Otworzyłem oczy i zobaczyłem trzy ciekawe zjawiska:
Pierwszy: leży na mnie jakiś facet w czarnych okularach który wyleciał najpewniej z okna
Drugi: wyrzuciła go najprawdopodobniej ta dziewczynka w czerwieni
Trzeci: leci kolejny facet w czarnych okularach w moją stronę
Wyrzucając w górę faceta który na mnie leżał w tym samym momencie przeturlałem się w bok unikając kolejnego a na nim wyskoczyła dziewczyna. Wstałem i otrzepałem się z brudu po czym spojrzałem na dziewczynę, która trzymała teraz wielką czerwoną kose i odwróciła swój wzrok na mnie
"Przepraszam za utrudnienie ale czy mogłabyś uciec jest tu napad i jest bardzo niebezpiecznie dla ludzi bez aury" spojrzałem na nią z uniesioną brwią po czym bez słowa wyciągnąłem moje ostrze za pleców
"Ach jesteś łowcą?" zapytała podekscytowanym głosem
„"Nie"" patrzyła się na mnie a ja na nią, jakby nie spodziewając się takiej odpowiedzi staliśmy w cisza aż po 5 sekundach znowu zapytała
"Yyy więc szkolisz się na łowcę ?" zapytała niepewnym tonem
"Nie" odpowiedziałem i odwróciłem od niej wzrok i zamiast tego podszedłem w stronę sklepu widząc przez okno więcej facetów w środku
"Brawo Ruby sprawiałaś że rozmowa stała się niezręczna, jesteś naprawdę cudowna" słyszałem jak mówi do siebie zanim podbiegła do mnie i podeszliśmy do rozwalonej szyby
"och znowu wróciłaś gówniaro i jeszcze z gościem" powiedział do niej Roman tonem ociekającym irytacja, och więc sądzę że jest ona przeciwko niemu
"A Momentiuna w końcu tu jesteś zajmie się ją kiedy ja zabieram resztę pyłu z tymi kalekami "powiedział kiedy wskazując na facetów w około niego co dziwne nawet nie zwracali sobie głowy jego obrazą, hm może są przyzwyczajeni
"A co będę z tego miał Roman ?" spytałem zauważając jednocześnie jak dziewczyna odwraca się do mnie z zaskoczoną miną ale bronią już w gotowości
"Kolejny pojedynek ?"kiedy usłyszałem jak wypowiada te słowa nie mogłem powstrzymać uśmiechu goszczącego na moje twarzy kiedy odwracałem się do dziewczyny a ona widząc mój uśmiech cofnęła się o krok. Ach już czułem jak moja krew buzuje na myśl o nadchodzącej walce, tyle myśli jak mogła by taka bitwa wyglądać, ten dźwięk uderzenie broni o broń oraz adrenalina z tej rywalizacji i te najważniejsze uczucie dominacji nad pokonanym przeciwnikiem. Więc z uśmiechem na ustach i bronią w ręce przeskoczyłem przez ramę szyby i zatakowałem Romana. Nie spodziewał się ale jak się spodziewałem zdążył zablokować cios lecz i tak sama siła uderzenia wysłało go na ścianę sklepu o którą się roztrzaskał z głośnym hukiem
" Zajmij się jego pomagierami ja idę na Romana "powiedziałem do dziewczyny nie patrząc w jej stronę ale już biegnąc kontynuować moją walkę, dała sobie radę z 2 da i radę z resztą a jeśli nie to ja się zajmę nimi później.
" Wiesz co szczerze jestem zraniony myślałem że jest mię" zaczął coś paplać ale przerwałem mu w połowie atakując go cięciem z góry które uniknął odchodząc w bok ale zanim mógł zacząć swój kontratak zostawiłem miecz w miejscu gdzie został wbity i uderzyłem moją prawą pięść w jego głowę uniknął to o milimetry, następnie cios lewą ręką w jego brzuch udało mu się to zablokować ale kopnięcia lewą stopą w jego lewe kolano nie zdążył uniknąć co spowodowało że wytrąciłem go na chwilę z równowagi a to dało mojemu prawemu kolanu wystarczająco czasu aby z podskoku z całej siły wbić się w jego jądra.
"O ty śmieciu bity, gówniarzu, skurczysynie!" skomlał padając na podłogę, aura go obroniła przed obrażeniami ale nie odcięła całkowitego bólu w normalnych warunkach po takim uderzeniu słów by nie mógł powiedzieć. Wykorzystując chwilę jego słabości podszedłem po miecz i podniosłem go, wtedy odwracając się zahaczyłem o coś nogą patrząc w dół dostrzegłem i zrozumiałem co to jest w ułamku sekundy co było i tak zbyt późno, po tym nastał potężny wybuch który posłał mnie w nieokreślone miejsce.
Boli, koszmarnie boli mnie dosłownie wszystko. Po tej myśli otworzyłem oczy zauważając, że leżę na kamiennej podłodze zbierając w sobie siły po chwili podniosłem głowę, aby spojrzeć gdzie się znajduje. Pierwszą rzeczą którą zauważyłem był teraz palący się sklep najpewniej od tamtego granatu, nie wierzę że tak się dałem ograć znów zbytnią pewność siebie. Patrzyłem tak w ogień myśląc o mojej porażce aż mój usłyszałem odgłosy uderzania metalu o metal z mojej prawej strony zbierając w sobie siłę obróciłem tam głowę. Więc Roman jeszcze nie uciekł, to była moja pierwsza myśl która pojawiła się w mojej głowie po zobaczeniu jak nadal pojedynkuje się z tą dziewczyną inaczej mówiąc nadal mam szanse na dogrywkę.
I z tą myślą adrenalina znów zaczęła płynąć w mojej krwi a uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy podobnie jak mój semblance zaczął działać. Wstałem z ziemi po wzięciu jednego oddechu czując jak mój wcześniejszy ból znika, wyjąłem ostrze za ple ... gdzie do cholery jest mój miecz. Obejrzałem się w około siebie szukając, gdzie by mogło one upaść aż dostrzegłem jego wystającą rękojeść z dachu, cholera już naprawdę nie miał miejsc w których mógł wylądować.
" Nie mam na to czasu, zabiorę po prostu broń dziewczynie" wyraziłem głośno swoje myśli po czym pobiegłem w ich stronę.
" Z takimi umiejętnościami nie dostaniesz się nawet do Beacon!" drwił z niej Roman najpewniej w oczekiwaniu aż popełni błąd. Zamiast mu odpowiedzieć dziewczyna ruszyła na niego z zadziwiającą prędkością zostawiając za sobą płatki róż, zadziwiający efekt kosmetyczny. W odpowiedzi na to Roman z ogromną zręcznością wyciągnął coś z kieszeni po czym rzucił przed nią od razu strzelił w tą rzecz po czym nastąpił wybuch dymy.
" Cholera, zasłona dymna" powiedziałem do siebie i sięgnąłem ręką po miecz ... cholera zapomniałem. Usłyszałem huk, ale nie był to wystrzał a bardziej jakby ktoś wpadł na ścianę, najpewniej dziewczyna nie zdążyła wyhamować. Zamiast wbiec na oślep w dym patrzyłem próbując zobaczyć w którą stronę uciekł Roman aż zobaczyłem, jak wchodzi na drabinę na ten sam budynek mający mój miecz na swoim dachu.
" Tylko coś z nim zrobisz Roman" zagroziłem mu pod nosem i ruszyłem biegiem w stronę budynku wspinając się do górę po tej samej drabinie.
" Roman!" krzyknąłem do niego, kiedy byłem już na dachu i widziałem go dźwigającego moje ostrze
" O Momentiuna jak miło że przyszedłeś martwiłem, że nie zdążysz" mówił z niepokojącą pewnością siebie" naprawdę nie wiem jak możesz walczyć tym wielkoludem" kontynuował monolog jednocześnie próbując podnieść miecz jedną ręką
" Roman oddaj go!" powiedziałem rozkazująco, ale nie wydawał się zbyt chętny do wykonania polecenia
" Wiesz Momentiuna to całkiem miłe, kiedy masz władze nad negocjacjami" mówił dalej, ale teraz dwoma rękami robił coś z rękojeścią mojego miecza "Tak się przeciw mnie obrócić po całym naszym treningu i wspólnie spędzonym czasie, ach to naprawdę wstyd" mówił dramatycznie ocierając łzę z oka lewą ręką a potem znów zaczął coś kombinować z rękojeścią"
" Oboje wiemy, że nigdy nas nic nie łączyło oprócz czystego biznesu ty mnie trenowałeś ja pomagałem ci w twoich niektórych przekrętach" odpowiedziałem zyskując czas aby moje oczy znalazły coś co mogło by wytrącić go z równowagi i pomoc mi odzyskać mój miecz
" Tak, ból moich jaj aż nadto mi przypomina o twoich postępach" odpowiedział oschle
" Bitwa to nie pokaz piękności tylko walka o życie więc przestań myśleć o ruchach które będę uznawane za czyste zagranie i rusz głową, myśl brudno zanim zrobi to twój przeciwnik" zacytowałem to co mi kiedyś powiedział
" Jak miło, że pamiętasz jestem doprawdy wzruszony ale teraz muszę już uciekać i tak zepsułeś mi całą akcję razem z tamtą dziewczyną " kiedy skończył mówić za jego pleców pojawiła się ta maszyna latająca której nazwy jak zwykle nie pamiętam
" Ale muszę już uciekać niemiło było cię tu spo" przerywając Romanowi jego monolog z dołu wyskoczyła dziewczyna z kosą robiąc fikołka w powietrzu i lądując obok mnie
" Już jestem a tym razem nic cię złoczyńco nie uratuje przed Ruby Rose!" krzyknęła, ale kiedy zauważyła że ja z Romanem patrzymy się na nią w ciszy miała tyle przyzwoitości, żeby się zaczerwienić.
" Idziesz na Romana i próbujesz odwrócić jego uwagę albo zmusić go aby upuścił moją broń wtedy kiedy ją zdobędę pomogę ci w walce i razem go powinniśmy być radę wykończyć a i jeszcze trzymaj go jak najdalej od tego latającego badziewia jak dasz radę nie chcemy aby nam uciekł oraz pamiętaj że w przeciwieństwie do jego pomagierów on ma aurę" przedstawiłem jej prosty plan który udało mi się wymyśleć na szybko, co jest dobre bo im prostszy plan tym mniej można zepsuć, całe szczęście nie wydaje się mieć z planem problemu jeszcze brakuje mi tu problemów z tymczasowym sojusznikiem.
" Tak jest partnerze" partnerze? Chciałem zapytać co przez to rozumie, ale widząc że nawet jej uszy się zarumieniły zostawiłem to w spokoju i ruszyłem pierwszy.
" To czas zacząć to zakończyć" powiedział Roman celując we mnie ze swojej laski po czym strzelił a ja w tym samym czasie odskoczyłem w lewo po czym wznowiłem bieg w jego stronę kiedy miejsce gdzie przed chwilą byłem zostało roztrzaskane, patrząc że nie trafił znów wycelował we mnie ale tym razem przeszkodziła mu Rose która z szybkością pocisku przemknęła obok mnie wprost na naszego przeciwnika którym zmienił się z ofensywnego teraz na defensywnego ale nadal trzymał mój miecz w swoje ręce. Jednak to właśnie utrudniło mu walkę i spowodowało, że dziewczyna dominowała tym razem w ich bitwie.
" Dobra jebać to" powiedział po czym rzucił mój miecz na ziemię, aby zacząć w pełni skupiać się na walce z Rose która popychała go jak najdalej od tej unoszącej się puszki żelaza. Co wykorzystałem, kiedy podbiegłem i podniosłem mój miecz po czym od razu rzuciłem się aby pomóc Rose i skończyć to jak najszybciej. Kiedy był już w moim zasięgu uderzyłem ostrzem w jego plecy a on poleciał w stronę dziewczyny, która zamachnęła się swoją kosą przecinając go jego brzuch i odrzucając go znów do mnie a ja uderzyłem go z całego rozpędu prosto w nos i on znów odleciał w stronę Rose która wykorzystując pęd kopnęła w brzuch a on znów poleciał moją stronę i wtedy uderzyłem go z prawego boku moim mieczem i poleciał na drugą stronę dachu gdzie uderzył o te same drabinki po których się tu wspiął.
" Nie zabiliśmy go, prawda" zapytała Rose zmartwionym tonem, kiedy podeszła do mnie
" Najpewniej stracił przytomność w końcu uderzenie moim mieczem i twoją kosą nie jest zbyt łagodne nie licząc wcześniejszych jego obrażeń" odpowiedziałem jej patrząc jak latająca maszyna odlatuje zostawiając go na pastwę losu "Ale teraz jest najpewniej bez aury nie licząc połamanych żeber i możliwego wstrząsu mózgu i innych złamań" widząc jak nagle się zatrzymała i chcąc powstrzymać ją od możliwie głupich wyborów jak podejście do niego i próba pomocy mu "Ale jest największym złoczyńcą w Vale wyjdzie z tego " kontynuowałem mówienie podchodząc do niego z mieczem na ramieniu
" Oczywiście!" odpowiedziała z ulgą w tonie podążając za mną, spojrzałem na nią kontem oka i zobaczyłem jej zadziwiająco szeroki uśmiech na twarzy "W końcu to najsławniejszy złoczyńca w Vale ale my go pokonaliśmy tylko we dwójkę! " teraz zatrzymała się i patrzyła na mnie z podekscytowanym błyskiem w oku takim samym jak jej ton " Ach niech tylko Yang to usłyszy, byliśmy tacy zgrani jakbyśmy robili to od dłuższego i " Nie odpowiedziałem i zignorowałem resztę jej monologu zamiast tego patrzyłem na Romana który zaczął powoli wstawać z ziemi a Rose spojrzała na mnie szukając chyba jakieś odpowiedzi ale widząc gdzie patrzę też znów się na niego spojrzała i od razu znów była w gotowości do ataku kiedy widziała jak się rusza.
" Och to naprawdę boli, zniszczyliście mi całą aurę i najpewniej większość ciała" powiedział, kiedy ledwie zdołał usiąść i wyciągnął jakiś przycisk, za pleców który był jak sądzę i znając go detonatorem. Co by miał wysadzić, aby się uratować nie miał czasu aby podłożyć ładunek pod budynek oraz wątpię aby był fanem samobójstw musiał mieć wystarczająco czasu aby podłożyć ten przedmiot ładunek a jedyne co miał w rękach dłuższy czas była jego laska i mój miecza... Cholera jasna. Uderzyłem z boku miecze dziewczynę dzięki temu że miała już swoją broń przygotowaną zdążyła się obronić, ale skutkowało to odepchnięciem jej na znaczną odległość po tym nastąpił wybuch a ja znów poczułem jakby moje ciało płonęło, kiedy gdzieś leciałem. Najpewniej z dachu na kamienną ulice.
Jebane granaty to właśnie była moja druga myśl jaka mnie naszła po moim przebudzeniu. Podniosłem głowę powoli i ociężale a wzrok jeszcze miałem zamazany więc nie mogłem powiedzieć, gdzie dokładnie jestem, ale niedługo powinno się to uregulować. Ważniejsze jest znalezienie mojej broni to pierwszy cel patrząc jak bardzo się namęczyłem próbując ją odnaleźć w podczas bójki z Romanem, właśnie myśląc o tej bitwie ostatnio co pamiętam z tego okresu to moje spadanie w dół najpewniej wybuch wyrzucił mnie z dachu, ale kto mnie uratował. Wątpię, aby to była Rose nawet jej super szybkość nie pozwoliła jej w takim krótkim czasie zareagować a tym bardziej wykonać skok ratujący mnie po tym jak odepchnąłem ją od siebie. Teraz i tak nie jest to ważne a ważniejszą rzeczą jest, że w jakiś sposób żyje ale bez broni długo to się nie utrzyma w tym świecie takie właśnie myśli krążyły mi w głowie kiedy zszedłem z łóżka. Tylko moje stopy dotknęły podłogi, kolana się ugięły a ja upadłem na podłogę jak kamień do wody.
" Nienawidzę siebie" powiedziałem do nikogo w szczególności, ale jak na zawołanie drzwi się otworzyły
" Jak pan się miewa panie Momentiuna" powiedział sympatyczny, ale nie współczujący głos i po tym podniosłem na niego oczy mrużąc je aby lepiej dostrzec postać
" Wybacz, ale w tej chwili niezbyt dobrze funkcjonuje więc mógłbyś mi przynajmniej powiedzieć, gdzie jestem?" powiedziałem próbując wstać i znów nie upaść robiąc z siebie jeszcze większego błazna
" W Beacon" czemu w jego głosie słyszałem zadowolenie
" Więc kim jesteś?" siedząc już znowu na materacu spytałem faceta patrząc na jego twarz i czuję, że mój semblance znów dział w pełni kiedy mój wzrok wraca do normy a ja w końcu mogę określić kto stoi przede mną
" Jestem Dyrektorem Beacon, Professor Ozpin a ty jak mniemam Momentiuna czyż nie?" odpowiedział mi białowłosy mężczyzna, noszący okulary i kubek kawy w prawej ręce
" Czy mam problem z prawem?" zapytałem najbardziej neutralnie jak mogłem równocześnie ignorując jego pytanie nie zbyt podoba mi się myśl szybkiej ucieczki nawet jeśli mój semblance zdąży mnie wyleczyć z dotychczasowych obrażeń.
" Według zeznań panny Ruby Rose powinienem pana nagrodzić za wykonaniem dużej ilości pracy w ujęciu przestępcy" więc Roman został złapany, nie mówię że mi go jakoś szkoda jego dziewczyną i tak go odbije.
"Więc dlaczego jestem w Beacon a nie w normalnym szpitalu?"
" Twoja aura przyjęła większość obrażeń fizycznych jednak nie wszystkie a jednym z powodów, dlaczego nie wzięliśmy cię do szpitala są twoje powiązania właśnie z Romanem Torchwick" ach czyli ta Rose im powiedziała. "Jednakże jak powiedziałem wcześniej, miałeś duży wpływ w ujęcie tego właśnie sprawcy więc udało mi się przekonać właściwe osoby, aby zamiast do szpitala a potem wprost do celi na przesłuchanie dali mi ciebie do Beacon pod moje zarządzanie"
" A po co dla mnie tak się napracowałeś ?" to było najważniejsze pytanie a po jego zadaniu na jego twarzy pojawił się uśmiech który bym mógł opisać jako chytry
" Młodzieniec, który może stawiać czoła w bitwie na równi z jednym z najsłynniejszych przestępców w Vale, sądzę że jest on wspaniałym dodatkiem do Akademii dla Łowców czyż nie?" zanim zdążyłem odpowiedzieć kontynuował " Oraz z czego co się dowiedziałem nie masz żadnych zapisów uczestnictwa do innych szkół myśliwskich ani miejsca zamieszkania a kartotekę również masz pustą nie licząc bójki w barze a Roman Torchwick osobiście mówił że spotkał cię kilka razy i za każdym razem walczyłeś z nim na jak to powiedział 'zadziwiający dobry poziom jak na dzikusa' " więc zdążyli go już przesłuchać jestem ciekaw ile byłem nie przytomny? Nie mówiąc już o tym, że Roman krył mnie z jakiegoś powodu.
" Więc sugerujesz, że ja osoba, o której masz szczątkowe informacje oraz równie dobrze może być zabójca lub bandytą i tej właśnie personie sugerujesz naukę w twojej szkole ?" zapytałem go nie mogąc powstrzymać sceptycznego myślenia
"Tak" powiedział tym samym pewnym siebie tonem, czekałem chwilę aż rozwinie swoje zdanie ale zamiast tego to on patrzył na mnie i czekał na moją odpowiedź. Więc z uśmiechem pojawiającym się na moich ustach mu odpowiedziałem
" Nie" i cholera nawet na chwilę jego uśmiech się nie zachwiał
" Dane o dacie rozpoczęcia akademii zostaną wysłane na twój zwój " powiedział kierując się do wyjścia z pokoju "Nie mogę się doczekać zobaczenia twojego wkładu w ten rok szkolny, żegnam" Kończą swe zdanie zamknął drzwi. Siedziałem tak chwilę w ciszy aż mój zwój wydał z siebie charakterystyczny dźwięk dostarczania wiadomości, jeszcze chwilę patrzyłem się w drzwi aż go podniosłem i otworzyłem otrzymaną wiadomość. Ale zanim zdążyłem przeczytać drzwi znowu się otworzyły i wystała z nich znów głową z białymi włosami
" A i zapomniał bym wspomnieć ładunek wybuchowy rozwalił rękojeść twojego miecza oraz wyszczerbił ostrze" powiedział spokojnie po czym kontynuował zanim zdążyłem się mu wtrącić "Spokojnie, zostanie to naprawione za dwa dni w tym czasie czuj się tu jak u siebie" kończąc swoje zdanie zamknął drzwi. Poświęciłem chwilę czasu patrząc się na nie po czym przeniosłem wzrok na otrzymaną wiadomość
" Więc rozpoczęcie akademii za 2 dni achhhhhh, co za skubany drań"
