znowu krutko, ale cóż, chyba tak musi być ;)

Profesor przechylił kopertę. Dziwnie mu ciążyła. Na otwartą dłoń wypadło mu drobne urządzenie. Na małym monitorze wyświetlała się jedna cyfra : 240. Wyglądał niczym brelok. Do kółka przymocowana była kartka. Na niej, takimi samymi literami, co w liście, wypisane były słowa: "tik tak". Profesor obracał przedmiot w dłoniach, by lepiej go obejrzeć. Nikt nie zauważył jak Wolverine szybkim ruchem zaczął odpinać coś od szlufki przy spodniach.

- Hej, ty na wózku, ja też mam ! – wykrzyczał

- Co .. ? – wyrwał się z zamyślenia profesor

- No to, co masz w ręce, ja mam podobne, tylko moje nie działa. – powtórzył. Cała reszta patrzyła, to na Charlsa, to na Logana.

– No, co? – zapytał zdziwiony.

- Zacznijmy od początku.- powiedział zrezygnowany Beast. – Czyli nie wiesz, kim jesteś i co ci się stało ?

- No ... nie, ale co to ma do rzeczy. – powiedział bawiąc się drobnym przedmiotem. – patrzcie, włączyło się. – szybko zmienił temat. Hank zabrał mu urządzenie i już chciał odłożyć go na najbliższy stolik, kiedy fosforyzujące litery zwróciły na siebie jego uwagę.

- Hej, posłuchajcie – powiedział energicznie. – "Wosk płynie gęstym strumieniem, zatrzyma go strachu łza. Zegar wyznacza 12 godzin. Tik tak."

- Ktoś bawi się z nami w zgadywanki i zadania. – powiedział spokojnie profesor.

- Charles, ale to nie będzie takie trudne. Mamy go tylko .. – urwał, gdy zauważył, że miejsce gdzie przed chwilą siedział Wolverine jest puste - .. przestraszyć. –dokończył, rozglądając się w poszukiwaniu chłopaka. – LOGAN ! – wykrzyknął wreszcie Hank. Miał już tego kompletnie dosyć. Oni się tu zamartwiają, szukają jakiegoś wyjścia z tej całej popapranej sytuacji, a on tak po prostu sobie znika. Nagle usłyszał krzyki na dworze

- Hej, patrzcie na tamtego dzieciaka, czy ktoś go zna ? – nie rozpoznał głosu, ale zwrócił on jego uwagę na otwarte okno. Szybkim krokiem podszedł do niego i wychylając się rozglądnął po okolicy.

- Hanry, kto TO ! – zawołał ten sam głos. Od razu wypatrzył Icemana wskazującego ręką na ścianę trochę poniżej jego okna. Zauważył swojego uciekiniera i odchrząknął. Logan podniósł głowę i spotkał się z jego zdenerwowanym wyrazem twarzy. Uśmiechnął się przebiegle i zaczął dalej schodzić na dół.

- Natychmiast WRACAJ ! – wrzasnął Beast.

-Nie, nie, nie, NIE, NIE i jeszcze raz NIE ! – krzyczał Logan, dalej schodząc z budynku. Wystarczyła chwila nieuwagi, a chłopak już spadał na dół. BUUUUM ! Spadł na plecy i natychmiast stracił przytomność. Szybko wokół niego zebrał się mały tłumek gapiów. Zewsząd dochodziły ich reakcje. 'Czy jeszcze żyje?' . 'Kopnął w kalendarz jak nic' . 'Ja dalej nie wiem, KTO TO?' . 'Uuu .. to musiało boleć'.

- Co się stało? – zapytał profesor Beasta, który załamany wyglądał przez okno.

- To WCALE nie będzie takie proste jak myślałem.. – odpowiedział