Rozdział 3. Spotkanie i główny warunek kontraktu

Wstałam wcześnie rano. Powinnam mieć idealny humor, jednak tak w ogóle nie było. Moje sny nie pozwalały mi należycie wypocząć tej nocy. Mianowicie śnił mi się casting, ale wszystko poszło na nim nie tak jak powinno. Przesłuchanie przebiegało dokładnie tak samo jak podczas prawdziwego castingu do momentu, w którym ten miedzianowłosy chłopak wylał na mnie tą nieszczęsną kawę, ale gdy poszłam do łazienki nie spotkałam tam Alice, która mogłaby mi pomóc, ani Emmetta, który spowodowałby, że mój stres chociażby w połowie się zmniejszył. Musiałam wystąpić w poplamionej bluzce oraz z maksymalnym poziomem stresu. Ale to nie koniec, bo kiedy zaczęłam śpiewać to zamiast mojego głosu słychać było skrzeczenie jakiegoś ptaka. Wtedy stamtąd wybiegłam a chwilę później obudziłam się.

Westchnęłam i zwlokłam się z łóżka w celu wzięcia porannego prysznica, w czasie, którego zaczęłam się zastanawiać, czy to, co mnie spotkało nie jest przypadkiem snem, z którego za chwilę się obudzę albo wydarzy się coś, przez co moje największe marzenie, które się spełnia nie ziściłoby się. Na szczęście nie jestem wróżką i nie umiem przewidzieć swojej przyszłości.

Postanowiłam ubrać sukienkę, mimo że nie lubię ich nosić, ale taka sytuacja wymaga specjalnych środków. Wybrałam tą przewiewną w kolorze błękitu na nią ubrałam kremowy sweter i nałożyłam moje ulubione balerinki. Włosy postanowiłam jak zwykle zostawić rozpuszczone do teko lekki makijaż i gotowe.

Dochodziła godzina 10:15, więc postanowiłam już wyjść uprzednio zjadając miseczkę płatków zbożowych z mlekiem. Postanowiłam pojechać tam moim samochodem, który dostałam od moich rodziców na szesnaste urodziny. Był to czerwony Chevrolet pickup. Może nie jest on najdoskonalszym i najnowocześniejszym samochodem, ale nie zamieniłabym go na żaden inny. Postanowiłam sobie w dniu, kiedy go dostałam, że kupię nowy tylko wtedy, gdy ciężarówka wyda ostatnie tchnienie, co miejmy nadzieję nie nastąpi zbyt szybko, bo naprawdę kocham moje autko. Wiele z nim przeszłam…

Z uśmiechem na twarzy dojechałam na umówione miejsce. Swoją drogą to dawno się tak nie uśmiechałam. Ale dziwicie się? Bo ja nie, nawet gdybym mogła to uśmiechałabym się jeszcze szerzej.

Wjechałam na podziemny parking hotelu, ale niestety nie widziałam żadnego wolnego miejsca, aż nagle jedno na drugim kącie parkingu zwolniło się. Postanowiłam dodać gazu i szybko je zająć. Byłam tak blisko, aż tu nagle mojego chevroleta wyminęło jakieś srebrne volvo i bezceremonialnie zajęło mi moje miejsce! Przecież to ja je wcześniej sobie upatrzyłam! Myślałam, że to jest straszny pech, ale osiągnął on zenitu, gdy z volva wysiadł miedzianowłosy chłopak. Tak, bingo. To ten sam, który wylał na mnie kawę a później się na mnie wydarł. Tan sam, który odwiedził mnie w moim dzisiejszym śnie. Źle to nazwałam, bo przecież tylko dobre rzeczy i przede wszystkim dobre osoby mogą pojawić się w snach. On zdecydowanie należał do koszmaru. On mnie najwidoczniej w świecie prześladował. On i mój pech.

Westchnęłam i pojechałam w głąb parkingu, gdzie jak na moje nikłe szczęście zwolniło się miejsce. Wysiadłam i pędem pognałam do recepcji, gdzie poinstruowana udałam się na trzecie piętro, na którym mieściła się sala, gdzie miało się odbyć spotkanie. Szybko przejrzałam się w podręcznym lusterku, poprawiłam moje niesforne loki, wzięłam głęboki wdech i weszłam do pokoju. Wyglądał całkiem inaczej niż w dniu przesłuchania. Teraz miał z prawej strony ustawiony stolik do kawy a wokół niego kremowe kanapy. Po lewej stało wielkie, zielone płótno a obok wszystko było przygotowane, tak jakby miała się odbyć jakaś wielka sesja zdjęciowa.

-Witaj Isabello –Powiedział z uśmiechem Carlisle. Odpowiedziałam mu tym samym i usiadłam obok nich. Za chwilę wszedł ktoś jeszcze. Obok mnie usiadł Złodziej Miejsc Parkingowych. Cała się zagotowałam. Spokojnie Isabello –powtarzałam sobie w myślach. Jego tu nie ma, jego tu nie ma.

-Skoro jesteśmy już wszyscy to możemy przejść do konkretów –Zaczęła Esme. –Nie znacie się, więc to jest Rosalie Hale –Wskazała na przepiękną blondynkę, która urodą przebijała niejedną modelkę. Przy niej każda, nawet najładniejsza dziewczyna dostawałaby kompleksów.

-Jasper Withlock –On również był blondynem. Miał trochę przydługie włosy, które nachodziły mu na oczy, był nawet dobrze zbudowany nie jak jakiś kulturysta, ale przyzwoicie…

-Emmett McCarty –Nie mogłam uwierzyć w to, że to ten sam chłopak, z którym rozmawiałam podczas castingu. To tylko dzięki niemu na chwilę zapomniałam o całym stresie i innych tego typ rzeczach.

-Alice Brandon –To przecież ona uratowała mnie przed całkowitą porażką. To ona pożyczyła mi wtedy bluzkę. –Isabella Swan – Wskazała na mnie. Uśmiechnęłam się delikatnie ciesząc się, że już się nie rumienię na każdym kroku, tak jak. To właśnie dzięki występom pokonałam moją wrodzoną nieśmiałość.

-Edward Masen –A więc tak nazywał się ten zadufany w sobie snob. Ten sam, który na castingu wylał na mnie kawę. Ten sam, który kilkanaście minut temu bezczelnie sprzątnął mi sprzed nosa moje miejsce parkingowe. I ja miałam z nim współpracować? Nie, lepsze słowo to użerać się. Miałam z nim tworzyć zespół? Przecież z takim kimś nie da się normalnie porozmawiać a co dopiero spędzać non-stop tygodnie w trasie koncertowej. Przecież dojdzie do tego, że zabiję go w efekcie. Już sobie wyobrażam nagłówki gazet. WOKALISTKA ZESPOŁU SILLY SIX, ISABELLA SWAN ZAMORDOWAŁA SOWJEGO KOLEGĘ Z ZESPOŁU EDWARDA MASENA.

Zdziwilibyście się, kiedy powiedzmy za miesiąc w świat poszedł taki news? Ja bym się nie zdziwiła, ba przecież ja już to przewidziałam. Krótką ciszę przerwał głos Carlisle'a.

-My was na chwilę zostawiamy samych, abyście się lepiej zapoznali –I tak po prostu wyszedł wraz z Esme.

Szybko podeszła do mnie swoim tanecznym krokiem Alice, która od razu mnie przyjacielsko objęła.

-Bello, wiedziałam, że się dostaniesz! Pamiętasz, mówiłam ci to!

-Wiem Alice, pamiętam i jeszcze raz ci dziękuję –Uśmiechnęłam się do niej.

-Nie ma, za co. Zawsze trzeba być przygotowanym na wszelkie wypadki, nawet na takie –Powiedziała z widocznym uśmiechem i tak jakby samozadowoleniem. Podeszła do nas ta blondynka.

-Hej, jestem Rosalie –Powiedziała i przytuliła nas obie. –Cieszę się, że to z wami będę miała możliwość współpracowania, bo przyznam się, że pozostałe dziewczyny to jakieś plastikowe laleczki –Dodała.

-Ja też się cieszę –Powiedziałam, bo tak było.

Podszedł do nas Emmett i Jasper, a Edward zaczął rozmowę z Alice.

-Widzę znajomą twarz –Powiedział Emmett, po czym zaśmiał się tubalnie i zamknął mnie w swoim niedźwiedzim uścisku.

-Em, ja też się cieszę, że cię widzę, a teraz puść mnie, bo zaraz się uduszę –Powiedziałam ze śmiechem.

-No, co? Ja się po prostu cieszę, że padło na ciebie, a nie na przykład na tego chłopaka, który mógłby służyć, jako obiekt badań naukowych zatytułowanych:, Co stres robi z ludźmi. –Na te słowa wszyscy wybuchneliśmy śmiechem. Wiedziałam, że z Emmettem nigdy nie będzie nam smutno.

-Witaj, jestem Jasper –Przywitał się ze mną. Uśmiechnęłam się.

-Miło mi cię poznać. Jestem Bella –Powiedziałam, podczas gdy on mnie objął.

Westchnęłam ciężko. Teraz wypadałoby przywitać się z Edwardem. Chyba pomyślał to samo, bo podszedł do mnie. Ciekawe, czy mnie zapamiętał?

-I jak tam bluzka, plama się sprała? –Zapytał mnie z kpiarskim uśmiechem.

-Jakby cię to cokolwiek obchodziło –Powiedziałam robiąc się coraz bardziej zła.

-Masz rację. Nie obchodzi mnie to –Powiedział i sobie odszedł siadając na kanapę, a ja wręcz gotowałam się ze złości. Jak można być takim… takim dupkiem? I ja miałam z nim współpracować? Jeździć na wspólne trasy koncertowe?

W tym momencie weszli uśmiechnięci Cullenowie.

-A więc skoro już się zapoznaliście, czas przejść do głównego warunku kontraktu –Zaczął Carlisle. –Jak wiecie Silly Six jest już bardzo rozreklamowany. Media od początku huczały o całym przedsięwzięciu. Jak się domyślacie nie bez powodu sprowadziliśmy tutaj fotografa, ponieważ cała akcja promocyjna i nagrywanie rozpoczyna się natychmiast, bo nie chcemy, aby fani się niecierpliwili. Również nie bez powodu jest was akurat sześcioro. Razem z Esme wpadliśmy na pomysł, aby zespół tworzyli pary…

--Dlatego wybieraliśmy was również pod względem tego, jaki zaobserwowaliśmy w was charakter, bo nie bez powodu zadawaliśmy wam takich pytań podczas castingu i nie bez powodu obserwowaliśmy was cały czas podczas waszej niedawnej rozmowy.

-Głównym warunkiem kontraktu jest to abyście tworzyli trzy pary wybrane przez nas –Wtrąciła Esme.

Co? Chyba śnię!- Pomyślałam.