Rozdział 260: Ogień, wino i pianki

Gdyby Mycroft nie zajmował się obecnie innymi, przyjemniejszymi rzeczami, byłby w bardzo złym nastroju. Dzień był długi i męczący. Był zmuszony powtarzać się więcej razy, niż był w stanie zliczyć (a nienawidził powtarzać się), a pod koniec tego wszystkiego był po prostu gotowy do powrotu do domu. Mógł cieszyć się około 75 minutami bycia w domu i spotkania z ukochanym mężem, kiedy los zdecydował, że nie może się zrelaksować i ich grzejnik się zepsuł.

Normalnie nie byłby to zbyt duży problem. Na przykład zawsze ktoś mógł przyjechać w ciągu godziny i to naprawić oraz nie była to zima. Jednak w zeszłym tygodniu zrobiło się dramatycznie chłodniej, sygnalizując, że jesień jest w drodze. Ich dom był przestronny, a ponieważ większość podłóg nie była pokryta wykładziną, nie potrzeba było wiele czasu, aby zrobiło się nieprzyjemnie zimno.

Mycroft był na skraju czegoś bezwzględnego i bezlitosnego, kiedy nie byli w stanie sprowadzić kogoś, kto by naprawił ich grzejnik. Nikt nie mógł przyjść do nich aż do rana. Był wściekły i chciał, żeby wszyscy zaczęli szukać innej pracy, kiedy Gregory chwycił go za ręce i przyciągnął go do siebie.

Starszy mężczyzna lekceważył sytuację, co było tylko zaskakujące. Uśmiechnął się, wciągnął Mycrofta do sypialni i każąc mu założyć swoje spodnie od dresu. Nie pasowały na niego - jego nogi były oczywiście o wiele dłuższe niż jego partnera. Westchnął, spoglądając w dół na swoje nagie kostki. Gregory tylko zaśmiał się delikatnie na ten widok, po czym wyciągnął puszyste wełniane skarpetki, aby je założyć. Gregory chwycił sweter, a Mycroft uparł się, że założy jeden ze swoich ładniejszych swetrów. Jego najdroższy mąż, choć nie tak zły jak John, nie miał dobrego gustu w swetrach. Nie było mowy, że założy ten proponowany.

— Dlaczego nie otworzysz tej butelki wina, którą dostaliśmy w zeszłym tygodniu? — zasugerował Gregory, kiedy Mycroft wspomniał o zrobieniu herbaty.

Mycroft zastanowił się przez chwilę nad tym, zanim wydał dźwięk aprobaty.

— Tak, uważam, że to brzmi cudownie. — Skinął głową z miękkim uśmiechem, obserwując, jak jego mąż wchodził do salony. Podszedł do lodówki, wyciągnął schłodzone wino i otworzył je, odkładając korek i chwytając dwa kieliszki.

Teraz leżeli rozciągnięci na stosie koców, w połowie butelki wina, znacznie cieplejsi z huczącym ogniem obok. Ich nogi były splecione razem, kostki zahaczone o siebie. Stopy delikatnie ocierały się o siebie. Gregory dopił kieliszek i odstawił go na bok, obejmując Mycrofta ramionami, muskając nosem jego policzek.

— Hej, mam coś — wyszeptał, a Mycroft zamrugał zdziwiony.

— Słucham? — zapytał, unosząc brwi. Podnieśli się bardziej, gdy mężczyzna obok niego wyciągnął torbę z piankami, uśmiechając się jak dziecko. — Szczerze, Gregory?

— Och, daj spokój! To będzie zabawa!

Namawiał go Gregory, używając tych przeklętych brązowych oczu, by osiągnąć swój cel w najlepszy sposób, jak potrafił. Mycroft spojrzał na niego gniewnie, ale brakowało w tym prawdziwej siły. Westchnął i potrząsnął głową, ale starszy mężczyzna już wyciągał puszyste okrągłe rzeczy i machał nimi przed twarzą. Mycroft pacnął go w rękę, przewracając oczami i ponownie wzdychając, by podkreślić swoje fałszywe rozdrażnienie, ale nie potrafił ukryć uśmiechu.

Po kolejnym kieliszku wina Mycroft nie był tak urażony tymi cholernymi słodyczami, które Gregory wyciągnął znikąd. Sięgnął po jeden z metalowych pogrzebaczy, których używał Gregory, włożył na jego koniec piankę i postawił na ogniu na tyle, by ledwo ją upiec. Drugi mężczyzna wydawał się lubić je lekko czarne na brzegach, które jego zdaniem były po prostu zbyt spalone. Bardziej preferował je lekko brązowe i taką właśnie zrobił. Ściągnął piankę z ognia i podmuchał na nią.

Gregory mówił o czymś, pocierając podeszwy stopy o kostkę i goleń Mycrofta, ale młodszy mężczyzna nie do końca podążał za nim. Zamiast tego, pochylił się i wsunął piankę na nos Gregory'ego. Słowa mężczyzny natychmiast się urwały, szczęka mu opadła, gdy zamarł.

Może to wino. A może chodziło po prostu o to, jak bardzo poprawił się jego nastrój. Cokolwiek to było, wyraz szoku i niedowierzania na twarzy Gregory'ego z absurdalnie lepką białą pianką na samym środku sprawiło, że Mycroft wybuchnął głośnym śmiechem. Oparł dłoń na ramieniu mężczyzny, gdy zgiął się ze śmiechu i dopiero, kiedy zaczął się uspokajać, spojrzał ponownie na Gregory'ego.

— Co ty… — powiedział Gregory, mrugając szybko, nie mogąc uwierzyć, że to się właśnie wydarzyło.

Uśmiechając się, Mycroft ściągnął z jego nosa piankę, po czym pochylił się, by zlizać to, co pozostało.

— Mmm, może nie są takie złe, jeśli mogę się nimi tak cieszyć — mruknął cicho, głaszcząc Gregory'ego po boku.

Polizał go ponownie po nosie, upewniając się, że słodkość całkowicie zniknęła, zanim go pocałował. Całowali się powoli, dotykając się łagodnie, jakby mieli cały czas na świecie, zanim Gregory zaczął chichotać przy jego ustach.

— Nałożyłeś mi piankę na twarz — wyszeptał, nie odsuwając się, ale wciąż śmiejąc się.

Mycroft uśmiechnął się złośliwie, po czym bardzo dosadnie nie zachichotał. Nie zrobił tego, bo na pewno nie chichotał. Gregory to robił. On nie.

Pozostali na podłodze, całując się i (nie) chichocząc przez dłuższą chwilę, a obawy związane z ich problemami z ogrzewaniem dawno wyleciały im z głowy.