I dont own Harry Potter and this story belongs to Danae3 !
Za zbetowanie dziękuję mocno Evelyn z Rivendell!
Rozdział 3
Za swoim wielkim, dębowym stołem w środkowej wieży Hogwartu, Szkoły Magii i Czarodziejstwa, siedział Albus Dumbledore, przeglądając najnowszą korespondencję, którą otrzymał od godnych zaufania czarownic i czarodziei z całej Anglii. Wiedział już, że Czarny Pan odrodził się na nowo, więc postanowił nie marnować czasu i wezwać starą gwardię. Jego ręka zniknęła w fałdach szaty, by wyłonić się z małym, złotym, kieszonkowym zegarkiem. Rzucił szybko na niego okiem, bowiem Severus w każdej chwili mógł dołączyć do niego, by zdać raport o działaniach Śmierciożerców. Ze znużeniem odłożył pióro na bok, zdjął okulary i potarł zmęczone niebieskie oczy.
Niespodziewanie w jego kominku buchnął zielony płomień. Odłożył więc okulary i odwrócił twarz do unoszącej się wśród płomieni głowy starszej kobiety.
- Dobry wieczór, Arabello .Jak się mają sprawy w Little Whinging?
- Nie za dobrze - odparła głowa, kiwając się na boki - Obawiam się, że coś złego przytrafiło się Harryemu – wraz z tymi słowami słychać było pukanie do drzwi i do pokoju wszedł Severus Snape. Pomimo ciepłej temperatury na zewnątrz, był ubrany całkowicie na czarno. Zatrzymał się, kiedy zauważył unoszącą się w kominku głowę Arabelli Figg.
– Wolisz, żebym przyszedł później? - zapytał.
- Nie, Severusie. Twoje wyczucie czasu jest doskonałe.
Odwrócił twarz do kominka.
- Arabello, co z Harrym?
- Nie wiem, Albusie, ale nie widziałam chłopaka od kilku dni. Pytałam o niego Petunię Dursley, ale niechętnie o nim mówiła. A gdy przechodziłam dziś rano, w czasie mojego codziennego spaceru obok ich domu, znalazłam jego kufer i pustą klatkę w koszu na śmieci. Są teraz w moim domu, ale boję się, że stało się coś złego.
- Czy mógłbyś mi towarzyszyć, Severusie? - spytał niepotrzebnie Dumbledore. Mistrz Eliksirów już zmierzał w stronę kominka. Mężczyźni weszli w płomienie i pojawili się w salonie Arabelli, gdzie ta stała, załamując ręce. Dumbledore chwycił wątłe ramię kobiety, by dodać jej otuchy - Wszystko będzie dobrze, Arabello. Odkryjemy, co jest nie tak.
Wolno skinęła głową, obserwując, jak dwóch mężczyzn znika z jej salonu.
Kiedy usłyszawszy pukanie Dudley Dursley otworzył drzwi i zobaczył stojących na progu dwóch dziwnie ubranych mężczyzn, trzasnął drzwiami i z marszu zawołał swojego ojca. Vernon Dursley, z całą twarzą poskręcaną z wściekłości, otworzył drzwi z impetem.
- Czego chcecie? - zapytał.
- Rozmawiać z Harry'm Potterem - odparł starszy i niższy z mężczyzn.
- Nie ma go tu - pan Dursley warknął i przesunął się, by zamknąć drzwi. Były jednak zablokowane przez wyciągniętą rękę bardzo wysokiego dżentelmena w czerni.
- Nie będziesz odzywał się do Dyrektora takim tonem – powiedział, i chociaż jego twarz i głos zdawały się być spokojne, ogień w czarnych oczach groził niebezpieczeństwem.
- Wszystko w porządku, Severusie - powiedział starzec. - Panie Dursley, jestem Albus Dumbledore, Dyrektor Hogwartu, a to jest Severus Snape, nasz Mistrz Eliksirów. Być może powinien pan nas zaprosić do środka.
Vernon Dursley patrzył to na Dumbledorea, to na Snape, ze spokojnych niebieskich do groźnych czarnych oczu, i, aczkolwiek niechętnie, wycofał się do przedpokoju, pozwalając obu mężczyznom wejść do swojego domu .
Dumbledore wszedł przez główny korytarz do salonu, jak gdyby był mile widzianym gościem. Na widok Petunii uśmiechnął się uprzejmie i zgodził się, że filiżanka herbaty brzmi znakomicie (mimo iż żadnej nie proponowała), po czym usiadł na fotelu w rogu pokoju, skąd mógł wszystkich widzieć. Obok Dumbledorea, ze skrzyżowanymi na piersiach rękami, nie ukazując żadnych emocji, stanął Snape, bacznie obserwując każdy ruch mugolskich opiekunów Pottera.
Petunia wkroczyła do pokoju z herbatą i Dumbledore skinął na oboje, by spoczęli na kanapie. Usiedli - Petunia niezwykle sztywno, a Vernon z widoczną wściekłością.
- A więc - Dumbledore zaczął, popijając przy tym herbatę, -Powiedziałeś przed chwilą, że Harrygo tutaj nie ma. Gdzie w takim razie jest?
Petunia nagle zbladła.
- Nie ma go tu - powtórzył Vernon.
- Źle pan zrozumiał pytanie, panie Dursley. Nie pytałem, gdzie go nie ma. Pytałem, gdzie jest.
- Uciekł.
- Uciekł? - Dumbledore wymienił spojrzenie ze Snapeem. - Jak dawno temu?
- Zaraz po tym jak przywieźliśmy go do domu. - Jego oczy błądziły niewygodnie po Snapie, który wydawał się nigdy nie mrugać.
- Dlaczego nie powiadomiliście nas o sytuacji? - spytał Dumbledore.
- Chłopak groził mojemu synowi! - zagrzmiał Vernon. - Szczerze mówiąc, cieszę się, że już go nie ma. Jest zagrożeniem! - Ta wypowiedź wywołała reakcję u Snapea. Jedna z brwi podniosła się wysoko powyżej drugiej, jednak zachował milczenie.
- Proszę wybaczyć mi na moment, panie Dursley - Dumbledore powiedział spokojnie -ale Harry nie jest typem chłopca, który wdawałby się w bójkę z innym chłopakiem i uciekał. Czy coś jeszcze się wydarzyło? Coś, co mogłoby skłonić go do ucieczki?
- Co sugerujesz? - Vernon krzyknął, wstając z kanapy.
Snape stanął między potężną górą człowieka, jaką tworzyła osoba pana Dursley'a, a Dumbledore'm. Jego ręce były ciągle skrzyżowane, ale z wyraźnie widoczną dla Vernona różdżką, ściśniętą w jednej z dłoni.
– Niech pan usiądzie, panie Dursley - powiedział chłodno.
- Twoja poza może przestraszyć grupę dzieciaków w tej szkole, ale…
- Zapewniam cię, moja poza przeraża dzieciaki w tej szkole tak samo, jak ludzi większych i potężniejszych niż ja sam. Powtórzę: niech pan usiądzie, panie Dursley.
Stojąc, dwoje mężczyzn przyglądało się sobie wzajemnie: jeden, cały czerwony na twarzy, drugi - chłodny i opanowany.
- Wystarczy, Severusie - przemówił Dumbledore, podnosząc rękę - Kiedy będziemy stąd wychodzić, jedyna żyjąca rodzina Harryego powinna pozostać w jednym kawałku.
Vernon patrzył z wściekłością na starego czarodzieja, lecz powrócił na kanapę, świadom konsekwencji, wynikających ze słów starca.
- Więc, pani Dursley, czy mogłaby pani zaprowadzić profesora Snapea do pokoju Harryego?
- Mówiłem wam, tu go nie ma - gniewnie burknął pan Dursley.
- Byłem tego świadom od momentu, w którym wszedłem do pańskiego domu - odrzekł mu Dumbledore - Jednakże, chciałbym, by profesor Snape zbadał pokój. Być może Harry zostawił jakąś wskazówkę, dokąd poszedł. Dzięki temu będę mógł porozmawiać z panem na osobności, panie Dursley.
Vernon uśmiechnął się złowrogo, nie zauważając równie złowrogiego uśmiechu, skradającego się na wargi Snapea. Petunia była wyraźnie zatrwożona na sam pomysł zostania samej z Mistrzem Eliksirów, lecz bez słów podniosła się i wyprowadziła Snapea z pokoju. Podążył za nią na górę do pokoju z kilkoma zamkami, zdobiącymi drzwi.
- Czemu na tych drzwiach są kłódki? -spytał.
Skuliła się na dźwięk jego głosu.
- To...to było używane jako składzik, zanim Harry się wprowadził.
Snape wpatrywał się dłuższą chwilę w kobietę, nim pani Dursley odwróciła wzrok i otworzyła drzwi. Profesor wszedł do maleńkiego pokoju, kierując się wpierw do okna.
- W tym oknie są kraty - To było stwierdzenie, ale spojrzał na kobietę, czekając na odpowiedź.
- Śro…środki bezpieczeństwa.
- Jeśli się nie mylę, jesteśmy na drugim piętrze, do tego jest to jedyny pokój z kratami. Czy może były używane, by zatrzymać kogoś w środku? - Nie zaczekał na odpowiedź, pochylił się, badając biurko i jego zawartość.
Było zarysowane, jak gdyby chłopiec albo stał, albo siedział na biurku z nałożonymi butami. Snape postawił na to drugie. Zawartość biurka była znikoma. Szuflady prawie puste, jeśli nie liczyć paru kartek papieru i długopisu. Żadnych pergaminów. Żadnych piór. Następnie ruszył do łóżka, które było zaścielone. Mógł poczuć zapach świeżo wyprasowanej pościeli, i wiedział, że nie znajdzie tu nic, co mogłoby mu pomóc. Z szafą było podobnie. Rozpoznał wiszące starannie na wieszakach ubrania Pottera. Nie było żadnych pustych wieszaków. Potter nie zabrał żadnych ubrań ze sobą, co oznaczało, że opuścił dom w wielkim pośpiechu. Starannie obserwując reakcję pani Dursley, wyraził na głos swoje przepuszczenie. Momentalnie zrobiła się blada jak ściana, i przez moment miał wrażenie, że kobieta zemdleje.
Snape skrzywił się i ponownie przeszedł przez pokój w kierunku drzwi, zatrzymując się nagle i spoglądając w dół na podłogę. Jedna z desek nieznacznie zmieniła swoją pozycję, gdy na niej stanął. Schylił się w dół i wodził swoimi długimi palcami po podłodze, aż odkrył tą luźną i podważył ją. Pod nią znalazł książki szkolne Pottera, jego pergaminy i pióra - cały jego czarodziejski dobytek. Petunia pisnęła, gdy zaczął wyciągać przedmioty spod podłogi. Odnalazł także kilka czerstwych ciast, przypuszczalnie z poprzednich wakacji. By być pewnym, że wydobył wszystko, sięgnął ręką jeszcze raz i jego palce przemknęły po skórzanej powierzchni, leżącej pod sąsiednią deską. Dziennik, rozpoznał, gdy w końcu wyciągnął przedmiot. Rozplątawszy skórzany sznurek, którym był związany, otworzył go i przewrócił kartki na ostatni wpis.
18 Czerwca- Znowu jestem w domu na Privet Drive. Nic
się tu nie zmieniło, mimo to czuję, jakby wszystko było inne.
Voldemort powrócił, ale Dursleyowie ciągle martwią się, by
sprawiać wokół wrażenie normalnych. Chyba zazdroszczę im
tego, że bycie normalnym jest dla nich największym zmartwieniem.
Chciałbym, by to było moim największym problemem. Zamiast tego,
tkwię z wizjami morderstw i tortur, oraz wiedzą, że najbardziej
zły czarodziej, jaki kiedykolwiek istniał, chce mnie widzieć
martwym tylko dlatego, że jeszcze taki nie jestem. Każdego ranka
budzę się wiedząc, że Cedrik nigdy się nie obudzi, i to ja
jestem temu winien. To nawet lepiej, że jestem gdzie jestem: nie
widzę, jak wszyscy wpatrują się we mnie tym pełnym litości
wzrokiem, mimo iż za moimi plecami oni także wiedzą, że to ja
jestem winien. Nie jestem chodzącą śmiercią, ale z pewnością
trzyma się ona mnie blisko.
Przynajmniej Dursleyowie w pełni
okazują swoje obrzydzenie... może nawet trochę za bardzo. Moja
ręka boli, jakby płonęła. Nie sądzę by była złamana, ale
zaczyna puchnąć. Czy powinienem powiedzieć o tym wujowi Vernonowi?
Może zabierze mnie gdzieś, by to sprawdzić. Z drugiej strony,
lekarze mogą zacząć zadawać pytania. Poczekam do rana. Może do
tego czasu będzie lepiej.
- W jaki sposób Potter zranił swoją rękę? - Snape spytał bez podnoszenia wzroku. Wiedział, że czegokolwiek Petunia by nie odpowiedziała, będzie to kłamstwo, mimo to zapytał. Jej oddech stał się przyspieszony i nieregularny. Snape rozpoznał niewypowiedzianą odpowiedź: Vernon Dursley. Wstał więc, nieobecny myślami strzepnął ubranie, zerkając po pokoju i wypatrując innych małych szczegółów, które mógł przeoczyć.
Na podłodze blisko podnóża łóżka zauważył świeże rysy.
- Łóżko zostało przesunięte – skomentował bardziej do siebie, niż do tej cholernej kobiety. Podniósł różdżkę. - Wingardium Leviosa. - Łóżko zaczęło się podnosić. Pani Dursley wybiegła z pokoju jak wariatka, lecz czy było to z obawy przed Snapeem, przed magią, czy z obawy przed tym, co mógł znaleźć, Mistrz Eliksirów nie był pewien. Zajrzał pod podniesione łóżko i dokładnie zbadał plamę na podłodze. Wyraźnie widać było ślady szorowania, lecz plama nie chciała zejść, łóżko więc zostało przesunięte by ją zakryć. Krew. Niezbyt dużo, lecz wystarczająco, by zaniepokoić Snapea.
Odsunął łóżko na miejsce, zabrał resztę dobytku Pottera, i zszedł schodami na dół, by dołączyć do profesora Dumbledorea.
- Och, Severusie. Widzę, że znalazłeś kilka rzeczy - powitał go Dumbledore, gdy pojawił się w salonie.
- Tak. Kilka bardzo interesujących rzeczy - odparł Snape, pozwalając swojemu spojrzeniu zawędrować na Dursleya. To, co zobaczył, mogłoby go rozbawić, gdyby nie rzeczy znalezione w sypialni Pottera. Dursley siedział bardzo sztywno na kanapie, z obiema rękami złożonymi razem na kolanach. Jego oczy ukazywały skrajny strach, ale nic nie powiedział. Dumbledore spokojnie popijał swoją herbatę.
- Już pora, byśmy wrócili do szkoły - powiedział, odstawiając swoją filiżankę na bok. - Panie Dursley, dziękuję twojej uroczej żonie za herbatę, a tobie za poświęcony mi czas. Severusie...- Machnął różdżką i zniknął z pokoju.
Ciągle trzymając w zgięciu ramienia dobytek Pottera, Snape odwrócił się do pana Dursleya, który wpatrywał się w niego, ponownie ze złością.
- Panie Dursley - powiedział Snape jedwabistym głosem. - Mam pewne własne wyobrażenie na temat tego, co zrobiłeś panu Potterowi. Jeśli odkryję, że chłopcu stała się jakakolwiek krzywda z twojego powodu, pośrednio czy bezpośrednio, zapewniam cię, że wrócę, by omówić z tobą tę sprawę.
- Nie boję się ciebie!
- Crucio. - Snape pozwolił zaklęciu trwać zaledwie sekundy, nim je przerwał. Wystarczająco długo jednak, by zyskać uwagę Dursleya. Wtedy, pochylając się blisko ucha mężczyzny, szepnął: -A powinieneś.
