Publikowane na DA.
03. 2010, Fox-says (KyuubiMyLove)
Tylko piasek
Jakie dziwne było to pytanie. Zaskoczyło ją, naprawdę. Cóż mogło być w Hueco Mundo?
Tam był tylko piasek, uśmiechnęła się Orihime.
Piasek, wysuszone drzewa i księżyc zawieszony na martwym niebie. Zimne światło i przekradające się po białej pustyni cienie. Nic więcej.
Zresztą, to było tak dawno temu. Mogłaby nawet już nie pamiętać, czy było coś jeszcze. Jej pamięć przecież tak bardzo lubi bywać zawodna, wszyscy wiedzieli, że Inoue jest wiecznie roztargniona, prawda?
I nikt nie wiedział, że Hueco Mundo śni jej się po nocach.
Myśleliby, że dręczą ją koszmary, martwiliby się i oskarżali nawzajem, że jest nieszczęśliwa. A tymczasem to nie tak, pusty świat nawiedzający ją nocami składał się głównie z księżyca, który choć groźnie wyglądał, był zupełnie niewinny.
Nie powracały do niej niekończące się białe korytarze, fałszywe uśmiechy Aizena czy przejmujący grozą Kurosaki, choć z nich również zbudowane było jej Hueco Mundo.
W plątaninie wspomnień wyróżniały się te, które znaczone były zielonymi strużkami łez.
Orihime wiele łez wypłakała wśród białych ścian swego więzienia, za jedynego pocieszyciela mając doskonale zimny księżyc. Płakała nad sobą i swoją samotnością, ale przede wszystkim płakała nad swymi przyjaciółmi, którzy zjawili się w tym nieprzyjaznym świecie, by ją ratować. Narażali swe życia i odnosili rany, dla niej, która ich zostawiła, by ich chronić - a ona mogła tylko nad nimi płakać i mieć szaleńczą nadzieję, że im się uda. Księżyc nigdy nie przestawał jej obserwować - jak i chmurny Arrancar, który trzymał nad nią pieczę.
Żaden z nich nie potrafił zrozumieć jej łez.
A ona za późno pojęła, że Ulquiorra starał się zrozumieć. Ogrom jej uczuć i moc jej wiary okazały się jednak być ponad jego siły.
Intensywnie zielone, hipnotyzujące oczy w nieruchomej twarzy. Dłoń z białego marmuru tuż przy jej piersi - Orihime aż do owego momentu wierzyła, że tylko śmierć potrafiłaby jak motyl lekko musnąć jej duszę - serce trzepoce, krew zaczyna szumieć w uszach -
I wtedy padają pytania, które aż do śmierci kazać jej będą zrywać się w nocy z płaczem, jest o tym święcie przekonana.
Czym jest serce?
Całe swe życie kierowała się sercem, uczucie brało w niej górę nad rozsądkiem i zawsze rozjaśniało gorycze porażek. Bezinteresowna i otwarcie życzliwa, kochała ludzi i kochała świat. Któż lepiej niż ona, słoneczna istota, mógł odpowiedzieć na pytania o serce?
Ale nie znalazła słów w tamtej zaklętej chwili.
A potem...
Potem działy się rzeczy straszne, których Inoue nie chciała i nie mogła pamiętać.
Pod atramentowym niebem na białej pustyni rozkwitł szkarłat. Za wiele szkarłatu, niemal znienawidziła ten kolor - tym bardziej, że w swej próżności wierzyła, że przez wzgląd na nią krew nie zostanie rozlana.
W jakim była błędzie! I w jakim błędzie była, wierząc, że ludzie są czarno-biali.
Kurosaki pokazał jej oblicze, którego sam najpewniej nie znał, niemniej jednak nigdy już nie spojrzała na niego tak samo.
To nie on był ludzki pod tamtym pustym niebem.
Szmaragdowe oczy widziały tylko ją, usiłowały zajrzeć w duszę, wprost w serce -
Nie, nie bała się. Nie bała się - i były to jedyne słowa, jakie zdążyła mu przekazać.
Rzuciła się ku niemu przez biel, ale nigdy nie zdołała go dotknąć. Jego wyciągnięta dłoń powracała w snach niemal co noc, zawsze rozsypując się w proch w chwili, gdy już miała ją pochwycić.
Rozsypał się cały, ramię, skrzydło, twarz, oczy - a ona tak bardzo, bardzo chciała go zatrzymać - wiatr porwał jej go sprzed oczu, zostawiając ją klęczącą na piasku.
A piasek był biały i zimny, jak śnieg. Jak księżyc nad Hueco Mundo.
Tam był tylko piasek, rozpłakała się Orihime.
Piasek, gorące łzy na policzku i odrobina popiołu w garści. Nic więcej.
FIN 17.03.2010
