Rozdział 262: Teraz wolniej
Kiedy Greg i Mycroft po raz pierwszy zbliżyli się cieleśnie, nie mogli zrobić tego wystarczająco szybko lub być wystarczająco blisko. Jak na mężczyzn w ich wieku, byli raczej chętni do uprawiania seksu. Obaj mieli też spore doświadczenie w tej dziedzinie, więc to nie było to… To było takie nowe i to byli oni, i to nigdy nie wystarczało. Nie spieszyli się z dotarciem do tego etapu, obaj chcieli się upewnić, że drugi był wygodny i gotowy, ale kiedy to zrobili, było to szalone. Była to najsurowsza forma potrzeby drugiego człowieka, jaką Greg kiedykolwiek znał.
Niespokojne, niecierpliwe ręce często ślizgały się na guzikach kamizelki i chociaż Greg uwielbiał wiele warstw ubrań Mycrofta, niejednokrotnie zbliżył się do tego, by po prostu rozerwać jedną z tych cholernych kamizelek i posłać wszędzie dookoła guziki. Chwycili się, żeby rozebrać się, padając razem na łóżko, sapiąc i pragnąc się nawzajem.
To był najbardziej odpowiedni obraz pieprzenia się, jaki Greg kiedykolwiek znał. Fascynujące było to, że można było być pochowanym głęboko w kimś na tyle, na ile było to fizycznie możliwe (lub na odwrót), a to wciąż nie wystarczyło. Był uzależniony od Mycrofta.
Z biegiem czasu wszystko zaczęło zwalniać. Nie zwolnili sposób, który mogło oznaczać mniej seksu. Ich pragnienie względem siebie było tak silne, jak zawsze, a pod pewnymi względami mogli twierdzić, że było jeszcze silniejsze. Poza tym wciąż mieli czasy ciężkiej desperacji. W końcu Greg miał lekką fiksację na punkcie bólu. Jednak coraz częściej przestali się śpieszyć.
Jeśli chodziło o seks i sam akt, celem był orgazm. Technicznie. W każdym razie zawsze o tym mówiono. Co ważniejsze, chodziło o to, aby twój partner czuł się wspaniale i kochany. Tak, o to naprawdę chodziło. Kochanie się. To nie był tylko seks, to nie było tylko pieprzenie się, to było… o wiele więcej.
Greg rozkoszował się cichymi westchnieniami i jękami, które mógł wydobyć z Mycrofta. Studiował każdy centymetr ciała młodszego mężczyzny i skatalogował każdą reakcję. Mógł powiedzieć, kiedy Mycroft robił to samo. To nasiliło się daleko poza seks. To było wielbienie ciała. Lekkie dotknięcia i oddechy wzdłuż miękkiej skóry, wywołujące gęsią skórkę i dreszcze u drugiej osoby. A potem było całowanie.
Boże, nigdy nie mogli przestać się całować. Bez względu na to, gdzie się dotykali i jak byli owinięcia wokół siebie, istniała magnetyzująca potrzeba, aby ich usta znalazły się na sobie nawzajem. Greg zdał sobie sprawę, że jedną z jego ulubionych rzeczy było to, że ich biodra powoli nacierały na siebie, a on powoli wchodził i wychodził ze swojego partnera… Ich czoła opierały się o siebie, ich usta unosiły się milimetry od siebie. Możliwość odczuwania gorącego oddechu na jego ustach była odurzająca. Musiał poruszyć się tylko o ułamek, ilekroć chciał je ponownie połączyć, przesuwając językiem po wargach Mycrofta, delikatnie ssąc jego dolną wargę i język, wyciągając głębokie jęki z głębi gardła młodszego mężczyzny.
Mógł całować Mycrofta godzinami. Robili to wcześniej. Było wiele nocy, kiedy gubili się w tym, przytulając się na łóżku lub na kanapie, po prostu się całując. Ręce oczywiście wędrowały i wsuwały się pod ubranie, ale przez większość czasu, gdy spędzali tyle czasu na całowaniu, to nigdy nie prowadziło donikąd. Czasami jeden z nich albo obaj mogli uzyskać przynajmniej przyzwoitą erekcję, ale jednak… Wystarczyło im kilka dotknięć i nacisk drugiego ciała.
Greg odkrył, że najbardziej kochał te noce. Niekończących się pocałunków i delikatnego dotyku. Przytulanie się na kanapie, gdy ich ciała bezbłędnie się wpasowały do siebie. Jak mógł kiedykolwiek zostać stworzony dla kogokolwiek innego? Nie widział, jak to mogło być w porządku, by dzielić to z kimś innym. Był przeznaczony dla Mycrofta, a Mycroft dla niego, i tak właśnie musiało być. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek czuł się tak zadowolony w swoim życiu.
— O czym myślisz? — zapytał cicho Mycroft, przesuwając się bliżej i mocniej zwijając się na jego kolanach.
Greg uśmiechnął się do niego, gdy elegancki mężczyzna pochylił się, by musnąć ustami krzywiznę jego ucha.
— O tobie — odpowiedział, nucąc i przechylając głowę na bok.
Mycroft przesunął się w dół szyi, wzdłuż obojczyka, aż do szczęki Grega.
— Czy tak jest?
Mycroft uśmiechnął się, trącając nosem kącik ust Grega.
Inspektor odwrócił się, by pocałować ten śliczny nos.
— Tak. — Skinął głową, unosząc i przechylając głowę, żeby ich usta się połączyły. Bardzo chciał całować Mycroft przez resztę nocy, szepcząc w te usta i delikatnie je liżąc. — Pokażę ci.
