Gdy oderwali się od siebie, oboje byli zawstydzeni i niepewni, a w powietrzu pomiędzy nimi pojawiło się nieprzyjemne tym razem napięcie. Po chwili ciszy Hermiona poprowadziła ich do kuchni, zamknęła dokładnie drzwi i usiadła obok Severusa.
- Czym było to światło? – spytała cicho.
- Zdaje się, że moc wspomniana w przepowiedni zaczyna się powoli wybudzać – odpowiedział i zamilkł na chwilę. – Ponieważ jej celem jest połączenie nas, spróbuje nas do siebie przyciągnąć wszelkimi sposobami. Co nie zmienia faktu, że moje zachowanie przed chwilą było nieodpowiednie, panno Granger i jestem zmuszony prosić panią o wybaczenie.
Hermiona zmarszczyła brwi. W ciągu kilku sekund i kilku zdań odsunął się od niej, a to było zaskakująco nieprzyjemne. Zmusiła się, by przyznać, że kłębiące się w niej uczucia są prawdziwe. Ile ukrywała przed samą sobą? Zgoda, fascynuje ją. Zawsze ją fascynował. Zawsze było w nim coś tak bardzo innego i trudnego do odczytania… I pragnie jego dotyku, cholera, jak jeszcze nigdy żadnego. Zupełnie, jakby uaktywnił kilka milionów dotąd uśpionych komórek nerwowych w jej ciele. A teraz on się odsuwał, by znowu stać się tym nieczułym głazem. Nie może mu na to pozwolić.
- Severusie – zaczęła, czekając, aż na nią spojrzy. – Odnoszę wrażenie, że nie jestem już dla ciebie panną Granger. Imię, którym mnie nazywasz, jest piękne i chcę, żebyś już zawsze tak do mnie mówił. Nigdy nie czułam się zbyt swobodnie z tą „Hermioną". Poza tym, jako mój narzeczony masz pełne prawo mnie całować; jeśli już mowa o czyjejś winie, to ja nie pozostałam obojętna, prawda? Szczerze mówiąc, nie miałabym nic przeciwko, gdybyś… - urwała nagle, orientując się, że powiedziała więcej, niż zamierzała.
Severus patrzył na nią z dziwnym błyskiem w oku, po czym odezwał się, używając najbardziej uwodzicielskiego tonu swojego głosu.
- Wydawało mi się, że to może być dla ciebie za szybko, w końcu nie jestem jeszcze w twoim domu nawet od godziny. Ale skoro tak się sprawy mają, chętnie usłyszę, czego nie dopowiedziałaś.
O nie, dowie się tego chyba po jej trupie. Choć ona naprawdę tego chce… Hermiona opuściła wzrok i utkwiła go w ścianie przedpokoju, odmawiając odpowiedzi. Gdy niespodziewanie pochylił się nad nią, drgnęła, czując ciarki na całym ciele. A on zaczął szeptać jej do ucha.
- Nie miałabyś nic przeciwko, gdybym zrobił… co?
Poczuła, że cała jej twarz płonie wstydem. Idiotka, dostarczyła mu tylko powodu do kpin. Wystarczył jeden pocałunek, a ona już lepi się do niego jak jakaś… Jak jakaś Patil czy Brown, od których jest podobno dojrzalsza.
Severus, obserwując ją spod półprzymkniętych powiek, chwycił ją nagle pod brodę i pociągnął jej twarz w górę, nakazując spojrzeć na siebie. Tym razem jego głos przybrał poważny i zdecydowany ton.
- Dlaczego tak bardzo wstydzisz się powiedzieć mi o swoich pragnieniach? Dla mnie również ten pocałunek był wyjątkowy i gdybym tylko mógł, już nigdy nie wypuściłbym cię z ramion. Dlaczego więc nie poprosisz mnie o to, na czym ci zależy? Albo sama sobie tego nie weźmiesz?
- Nie chcę być śmieszna – szepnęła.
- Boisz się, że źle o tobie pomyślę? – zdumiał się. – Mio, musimy nauczyć się ze sobą żyć i, choć to może być dla nas obojga szczególnie bolesne, grać w otwarte karty. Jesteśmy nietypową parą i idziemy nietypową drogą, ale będziemy musieli to zaakceptować i przyjąć. Jeśli dziś uważasz za śmieszne pragnienie pocałunku, to co powiesz jutro, gdy będziemy zmuszeni się ze sobą kochać? Mio, pomyśl o tym. Staniesz przede mną naga, pozwolisz mi dotykać całą siebie, odkryjesz się przede mną całkowicie, gdy zaczniesz się w tym zatracać. Musisz mi zaufać, inaczej ta chwila będzie dla ciebie tylko cierpieniem.
Hermiona przełknęła głośno ślinę.
- Dlaczego będziemy zmuszeni… jutro?
- A więc wiedza Panny-Wiem-To-Wszystko ma jakieś granice? Śluby czarodziejów różnią się od uroczystości mugoli. Łącząca małżonków magiczna więź zostaje zawiązana w pełni dopiero w momencie aktu seksualnego. W tej chwili ślub staje się ważny.
Hermiona poczuła nagle, że robi jej się słabo. Ale nie, nie da tego po sobie poznać. Widział wystarczająco wiele jej słabości; czas pokazać, że nie jest płaczliwą, małą dziewczynką. Że zasługuje na miano jego partnerki. Odchrząknęła, żeby nie zdradzić się poprzez drżenie głosu.
- Skoro już mowa o ślubie – kto będzie wiedział? Rozumiem, że zaledwie garstka zaufanych ludzi. I chyba oboje się zgadzamy, że nie jest dobrym pomysłem, żeby o naszym małżeństwie dowiedzieli się Harry, Ron czy Ginny.
- Rzeczywiście, nie chcemy, żeby te dzieciaki dostały ataku serca… Chociaż właściwie, to może jednak chcemy – wykrzywił usta w złośliwym grymasie.
- To moi przyjaciele – odwarknęła Hermiona.
- Właśnie: twoi, nie moi.
- Co moje, to i twoje, Severusie.
Nie dał po sobie poznać irytacji i oschle kontynuował:
- Dumbledore będzie przewodniczył ceremonii. Niestety, obrzędy czarodziejów wymagają obecności kobiety, druhny – dla zachowania równowagi płci – jeśli podczas ślubu nie ma żadnych gości. Czy jest ktoś, kogo chciałabyś poprosić o asystowanie?
Dziewczyna zawahała się. Najbliżsi byli jej zawsze Ron i Harry, nie miała raczej przyjaciółek. Dogadywała się dość dobrze z Hanną Abott, ostatnio nawet z Luną, ale z pewnością nie był to ktoś, komu zwierzyłaby się z największego sekretu. Tonks miała zupełnie odmienny charakter i podejście do życia, profesor McGonagall, choć fantastyczna jako mentorka, to też oschła i surowa kobieta, pani Weasley była wspaniała w matkowaniu, ale tego Hermiona nie chciała. Nadszedł czas na niezależność i podejmowanie własnych, najprawdopodobniej trudnych decyzji. Jednak jeśli nie Molly, to może jej córka? W czasie szóstego roku zbliżyły się do siebie, częściowo z powodu związku Ginny z Harrym, częściowo ze względu na niespodziewanie odkryte podobieństwa między dziewczynami. Okazało się, że Weasley'ówna pomimo licznych flirtów poświęca sporo czasu na naukę i traktuje ją bardzo poważnie, ma odpowiedzialne podejście do życia i do toczącej się wciąż wojny. Udało im się nie tylko znaleźć wspólne tematy, ale i wypracować wspólny język, rodzaj przyjacielskiego porozumienia.
- Po namyśle – może jednak Ginny nie przypłaci tego kawałka wiedzy zdrowiem?
- Spodziewałem się tego – mruknął z grymasem na twarzy. – Ale musisz pamiętać o kwestii bezpieczeństwa. Nikt nie może wiedzieć. Młoda Weasley'ówna ma nieco więcej oleju w głowie niż jej brat idiota i raczej potrafi utrzymać język za zębami, tym bardziej, że sama tkwi w niebezpiecznym związku. Mam nadzieję, że załatwisz sprawy z nią, bo nie mam ochoty użerać się…
- Rozumiem – przerwała mu z irytacją. – Potrafię dopisać sobie epitety, którymi ubarwisz dalszy ciąg zdania.
- Czy ty nie zaczęłaś czuć się zbyt swobodnie w moim towarzystwie? Ja nie ubarwiam zdań, ja stwierdzam fakty. I pamiętaj – rzucił ostro, nie pozwalając Hermionie dorzucić swoich trzech groszy. – Ani słowa o przysiędze.
- Nie jestem idiotką, Severusie.
- W tym moja nadzieja – mruknął cicho.
Gdy weszli do salonu, trzymając się za ręce, Philip upuścił szklankę. Hermiona wzdrygnęła się gwałtownie i opuściła głowę. Mocny uścisk dłoni Severusa lekko ją otrzeźwił, ale nie potrafiła napotkać oceniającego wzroku Grangerów. Żółta ściana, biała plamka, komar, brak plamek, rozpryśnięte krople herbaty, ciekawe czy ściana wróci kiedyś do naturalnego koloru, czy też będą ją musieli przemalować, żeby móc efektywnie o mnie zapomnieć, brak plam, stolik z telewizorem, mecz, żółta ściana, muszka owocówka…?, ślad po czyjejś ręce, brak plam… Cichy i spokojny głos Severusa.
- Biorę ślub z państwa córką.
Może by tak podnieść oczy na chwilę, chyba zaniemówili. Raz w życiu zobaczyć te wyrazy twarzy. Chyba, że zobaczyłaby na nich zwyczajną, a może i zwielokrotnioną pogardę i wrogość. Nie, nie warto. Chociaż kusi.
- Ktoś ją chce? – w głosie Jane nie było pogardy. Zdumienie zmieszało się z nadzieją. – Philip, ja wiem, że on nie wydaje się być zachęcający, ale trzeba by skorzystać z okazji…
- On jest tym – wycedził, właśnie tak – wycedził spomiędzy zębów, nie „powiedział"; ledwo można go było zrozumieć. – Ona ma być normalna, moja córka nie będzie dziwką jakiegoś starego, który na dodatek, sama słyszałaś, jest…
- Wbrew pańskiej opinii nie jestem rzeczą – wreszcie głos Severusa, a już łzy zaczęły jej się zbierać w kącikach oczu. – Jeśli potrzebuje pan dowodu… Vingardium Leviosa. Silencio.
Po raz pierwszy od dawna podniosła przy nich głowę. Przez głowę przebiegł jej obraz trolla i wzniesionej nad jego głową maczugi – ależ się wtedy bała – teraz strachu nie było. Gdyby Severus okazał się najgorszym, obojętnym mężem, pokochałaby go i tak całym sercem; nikt jej jeszcze nigdy nie bronił przed Grangerem. Severus to bezpieczeństwo.
Nie ma nic mądrego w rzuceniu się w ramiona pierwszego mężczyzny, który nie zastrasza swoim zachowaniem. Hermiona szybko odgania tę myśl. Może czas podjąć jakąś decyzję, jakąkolwiek. Raz w życiu nie kalkulować. Kiedy rzuciła się na oślep w przyjaźń z Harrym i Ronem, znalazła szczęście. Severus to bezpieczeństwo.
Kiedy wyszli z domu, ścigani żądaniami, żeby już nie wracali, było zupełnie ciemno. Gdyby nie gwałtowne szarpnięcie w pępku i lekkie zachwianie równowagi, Hermiona nie zorientowałaby się, że stoją przed bramami Hogwartu. Brama skrzypiała tak straszliwie, że dziewczyna musiała się uśmiechnąć. Głośne powitanie… w domu. W domu-już-na-zawsze.
