Gdyby płaszcz Zera był krótszy, inne byłyby losy świata

Zero majestatycznie wkroczył do sali dowodzenia. Przed chwilą Czarni Rycerze odnieśli miażdżące zwycięstwo. Wszyscy wstali, skandując na jego cześć. On zaś dostojnie sunął lśniącym obuwiem po błyszczących kafelkach, spokojnym, teatralnym, pełnym godności ruchem pozdrawiając swoich – ach, współtowarzyszy.

Krokiem, emanującym gracją oraz potęgą, stanął na pierwszym stopniu i zaczął po królewsku spływać ze schodów, czarny płaszcz szedł za nim niby sztormowa fala za Posejdonem...

Za wyjątkiem faktu, że, niestety, nie spłynął, a zleciał, potknąwszy o wspomniany płaszcz. Zleciał, oberwał pancerną szybą hełmu w twarz, zwichnął sobie kostkę, zrujnował fryzurę. Oraz rozdarł tę nieszczęsną pelerynę, od góry do dołu.

Nie było mowy, by sprawę załatał – to jest, załatwił – ktokolwiek poza profesjonalnym krawcem. Geniusz, przy okazji paranoik, nie pozwoliłby dotknąć swojego odzienia komuś bez najwyższych kwalifikacji.

Problem leżał – i nie mamy tu na myśli samego przywódcy, pojękującego na podłodze – w tym, iż wszyscy najlepsi krawcy Japonii zostali już...potraktowani geassem. Ostatecznie, nie były to Leloucha pierwsze „strategiczne ćwiczenia bezpiecznego upadania".

C.C. właśnie naświetlała, szeptem, sytuację gramolącemu się wytwornie na kolana chłopcu. Ten rozważył ją w swym błyskotliwym umyśle, natychmiast podejmując śmiałą decyzję, jedyną możliwą w takich okolicznościach, dobitną świadczącą o wybitności owego młodego człowieka:

— Mamy więc nowy cel. Podbijem... Uwolnimy od tyranii cały świat!