Rozdział 261: Impreza tematyczna

— Gregory, spóźnimy się, jeśli zaraz nie będziesz gotowy — zawołał Mycroft z sypialni.

Greg przeniósł nerwowo ciężar ciała z nogi na nogę, wciąż w łazience, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. Ponownie poprawił kamizelkę i wygładził zmarszczki, których tam nie było, co musiało już być pięćdziesiątym razem, kiedy to robił w ciągu ostatniej godziny.

Wyglądał śmiesznie. Wszystkie te krawędzie i warstwy… Na jego partnerze wyglądało to zapierająco w dech piersiach. Nie na nim. Ale to było tematyczne spotkanie, które urządziła Sally, i bardzo mocno naciskała na ich przyjście. Chciała spotkać Mycrofta poza sprawami policyjnymi, ponieważ według niej "jest jasne, że nigdzie się nie wybiera". Poza tym była to w zasadzie wymówka, aby przebrać się w stroje z epoki i zabawić się tej nocy.

Zgodził się z nią, ale teraz, kiedy był już ubrany i gotowy do wyjścia, wahał się. Jasne, wyglądał wystarczająco dobrze, ale… tego rodzaju rzeczy po prostu nie pasowały do niego. Z westchnieniem przeczesał palcami włosy, a potem bawił się guzikami kamizelki. Poprawił muszkę.

— Gregory — zawołał ponownie Mycroft.

Greg oblizał wargi. Skinął głową, prychnął i odwrócił się, by wrócić do sypialni.

Mycroft stał w pobliżu drzwi, wyglądając oszałamiająco jak zawsze. Jego strój niezbyt różnił się od jego codziennego stroju, choć wyglądał na nieco starszy styl. Od razu można było uznać, że ten strój pochodzi z wcześniejszego wieku. Jego ciemnoszare spodnie były obcisłe, co podkreślała marynarka o długości trzech czwartych, którą miał na sobie. Była zapinana na dwa guziki po środku, odsłaniając ciemnoniebieską kamizelkę, którą Gregory widział wcześniej, jak zakładał. Mycroft miał pasującą niebieską muszkę, a koszula pod spodem była (oczywiście) biała.

— Spójrz na siebie, przystojniaku. — Greg uśmiechnął się, podchodząc do niego i z uznaniem spoglądając na niego w górę i w dół. — Wyglądasz wspaniale.

— To ja powinienem to powiedzieć — odpowiedział Mycroft, chwytając brzeg kamizelki Grega.

Miała złotożółty kolor, z bardzo delikatnymi białymi i jasnoszarymi wzorami. Muszka Grega miała pasujący odcień żółci. Założył również białą koszulę. Starszy mężczyzna uśmiechnął się, szarpiąc lekko krawędź rękawa.

— Nie wyglądam, aż tak dobrze.

Greg wzruszył ramionami i rozejrzał się, szukając pasującej marynarki, którą miał założyć. Było pewne, że będą całkiem nieźle wyglądającą parą.

— Kamizelka ci pasuje, najdroższy. — Mycroft uśmiechnął się, powoli gładząc miękki materiał. — Może podziękuję sierżant Donovan, że mimo wszystkiego urządziła to przyjęcie, dzięki któremu mam okazję zobaczyć cię tak ubranego.

— A jeśli dziś wieczorem nazwiesz ją sierżantem Donovan, może ci się odgryźć, a ja nie zawsze mogę ją powstrzymać.

Mycroft prychnął z rozbawieniem i sięgnął po marynarkę starszego mężczyzny, podając mu go.

— Postaram się o tym pamiętać. — Uśmiechnął się. — Idziemy?

Trzymając się za ręce przeszli przez dom, kierując się w stronę drzwi wyjściowych. Greg przypomniał sobie w ostatniej chwili o pewnej rzeczy. Zatrzymując się, chwycił wysoki cylinder, który zostawił wiszący na wieszaku. Mycroft przewrócił oczami i zrobił kilka bardzo sarkastycznych uwag, ale Greg uparł się i pozostał stanowczy. To uzupełniało jego strój. Nie było mowy, żeby wszedłby do domu Sally, gdyby cylinder nie był mocno osadzony na jego głowie.

I znajdował się na jego głowie, kiedy dokładnie dwadzieścia minut później, z uniesionym podbródkiem przekroczył próg domu Sally. Jego atak świadomości już dawno minął, chociaż mógł to przypisać ciężkiej sesji całowania, którą mieli w samochodzie po drodze. To mogło się bardzo pomóc w jego ocenie. Poza tym szedł na spotkanie towarzyskie z przyjaciółmi i współpracownikami oraz ze swoim partnerem. Chwycił rękę Mycrofta, splatając ich palce, i wciągnął go do środka.

Z dumą nazywał Mycrofta Holmesa swoim chłopakiem. Partnerem. Każdy termin, który warto było rozważyć. Minęło trochę czasu, odkąd miał okazję obnosić się tym i cholernie dobrze zrobi to dzisiejszego wieczora.

Mycroft był również bardzo uprzejmy, czego Greg oczekiwał po nim, ale i tak było miło, że ludzie widzieli, że nie był taki chłodny przez cały czas, jak go widzieli w Scotland Yardzie. Nie był oczywiście serdeczny i otwarty, ale był idealny w swobodnej rozmowie oraz wzbudzał zainteresowanie ludzi. Greg kilka razy zauważył, że się uśmiechał.

Rozgrzał się jednak do Sally, co może trochę zaskoczyło Grega. Oboje zaczęli cię całkiem dobrze dogadywać, a Greg nawet żartował, że musi uważać, aby go mu nie odbiła. Mycroft wyglądał na zirytowanego tym, ale Sally i Greg tylko się roześmiali. Wiedział, ze to się nigdy nie stanie.

Na przyjęciu były drinki i trochę tańca, a Greg był chwalony za swój strój wiele razy. To była dobra zabawa. A jeśli całował się z Mycroftem przy oknie, ignorując wszystkich, którzy mogli go obserwować, to… po prostu tak było.