10.
Spokojniejszy na duszy (w końcu, znowu mi się upiekło), siedziałem za kierownicą mojego „niewidzialnego" samochodu, zastanawiając się, co dalej. Póki FBI nie zrobi rozeznania, nie miałem zbyt wiele do roboty, doszedłem więc do wniosku, że warto ponownie odwiedzić Trudy i opowiedzieć jej o postępach w śledztwie. Było nie było, płaci mi za takie właśnie informacje, zresztą, co będę ściemniał, miałem po cichu nadzieję, że nie zjadła jeszcze reszty tych pysznych ciasteczek i poczęstuje mnie chociaż paroma. Powstrzymując ślinotok, będący wynikiem wspomnień o tych niebiańskich słodkościach, po raz kolejny tego dnia, skierowałem się na znajomy róg. Tym razem jednak, nie obyło się bez korków na ulicach i dopiero po dwóch godzinach (myślałem, że zniosę jajo, stojąc w ogonku!), dojechałem pod kamienicę mojej apetycznej, pod wieloma względami, klientki.
I znów poprawiłem fryzurę, siknąłem sobie porządnie miętą w usta, wygładziłem ubranie i zadzwoniłem do drzwi…
Kolejna godzinka, albo dwie, była jak sen… Nie tylko dostałem ulubione ciasteczka, ale wdzięczna za szybkie i skuteczne działanie Trudy, zaproponowała mi jedną ze swoich masażowych sesji. Zastanowiwszy się chwilę, doszedłem do wniosku, że takie relaksujące doświadczenie bardzo mi się przyda (nie bez znaczenia był też fakt, że nie musiałem płacić za to ani grosza!) i zgodziłem się poddać magicznemu działaniu jej rąk (i nie tylko).
Kto nie poznał „smaku" masażu tajskiego, nigdy nie zrozumie, co czułem w momencie, gdy jej drobne stópki wylądowały na moich plecach. Nawet słowo „WOW", nie oddaje istoty rzeczy… Leżałem więc, na macie ( na podłodze, a jakże!) i pozwalałem się maltretować.
-„ O święty Wincenty!"- powtórzyłem znowu, kiedy Trudy gładko uwinęła się z plecami i zajęła się moją klatą. Tak odprężony nie byłem nigdy w życiu… Moje rozluźnione mięśnie ( A co? Myśleliście, że nie mam? Mam, tylko trochę schowane…), szeptały do mnie czule:
-„ Zdrzemnij się Howie… Zdrzemnij…"
No to się zdrzemnąłem… Stąd, jak się pewnie domyślacie, moje kłopoty ustaleniem czasu, jaki spędziłem w tym masażowym raju.
W każdym razie, obudził mnie dopiero dzwonek telefonu ( pamiętacie komórę, co to jej Sue nie chciała? To nie ta sama… Hahaha! Mam was, co nie? Tamta, to już przeżytek. Nie wspomniałem, że prócz samochodu, po spółce został mi jeszcze zgrabny telefonik, z cyfrową kamerką, trzeciej generacji? Ano, tak. Mam komórkę…). Wróćmy jednak do sedna. Dzwoniła Tara…
-„ Cześć, Howie!"- usłyszałem po drugiej stronie. –„ Mam dobre wieści!"
-„ Serio?"- zapytałem uszczęśliwiony, że sprawy posuwały się tak szybko. Moja pierwsza wypłata, zbliżała się wielkimi krokami, podobnie, jak koniec tej sprawy ( liczyłem, że bonusy w typie tego, jakiego właśnie doświadczyłem, utrzymają się nieco dłużej…).
-„ Serio!"- odparła moja ekspertka. –„ Sprawdziliśmy rachunek, który nam dałeś i udało nam się ustalić adres Vernona."- powiedziała zadowolona. –„ Sue i Jack pojechali się tam rozejrzeć i zgadnij, co ustalili?"- zapytała tajemniczo.
-„ Znaleźli go?"- zawołałem uszczęśliwiony.
-„ Niezupełnie…"- odpowiedziała powoli.
Zdębiałem… Gdzie tu dobre wieści, skoro go nie mają?
-„ Nie kumam."- odparłem cicho, żeby Trudy nie słyszała ( jak by to wyglądało, że taki spec jak ja, czegoś nie rozumie?).
-„ Howie, Howie..."- zachichotała. –„ Czasem się zastanawiam, czy nie za wcześnie cię pochwaliłam!"
-„ Śmiej się śmiej, ale powiedz wreszcie, co masz!"- powiedziałem błagalnie.
-„ Już dobrze…"- uspokoiła mnie. –„ Okazało się, że Benny Swift istnieje naprawdę i jest dziadkiem żony Vernona- Missy, również znanej oszustki!"- wypaliła.
-„ O cię w mordę!"- pomyślałem. Wszystko zaczęło powoli układać się w jedną całość… -„ A macie jej fotkę?"- zapytałem głośno, kojarząc pewne fakty. Musiałem się jednak upewnić…
-„ Wysłałam ci ją na komórkę."- odparła.
-„ Poczekaj sekundkę, oddzwonię, tylko coś sprawdzę…"- poprosiłem i przerwałem połączenie.-„ Trudy? Mogę cię prosić?"- zawołałem klientkę, która właśnie parzyła kolejną ziołową herbatę.
Kiedy podeszła uśmiechnięta, pokazałem jej zdjęcie.
-„ Ależ, to mama Guido!"- zawołała zdumiona, jednocześnie potwierdzając moje przypuszczenia.
Okazało się, że ścigam nie jednego, lecz dwoje oszustów…
TBC
