7.

Żeby zacząć szukać, musiałem mieć jakiś punkt zaczepienia. Waszyngton, to przecież wielkie miasto… W tym układzie, zdecydowałem, że najlepiej będzie odwiedzić Trudy i dowiedzieć się, gdzie i w jakich okolicznościach poznała Guido. Odpaliłem silnik mojego samochodu i dopiero wtedy, przypomniał mi się mandat…

-„ Kurczę!"- pomyślałem zirytowany własnym zapominalstwem. –„ Trzeba będzie zacząć brać lecytynę!".

Spojrzałem z odrazą na żółty świstek i ponownie wcisnąłem go do kieszeni. Mandat musiał zaczekać…

Jako wprawny (i ostrożny) kierowca, zerknąłem we wszystkie możliwe lusterka i upewniwszy się, że nikt nie wjedzie mi w kuper, włączyłem się do ruchu.

Pojechałem sobie spokojnie (bo, gdy się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy- jak mówi mamusia) na skrzyżowanie 33 Północnej i Potomacu, gdzie mieszkała moja klientka i przygładziwszy sobie fryzurę (trzeba jakoś wyglądać!), nacisnąłem na guzik domofonu, tuż obok jej nazwiska.

-„ Tak?"- usłyszałem znajomy głos i szybko się przedstawiłem.

-„ Trudy? To Howie Fines… Możemy porozmawiać?"

-„ Howie! Wejdź, proszę!"- chyba się ucieszyła, bo już po chwili usłyszałem charakterystyczny dźwięk i drzwi wejściowe puściły. Wszedłem do budynku i tak na wszelki wypadek, chuchnąłem sobie w dłoń, by skontrolować oddech. Nie myślcie sobie, że jedzie mi z ust, czy coś! Myję zęby po każdym posiłku ( tak nakazują dentyści i mamusia), ale nigdy nie wiadomo. Nie wyglądało to tragicznie, ale małe odświeżanie byłoby wskazane. Na szczęście, przezorny zawsze ubezpieczony, jak to mówią. Sięgnąłem do kieszeni kurtki i skorzystałem z niezawodnego sposobu na podejrzane zapachy- z odświeżacza do ust (miętowego, jeśli chcecie wiedzieć), bez którego nie ruszam się z domu. Wiecie, że odkryłem dla niego jeszcze jedno, świetne zastosowanie? Kiedyś, jak jeszcze miałem spółkę z Otisem, chciałem zabić zapach czosnku po najgorszym spaghetti, jakie jedliśmy i wyjąłem swój spray do ust. Traf chciał, że nie zauważyłem, że dziurka jest skierowana do zewnątrz, wprost na twarz mojego wspólnika i siknąłem sobie porządną dawkę mięty. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak krzyczał biedny Otis, kiedy niechcący trafiłem go tym w oczy. Nie widział dobry kwadrans! Wtedy zrozumiałem, że to będzie moja tajemna broń w walce z bandytami. Pukawkę mogą mi zabrać, ale kto połasi się na miętowy spray do ust? Od tamtego czasu, noszę go zawsze i wszędzie!

Wracając jednak do Trudy… Kiedy już doprowadziłem się ostatecznie do porządku, skierowałem się na pierwsze piętro, gdzie mieściło się jej mieszkanie i zapukałem w drzwi. Jeszcze dobrze nie opuściłem ręki, kiedy otworzyła, a mnie zatkało…

Gdy ją poznałem, była laską, to fakt, ale teraz… Teraz stała przede mną SUPER-LASKA!

Jej bujne, jasne loczki, upięte były w koński ogon, kolczyki były jeszcze większe, niż wczoraj, a ubranie stanowił kusy mundurek masażystki, eksponujący jej „walory" i długie nogi. Była seksabilna, jak cholibka!

-„ Eeeee… Dzień dobry, Trudy."- przywitałem się, kiedy już odzyskałem głos. –„ Możemy pogadać?"- zapytałem znowu.

-„ Pewnie!"- odparła wesoło, tym swoim świergotem i wpuściła mnie do środka.

Okazało się, że jej mieszkanko, jest jednocześnie jej miejscem pracy. Dziwne, bo, po pierwsze- wspomniała, że jeździ do pracy, a po drugie- nie widziałem żadnego szyldu, ale może po prostu nie zwróciłem uwagi? Minęliśmy pokój do masażu, z wielkim stołem i mnóstwem akcesoriów i po chwili siedzieliśmy już w salonie, pijąc zieloną (znowu) herbatkę, którą zaparzyła w ekspresowym tempie.

-„ Jakieś wieści?"- zapytała, podając mi filiżankę z chińskiej porcelany (sprzedawałem takie kiedyś po dolara za sztukę- niezły dochód!).

-„ No, więc…"- zacząłem – „…uruchomiłem już swoje kontakty i moi ludzie pracują nad sprawą. Tym nie mniej, chciałbym poznać jeszcze kilka faktów."- powiedziałem tonem profesjonalisty, jakim byłem (albo będę kiedyś, w myśl mojej teorii).

-„ Co chcesz wiedzieć?"- spytała, między łykami trawiastego płynu.

Zachęcony jej otwartością, rozpocząłem wywiad…

TBC