są do rozbijania. (On i wszyscy inni deportują się )
HARRY: (Deportuje się)
#Pokój wspólny Gryffindoru. Sylwia, Harry, Hermiona i Ron siedzą przy kominku.#
RON: Właściwie trochę szkoda tego oka. Miło by był mieć władze nad światem.
HERMIONA: Nooo…
SYLWIA: Ale to masa obowiązków, naprawdę. Nic miłego.
HARRY: Może masz i rację.
CISZA: (Zapada)
HARRY: Właściwie to nasz cel został osiągnięty. Świetnie żeśmy się ubawili i tak dalej.
RON: O to przecież chodziło.
SYLWIA: Ciekawe jaki jest morał tej opowieści.
HERMIONA: Hę?
SYLWIA: Morał. Tej opowieści. Każda historia ma morał.
TAJEMNICZY GŁOS: I ta też. A więc drogie dzieci i młodzieży, morał jest taki, że władza nad światem jest krucha i łatwo może się złamać. A dla tych, którzy nie posiadają władzy nad światem morał jest prosty: nigdy nie przeklinaj, bo ktoś wyrzuci cię oknem. No i oczywiście trzeci i uniwersalny: sprzedawca encyklopedii nigdy nie jest mile widziany. I to jest KONIEC!!
RON: Zaraz, nie wiemy jeszcze jak na nazwisko ma Sylwia!
SYLWIA: Jestem Sylwia Handgepaeckaufbehwahrung!
RON: No to wiem czemu się nie przedstawiasz!
KONIEC
Nie zwracamy z bilety!
----------------------------------------------------------
AN: Strzeżcię się! Nadchodzi druga część, tym razem cała o naszej ukochanej Sylwii!!!
