Czarna, lśniąca sierść Elizabeth przyjemnie drażniła opuszki palców Eijiego, gdy bezwiednie poruszał dłonią wzdłuż jej skulonego na sofie ciała. Jego uwagę całkowicie pochłaniał jej jasnowłosy właściciel, poruszający się niemal bezszelestnie w strefie kuchennej. Czekoladowe tęczówki bardzo uważnie śledziły każdy jego ruch. Przestrzeń wokół niego nie istniała, wzrok Eijiego zdawał się ignorować jej istnienie.

– Stresujesz mnie – mruknął Ash, wyjmując z mikrofali dwa czerwone kubki.

– Co? Dlaczego? – spytał niepewny, czy dobrze usłyszał.

– Gapisz się – powiedział, spoglądając na niego z lekkim, niezrozumiałym dla Eijiego wyrzutem.

– To dlatego, że jesteś najbardziej interesującym obiektem w całym pomieszczeniu – wyjaśnił, nie spuszczając z niego oczu, gdy przemierzał tę stosunkowo niewielką odległość jaka ich dzieliła.

Odstawiwszy naczynia na drewniany stolik, usiadł tuż obok zadowolonej z siebie Elizabeth, która bezczelnie zajęła jego miejsce, pozbawiając go bezpośredniej bliskości ciemnowłosego chłopaka.

– Czy to cię zawstydza, Ash? – zapytał odrobinę rozbawiony potencjalną przyczyną jego milczenia.

– Nie. Powiedziałbym raczej, że... irytuje – odpowiedział, sięgając po kubek.

Zaskoczył go. Eiji zawahał się z odpowiedzią, w dalszym ciągu wlepiając w niego swoje zdradzające lekki szok spojrzenie.

– Bo widzisz... – wznowił Ash, zaciskając palce na ściankach ciepłego naczynia – skoro jestem najbardziej interesującym obiektem w całym pomieszczeniu, to jak wytłumaczysz fakt, że to Elizabeth czerpie z twojej obecności zdecydowanie więcej?

Spojrzenie Eijiego zmieniało swój charakter, gdy sens wypowiedzi Asha powoli docierał do jego świadomości.

– Masz rację – przyznał po chwili i upiwszy łyk ciepłego kakao, dodał – sam sobie przeczę.

– I? Zamierzasz coś z tym zrobić? – spytał niby to obojętnie.

– Tak – odpowiedział od razu, odstawiając naczynie na stolik i powróciwszy do niego spojrzeniem, wolną ręką dotknął jego policzka. – Pyszne to kakao. Czy ja również mam na twarzy jego pozostałości? – zapytał, uśmiechając się do niego.

Ash przetarł ręką okolice swoich ust, chcąc pozbyć się śladów napoju, ale jego reakcja rozbawiła jedynie Eijiego, gdyż desperacka próba zakończyła się niepowodzeniem.

– Byłeś blisko – odezwał się, przesuwając rękę i kciukiem przejechał w miejscu, które Ash pominął.

Oderwawszy dłoń, zbliżył ją do swoich ust i skosztował pozostałości, wzbudzając w Ashu niemożliwe do zignorowania emocje. Pozbawiony możliwości zrozumienia i zaakceptowania ich charakteru, poczuł jak ciepła dłoń powraca do jego rozpalonego policzka.

– Jeszcze tutaj... – dotarł do niego cichy głos Eijiego, gdy zbliżył się na tyle, że Ash był w stanie poczuć dotyk jego ust na swojej skórze.

Zacisnąwszy mocniej palce na ściankach kubka, Ash mimowolnie przysunął się bliżej, ignorując ostrzegawcze pomruki leżącej pomiędzy nimi Elizabeth. Odrzucona także przez wyjątkowo znośnego z jej punktu widzenia gościa, urażona zeskoczyła z tapicerki i pognała przed siebie w nieznanym nikomu kierunku.

– Oberwie mi się później za to – odezwał się Ash, przyglądając się uważnie wpatrzonym w niego czekoladowym tęczówkom.

– W takim razie powiesz mi później... czy było warto – powiedział z delikatnym uśmiechem na ustach.

– Przecież obydwoje znamy już odpowiedź – zauważył Ash, coraz śmielej odpowiadając na nieprzerwany dotyk Eijiego.

Niespieszne ruchy ich warg, opuszki palców muskające odsłoniętą skórę i coraz silniejsze wrażenie bliskości, powoli nadpisywały tęsknotę i niepewność, które nieprzerwanie towarzyszyły im przez minione dni.

– Powiedziałeś dzisiaj, że tęskniłeś za mną – odezwał się Ash.

Jego głowa spoczywała na ramieniu Eijiego, a oczy w skupieniu przyglądały się ich złączonym dłoniom.

– Powiedziałem – odparł Eiji odrobinę zawstydzony na wspomnienie tamtej chwili.

– Dlaczego więc potrzebowałeś wymówki, by do mnie napisać? Dlaczego kazałeś mi tak długo czekać?

– O to samo mógłbym zapytać ciebie – zauważył, nie chcąc mimo wszystko, by zabrzmiało to jak wyrzut. – Ja przynajmniej napisałem – dodał, wodząc kciukiem po zewnętrznej stronie jego dłoni.

– ...Nie zapominaj, że posunąłeś się jeszcze dalej i skończyłeś w moim mieszkaniu. Pod moim kocem.

– To się nazywa desperacja – roześmiał się cicho.

– Powinienem zacząć się bać? – spytał Ash, zabarwiając swój głos poważną nutą.

– To zależy.

– Od czego – zainteresował się, wykręcając głowę, by na niego spojrzeć.

– Czy chcemy tego samego.

Ash uciekł od niego spojrzeniem, nerwowo przygryzając wargę. Rozmowa niespodziewanie obrała kierunek, który w dalszym ciągu był dla niego niewiadomą.

– Gdy byliśmy w Los Angeles powiedziałeś, że niezależnie od tego, co nas łączy, chcesz by trwało – odezwał się Eiji, bardzo dokładnie przytaczając słowa Asha. – Jeżeli chodzi o mnie, chcę wiedzieć, co nas łączy i na tej podstawie zdecydować.

Ash zmusił swoje odrętwiałe z niebywałego napięcia ciało do ruchu i zwróciwszy się do niego, zapytał cicho.

– W jakim przypadku byłbyś gotowy zostać?

– W każdym.

– W takim razie... nie rozumiem – odpowiedział z wahaniem.

– Zaakceptuję każdy twój wybór, ale chcę żebyś wiedział, co czuję, czego tak naprawdę pragnę.

– ...Ok, więc... czego pragniesz, Eiji?

– Życia w świadomości, że jestem jedną z najbliższych ci osób. Chcę móc napisać do ciebie bez konkretnego powodu, tak po prostu. Chcę móc zadzwonić do ciebie, gdy będę chciał usłyszeć twój głos. Chcę nie obawiać się przyjścia do ciebie, gdy zechcę cię zobaczyć.

– A jeżeli... – zaczął Ash poruszony tym, co usłyszał. – A jeżeli wszystko, co powiedziałeś jest możliwe?

– Wówczas przekonasz się, że to jeszcze nie wszystko.

– To możliwe, Eiji – zapewnił, pragnąc usłyszeć więcej.

Twarz Eijiego wykrzywił delikatny uśmiech, a palce wzmocniły uścisk wokół ciepłej i znajomej w dotyku dłoni Asha.

– Tamtego dnia gdy Sing zapytał, czy jesteśmy razem, odpowiedziałem, że tak, za nas oboje. Zrobiłem to choć tak naprawdę nie rozmawialiśmy nigdy wcześniej na ten temat, nie nazywaliśmy tego co nas łączy. Przez ostatnie dni rozmyślałem o tym i zrozumiałem, że potrzebuję tego. Potrzebuję wiedzieć kim dla siebie jesteśmy.

– ...Ja również tego potrzebuję – przyznał cicho Ash, nie odrywając od niego wyjątkowo skupionych na nim oczu.

Eiji poruszył się, zmuszając Asha do zmiany pozycji i mając doskonały widok na jego piękną twarz, poczuł jak charakterystyczny ucisk wypełnia jego klatkę piersiową.

– Czy to ok... jeżeli będę myślał o tobie jako swoim chłopaku? – zapytał, pewnie odpowiadając na jego przeszywające wręcz spojrzenie.

Ash pragnął odpowiedzieć tak. Pragnął wykrzyczeć jak bardzo chce tego, jak bardzo potrzebuje go w swoim życiu. Jednak strach przed ewentualnym rozstaniem zdawał się go blokować.

– ...Ash?

– Co w przypadku, gdy zechcesz wrócić do Japonii? – zapytał tak cicho, że Eiji prawie go nie usłyszał.

– Nawet jeżeli, to ostatecznie wrócę tutaj, wrócę do ciebie. Zawsze znajdę drogę powrotną, Ash.

– Obiecujesz?

– Obiecuję – odpowiedział od razu, pragnąc, by Ash uwierzył, przestał poddawać w wątpliwość ich wspólną przyszłość. – Czy to wystarczy, byś odpowiedział na moje pytanie?

– Tak – odezwał się, odnosząc wrażenie, że napięcie które odczuwał powoli odpuszcza. Pogodzony z ryzykiem, którego nie mógł przecież mimo wszystko wykluczyć, raz jeszcze wprawił w ruch swoje struny głosowe – to ok, byś myślał o mnie jako swoim chłopaku.

– Naprawdę? – odezwał się Eiji, potrzebując dodatkowego potwierdzenia.

– Naprawdę. Sądziłeś, że odpowiem inaczej?

– Wolałem o tym nie myśleć. Nie wiem, co bym zrobił, gdybyś się nie zgodził.

– A teraz? Skoro się zgodziłem, co zamierzasz zrobić Eiji?

– Spełnić jedno ze swoich marzeń. To najważniejsze.

– ...Jak ono brzmi? – spytał Ash, nie kryjąc zdziwienia.

– Spełnić wszystkie marzenia Asha.

– C-co...? – zawahał się, nie będąc pewnym, czy dobrze zrozumiał.

– Spełnić wszystkie twoje marzenia – powtórzył Eiji, dotykając jego twarzy.

Ash mimowolnie zmrużył oczy, w których Eiji dostrzegł ślady łez, skryte po chwili pod powłoką delikatnej skóry powiek.

– Teraz mi wierzysz? – dotarł do niego cichy głos Eijiego.

– Wiedziałeś?

– Oczywiście – odparł, uśmiechając się łagodnie, czego Ash nie miał możliwości dostrzec.

– Przepraszam.

– Nie przepraszaj. Rozumiem, że potrzebujesz czasu, by zrozumieć, co do ciebie czuję, to jak jesteś dla mnie ważny. Zaczekam, Ash.

– Jako... jako twój chłopak powinienem zrobić wszystko, by twoje marzenie się spełniło, dlatego zdradzę ci jedno z moich – odezwał się, powracając do niego spojrzeniem. – Chcę by nasz związek oparty był na prawdzie, by naszej więzi nie zakłócał brak szczerości i niedopowiedzenia. Wolę usłyszeć najgorszą prawdę niż... – nie dokończył, powstrzymany przez ciepłą dłoń Eijiego.

– Nigdy nie usłyszysz ode mnie tych słów, Ash. Nigdy nie powiem żegnaj. Nigdy nie powiem sayonara.

– ...A co z innymi słowami? Nauczysz mnie? – stłumiony przez żywą barierę głos dotarł do Eijiego.

– Jasne, że tak! Ale w takim razie muszę zastanowić się nad jakąś formą zapłaty – myślał głośno.

– Zamierzasz pobierać ode mnie opłatę? – spytał Ash, mrużąc groźnie oczy.

– Wiesz ile takie lekcje potrafią kosztować? – bronił się, gdy Ash oparł rękę po drugiej stronie oparcia, tuż przy jego szyi, blokując mu drogę potencjalnej ucieczki.

Ash nie spodziewał się, że reakcja Eijiego będzie całkowicie odwrotna. Całkowicie przeciwna jego naiwnym i niewinnym założeniom. Podniósłszy się odrobinę, Eiji zmniejszył odległość jaka ich dzieliła, tak że znajomy już kształt i faktura jego ust bardzo wyraźnie odcisnęły się na jego własnych. Dłonie zacisnęły się na jego biodrach, które posłusznie uniosły się, gdy Eiji wzmocnił uścisk, prowadząc go jeszcze bliżej siebie. Ciężar ciała Asha, który Eiji poczuł na swoich udach, sprawił, że jego dłonie powędrowały wyżej, przyciągając go jeszcze bliżej siebie. Spojrzenie jakim Ash przeszył jego własne wyrażało więcej niż potencjalne słowa, które w tym momencie nie byłyby w stanie opuścić jego gardła.

Gonitwa myśli, którą w tej chwili obydwoje doświadczali odbierała im zdolność świadomej kontroli w tej dążącej w oczywistym kierunku sytuacji. Położenie, w którym zastygli było jednocześnie źródłem niepojętej euforii jak i strachu przed nieznanym. To, co dodatkowo sparaliżowało Asha, to co pozbawiło go zdolności, by odpowiedzieć w oczekiwany przez obydwie strony sposób, to zazdrość. Pomimo zrozumienia, że nie jest to racjonalne, że nie powinien rozpamiętywać przeszłości Eijiego, nie był w stanie zatrzymać tego procesu w swojej głowie.

– Ash... – usłyszał swoje imię, wypowiedziane cichym i łagodnym głosem.

Skupiając na nim całą swoją uwagę, poruszył delikatnie palcami, zahaczając o materiał koszulki tuż pod linią włosów na jego karku.

– Powiedziałbyś mi, gdybym przekroczył granicę, prawda? – brzmienie głosu Eijiego raz jeszcze rozległo się cichą i łagodną nutą.

– Dlaczego o to pytasz?

– Wyczułem wahanie i pomyślałem, że...

– To nie tak – wtrącił Ash, nie pozwalając mu dokończyć.

– A jak?

– Ja... nie jestem tak doświadczony jak ty – powiedział, starając się odpowiednio dobierać słowa. – Najwyraźniej wzbudza to we mnie... – zawahał się, tym razem nie będąc pewnym, co do ich trafności.

Eiji nie spodziewał się takiej reakcji. Odpowiedź Asha daleka była od oczekiwanej.

– Nie wiem, co rozumiesz pod określeniem doświadczony, ale zapewniam cię, że się mylisz.

– Nigdy nie byłem w związku z chłopakiem. W przeciwieństwie do ciebie.

– A ja nigdy nie byłem w związku z dziewczyną.

– Nie sądzisz, że w naszej sytuacji to mało istotne?

– Nie do końca. Zauważam trochę podobieństw. W pewnych obszarach.

– Co? – rzucił Ash, nie mając pewności jak ma rozumieć słowa Eijiego.

– Co? – odpowiedział tym samym, uświadomiwszy sobie, że granica jest blisko.

Fala gorąca przeszła przez ich ciała, gdy wpatrzeni w siebie, z jedynym w swoim rodzaju zdezorientowaniem, niezależnie zrozumieli sens przeprowadzonej chwilę temu rozmowy.

– Wolałbyś, żebym sobie poszedł? – spytał cicho Eiji, wzbudzając w Ashu wyjątkowo nieprzyjemne emocje.

– Skąd ten pomysł? – zapytał zszokowany.

– Pomyślałem, że nawet gdybyś chciał zostać sam, nie wspomniałbyś o tym, nie chcąc sprawiać mi przykrości.

– Więc zamiast tego postanowiłeś sam zadać sobie cios – stwierdził Ash, spoglądając w bok z miną przywodzącą na myśl obrażone dziecko.

– Poniekąd tak – przyznał z lekkim rozbawieniem, co zwróciło na niego zagubione spojrzenie Asha. – Przepraszam za tę dwuznaczną wypowiedź – odezwał się, tym razem bez cienia uśmiechu.

– Zrozumiałeś, że nie jestem jeszcze pełnoletni? A może założyłeś, że nie jestem gotowy na coś więcej?

– A jesteś?

– Pełnoletni? Nie. Gotowy? To zależy.

– Od czego?

Ash westchnął cicho przytłoczony intensywnością spojrzenia Eijiego i pochyliwszy się, oparł czoło o jego głowę. Wzrok Eijiego wyostrzył się, a odrobinę wilgotne dłonie zacisnęły się mocniej na biodrach Asha.

– Wiem, że nie powinno mieć to znaczenia, że to oczywiste, że każdy z nas ma jakąś przeszłość, ale... – przerwał na moment, starając się uporządkować ciąg myślowy w swoim pełnym sprzeczności umyśle.

– Przeszłość bez Yujiego byłaby dla ciebie łatwiejsza do zaakceptowania – odezwał się Eiji.

– ...Tak ma na imię?

– Tak. Yuji był moim chłopakiem, ale teraz to ty nim jesteś, Ash.

– ...Denerwuje mnie, że on był pierwszy, że twoje doświadczenia z nim odbiorą nam... tobie element zaskoczenia i...

– To głupie, Ash – stwierdził, bezceremonialnie wchodząc mu w słowo. – To najgłupsza rzecz jaką od ciebie usłyszałem.

Zanim Ash zdążył zrozumieć i przetworzyć tę jawną prowokację, głos Eijiego rozległ się ponownie.

– Zdaje się, że nie rozumiesz podstawowej rzeczy. Prawda jest taka, że przy tobie doświadczyłem już wielu pierwszych razów. Niezależnie od tego, co wydarzyło się w przeszłości, twoja obecność całkowicie ją nadpisała. Nasz pierwszy pocałunek chcę pamiętać jako jedyny pierwszy. Nie chcę pamiętać poprzednich.

– ...To głupie, Eiji – zdecydował się na pójście tą drogą, wprawiając Eijiego w oczywisty w takiej sytuacji stan szoku. – Ale rozumiem i... dziękuję – dodał, poruszając palcami wzdłuż jego gładkiej skóry karku.

Eiji nie odpowiedział. Zamiast wprawiając w ruch swoje struny głosowe, poruszył się, przenosząc dłonie na jego plecy i przyciągnąwszy bliżej siebie, zachłannie przywarł do jego ust.

– To znaczy, że nie wyganiasz mnie jeszcze? – spytał cicho, zwalniając by zadać to niezwykle istotne według niego pytanie.

– Nie... jeszcze nie... Planowałem prosić cię, byś został ze mną do rana.

Eiji nie potrafił zignorować pragnienia, które zawładnęło jego ciałem. Ich usta na powrót odnalazły siebie, dopasowując swoje ruchy, pozwalając by rodzące się uczucia poprowadziły ich w tym oczywistym, nieznanym jeszcze kierunku.

A przynajmniej tak odbierały to ich rozemocjonowane umysły. Fakt, że każde muśnięcie warg, każdy najbardziej subtelny dotyk był pierwszym. Tym wyczekiwanym. Jedynym, który miał znaczenie.

– To dla mnie nowość, Ash – wyszeptał, wodząc ustami po jego szyi.

– Co takiego? – ciche pytanie opuściło jego ściśnięte przez piętrzące się emocje gardło.

– To jak się czuję i... jestem tym odrobinę... zaniepokojony – zakończył, spoglądając w lśniące oczy swojego chłopaka.

– ...Niepotrzebnie. W końcu granica nie istnieje.

– A powinna. Przynajmniej dzisiaj – powiedział mimo sprzecznych sygnałów, które wysyłał mu jego własny organizm.

– ...Ok. Ale tylko dzisiaj.

– Ok... – zgodził się, czując jak ciepłe palce Asha, wślizgują się pod materiał koszulki i przesuwając się wzdłuż jego boków, zostawiają niewidzialne ślady na jego gładkiej skórze.

Coraz śmielszy dotyk powoli pozbawiał ich złudzeń, że ten wieczór mógł zakończyć się w inny sposób. Brutalnie uświadamiał, że szaleństwem była złożona przed chwilą obietnica.

...

"...Blow out all the candles, blow out all the candles, you're too old to be so shy - he says to me, so I stay the night.
Just a young heart confusing my mind, but we're both in silence.
Wide-eyed, both in silence.
Wide-eyed, like we're in a crime scene..."
Candles, Daughter