Rozdział 5
Sesja zdjęciowa i pierwsze nagrania.
Na słowa sesja zdjęciowa Alice i Rosalie od razu podskoczyły z radości, na co ja tylko westchnęłam. Wiedziałam, na co się piszę wybierając taki a nie inny zawód, ale nic tego nie zmieni, że po prostu nie lubię, gdy ktoś mnie maluje i czesze. Takie osoby od zawsze wzbudzały we mnie lęk. Przecież sama umiem doskonale o siebie zadbać w każdym tego słowa aspekcie. Jednak jak bardzo nie lubiłam całych tych przygotować to tak bardzo lubiłam oglądać tego efekty, cóż przecież jestem tylko kobietom. Doskonale wiem, że każda z nas –dziewczyn, gdyby nie miała pod rękom tych wszystkich kosmetyków i innych tego typu produktów upiększających jak nic nie byłaby piękna tak jak za sprawą tych wszystkich buteleczek i kremów.
-Dziewczyny, wy pójdziecie ze mną, a chłopcy z Carlislem –powiedziała jak zwykle wesoła Esme.
A my tylko wstałyśmy i udałyśmy się za nią. Wyszłyśmy z tego pokoju, aby wejść do pokoju mieszczącego się na lewo.
Gdy tam weszłam nie wiedziałam gdzie mam uciekać. Cały pokój wyglądał tak, jakby miałby się tutaj za chwilę odbyć jakiś pokaz mody, a nie mała sesja zdjęciowa. Trzy małe toaletki, a przy nich trzy jak sądzę kosmetyczko-fryzjerki.
To ja może stąd już pójdę? Powiem coś w stylu, że zostawiłam włączone żelazko i muszę natychmiast wracać do domu albo, że zapomniałam wyłączyć czajnik i jak nic za chwilę moje mieszkanie pogrąży się w płomieniach. Mentalnie się spoliczkowałam. Swan, przecież doskonale wiesz, że to jest niezbędne dla twojej buźki –powtarzałam sobie w myślach.
-Teraz rozluźnijcie się, a w międzyczasie te trzy miłe panie zajmą się wami –powiedziała z jeszcze większym niż przed chwilą uśmiechem Esme.
Ale jak można uważać te trzy babsztyle za miłe?! Przecież one mają w ręku nożyczki i lokówkę! To jest niczym broń! Ile razy słyszeliście, że fryzjerka przypaliła komuś szyję, albo, co gorsza ucięła ucho*? Kto z was oglądał Swenneya Tooda**? Przecież ten fryzjer był mordercom i podcinał gardła swoich klientów. Może i był to Johhny Depp***, ale i tak to nie zmienia tego, że on podrzynał gardła ludziom! Kolejny mentalny policzek. Swan, uspokój się!
Usiadłam na krześle z miną skazańca, zaczęłam głęboko oddychać. Myślami przeniosłam się na przepiękną łąką, po której biegały, …co?! Fryzjerki z suszarkami. Znów się spoliczkowałam, dobrze, że nie robię tego na serio, bo nie wyglądałabym tak pięknie jak w tym momencie i nawet ta „miła pani" nie mogłaby mi zakryć tych sińców.
Gdy ja pogrążałam się coraz bardziej w swojej głupocie to moja „miła" fryzjerka zajmowała się moimi włosami. Zaczęła zawijać je na lokówkę, wzięłam głębszy wdech. Nie spal mi szyi, nie spal mi szyi –powtarzałam jak jakąś mantrę. A ona, co? Kolejny wdech, tym razem wdech ulgi. Nie przypaliła mi szyi! Ba nawet już kończyła współpracę z moimi włosami. Nie powiem, wyglądałam nawet bardziej niż przyzwoicie, ale niestety czeka mnie jeszcze makijaż. Przecież już byłam pomalowana! Zaczęła nakładać mi podkład, dobra to mogę zrozumieć, bo w końcu nie mogę się świecić, później maskarą podkreśliła długość moich rzęs, ale na miłość boską to samo robiłam w domu przed przyjściem tutaj. Już tylko błyszczyk dobrze, że przynajmniej jest bezbarwny. Na szczęście efekt był zabójczy, nie przypominałam już siebie.
Teraz już tylko ubrania. „Miła pani" wskazała mój zestaw. Myślałam, że za chwilę zginę w tak młodym wieku. Pamiętacie jak wspominałam coś o pokazie mody? Ale nie miałam na myśli pokazu Victoria's Secret! To była tylko sukienka, ale ja przecież noszę takie tuniki! Stety, czy niestety, ale i tak musiałam ją założyć. Sukienka była ciemnoszara, sięgała mi do uda, a czerwony pas podkreślał moją talię. Zaprojektowano ją tak, aby eksponować jedno moje ramię, rękawy miała długie, do tego czerwone, wysokie szpilki oraz złoty naszyjnik i gotowe.
Gdy byłam już gotowa rozległo się pukanie do drzwi, że byłam, jako jedyna gotowa to postanowiłam otworzyć, a za nimi stał pan snob we własnej osobie.
-Carlisle kazał mi się spytać ile jeszcze potrwa to wasze mizdrzenie się –powiedział nawet nie patrząc na mnie ani razu.
-Myślę, że jeszcze chwila, bo tylko Ally i Rose muszą się wyszykować –odparłam. Wtedy on na mnie spojrzał i uśmiechnął się krzywo.
-Jeszcze nie zaczęliśmy udawać tej pary, ale muszę stwierdzić, że zaczyna mi się, co raz bardziej podobać –powiedział Edward lustrując mnie od góry do dołu swoim spojrzeniem. W odpowiedzi zamknęłam mu drzwi przed nosem.
Zobaczyłam, że dziewczyny były już gotowe i przyglądały się całej tej sytuacji z wielkimi uśmiechami na swoich wymalowanych buźkach.
-Milczcie –powiedziałam z zaciśniętymi zębami. Wiedziałam, że za chwilę zaczęłaby się istna lawina pytań, ale wiedziałam też, że prędzej czy później, gdy się o to upomną będę musiała podzielić się z nimi historią mojej znajomości z tym bucem. Niestety wtedy najprawdopodobniej wyśpiewam im wszystko, co będą chciały wiedzieć, a jest tego trochę. Na szczęście teraz nic nie mówiły, za co byłam im wdzięczna, bo nie chciałam jeszcze bardziej niszczyć swojego i tak już zepsutego humoru.
Popatrzyłam na nie i muszę stwierdzić, że wyglądały również dobrze. Alice miała wyprostowane włosy oraz trochę mocniejszy makijaż. Do tego miała ubraną czarną bluzkę z dość dużym dekoltem i do tego krótką, białą mini i legginsy oraz czarne buty na bardzo wysokich obcasach. Rosalie miała lekko pofalowane włosy i lekki, nierzucający się w oczy makijaż. Ubraną miała sukienkę, która tak, jak moja sięgała jej do połowy uda, ale ta była na grubych ramiączkach i do tego miała wcięcia w talii, które jeszcze bardziej podkreślały jej figurę do tego miała czarne, podobne do tych Alice szpilki.
Wyszykowane weszłyśmy do pomieszczenia, gdzie znajdował już się fotograf gotowy na sesję. Teraz spojrzałam na to, jak byli ubrani chłopacy. Jasper miał ubrane czarne, sprane jeansy i również czarną bluzkę z jakimś nadrukiem oraz czarną, skórzaną kurtkę. Emmett miał ubraną bordową koszulę a do tego zwykłe, szare jeansy. Wyglądali nawet nieźle. Chcąc nie chcąc spojrzałam na Edwarda, nie powiem, wyglądał dobrze. Miał ubraną szarką koszulę, spod której wystawał czarny podkoszulek a do tego czarne jeansy. Całość wyglądała… znośnie.
Fotograf zajął się swoim zadaniem. Pierw porobił zdjęcia naszej szóstce, jak na moje nieszczęście ustawił mnie tak, że na każdym zdjęciu stałam obok Edwarda, ale domyśliłam, że chodzi o te „pary", bo Rose stała z Emmem, a Alice z Japerem. Później przyszła kolej na zdjęcia w trójkach, osobno dziewczyny i chłopacy, a na koniec niestety zostały zdjęcia w parach, aż cały czas mam ciarki jak o tym wspomnę. Jak na moje nieszczęście sesje w parach miały być sugerowane, więc wyszło na to, że Edward praktycznie cały czas mnie obejmował. W pewnym momencie okropnie mnie wkurzył.
-Jeszcze raz twoja ręka powędruje niżej niż powinna to obiecuję ci, że będziesz śpiewał o wiele wyżej, jeśli ci coś zmiażdżę –wysyczałam mu do ucha tak, żeby nikt poza nim tego nie usłyszał, a on od razu podniósł swoją rękę wyżej. Pewnie bał się o swoje maleństwo. –Zresztą nie jestem pewna, czy w ogóle masz się, o co martwić –Zaśmiałam się mu do ucha. Na co on odpowiedział mi coś w stylu „Jeszcze się przekonasz", na co ja prychnęłam i powróciliśmy do zdjęć.
Pozostała czwórka o wiele lepiej się dogadywała. Trochę im tego zazdrościłam, bo przynajmniej nie musieli użerać się z takim kimś, z kim ja musiałam się użerać. Reszta sesji minęła bez żadnych niespodziewanych gestów ze strony Edwarda, jego szczęście. Zdjęcia okazały się być świetne. Szczerze to nawet pod koniec zaczęła mi się ta sesja podobać.
-Zdjęcia wyszły idealnie –powiedział Carlisle. –Mamy jeszcze sporo czasu, więc teraz pojedziemy do studia nagraniowego i tam poćwiczymy trochę, może uda się nam już coś nagrać.
I wszyscy przebraliśmy się z powrotem w nasze ubrania i pojechaliśmy razem dużym Vanem do studia. Po drodze rozmawiałam trochę z dziewczynami i udało nam się trochę lepiej zapoznać, co do współpracy z nimi nie widziałam żadnych przeszkód. Wszystkie byłyśmy w tym samym wieku i wszystkie uwielbiałyśmy śpiewać. Opowiadałyśmy sobie o tym, jak to było w szkole. Niemal siłą wyciągnęły ode mnie ilu miałam chłopaków. Nie było ich wielu, bo nie miałam zbyt dużo wolnego czasu na swoje miłości. Opowiedziałam im o Jacobie, z którym byłam prawie dwa lata i o tym, jak zdecydowaliśmy, że zerwiemy ze sobą, ponieważ ja nie mieszkałam już z rodzicami i dzieliła nas zbyt duża odległość. Dziewczyny były zdziwione, że można aż tyle z kimś być, bo one nie były z kimś dłużej niż pół roku. Wiedziałam, że gdyby nie pewne różnice to pewnie byłabym z Jakem dłużej niż te dwa lata, bo nasz związek opierał się głównie na przyjaźni, bo odkąd pamiętam Jacob był moim najlepszym przyjacielem. Zdarzają mi się chwilę, że tęsknię czasami za nim i wtedy dzwonię do niego i rozmawiamy długie godziny o głupotach. Ale wiem, że tak jest dobrze, kiedy jesteśmy po prostu przyjaciółmi.
Dojechaliśmy do studia nagraniowego, nie mogłam się już doczekać. Śpiewanie to coś, co darzę największym uczuciem, mogę nawet powiedzieć, że po prostu to kocham i nic tego nie zmieni. Zastanawiałam się, jakie piosenki dla nas przygotowali. Wiem, że na pewno ukażą się wielkimi hitami, w końcu to jakby nie było jest dzieło Cullenów i nie ma mowy o żadnej porażce, czy wpadce.
Studio było cudownie wyposażone, co tylko powodowało z mojej strony większą chęć do pracy. Oczywiście, że pracowałam już kiedyś w takim miejscu, przecież jakoś trzeba nagrywać swoje dema, ale nigdy nie znalazłam się w tak unowocześnionym studio. Na pewno będzie się cudownie tutaj śpiewało.
Muzyka była już nagrana, a słowa do piosenek napisane, więc naszym zadaniem na dzisiaj było tylko po prostu zaśpiewać. Pierwsze były dziewczyny, więc na pierwszy ogień poszła Alice, a później Rosalie. Ja postanowiłam zaprezentować się dopiero na końcu, ponieważ trochę się stresowałam, ale gdy weszłam do dźwiękoszczelnego pomieszczenia, w którym się nagrywało, to stres niemalże natychmiastowo mnie opuścił. Wzięłam głęboki wdech, a tekst piosenki po prostu wydobył się z moich ust.
Nic takiego się nie stało…
Jeśli wiesz, co mam na myśli…
Domyśl się, a resztę po prostu sobie dopisz…
Wtedy może w końcu wpadniesz na to,
że wszystko się skończyło…****
Ta piosenka od razu stała się moją ulubioną. Śpiewałyśmy ją razem z dziewczynami, co było pewnego rodzaju pokazaniem naszej siły. Ta piosenka była po prostu trochę feministyczna, co nie powiem, żeby mi od razu się nie spodobało. Nie byłam może feministką, ale byłam silną i niezależną kobietą. Śpiewając ją miałam chęć pokazania takiej siebie Edwardowi i wtedy byśmy mogli zobaczyć, czy byłby taki odważny jak na obecną chwilę. Chciałabym zobaczyć jak zrzedłaby mu wtedy mina.
Później musiałam zaśpiewać coś bardziej romantycznego i w tym także się odnalazłam. Piosenka była napisana przez Esme i chyba każdy z nas domyśliłby się, że była skierowana do Carlisle'a. Miała swój nastrój i wiedziałam, że dla zakochanych będzie idealna.
Ciągle Cię kocham…
Nie wiem, czy to przez przypadek,
Ale z pewnością wiem, że to nie przez pech
Dla mnie to powód do szczęścia
Po prostu twoja miłość mnie uskrzydla…
I chcę, aby zostało tak przez wieczność*****
I tak spędziłam na nagraniach prawie pół godziny. Wszyscy orzekli zgodnie, że jak na jeden dzień, to poszło nam zdecydowanie dobrze i miejmy nadzieję, że podczas kolejnych nagrań pójdzie nam jeszcze lepiej. Zdecydowanie uwielbiam swoją teraźniejszą pracę. Nie mogę doczekać się jutra i momentu, w którym ruszy nasza trasa koncertowa. Jestem też ciekawa jak się przyjmiemy, bo przecież każdy wie, że rynek muzyczny jest bardzo ciężki i trudno jest się przez niego przebić młodym debiutantom przebić. Jednak nie martwiłam się zbytnio tymi sprawami, wiedziałam przecież, że Cullenowie nie pokładaliby nadziei w czymś, co okazałoby się kompletną klapą.
Pojechaliśmy z powrotem do hotelu, bo wszyscy zostawiliśmy tam swoje środki transportu. Zmęczenie dawało mi się trochę we znaki, ale i tak nawet słowa nie są w stanie opisać tego jak dzisiaj wspaniale minął mi dzień, no może oprócz tego, że Edward zbyt często dawał mi się we znaki. Jednak postanowiłam nie przejmować się jego słownymi zaczepkami, co do mojej osoby, wiedziałam, że ten typ tak ma i jak bardzo chcielibyśmy żeby on się zmienił to i tak on postawi na swoim i taki, jaki jest już zostanie. Z nim jest jak z jakimś zwierzęciem, jak z psem, kiedy jest już dość duży i do pewnych rzeczy przyzwyczajony, to już nie da rady się go oduczyć.Pożegnałam się z wszystkimi i udałam się w kierunku mojej furgonetki. Gdy wyjeżdżałam srebrne volvo szybko mnie wyminęło powodując to, że zbyt gwałtownie zahamowałam.
-Zapłacisz mi za to Masen! –Powiedziałam do siebie. I pojechałam do swojego mieszkania w głowie układając swój własny plan zemsty.
*Te dwie sytuacje przydarzyły się naprawdę, może nie konkretnie mi, ale się wydarzyły.
**Musical, a także film opowiadający o fryzjerze, który po prostu mordował swoich klientów.
***Chyba każdy wie, kto to jest. Aktor znany między innymi z roli tytułowego Edwarda Nożycorękiego, czy Willy'ego Wonki w „Charlie i fabryka czekolady", albo po prostu z „Piratów z Karaibów"
**** i *****Twórczość własna.
