6.
Kiedy drzwi windy się otworzyły i wciągnąłem do nozdrzy zapach ton akt przeżartych przez mole, pomieszany z lawendowym odświeżaczem powietrza, tak uwielbianym przez Randy'ego Pittsa, który (o zgrozo!) wciąż zawiadywał tutejszymi zasobami, wiedziałem, że jestem w domu. To miejsce zrobiło ze mnie osobę, jaką dziś jestem- wielkiego detektywa (no, może nie dosłownie i niekoniecznie teraz, ale pozytywne myślenie wielu już zaprowadziło na sam szczyt, więc jeśli będę o sobie myślał w samych superlatywach i mnie się powiedzie!). Rozmarzyłem się, wiem, miałem jednak do załatwienia ważną sprawę, więc oczyściłem umysł i dziarskim krokiem ruszyłem do biura. Już w progu powitał mnie wylewnie mój kumpel Levi, a po chwili, na horyzoncie ujrzałem jego panią. Jak na matkę bliźniaków + jeden, wciąż wyglądała szałowo!
-„ Cześć Sue!"- krzyknąłem uradowany jej widokiem, bo nie widzieliśmy się, odkąd pomogła mi z meblami. Moja jedyna, a teraz już była szefowa ( plus najlepsza przyjaciółka), też ucieszyła się na mój widok, bo podeszła i poklepała mnie po ramieniu.
-„ Cześć Howie! Jak tam meble?"- zapytała po przyjacielsku.
-„ Stoją."- odparłem krótko z uśmiechem i rozejrzałem się po biurze. Ku mojemu głębokiemu rozczarowaniu (a może i nie…), zastałem tam tylko panie… -„ A gdzie, chłopaki?"- spytałem zdziwiony.
-„ W terenie…"- usłyszałem głos pani Lucy Dotson- Adison, która właśnie podeszła się przywitać w towarzystwie mojego eksperta.
-„ Lucy, Tara! Miło was widzieć!"- powiedziałem zgodnie z prawdą. Dziewczyny zawsze były dla mnie miłe, nawet, jak reszta stroiła sobie ze mnie żarty, chociaż wiem, że to robili, bo mnie kochają! To taki ich sposób, na wyrażanie swoich uczuć, wiecie?
-„ Cześć Howie!"- po raz drugi padło to samo powitanie. –„ Wpadłeś w odwiedziny?"- spytała Tara Manning, trzymając obie ręce swoim krzyżu.
-„ Rany, ale te biedne kobiety muszą się namęczyć, żeby na świecie było nas więcej!"- pomyślałem ze współczuciem, patrząc na jej wielgachny brzuch, w którym, od jakiś ośmiu miesięcy, siedział mały Bobby lub Bobbetka (okaże się za miesiąc, chyba…) –„ Dzisiaj, wyjątkowo nie!"- odpowiedziałem szczerze. –„ Mam sprawę!"- dodałem dumnie.
-„ Chcesz powiedzieć, że masz w końcu klienta?"- wszystkie trzy, jednocześnie spytały zdumione, jakby to był jakiś cud. Przecież detektywi miewają klientów, co nie?
-„ Klientkę!"- uściśliłem zadowolony.
-„ I odwiedziłeś nas tylko po to, żeby nam o tym powiedzieć?"- zapytała Lucy.
-„ Niezupełnie…"- odparłem powoli. Potrzebuję waszej pomocy, a ściślej mówiąc, pomocy Tary."- przyznałem nareszcie. Nie było potrzeby owijać w bawełnę…
Trzeba przyznać, że zareagowały bardzo spokojnie, zważywszy na nasze wcześniejsze przejścia. Zwykle, gdy prosiłem o pomoc, na ich twarzach malowało się zwątpienie, a dziś, o dziwo, nie! To, z pewnością był dobry znak…
Spojrzały po sobie i z leksza się zdziwiłem, kiedy Sue wyciągnęła rękę i skasowała po pięć dolców od każdej z przyjaciółek. Nie wiem, co to było, ale nie miałem czasu, by spytać, więc przeszedłem do sedna sprawy.
-„ Ścigam oszusta, który okradł moją klientkę i nawiał z jej forsą…"- zacząłem wyjaśniać. –„ Próbowałem namierzyć go przez neta, ale facet jakby nie istniał. Założę się, że nazwisko też zmyślił!"- powiedziałem.
-„ Pewnie chcesz, bym pokopała głębiej?"- zapytała Tara, siadając na skraju biurka męża, bo chyba bolały ją kostki (nie dziwota, też bym czuł ból, jak bym przez kilka miesięcy nosił dodatkowy balast i to non-stop!).
-„ Przydałoby się…"- kiwnąłem głową i wyciągnąłem zdjęcie, które dała mi Trudy. –„ To jedyny ślad, jaki mam…"- dodałem, podając fotkę tego szachraja Tarze. –„ Facet podawał się za Włocha, o nazwisku Guido Pavarotti…"
-„ Zobaczę, co da się zrobić."- powiedziała Tara i ruszyła powoli do swego komputera. –„ Zeskanuję to zdjęcie i możesz je sobie zabrać. Jeśli to profesjonalista, może będziemy go mieli w bazie danych…"- stwierdziła. –„ Mam taki nowy program do szukania podobieństw, to go sobie wypróbuję!"- uśmiechnęła się zadowolona i oddała mi fotografię.
-„ Próbowałeś o niego popytać na ulicy?"- zapytała mnie Sue.-„ Może ktoś go zna?"- zasugerowała.
No, tak! Jak mogłem o tym nie pomyśleć wcześniej? Przecież właśnie w ten sposób zaczęła się moja kariera w FBI!
-„ Świetny pomysł!"- zgodziłem się i szybko pożegnawszy dziewczyny, ruszyłem na stare śmiecie, zasięgnąć języka. W końcu, byłem w tym bardzo dobry (kiedyś…).
TBC
