11.

-„ Skąd masz zdjęcie mamy Guido?"- zapytała mnie zdziwiona Trudy i w tym momencie zrozumiałem, że za chwilę złamię jej serce po raz kolejny. Nie zrozumcie mnie źle! Nie w sensie, w którym myślicie! Ja nie jestem taki. Po prostu uważam, że powinna wiedzieć…

-„ Bardzo mi przykro Trudy, że ci o tym mówię, ale to nie jest jego matka. To żona Vernona, albo jak wolisz, Guido i jego wspólniczka w oszukańczym procederze…"- wyjaśniłem powoli i zobaczyłem, jak do jej oczu napływają łzy rozczarowania.

-„ Jaka ja jestem głupia!"- zachlipała biedna dziewczyna (nie muszę dodawać, że w moje obnażone ramię…). –„ Tak dałam się oszukać!"

-„ To nie twoja wina, Trudy! Nie jesteś pierwszą, którą oszukał. Po prostu, masz zbyt łatwowierną duszyczkę i dobre serduszko…"- pocieszałem najczulej, jak nauczyła mnie mamusia (mnie pomagało, jak byłem mały…). –„ Nie martw się, złapiemy ich i przynajmniej odzyskasz swoje oszczędności, a jak przyjdzie czas poznasz kogoś, kto doceni twoją urodę, wnętrze i całą resztę!"- dodałem poważnym, szczerym i pełnym wrażliwości tonem.

Tutaj doszła do głosu, moja ukryta głęboko, kobieca strona osobowości. Nie śmiejcie się! Każdy facet ją ma, tylko nie mówi o tym głośno, bo wiecie, jakby to wyglądało… Od razu wzięliby cię za geja, albo coś. Nie myślcie też, że jestem jakimś homofobem, bo nie jestem. Po prostu, oni i ja, nie wchodzimy sobie w drogę, chociaż znałem kiedyś takiego jednego, ale on okazał się bardziej trans, niż homo… Kurczę, znów plotę trzy po trzy…

-„ Naprawdę tak uważasz?"- zapytała wydmuchując głośno nos ( ten słodki, mały noseczek…) i patrząc na mnie uważnie.

-„ Naprawdę, Trudy!"- przysiągłem, kładąc lewą dłoń na mojej zrelaksowanej klacie ('klata' brzmi tak męsko, nie sądzicie? Jak mówię 'klata', to czuję się jak taki macho-man, taki super- facet, a co tam… jak heros!).

W każdym razie, jeszcze jakiś czas pocieszałem biedną Trudy, po czym, zgodnie z umową, oddzwoniłem do Tary i podałem ostatnie wieści. Nie była zdziwiona (zbytnio), no, może poza faktem, że tak doświadczeni oszuści, wzięli na celownik zwykłą masażystkę. Jednak po głębszym zastanowieniu, wszyscy doszli do wniosku, że widocznie są w desperacji. Brak kasy- to pośpiech, a pośpiech- to błędy. Trudy była ich największym błędem, bo tym razem zapolowali w sąsiedztwie. Jeśli są w D.C., już po nich…

Po tej rozmowie, wreszcie miałem czas się ubrać ( No, co? Miałem inne zajęcia…) i uszczknąwszy jeszcze dwa ciasteczka z owsa, pojechałem, by spotkać się z ekipą. Trzeba było przecież wymyślić jakiś plan!

Pechowo, zanim dojechałem z powrotem na Pennsylvania Ave., zdążyłem złapać gumę, a wszystko przez jakiegoś inteligentnego budowlańca, który zgubił paczkę gwoździ. Dzięki niebiosom, że miałem zapasowe koło (i to, w dodatku, na chodzie!), bo byłoby kiepsko z moim portfelem. Za holowanie i wymianę skasowaliby mnie pewnie słono… (szkoda, że Charlie umarł, bo na niego zawsze mogłem liczyć w takich sytuacjach, a skoro Troy zrobił karierę malarską, nie było komu poprowadzić warsztatu i teraz już nie mam zaufanego mechanika…). W każdym razie, założyłem nowe koło i jakoś bez większych problemów, dojechałem do biura FBI…

Tym razem, czekała na mnie cała grupa. Byli Hudson'owie, Manning'owie, Lucy, Myles, a nawet sam szef - D. Widać, moja sprawa zaintrygowała i jego! Kiedy wszedłem, tradycyjnie już przeszliśmy do mojego ulubionego miejsca w biurze- do biblioteki. Ile czasu tam spędziłem… A ile się nauczyłem? Jeszcze trochę, a może zapiszę się na prawo! Wiem… Znów odbiegam od tematu.. Ok… No więc, przeszliśmy do biblioteki i kiedy wszyscy wygodnie się rozsiedli, rozpoczęła się tajna narada. Jak za starych, dobrych czasów, planowaliśmy wspólnie, jak złapać przestępców i uratować damę z opresji (finansowych, ma się rozumieć!). Nie wiem, czemu, ale kiedy myślę sobie o Trudy, budzą się we mnie bohaterskie uczucia. Dziwne, co nie? Wracając jednak do narady… Dopiero teraz, po uprzedniej zgodzie mojej klientki, po raz pierwszy w rozmowie padło jej nazwisko i co się okazało? Ano to, że świat jest mały…

TBC