Otworzyłem oczy słysząc pukanie do drzwi. Poświęciłem kilka sekund na patrzeniu w sufit przypominając sobie co ja tu robię i jednocześnie nasłuchując czy pukanie mi się nie przyśniło, czekałem tak kilka sekund aż znów rozległy się trzy ale tym razem były to wręcz uderzenia o drzwi więc bez chwili zwłoki wstałem z łóżka. Otwierając drzwi zastałem panią Glynda Goodwitch z jak podejrzewam moim zrekonstruowanym ostrzem lewitującym obok niej

"Dzień dobry panią" powiedziałem uprzejmie "Czemu zawdzięczam tą wizytę?"

"Niedługo południe panie Momentiuna" odpowiedziała krytykującym tonem "Mam nadzieje że nie jesteś przyzwyczajony do tak późnego wstawania w przeciwnym wypadku będziesz musiał to zmienić" patrzyła na mnie przez chwilę czekając na moją odpowiedź ale kiedy dotarło do niej że nie mam ochoty na bezsensowną sprzeczkę kontynuowała "Twój miecz jak widać został już naprawiony " kiedy to mówiła moje ostrze przyfrunęło w moją stronę a kiedy wyciągnąłem ręce upadło na nie "Ale co ważniejsze przyszłam przypomnieć że za około 2 godziny powinni już nadejść inni uczniowie a ty opuścisz swój dotychczasowy pokój oraz dołączysz do nich na ogłoszenie " powiedziała to niesamowicie sztywno, ośmieliłbym się nawet powiedzieć że zapamiętała to z jakieś kartki czy innego pisma

"Dziękuję w takim bądź razie za poinformowanie" odpowiedziałem grzecznie chcąc zakończyć tą dyskusje jak widać Goodwitch myślała tak samo kiedy odwróciła się i pomaszerowała w stronę gabinetów nauczycielskich jeśli dobrze pamiętam rozkład szkoły. Obejrzałem ostrze w swojej dłoni szukając jakiś znaczących zmian, sprawdziłem ostrość i o dziwo nawet o to się postarali Ozpin naprawdę chcę mnie tu zatrzymać. Po zakończeniu sprawdzania zawiesiłem ostrze na jego miejsce i poszedłem w stronę dziedzińca, aby wtopić się w nadciągających uczniów.

"Więc dlaczego na mnie krzyczysz ?" zapytałem dziewczynę w ubraniach o białym kolorze oraz jeszcze bledszymi niż jej strój włosami, jestem ciekawy czy specjalnie farbowała

"Nie krzyczę " odpowiedziała teraz spokojnym tonem "Po prostu zadziwiła mnie twoja ignorancja " pokazała ręką na dziewczynę w pomarańczowych włosach obok niej "Jak możesz nie poznawać Pyrra Nikos?" widząc brak zrozumienia na mojej twarzy dodała z nadzieją w tonie "Duma Mistral?"

" Nie znam i nic mi nie świta " na moją odpowiedź Albinoska prychnęła prześmiewczo ale zanim zdążyła odpowiedzieć Ozpin w końcu się pokazał i zaczął wygłaszać swoją przemowę

"Będę mówił zwięźle" och przynajmniej raz "Przybyliście tu dziś w poszukiwaniu wiedzy, by doskonalić się w swojej profesji oraz zdobyć nowe umiejętności a gdy podołacie temu poświęcicie swoje życie ochronie ludzi. Ale patrząc na was widzę tylko zmarnowaną energię, której należy wystawić cel." fascynujący monolog ciekawe czy mówi tak co roku "Wydaje się wam że wiedza was z tego uwolnij, jednak pobyt w tej szkole udowodnij wam iż może was ona prowadzić tylko do pewnego momentu" ooo teraz robi dramatyczną pauzę "To od was zależy zrobienie pierwszego kroku " po czym odszedł, i ten cały monolog miał być zwięzły? Mniej mówiłem przez ostatnie dwa dni.

"Dziś wieczorem zbierzecie się w sali balowej a jutro odbędzie się wasza inicjacja teraz przygotujcie się i możecie się rozejść " kiedy Goodwitch skończyła mówić wyszła taką samą ścieżką jak Ozpin a ja ruszyłem w stronę sali balowej aby być jednym z pierwszych i dzięki temu mieć więcej miejsca do zajęcia.

Znając już trasę nie zajęło mi zbyt dużo czasu aby dotrzeć do mojego celu i z zaskoczeniem zauważyłem że jestem pierwszy nie licząc ludzi którzy z nieznanych mi powodów szli za mną odkąd wyszedłem z obszaru przemówienia Ozpina a teraz widząc sale przede mną pobiegli wyprzedzając mnie. Rozejrzałem się po pomieszczeniu szukając wygodnego miejsca do spędzenia nocy i znalazłem takie w rogu przy drugim końcu sali.

Usiadłem na zadziwiająco ciepłej podłodze nie mając żadnego śpiworku ze sobą aby się na nim położyć było to miłe zaskoczenie nie licząc tego że brakowało mi ubrań na zmianę więc najpewniej po inicjacji będę musiał wyprać te które teraz noszę. Układając się wygodnie w rogu na który pada cień położyłem ostrze na podłodze, rękojeścią w moją stronę tak abym mógł w razie wypadku szybko je podnieść w celu obrony bądź ataku i patrzyłem na uczniów uzupełniających sale.

Widzę dziewczynę która miała kosę w jak sądzę piżamie wchodzącą z dziewczyną w żółtych włosach rozsiadły się 5 metrów ode mnie a teraz czerwona rzuciła żółtą poduszką patrząc na ich bliskość pewnie są to przyjaciółki z przed szkoły, minutę po nich weszła Albinoska z pomarańczowo włosom dziewczyną i usiadły w śród innych uczniów 10 metrów ode mnie, wszyscy inni uczniowie którzy wchodzili byli mi nie znani: dziewczyna w ale tym razem krótkich pomarańczowych włosach a obok niej chłopak z kawałkiem różowych włosów, dziewczyna z kokardą na głowie, jakiś chłopak w zbroi, jakaś dziewczyna w niebieskich włosach, jakiś chłopak w brązowych włosach i okularach, chłopak obcięty na krótko i wielu innych ale zapamiętanie większości będzie nie potrzebne jak i nie efektywne patrząc że i tak zapomnę połowę z nich.

Usłyszałem jak ktoś zaczął mówić głośniej z podekscytowaniem i tam skierowałem swój wzrok. Moje oczy dostrzegły żółtą i czerwoną dziewczynę szukające czegoś w pomieszczeniu, ale widząc jak ich oczy skaczą od jednego chłopaka do drugiego ich celem poszukiwań jest nie coś a ktoś i na dodatek płci męskiej. Przyswajając tą informację schyliłem głowę w stronę ściany i oparłem się o nią całym ciałem przy czym użyłem mojego płaszcza jak koca, te dziewczyny może szukają kolegów lub jakiś przyszłych chłopaków do związku tak czy inaczej nic co sprawiało by mi radość lub wzbogaciło moje umiejętności bojowe.

Moją kolejną myślą była szansa na to że czerwona dziewczyna szukała mnie z powodu mojego spotkania z nią podczas potyczki z Romanem ale w takim wypadku musiała by wiedzieć że jestem w tej szkole, możliwe jest to że widziała mnie podczas przemowy Ozpina ale nie sądzę aby to było bardzo prawdopodobne ponieważ mam na sobie inne ubrania niż wtedy nosiłem. Możliwe jest także to że Ozpin jej powiedział że też będę uczęszczał do tej akademii co jestem bardziej skłony uwierzyć, teraz muszę jak najbardziej opóźnić te spotkanie ponieważ wiem z doświadczenia że im później zainicjuje z kimkolwiek spotkanie tym mniej możliwych w przyszłości.

Obudziłem się przy dźwięku rudowłosej dziewczyny z krótkimi włosami skaczącej i krzyczącej z podniecenia, ranek już ranek do chłopaka o kawałku różowych włosów jak widać też go to obudziło gdy powoli się podniósł i rozejrzał spokojnie po sali i tym samym zauważając mój wzrok. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę kiedy dziewczyna skakała wokoło niego po czym widząc jego zmęczony wzrok kiwnąłem mu współczująco głową na co on odpowiedział tak samo po tym wstałem ze swojego miejsca i ruszyłem w drogę na śniadanie.

Na śniadaniu zjadłem zadziwiająco dobrze upieczone mięso razem z pysznym sokiem pomarańczowym, naprawdę rozpieszczają w tej szkole. Po zjedzeniu tego obfitego śniadania widziałem jak uczniowie zmierzają w celu odzyskania swojej broni którą wczoraj oddali, czego oczywiście nie zrobiłem tylko głupiec rozstaje się z czymś co zapewniło mu przetrwanie przez 5 lat i z tą myślą ruszyłem w stronę miejsca do ćwiczeń które udało mi się znaleźć w czasie dwóch dni pobytu tutaj.

" Ach to on Yang" powiedział za mną głos

" Hej ty!" krzyknęła najpewniej właśnie Yang do której mówił głos wcześniej a zauważając jak blisko wydawał się być zatrzymałem swój chód po czym wykonałem obrót w ich stronę. Po odwróceniu się zobaczyłem znów żółtą dziewczynę ciągnącą czerwoną za sobą kiedy były metr przede mną zatrzymały się po czym zapadła cisza. Żółta dziewczyna patrzyła na mnie od góry do dołu podejrzewam że oceniająco a czerwona nie odrywała wzroku od podłogi, ja w tym czasie czekałem kiedy zaczną mówić czego ode mnie chcą. Ludzie którzy chodzili po korytarzach zaczęli się zatrzymywać i przyglądać się naszej sytuacji a niektórzy nawet wyciągnęli zwoje i jak podejrzewam zaczęli nagrywać, wróciłem wzrokiem do dziewczyn i widziałem jak teraz żółta patrzy na czerwoną klepiąc ją po plecach jakby dodając jej odwagi ale postanowiłem się wtrącić aby nie marnować czasu na bardziej użyteczne rzeczy

" Jeśli chcesz się sparować to poczekaj do końca inicjacji wtedy jestem pewny że mogę cię nauczyć twojego miejsca" wiedziałem że nie chodzi im o to bynajmniej nie tej czerwonej ale kiedy to powiedziałem obie prawie w tym samym momencie spojrzały na mnie, w oczach żółtej zobaczyłem nagłe zainteresowanie a na twarzy czerwonej pojawiał się uśmiech

" Aż taki jesteś pewny siebie?" podziała żółta drwiącym tonem "Będzie to żałosne jeśli po takim oświadczeniu zostaniesz pokonanym"

"Mam nadzieję że możesz być przynajmniej blisko pokonania mnie wtedy było by to bynajmniej ekscytujące" odpowiedziałem jej po czym odwróciłem się do wyjścia i zacząłem odchodzić kiedy odezwała się czerwona

" Nazywasz się Momentiuna prawda?" zapytała niezbyt pewnym siebie tonem

" O ile mi wiadomo niektórzy tak mnie nazywają, a ty jak masz na imię czerwona dziewczyno ? " mówiłem do niej nadal stojąc odwrócony plecami aby nie straciła tej swojej nagle nabytej odwagi przez moje spojrzenie, słyszałem już od dużej liczby osób że moja twarz nie jest zbyt przyjazna szczególnie z tą blizną

" Jestem Ruby Rose i ci podziękować za uratowanie mnie na tym dachu więc no, ehe więc " zaczęła plątać się we własnych słowach, chciałem się nad nią zlitować i skończyć te farsę zanim jeszcze więcej osób będzie to widziało ale zanim zdążyłem się odezwać krzyknęła " Dziękuję bardzo!!" ał ał ał za głośno o wiele za głośno i widząc twarz żółtej ona też tak sądzi nie mówiąc już o tym że się pokłoniła, naprawdę musi być tak dramatyczna?

"Nie ratowałem ciebie tylko poprawiłem swój błąd " powiedziałem stanowczym tonem aby nie było tu wątpliwości " Widziałem jak Roman kombinował coś przy mojej broni więc powinienem wcześniej to zauważyć po drugie twoja aura by i tak cię obroniła " skończyłem swoje stwierdzenie ale na jego końcu Rose zaczęła kręcić głową

"Profesor Ozpin powiedział że granat był naprawdę silnie naładowany pyłem nie licząc potem jeszcze upadku z bloku na ulice" uśmiechnęła się smutno po czym dodała "Sądzę że skończyła bym więcej niż z jednym zadrapaniem" nie jestem przekonany dlaczego Ozpin jej to powiedział ale nie będę tracił czasu na kłótnie

" Dobrze jeśli tak uważasz " i znów zacząłem iść ale Rose jak widać stała się zadziwiająco gadatliwa

"Czy Twoja broń jest już naprawiona ?" nie co ty przyszedłem na inicjację z zepsutą bronią, powstrzymałem tą zgryźliwą odpowiedź od ucieczki

" Sama zobacz" powiedziałem po czym szybko i naturalnie wyjąłem ostrze z pochwy na plecach po czym uderzyłem w żółtą cięciem z lewego boku. Ona nie zdążyła się obronić czy to z braku wystarczającej szybkości reakcji bądź przez zaskoczenie ale faktem pozostaje że bez dostatecznej obrony poleciała na ścianę już miała trafić z pełnym impetem ale została złapana przez tarczę pomarańczowej dziewczyny która wyskoczyła z tłumu uczniów

"Hmm jest szybka" mruknąłem swoje myśli na głos patrząc na pomarańczową dziewczynę która teraz zajmowała się żółtą która z oszołomieniem zaczęła powoli wstawać, jakby nie jej aura mógłbym ją przeciąć na pół ale z nią nie ma na sobie nawet ryski nie licząc ogólnego bólu, mdłości, kręcenia się w głowie

" Co ty sobie myślałeś!" krzyknął głos po mojej prawej, a kiedy spoczął tam mój wzrok zobaczyłem dziewczynę albinoskę, która miała bardzo zirytowany wyraz twarzy " Jak mogłeś wszczynać walkę na środku korytarza szkolnego kiedy w około jest tyle osób a na dodatek atakując zupełnie nieprzygotowaną osobę nie masz honoru!?" to było pytanie czy po prostu mówi retorycznie ? "Nawet dobrze się szkoła nie zaczęła a ty już łamiesz regulamin szkolny naprawdę aż tak bardzo chcesz się z tą placówką pożegnać !?" i to chyba teraz też było pytanie retoryczne nie wiem czy odpowiedzieć patrząc na to że może się jeszcze bardziej odpali ale czekaj w szkole dla myśliwych jest zakaz walki ? Co ja pierniczę oczywiście że jest zakaz walki na korytarzach w salach do nauki i innych miejscach do tego nie przeznaczonych" ostu nie rozumiem jak można być tak nie odpowiedzialnym, jak profesor Ozpin mógł wpuścić kogoś takiego na swoją uczelnie" och ona jeszcze mówi chyba zgubiłem początek jej przemowy ale to niewa-

Reagując tylko samym przeczuciem zakryłem mieczem moją lewą stronę kiedy coś wbiło się w ostrze jak rakieta co spowodowało że trochę przesunąłem się w do tyłu ale utrzymałem się po czym od razu przeszedłem do kontrataku. Znaczy przeszedł bym jakbym nie zobaczył że przede mną stała znów żółta dziewczyna ale nie w pozycji bojowej za to z rękami pod jej piersiami i wielkim uśmiechem na twarzy

" Dzisiaj koniec?" spytałem jej

" Choć bardzo bym chciała oddać podobny cios prosto w twoją twarz wiem że wole zachować więcej formy na inicjację i sądzę że ty też " dokończyła nadal z uśmiechem ale widzę w jej oczach jak wręcz prosi mnie o kontynuację potyczki no cóż kim ja jestem aby odma-

"Czy wszyscy uczniowie pierwszego roku mogli by wstawić się na klifie Beacon w celu inicjacji? Powtarzam czy wszyscy ..." cholera Goodwitch nie teraz, westchnąłem i podniosłem miecz sprawiając, że żółta, albinoska i rudowłosa napięły się gotowe do walki ale ja tylko schowałem go do pochwy

" Za bardzo się rozluźniłaś przez co łatwo było cię zaskoczyć gdyby pomarańczowa" mówiłem żółtej jednocześnie wskazując palcem pomarańczową " skończyła byś z czymś więcej niż złym humorem a i czerwona dziewczyno następnym razem liczę na spotkanie się z umiejętnym młodym łowcą a nie jąkającą się dziewczynką " po tej małej poradzie którą powiedziałem tylko dlatego aby efektownie wyjść z tego cholernego korytarza ruszyłem na klif nie zwracając uwagi jak ludzie schodzili mi z drogi.

" Witam" powiedziałem Dyrektorowi i jego asystentce, kiedy w końcu wszedłem na wzgórze a za mną szli inni

" Ach witam Panie Momentiuna proszę tutaj stanąć na tej metalowej płycie i poczekać na resztę" odpowiedział mi wskazując palcem kwadrat na ziemi po czym napił się kawy

Zrobiłem tak jak kazał jednocześnie podziwiając widok i wielkość Lasu.

"Przez lata trenowaliście by stać się wojownikami" urodziłem się po to " a dziś wasze umiejętności zostaną ocenione w Szmaragdowym Lesie" więc to jego nazwa Szmaragdowy Las, bardzo klimatyczne

"Jestem pewna że wielu z was słyszało już pogłoski o przydziale do drużyn a więc pozwólcie że położę kres waszym wątpliwością" cholera zapomniałem o tym " Każdy z was otrzyma towarzyszy do drużyny dzisiaj " aj to źle

" Co?"

" he?"

" Jak to ?"

" Będą oni z wami przez resztę pobytu w Beacon a więc jest to w waszym interesie aby przyłączyć się do kogoś z kim wam się dobrze pracuję" jak cudownie że nie znam tu nikogo naprawdę dużo mi to daje , dzięki za takie zasady Ozpin "Pomimo tego pierwszą osobą z którą nawiążesz kontakt wzrokowy po wylądowaniu będzie twoim partnerem przez najbliższe cztery lata" o tak co za dobry podział drużyn i partnerów, hmm czuję że długo nad tym myślał obstawiam że około 20 sekund.

" Co!?"

" Widzisz mówiłam ci"

" Będąc już w parach wyruszysz na północny skraj lasu" po chwili oddechu kontynuował "Podczas tej wyprawy spotkacie wielu przeciwników więc nie wahajcie się niszczyć wszystkiego na swojej drodze inaczej zginięcie" o czyli nie ma półśrodków "Będziecie monitorowani i oceniani w trakcie trwania waszej inicjacji ale nasi instruktorzy nie będą interweniować" jestem ciekawy ile w tym prawdy "Na końcu drogi znajdziecie opuszczoną świątynie w której czeka kilka reliktów, każda para ma wybrać po jednym z nich i wrócić na szczyt klifu" brzmi prosto "Uwzględnimy ten przedmiot jak również waszą postawę i adekwatnie was ocenimy więc czy są jakieś pytania?"

"Tak yyym proszę pana ?"

" Dobrze zajmijcie pozycję"

Jaką pozycję ? Spytałem samego siebie w myślach patrząc jak inni przyjmują jakąś pozycję, zastanawiam się czy zostali poinformowani co się teraz stanie może polecić tą maszyna latająca i zamierza nas do lasu albo sami będziemy musieli zejść w dół

"Proszę pana ja mam ..." więcej nie zdążyłem usłyszeć bo wystrzeliła mnie w górę cholerna platforma

"Okej, zachowaj spokój i wymyśl rozwiązanie byle szybko, szybko, szybko" mówiłem do siebie kiedy leciałem do przodu przez Szmaragdowy Las, popatrzyłem szybko za sobą i widziałem jak inni uczniowie zostają wystrzelenia w powietrze ale mieli o wiele bardziej pewne miny na twarzy. Spojrzałem znowu przed siebie i zobaczyłem że zbliżam się z ogromną prędkością do drzew

"Trzeba coś z tym zrobić" mruknąłem znów do siebie wyciągając miecz z pochwy było to powolne z powodu oporu powietrza które i tak było w dużej mierze negowane przez aurę po czym wbiłem się bokiem klingi w drzewo zatrzymało to mój pęd na chwilę ale jako że Ozpin jak widać porządnie naprawił moje ostrze przeszło przez drewno z prawie zerowym oporem, przełożyłem ostrze na moją prawą stronę i wbiłem klingę w kolejne drzewo znów przeszedłem bez zbytniego oporu

" Dobra czas zmienić sposób" powiedziałem do siebie po czym zmieniłem pozycję miecza tak aby czubek był na wprost do nadchodzącego drzewa po czym wbiłem się w nie a moje ostrze przebiło się na drugą stronę drewna ale zatrzymało to moją prędkość

"Moje nogi " narzekałem do samego siebie z bólu "Muszę zainwestować w coś co będzie bardziej chroniło od wysokości albo przynajmniej pozwoliło kontrolować spadek" wyjąłem miecz z drzewa albo lepiej mówiąc próbowałem bo dość ciężko utknął w drewnie

" Dawaj, dawaj chodź tu ty kupo metalu" zmieniłem pozycję wyciągania ostrza łapiąc za jedną gałęź nade mną a drugą ręką ciągnąłem za miecz, zadziałało i już kiedy miałem go wyjąć wybuch z góry wstrząsnął całym drzewem powodując że spadłem razem z ostrzem w dół.

Złapałem swój miecz i celowałem jego czubkiem w ziemię kiedy zauważyłem pode mną czarny kształt nie zdążył podnieść głowy aby zobaczyć co przebiło jego brzuch kiedy zaczął znikać. Bez wahania wyjąłem ostrze z jego brzucha i rozejrzałem się w około szukając możliwych przeciwników ale nikogo nie znajdując ruszyłem na północ.

"Co za cholerne przegrywy " to była pierwsza rzecz którą usłyszałem po 10 minutach chodzenia na północ i okazjonalnych walkach z grimmami a kiedy wyszedłem z krzaków stanąłem w odległości około 5 metrów przed wysokim chłopakiem w ciemno pomarańczowych włosach i szarej zbroi z jakimś ptakiem na piersi za nim znikał jak podejrzewam ten sam wilczy grimm które zabijałem wcześniej

" Więc sądzę że to czyni nas partnerami" mówił do mnie idąc w moją stronę "Dobrze że jesteś przynajmniej silny patrząc na to jak wysłałeś tamtą seksowną blondynką" czyli widział to "Jestem Cardin Winchester" powiedział wyciągając swoją rękę w moją stronę którą przyjąłem, zauważając jednocześnie że kiedy podaliśmy sobie ręce zauważalnie wzmocnił swój chwyt był nawet silny ale nic co sprawiłby aby wygrał pojedynek ze mną na czystą siłę.

Co też zauważył kiedy skrzywił się od mojego uścisku dłoni który wzmocniłem po czym wyrwał swoją dłoń od mojej " Dobra zająłem się już tymi żałośnie słabymi grimmami teraz tylko idziemy na północ do tych ruin zgarniamy relikty i wracamy do szkoły" powiedział po czym poszedł dalej nie czekając na moją odpowiedź, widać kto będzie chciał przewodzić w przyszłej drużynie

" Więc twoją jedyną broń jest ten wielki miecz?" zapytał się mnie Winchester, kiedy skończył się wychwalać jak zabił w pojedynkę dziesiątki grimmów

" Tak"

" I nic poza tym?" zapytał i wręcz wyczułem już jego nadchodzącą kpinę

" Nie"

" Stary to lamerskie wiesz jak dobrze mógłbyś ulepszyć broń dzięki kryształom pyłu spójrz na moją własną" uniósł ją na poziom moich oczu" Widzisz jaka jest cudowna, wiesz że sam pomyślałem o koncepcji i wybrałem specjalny kryształ do tego, dzięki temu żaden idiota czy grimm nie ma ze mną większych szans, tak samo rączka od mojego Kata jest owleczona miękkim materiałem dzięki czemu nie tylko jest wygodna ale i super jakościowa nie jak twoja z czego co widziałem ale na dodatek ... " mówił coś dalej o tym jaką ma lepszą broń niż moja ale skupiłem się na powoli ukazującej się budowli za drzewami co podejrzewam były tymi ruinami, przyspieszyłem kroku aby jak najszybciej zgarnąć relikt i skończyć tą żałosną inicjację.

" Ej stary, gdzie się spieszysz!" krzyknął do mnie Winchester, on naprawdę był tak zajęty gadaniem że nie zauważył tych ruin ?

"Ruiny są przed nami" wyjaśniłem mu na dodatek wskazując palcem na teraz już bardziej widoczną budowle

" Wiem widziałem to wcześniej, tylko zdziwiłem się tylko że tak się śpieszysz" odpowiedział po chwili wahania ale po tym jak rozszerzyły się jego oczy kiedy zobaczył gdzie wskazuje podejrzewam że był zbyt zajęty swoim gadaniem o tym jak jest lepszy ode mnie pod większością jak nie wszystkimi rzeczami

" Teraz chodź za mną" powiedział po czym wyprzedził mnie i pierwszy podbiegł do ruin

" I z nim mam spędzić moje następne kilka lat" westchnąłem z znużeniem i ruszyłem za nim

Kiedy podeszliśmy do ruin zauważyłem że te tak zwane relikty były tylko figurami szachowymi. Winchester wziął pierwszą figurę z brzegu która była pionkiem równocześnie narzekając jak niepotrzebnie się śpieszył po jakieś figurki, ignorując go przyjrzałem się wszystkim stołom zauważając że nie zniknęły prawię żadne inne figury oprócz trzech Pionków i jednego gońca więc nie jesteśmy tu pierwsi ale też nie w tych ostatnich. Po przyjrzeniu się wszystkim zdecydowałem się na figurę która najbardziej mnie irytowała w grach szachowych a był to skoczek, trzymając go w rękach czułem jego drewnianą teksturę oraz wzory na nim a jego dół był zdobiony napisem w języku którego nie znam

"Jestem ciekawy czy po tej całej inicjacji będę mógł go zachować" mruknąłem do siebie po czym schowałem go do kieszeni płaszcza i odwróciłem się idąc za Winchester który oczywiście na mnie nie czekał.

" Wyobraź sobie być Faunusem przecież jest to taki wstyd " monologował Winchester kiedy szliśmy w stronę klifu z którego zostaliśmy wystrzeleni " to takie nie ludzkie nie dosyć że są głupie jak zwierzęta to jeszcze nie które są z tego dumne nie dziwię się jeśli są bliżej rasy grimmów niż naszej " Winchester mam gdzieś że jesteś rasistą ale możesz przestać tyle gadać, to chciałem powiedzieć ale przerwał mi kobiecy krzyk w oddali

" Musi być w poważnych kłopotach, że tak krzyczy pewnie grimmy go dop- ej ej gdzie ty biegniesz?!" krzyknął za mną, kiedy pędziłem w stronne z której wydawało mi się że usłyszałem wrzask dziewczyny zauważając jednocześnie że jest to droga powrotna do stołów z reliktami szachowymi. Kiedy byłem już na tyle blisko, aby zobaczyć ruiny za drzewami usłyszałem za sobą warczenie a kiedy popatrzyłem tam zobaczyłem grimma biegnącego w moją stronę z dziewczyną z pomarańczowymi włosami na jego plecach. Odskoczyłem w bok i kiedy zbliżyli się na odległość 2 metrów skoczyłem na grimma

" Witam pasażera na gapę na naszym super koniku!" krzyknęła do mnie dziewczyna kiedy zauważyła jak trzymam się pleców grimma kiwnąłem jej głową po tym popatrzyłem za siebie i zobaczyłem tego samego chłopak z kawałkiem różowych włosów i jemu też kiwnąłem głową w ramach przywitania co odwzajemnił choć widząc jaką ma smętną minę niezbyt podoba mu się ta forma transportu

" Szybciej mój koniku!" krzyknęła dziewczyna i jak na zawołanie chłopak wbił broń którą jak widzę jest połączeniem broni palnej i sztyletów w grimma który wrzasnął najpewniej z bólu po czym przyspieszył bardziej niszcząc drzewa stojące przed nim i po kilku sekundach przepełnionymi wrzaskami dziewczyny z ekscytacji wyszliśmy za drzew a kiedy to się stało chłopak wycelował w grimma jego pistoleto-sztyletami oraz zaczął strzelać, grimm krzyknął po raz ostatni po czym padł. Zeskakując z grimma ignorując podniecenie dziewczyny jakimś zamkiem skupiłem się na szukaniu potwora który mógł by wywołać taki strach w sercu łowczyni mam nadz-

Kierując się tylko przeczuciem wyjąłem szybko ostrze z pochwy i ochroniłem nim moją prawą stronę a już po sekundzie nastąpiło uderzenie, kiedy miecz przyjął ciężar ciosu od razu przeszedłem do ofensywy. Puściłem ostrze aby zmylić przeciwnika i zadałem szybki cios z lewej strony którego nie obronił ale został ochroniony przez aurę czyli inaczej mówiąc walczę z łowcą, następnie bez chwili namysłu wziąłem miecz który nadal spadał ku ziemi i zamachnąłem się nim przez ramię z obrotu wkładając w to całą siłę ciała uderzyłem w łowcę, uniósł ręce jak podejrzewam w celu ochrony i udało mi się dostrzec że na nich miał ciekawe rękawice ale jego próba obrony była bez znaczenia ponieważ sama siła przebije się przez to. Co też się stało i w następnej sekundzie poleciał uderzając w mur ruin jednocześnie przewalając jedną ze stojących wież a za nią spadła druga potem trzecia i czwarta oraz piąta, cholera jasna.

" To było niesamowicie niesamowite!!" krzyczała z ekscytacji pomarańczowo włosa dziewczyna wystarczająco blisko mnie, aby moje uszy krwawiły kiedy chowając ostrze do pochwy kierowałem się do ofiary mojego uderzenia którym okazała być żółta dziewczyna

"Żyjesz?" Zapytałem jej stając obok dziewczyny z kokardką, która była przy niej

" Wiesz jesteś pierwszym chłopakiem który potraktował mnie z taką radością jeśli nie większą niż za pierwszym naszym spotkaniem" powiedziała do mnie z uśmiechem na twarzy aż nazbyt szerokim patrząc na jej stan "chociaż wolałabym aby nas trzeci raz nie był tak ostry" na to dobranie słów dziewczyna w kokardzie się skrzywiła na co żółtej jeszcze bardziej powiększył się uśmiech

"O ile zrozumiesz że atakowanie mnie z zaskoczenia kiedy jestem skupiony jest bez sensu" odpowiedziałem jej po czym podałem dłoń którą wzięła w swoją

"Oj zobaczysz jeszcze się odegram za tamto uderzenie " po tym pociągnąłem ją do siebie kiedy stanęła na nogi zauważyłem że była w lepszym stanie niż myślałem że jest, musi być naprawdę wytrzymała

" Yang wszystko dobrze?" usłyszałem za sobą zmartwiony głos, kiedy przesunąłem tam wzrok okazała się to dziewczyna z kosą

" Ruby!" powiedziała z radością wytrzymała dziewczyna

" Nora!!" krzyknęła pomarańczowo włosa dziewczyna obok mnie, a kiedy wszyscy spojrzeliśmy się na nią ona patrzyła na nas z uśmiechem

" Tak, więc jak – " przerwałem wytrzymałej dziewczynie nieumyślnie kiedy usłyszałem niszczenie drzew po mojej lewej stronie i wyjąłem ostrze zauważając że dziewczyna z kokardą patrzyła się w te miejsce wcześniej więc ma lepszy słuch niż mój albo była bardziej uważna, oby dwie opcje nie są dla mnie zbyt dobre

" Co teraz się dzi-" wytrzymała dziewczyna znów chciała coś powiedzieć, ale znowu została przerwana

" JAK MOGŁAŚ MNIE TAK ZOSTAWIĆ !?" usłyszałem spanikowany krzyk z góry i patrząc tam zobaczyłem dziewczynę albinoskę kurczowo trzymającą się grimma ptaka

" Mówiłam ci żebyś skoczyła!" krzyknęła dziewczyna z kosą

" Czy mogłabyś wy- " i znów wytrzymała dziewczyna została przerwana teraz przez wielkiego grimma skorpiona który wyszedł z lasu za jak sądzę tą pomarańczową dziewczyną która ucieka przed nim w naszą stronę

"CZY WSZYSCY MOGLI BY SIĘ USPOKOIĆ NA JEDNĄ CHOLERNĄ SEKUNDĘ !!" Ałł, ał, ał moje uszy bolą oraz dlaczego nagle w około niej zrobiło się cieplej i jej oczy zmieniły kolor na czerwone albo one zawsze takie były? Nie wiem nie przyglądałem się zbytnio

" Yang brzydkie słowo" wskazała jej dziewczyna z kosą

" Tak, tak jestem ci dłużna" powiedziała i wtedy nagle jakby nic się nie stało temperatura spadła do normalnego poziomu a jej oczy stały się fioletowe

"Yyym ona spada" powiedziała dziewczyna z kokardą

" Nic jej nie będzie" powiedziała dziewczyna z kosą

Popatrzyłem w stronę skorpiona który z każdą sekundą był bliżej i już poczułem jak moją krew pulsuje a uśmiech formuje się na moich ustach całe moje ciało prosi o to, aby go upolować więc decyzja została podjęta od razu i z tym odwróciłem się w stronę mojego celu

" Bądźcie tak mili i sprawcie, aby przeżyła" powiedziałem wskazując palcem w górę wątpię, aby pozwolili by stała się jej poważna krzywda ale nie kulturalnie było by bez słowa odejść "Ja w tym czasie zabiję skorpiona" już miałem pobiec ale powstrzymał mnie głos dziewczyny z kosą

" Dasz sobie z nim radę sam?" na to pytanie podsycone troską obróciłem się w ich stronę a mój uśmiech jeszcze bardziej się rozszerzył, kiedy widziałem jak się wzdrygnęli

" Dla takich rzeczy jestem w tej szkole" odpowiedziałem po czym bez niepotrzebnego marnowania czasu pobiegłem w stronę mojego celu. Kiedy minąłem dziewczynę z dłuższymi pomarańczowymi włosami patrzyła na mnie zdezorientowana, ale oczywiście nie zwracałem na to uwagi i kontynuowałem bieg. Kiedy znalazłem się wystarczająco blisko jego zasięgu wyciągnąłem miecz a on w tym samym momencie zamachnął się na mnie lewym szczypcem widząc to jako dobrą możliwość do zbliżenia się skoczyłem przed siebie zmniejszając odległość dzielącą mnie a jego i jednocześnie unikając uderzenia jednak nie pomyślałem o tym że skorpiony nie atakują tylko szczypcami

" Cholerne kły" mruknąłem do siebie kiedy skorpion próbował mnie ukąsić a ja unikałem raz za razem aż w końcu złapałem równowagę i kiedy zrobił szybki wypad do przodu aby mnie ugryźć, złapałem miecz w obie dłonie i zamachnąłem się pionowym cięciem napinając całe ciało do tej czynności po tym nastąpił wielki i głośny huk. Bolało, ale wiem że go bardziej niż mnie zadaliśmy sobie obrażenia prawie jednocześnie tylko moje ciało przed jego kłami chroniła aura a on nie miał takiej obrony

" hmmm i to tylko tyle?" mruknąłem do siebie patrząc na grimma leżącego u moich stóp który teraz miał między swoimi oczami wielką kreskę łamiącą jego maskę na dwie połowy co było dowodem obrażeń jakie zadało moje ostrze a z otworu wydobywała się czarna ciecz

" Nie, on jeszcze żyje inaczej już by zniknął" wziąłem głęboki oddech "Nie mogę tracić czujności" przypomniałem sobie kładąc stopę na jego głowie chcąc wejść na niego i zadać ostateczny cios ale kiedy tylko postawiłem ostrożnie nogę na jego głowie żądło wystrzeliło w moją stronę. Zdążyłem ledwo uchylić głowę a jego żądło przebiło powietrze nade mną a ja nie tracąc czasu zamachnąłem się mieczem aby znów go uderzyć w jego ranę na masce, ale podniósł w zaskakującej szybkości głowę co wytrąciło mnie z równowagi i sprawiło że odskoczyłem do tyłu ze zobaczyłem stwierdziłem że zrobił to samo

" Więc jesteś trochę inteligentny?" zapytałem się go ironicznie na tą złą wiadomość, ostrożność znaczy mniej błędów a mniej błędów to dłuższa walka i mając to na uwadze znów pobiegłem na niego. Uderzenie ogonem i wycofanie, uderzenie ogonem i wycofanie, uderzenie ogonem i wycofanie tak w kółko to powtarzał kiedy próbowałem się do niego zbliżyć, nawet jeśli udało mi się dobiec do niego zanim się oddalił chował się za swoimi szczypcami, ale był powtarzalny a ja już widziałem sposób aby go nauczyć że jest to błędem w walce i kiedy plan uformował się w mojej głowie schowałem miecz do pochwy. Skorpion przygotowuje się do uderzenie ogonem jeszcze nie unikaj, jeszcze nie aż ogon wystrzelił zmierzając w moją stronę aby się we mnie wbić a ja w tym samym momencie przeturlałem się na prawą stronę grimm już zaczął się wycofywać ale zamiast go gonić skaczę na jego ogon łapiąc się go. Próbuje mnie strzepać bez skutecznie ale kiedy wymachuje ogonem na prawą stronę puszczam się i jak tylko dotykam ziemi nogami wyjmuje miecz, zanim zdąży się obrócić ucinam jego przednią nogę która była bez pancerza a w następnej sekundzie z obrotu drugą z kolei. Nie tracąc czasu biegnę do ostatniej nogi po prawej stronie obcinając ją po tym skorpion upada na tą właśnie połowę swojego ciała nie mogąc się obrócić chaotycznie atakuje ogonem próbując jakkolwiek mnie nadziać nie przejmując się tym idę od jego tyłu poza zasięgiem ogonu na lewą stronę i obcinam trzecią nogę licząc od przodu, skorpion na to agresywnie syczy i teraz wymachuje losowo ogonem po stronie na której aktualnie jestem nie będąc nawet blisko uderzenia we mnie. A ja idę powoli rozkoszując się każda sekundą tej władzy nad nim, obcinam jego drugą lewą nogę słysząc jego syk najpewniej z bólu i nie marnując już czasu przecinam pierwszą po tym całe jego ciało upada nie mając się na czym trzymać ale jeszcze żyje patrząc na to jak jego ogon drga ale już nie wydaje z siebie żadnych dźwięków. Idę powolnym krokiem na przód aby mógł on spojrzeć na swojego kata przed śmiercią a kiedy przed nim. I w tej chwili kiedy spojrzałem w jego oczy znowu nawiedziła mnie ta sama myśl

" Jak bardzo jesteś inteligentny?" zadałem to pytanie, ale jak myślałem nie doczekałem się odpowiedzi zamiast tego jego żądło wystrzeliło w moją stronę ale była to o wiele mniejsza prędkość niż wcześniej więc spokojnie odsunąłem się na bok a kiedy znalazło się w zasięgu obciąłem je i wtedy syknął po raz ostatni zanim zaczął znikać. Dopiero po walce poczułem jak szybko bije moje serce i jak adrenalina napędzała moje żyły teraz kiedy wszystko zaczęło się uspokajać a ja odwróciłem się widząc jak pozostali łowcy radzą sobie z ptakiem grimmem któremu obcięli bądź jakkolwiek zniszczyli skrzydła a teraz prawie że jednocześnie atakują go w celu zabicia, patrząc dłużej na tą scenę zauważyłem że blondyn w zbroi nic nie robi tylko stoi z zboku więc postanowiłem do niego podejść

" Więc jak go uziemiliście?" zapytałem się go a chłopak wyglądał jakby o mało ataku serca nie dostał, kiedy szybko obrócił się w moją stronę z uniesioną tarczą

" Ach to tylko ty" powiedział kiedy odetchnął z ulgą i rozluźnił postawę "Nora dzięki granatnikowi wytrącała go z równowagi obniżając jego lot a Weiss z pomocą Ruby i Yang dostała się na Nevermore gdzie użyła glifu aby zamrozić jego skrzydła co skutkowało jego spadkowi po ten skrzydła obcięli Pyrra, Blake i Ren" hmmm więc tak: ktoś obniżył loty potem ktoś zamroził skrzydła i na końcu ktoś obciął skrzydła

" Prosty i dobry plan, ale co ty robiłeś?" na to pytanie się wzdrygnął, aj więc nic nie robił. Współczuję mu pewnie chciał też się przydać ale z mieczem i tarczą mało by zrobił, znam tą bezsilność kolego aż za dobrze

" Ułożył plan" wyrwał mnie głos z rozmyśleń i wracając do rzeczywistości spojrzałem na osobę mówiącą którą okazała się być pomarańczowa dziewczyna z długimi włosami" Bez niego nie pomyśleli byśmy o takim dobrym planie na bieżąco" na jej komplement chłopak podrapał się niezręcznie po głowie mamrotając zaprzeczenia

Nie zwracając na nich uwagi podszedłem do wielkiego ptaszyska, które leżało na ziemi powoli znikając a łowcy stali w około niego dyskontujący o czymś ale nie zwracałem na nich uwagi i podszedłem do już umierającego grimma, popatrzyłem w jego oczy ale tak jak myślałem że u skorpiona dostrzegłem jakimkolwiek inteligencję tutaj nie było nic.

" Momentiuna" na dźwięk swojego imienia wyrwałem się z zadumy i spojrzałem na osobę mówiącą którą była wytrzymała dziewczyna" Już wróciłeś do żywych?" zapytała z uśmieszkiem, ale widziałem w jej oczach ciekawość tak samo jak u pozostałych

" To był dobry moment do ataku z zaskoczenia" odpowiedziałem jej na co ona tylko jeszcze bardziej się uśmiechnęła

" Wolałam nie ryzykować jestem pewna, że jeszcze jedno takie uderzenie kompletnie wyzerowało by mi aurę " dobre myślenie

" Czekaj walczyliście ze sobą w lesie pełnym grimmów!?" krzyknęła albinoska patrząc na mnie z irytacją, ale czemu na mnie jak to tamta zaczęła "Wiedząc, że grimm może wyskoczyć na każdym kroku zdecydowaliście się że sobą walczyć i to jeszcze na inicjacji na której mogłeś umrzeć!" ał moje uszy ja zaraz tu umrę przez te krzyki

"Ej ludzie musimy zebrać relikty i chyba już wracać" powiedziała dziewczyna z kosą szybko zmieniając temat. Nie mam pojęcia czy zrobiła to specjalnie lub nie ale chwała jej za to. Po tym łowcy się rozeszli a ja odwróciłem się i ruszyłem z powrotem do Beacon, ale zatrzymał mnie głos wytrzymałej dziewczyny

" Nie bierzesz figury?" zamiast jej odpowiedzieć wyciągnąłem z kieszeni płaszcza skoczka, aby jej pokazać po czym znów go schowałem" To po co w ogóle tu przyszedłeś?" Po tym pytaniu uśmiechnąłem się do niej

" Aby zawalczyć z jakimś wartościowym grimmem" odpowiedziałem jej po czym ruszyłem w drogę do Akademii w sumie teraz o tym myśląc ta inicjacja nie była do końca straconym czasem.