2.
Takiej laski nie widziałem, jak żyję (no, może poza Sue, ale ona się nie liczy, bo to moja przyjaciółka i w dodatku ma męża- snajpera…). Tym nie mniej, babeczka była gorąca, jedna z tych, co to na nią spojrzysz i już jesteś jej niewolnikiem. Na głowie miała burzę blond loków, duże, niebieskie oczy, wydatne usta, seksowne, małe uszy z ogromniastymi kolczykami, szczupłą sylwetkę i nogi do samej ziemi. Jednym słowem- laska. Byłem gotów całować jej stopy, dopóki nie usłyszałem, jak się przedstawia…
-„ Detektyw Fines?"- zapytała cienkim głosem, jakby dopiero co nałykała się helu. –„ Nazywam się Trudy Whistle i potrzebuję pańskiej pomocy…"
-„ Nareszcie klientka!"- ucieszyłem się w myślach i natychmiast wstałem zza biurka. Jak na dżentelmena przystało, przywitałem się uprzejmie i wskazałem drugie krzesło (nie wspomniałem o tym, mówiąc o wyposażeniu, bo wyleciało mi z głowy, sorry…), po czym wróciłem na miejsce i przywołując na twarz moją najbardziej „profesjonalną" minę, spytałem, jaki ma problem…
-„ Otóż, panie Fines…"
-„ Howie!"- zaproponowałem szybko, by przełamać pierwsze lody. W końcu, klient musi wiedzieć, że ci zależy…
-„ Howie…"- zgodziła się, ukazując w uśmiechu rząd białych zębów, połyskujących w świetle mojej odjazdowej lampy.-„ Mam ogromny kłopot i tylko ty możesz mi pomóc!"- zapiszczała desperacko.
-„ Zrobię, co w mojej nocy pani Whistle…"- zacząłem powoli, lecz weszła mi w słowo. Pragnę przy tym nadmienić, że jej nazwisko idealnie pasowało do jej głosu…
-„ Panno Whistle, a jeszcze lepiej, Trudy… Tak będzie przyjemniej, nie uważasz?"- zapytała. To dziwne, ale w tym momencie zupełnie zapomniałem, jak dziwaczny ma głos. Spojrzałem na nią i zobaczyłem po prostu piękną kobietę, z dużym problemem (i nie tylko), który tylko ja podobno mogłem rozwiązać (to akurat, się jeszcze okaże…).
-„ Jak powiedziałem, Trudy, zrobię, co będę mógł, ale musisz mi wyjaśnić, o co chodzi…"- zasugerowałem klientce.
Westchnęła głośno, wzniosła oczy ku niebu i z rezygnacją, zaczęła:
-„ No, to może opowiem wszystko, od początku…"
-„ Nareszcie jakieś szczegóły!"- pomyślałem i cały zamieniłem się w słuch.
-„ Nigdy nie miałam szczęścia z facetami…"- powiedziała tym swoim „nietypowym" głosem.- „ Chodziłam z tancerzem- zdradzał mnie z kolegą, chodziłam ze sklepikarzem- podkradał z kasy i go zamknęli. Następnego poznałam w barze… Rozkochał mnie w sobie i poprosił, bym kupiła mu samolot, bo był cudzoziemcem i sam miał z tym kłopot. Dał mi pieniądze, więc się zgodziłam, a on okazał się terrorystą. Nie masz pojęcia, ile miałam przez to kłopotów z FBI!"- stwierdziła rozczarowana.- „Wtedy przysięgłam sobie, że kończę z mężczyznami raz na zawsze, że nigdy więcej nie pozwolę się wykorzystywać, ale wszystko się zmieniło, gdy poznałam Guido…"
-„ Guido? Czyżby był Włochem?"- zapytałem. Przecież liczył się każdy szczegół!
-„ Tak mówił, ale jak tak teraz sobie myślę, to nie wyglądał na Włocha…"- odparła nieco naiwnie Trudy.- „ Oni chyba mają ciemne włosy i karnację, prawda? Z drugiej strony, nigdy nie byłam we Włoszech, więc skąd mogę wiedzieć…"- wstrząsnęła ramionami.
-„ A czy ten…Guido…miał jakieś nazwisko?"- spytałem znowu. Samo imię niewiele mi dawało. Znacznie lepiej szukać, gdy ma się nazwisko! Przynajmniej, tak pisali w podręczniku dla detektywów…
-„ O, tak! Przedstawił się, jako Guido Pavarotti, jak ten śpiewak, niech spoczywa w pokoju…"- westchnęła.- „ W każdym razie, znów się zakochałam i właśnie dlatego, się tu dzisiaj znalazłam…"
TBC
