Drabułka nr 2
Strach
----------------------------------------
Autor:
SchmergTheImpaler
Tłumaczenie: Dimrilla
Tytuł: Strach
Tytuł
oryginału: Intimidation
Adres:
http://fanfiction...-4481.html
----------------------------------------
- Teodorze, w ogóle cię nie rozumiem. - słyszę westchnienie mojego ojca. Przygląda mi się znad krawędzi filiżanki z herbatą.
Moja własna filiżanka stoi nietknięta- nie cierpię herbaty, zawsze jej nie cierpiałem. Nie tylko mnie nie rozumiesz, - myślę - nie znasz mnie. Obrzydzenie mnie bierze na widok herbaty i nikt nie nazywa mnie Teodor. Jestem Teo.
- Właśnie otrzymałem wyniki twoich SUM-ów - kontynuuje mój ojciec. - Jedenaście SUM-ów i z wszystkich W. JEDENAŚCIE Wybitnych. A jednocześnie Okropny z każdego przedmiotu za brak zaangażowania!
Uśmiecham się krzywo. Bez wątpienia jest to trafne podsumowanie mojej szkolnej kariery. Niby dlaczego miałbym się starać? Po co miałbym przykładać się do tego co robię w szkole, skoro już to wszystko wiem? Nie potrzebuję szkoły- możecie posługiwać się wszelkimi eufemizmami jakie tylko przyjdą wam do głowy, ale ja wiem swoje- że wszystkie 'instytucje' to więzienia, a wszystkie 'organizacje' to gangi.
Mój
ojciec jeszcze nie skończył:
- Masz coś do powiedzenia na swoje
usprawiedliwienie? - pyta.
To pytanie retoryczne, więc nie odpowiadam. A przynajmniej nie na głos. W ogóle rzadko, jeśli kiedykolwiek, rozmawiam z innymi ludźmi. Uważam, że sam jestem dla siebie na tyle interesującym towarzystwem, że inne jest mi zbędne.
- Odpowiadaj mi, kiedy zadaję ci pytanie! - domaga się mój ojciec z twarzą poczerwieniałą od gniewu.
Nie robię
nic. Spokojnie pozostaję na swoim miejscu, z krzywym uśmieszkiem
przylepionym do twarzy.
Mój ojciec jest wysokim, potężnie
zbudowanym mężczyzną, podczas gdy ja jestem drobny, mam chudą,
pryszczatą twarz, wystające siekacze i wiecznie włosy, które
wiecznie włażą do oczu. Ale nie boję się go- wiem, że jestem
dużo lepszym czarodziejem niż on, a pod względem intelektualnym
przewyższam go o lata świetlne. W końcu to on jest ograniczonym
umysłowo świętoszkiem, który związał się ze
Śmierciożercami zamiast zrobić ze swoim życiem coś sensownego.
Ja natomiast mam szesnaście lat i nieograniczone możliwości.
Mój
ojciec gwałtownie zrywa się na nogi, przewracając stolik wraz z
moją nietkniętą filiżanką herbaty, która rozlewa się na
wszystkie strony. Jaka szkoda.
- Okaż swemu ojcu szacunek na jaki
zasługuje! - grzmi.
- To właśnie robię. Cały czas - odpowiadam, chłodno i obojętnie jak zawsze.
- Ty -
- Nie mam dla ciebie ani krzty szacunku ojcze - oznajmiam i oddalam się z saloniku do mojej sypialni.
Mój ojciec stoi bez ruchu, z poszarzałą twarzą.
Obaj dobrze wiemy, że wzbudzam w nim strach.
---------------------
