I dont own Harry Potter and this story belongs to Danae3 !
Za zbetowanie dziękuję mocno Evelyn z Rivendell!
Rozdział 4
- To - Ron Weasley jęknął, mocniej chwytając podartą zasłonę, wiszącą w jednej z licznych sypialni przy numerze 12 na ulicy Grimmauld Place - jest najbardziej obrzydliwa rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem. - Mocniej pociągnął za zasłonę, próbując wyszarpnąć ją z karnisza. - No bo, co ten skrzat niby robił przez ostatnie - Aaau!
Hermiona, Fred, George, i Ginny odwrócili się słysząc krzyk, by zobaczyć próbującego uwolnić się spod zasłon Rona, teraz leżącego na podłodze w towarzystwie grupki sporych pająków. Cały blady próbował oddalić się od dziewięcio-odnożnych pajęczaków, pełznących ku niemu.
-Uuuu, mały Ronuś nie lubi pająków - zagruchotał Fred, a George machnął w ich stronę różdżką, paraliżując je. Ginny zachichotała, gdy Fred podniósł jednego z nich i przytrzymał przed twarzą młodszego brata. Skóra Rona przybrała niezdrowy, zielony odcień, gdy jego brat przysunął pająka jeszcze bliżej.
- Och, Fred, zostaw go w spokoju - z poirytowaniem zażądała Hermiona.
- Nie zostawię - nie zgodził się, oburzony - To nie moja wina, że on nie lubi pająków.
- Właściwie, to jest twoja wina - przypomniał mu George.
- A tak. - Uśmiech zakwitł mu na twarzy. - Dawaj Ron. Przytul Misia - Rzucił pająka na twarz Rona, który wrzasnął, strącając go z dłoni Freda i pchając na szafę z głośnym trzaskiem.
Cały pokój momentalnie zamarł na dźwięk skrzypiącej podłogi. Ktoś nadchodził. Wzrok Freda i Rona momentalnie zatrzymał się na odpadających drzwiczkach szafy.
- Niech któryś to naprawi - syknęła Hermiona.
- Może to tylko Syriusz - zasugerowała Ginny.
- No cóż, jestem pewna, że Syriusz nie będzie zadowolony, że tych dwóch niszczy jego..
- Nie -przerwał jej George - To z pewnością nie jest Syriusz - Zaczął wycofywać się od drzwi. - Znam te kroki.
- Mama! - Fred i Ron wykrztusili jednocześnie, próbując wyglądać tak niewinnie, jak tylko się dało, gdy drzwi gwałtownie się otworzyły.
- CO WY TU ROBICIE, CHŁOPCY?! ZOSTAWIAM WAS SAMYCH NA PIĘĆ MINUT…
- Czemu sądzisz, że to my? - spytał George niewinnie. - To mogły być Ginny z Hermioną.
- Tak - dodał Fred - Ginny nazwała Hermionę kręconą…
- FRED, ŻADNEGO SŁOWA WIĘCEJ! TO MI WYSTARCZY! PRÓBUJEMY MIEĆ SPOTKANIE NA DOLE, ALE WY, CHŁOPCY…
- I dziewczyny - wtrącił uprzejmie George.
- ZACHOWUJECIE SIĘ JAK PIĘCIOLATKI! ŻADNEGO SZEPTU WIĘCEJ! - Pani Weasley odwróciła się do Rona i Hermiony. - Ron, Hermiono, proszę, zejdźcie na dół.
- Co? - Ginny krzyknęła - Mamo, a ja...?
- Nie, Ginny - Pani Weasley powiedziała stanowczo - Poproszeni byli jedynie Ron i Hermiona. Ty zostaniesz tu z tymi dwoma.
- Ale…! - Pozostała trójka Wealeyów nie dawała za wygraną.
- Zostaniecie! - Głos pani Weasley ponownie wzrósł o parę skali. – Wasza trójka zostanie tutaj i jeśli usłyszę jakikolwiek hałas skonfiskuję wasze różdżki...do końca wakacji!
- Nie możesz! - zawył Fred.
- Sprawdź mnie! – Powiedziawszy to wyszła z pokoju, zabierając ze sobą Hermionę i Rona, który zdołał po raz ostatni rzucić okiem na rodzeństwo i zobaczyć zazdrość na ich twarzach. Pani Weasley nie odezwała się do nich więcej, gdy w milczeniu podążali za nią w dół schodów. Odwróciła się i położyła palec na ustach, kiedy przemknęli przez korytarz i ostatecznie dotarli do kuchni, gdzie zebrał się mały tłumek członków Zakonu Feniksa. Ron rozejrzał się i zobaczył Dumbledorea, siedzącego na szczycie stołu z jego ojcem i bratem - Billem, siedzącym po jego lewej stronie i Lupinem po prawej, wraz z prostoduszną Tonks paradującej z niezwykle jasnymi czerwonymi kolcami na głowie. Reszta stołu zajęta była przez Szalonookiego Moodyego, Kingsleya Shacklebolta i kilkoma innymi osobami, które Ron znał jedynie z widzenia. Profesor Snape ze skrzyżowanymi na piersiach rękami opierał się o kuchenkę, zaś Syriusz stał oparty o kredens, wyraźnie zmartwiony.
- Ron, Hermiono, dziękuję, że tak szybko przyszliście. Proszę, usiądźcie. - przywitał ich Dumbledore, a Lupin i Tonks wstali, ustępując miejsca nowo przybyłym. Tonks oparła się o kredens obok Syriusza, a Lupin wyjął różdżkę i wyczarował dwa krzesła, dla siebie i pani Weasley.
- Czy my…zrobiliśmy coś złego? - spytał Ron, rozglądając się dookoła pokoju i przyglądając się poważnym twarzom.
- Nie - zapewnił ich Dumbledore - Po prostu musimy zadać wam parę pytań.
- Pytań? - wypaliła Hermiona.
- Na temat Harryego.
- Coś nie tak z Harrym? - spytała szybko Hermiona.
- Harry zaginął - oznajmił po prostu Dumbledore.
- Zaginął? - Ron rozejrzał się dookoła, zastanawiając się, czy jest ofiarą jakiegoś kiepskiego żartu. - Jak on mógł zaginąć? Myślałem że go pilnujecie, no wiecie, Zakon.
– Ci, którzy pilnowali Harryego - poinformował ich Lupin - dostali bardzo ścisłe rozkazy. Mieli obserwować, czy na ulicy i w sąsiedztwie domu nie dzieje się nic podejrzanego. Jednakże mieli być niewidoczni, jak i nie wchodzić do domu - Zerknął na Dumbledorea, jak gdyby prosząc o zgodę na kontynuowanie. - Ani razu nie widziano by opuszczał dom, zakładano więc, że jest w nim cały czas. To pasowało do tego, co wiadomo było powszechnie o Dursleyach i ich zachowaniu w wobec Harryego. Jednakże… - Popatrzył przelotnie na Dumbledorea, dając znać, by ten mówił dalej:
- Jeden z wartowników nabrał podejrzeń co do tego, czy Harry jest w środku. Wraz z profesorem Snapeem sprawdziliśmy to i odkryliśmy, że to niestety prawda. Tak więc - dokończył, łącząc koniuszki palców i przyglądając im się. - Muszę wiedzieć, czy któreś z was przez te całe wakacje nie otrzymało jakiejkolwiek wiadomości od Harryego.
Potrząsnęli głowami.
- Nic? Nawet słowa?
- Czy istnieje jakieś miejsce gdzie mógłby się udać, gdyby miał kłopoty? - zasugerował Syriusz. - Gdyby musiał przed czymś uciekać?
- Nora - odparł Ron - Ale wiedzielibyśmy, jeśli by tam przyszedł, prawda?
- Tak - odpowiedział ojciec Rona. Rozejrzał się po pokoju. – To, co potrzebujemy, to dowiedzieć się, w jaki sposób wyszedł niezauważony z domu.
- Kogo to była zmiana? – spytała pani Weasley.
-Dunga – odparł Syriusz - Ale przysięga że był tam przez cały czas. - Pani Weasley prychnęła.
- Chłopak ma Pelerynę Niewidkę - wtrącił Snape.
- Mi też ta myśl nie dawała spokoju - zgodził się z nim Lupin. - Sprawdziłem. Jego peleryna jest w jego kufrze, tak samo jak i różdżka.
Na chwilę pokój pogrążył się w milczeniu, póki nie odezwał się Kingsley Shacklebolt:
- Z tego co powiedzieli nam Snape i Dumbledore, uważam, że nie możemy wykluczać możliwości że Harry nie opuścił…
- Być może - wtrącił się Snape - jeśli z wielkim trudem zebraliśmy już od nich te wszystkie informacje, byłoby roztropnie odesłać panią Granger i pana Weasleya na górę, zanim zaczniemy dalej rozważać jakiekolwiek przypuszczenia i możliwości.
- Całkowicie się zgadzam - zrywając się z krzesła powiedziała pani Weasley, podczas gdy reszta osób jak gdyby zapomniała o ich obecności w pokoju - Ron, Hermiona, idziemy.
- Ale…
- Żadnych ale, Ron. Rusz się.
Ron zrzędził całą drogę idąc na górę z Hemioną i swoją matką, niezwykle zdeterminowaną by nie byli świadkami toczącej się na dole rozmowy. Gdy tylko dołączył do rodzeństwa, a pani Weasley odeszła, szybko zwrócił się do braci.
- Czy te Uszy Dalekiego Zasięgu, nad którymi tak pracujecie działają?
- Tak. Czemu pytasz? - przytaknął George, z zaciekawieniem patrząc na brata. Ron z Hermioną wytłumaczyli, czego przed chwilą się dowiedzieli.
- Mówicie poważnie? Harry zaginął? – dopytywał się Fred, w połowie sądząc, że to żart.
- Od jak dawna? – spytała Ginny.
- Nie powiedzieli – odpowiedział Ron.
- Ale po tym, co mówili na dole – dodała Hermiona – sądzę, że od dawna – prawdopodobnie od początku wakacji.
Bliźniacy popatrzyli na siebie przelotnie i zniknęli z pokoju z głośnym trzaskiem. Po chwili wrócili, trzymając w rękach kawałek długiej żyłki w kolorze ludzkiej skóry. Czwórka Weasleyów plus Granger zakradli się cicho na dół i ukryli w korytarzu. Ginny, jako najmniejsza, pokonała resztę drogi i podrzuciła linki pod drzwi, po czym wróciła, by słuchać wraz z innymi. Pierwszy głos, który usłyszeli, należał do profesora Lupina.
- Syriuszu, nikt się z tobą nie kłóci o to, czy musimy znaleźć Harrego. Sami zdajemy sobie z tego sprawę. Ale nie możesz sprzeczać się, czy potrzebny nam plan, czy nie. Po prostu nie możemy…
- Planowanie zabiera za dużo czasu! - Trzask.
- ...biegać dookoła wrzeszcząc jego imię - dokończył Lupin tym samym tonem, przyzwyczajony do emocjonalnych wybuchów Syriusza. – Zapanowałby chaos, a Harry wcale by się nie odnalazł. Po prostu istnieje zbyt wiele miejsc, gdzie mógł się ukryć.
- W porządku, Remusie – po chwili milczenia zgodził się Syriusz. - Więc co najpierw zrobimy?
Słychać było ciche pomrukiwanie, jak gdyby wszyscy mieli pomysły, ale bali podzielić się nimi z resztą, informując co najwyżej sąsiadów obok. Nagle jeden cichy głos wybił się ponad resztę
- Dursley – Snape wypowiedział tylko jedno słowo. Słychać było szuranie krzesłami, zwrócono się do Snape'a.
Po paru kolejnych chwilach milczenia przemówił ponownie.
– Coś ukrywa. To bardziej niż oczywiste, bo gdy odwiedziliśmy go, jego żona zrobiła się bojaźliwa, a on sam rozzłościł się, gdy wypytywaliśmy ich na temat zniknięcia Harryego.
- Jesteś pewien, że to nie pod wpływem twojej czarującej osoby?
- Nie, Syriuszu. - odpowiedział Dumbledore – Też to widziałem. Już wcześniej zdecydowałem, że rodzina Dursleyów wymaga naszej większej uwagi. To będzie nasz pierwszy ruch.
- Ja pójdę! – głośniej powiedział Syriusz.
- Pójdą Kinsley i Lupin. Jestem pewien, że cokolwiek usłyszą, zachowają spokój. – Zapadła cisza – Ufam, że rodzinie nie stanie się żadna krzywda w czasie tego przesłuchania.
- Oczywiście – szybko zapewnili.
- Ja też pójdę - zaofiarował się Syriusz.
- Nie pójdziesz.
- Profesorze Dumbledore…
- Nie, Syriuszu – stanowczo odparł Dumbledore – Nie opuścisz tego domu.
Zapanowała niewygodna cisza, oczy wszystkich skierowane były albo na Syriusza, albo na Dumbledorea. Z większym już spokojem głowa Zakonu ponownie przemówiła.
- Nie zapominaj, to, że jesteś niewinny, nie oznacza, że reszta świata o tym wie. W niczym nie pomożesz Harryemu, jeśli cię złapią. I tym razem nie wrócisz do Azkabanu, twoją karą nie będzie ponowne uwięzienie.
- Przepraszam.
- Nie przepraszaj za to, że martwisz się o swojego chrześniaka, pamiętaj jedynie, że nie jesteś w tym odosobniony. Znajdziemy go, a gdy to nastąpi, nie chcę być zmuszony powiedzieć mu, że nie ma już ojca chrzestnego. Rozumiesz?
- Tak, sir.
- Dobrze. No cóż…jestem pewien że masz spotkanie, Severusie? - Odpowiedziało mu jedynie milczenie. - Idź więc. Muszę…
Rozległy się odgłosy kroków wychodzącego Snape'a. Fred szybko pociągnął za Uszy Dalekiego Zasięgu, wyciągając je spod drzwi dosłownie w tym samym momencie, gdy ukazał się w nich Mistrz Eliksirów. Obserwowali, jak przechodzi przez korytarz i gdy tylko zniknął z ich wzroku, popędzili na górę gdzie „podobno mieli sprzątać."
