15 kwietnia 1979 roku. Błonia Hogwartu.
Ku wielkiej radości Łapy i Rogacza (mojej i Glizdogona nieco mniejszej) McGonagall zgodziła się na próbę przetrwania w namiocie. Podejrzewam, że liczy przez to na spokój w zamku i Pokoju wspólnym. No cóż, wybrała mniejsze zło.
Namiot. Hmm... Co tu dużo pisać? Ciężko jest dobrać przymiotnik najlepiej określający jego stan. Biorąc pod uwagę dziwny i nieprzyjemny zapach, który przywodzi mi na myśl jakieś ogromne magiczne stworzenie, to można uznać, że jest całkiem źle. Łóżka w sypialni są połamane (obawiam się, że Hagrid próbował na nich spać), a z foteli wystają sprężyny. Kuchenka nie działa, więc Syriusz postanowił rozpalić ognisko, dzięki czemu mamy wspaniały widok na nocne niebo. Mam tylko nadzieje, że nie zacznie padać. Dobrze, że chociaż znaleźliśmy tu śpiwory.
...
15 minut później
Śpiwory są dziurawe i dziwnie pachnął.
Rogacz i Łapa nie tracą jednak dobrego humoru, czego nie można powiedzieć o Glizdogonie. Siedzi właśnie w kącie z kolanami pod brodą i kiwa się do przodu i do tyłu. Obawiam się, że może mieć przez to w przyszłości uraz psychiczny.
Łapa i Rogacz właśnie zaczęli tańczyć dookoła namiotu śpiewając wymyśloną przed chwilą piosenkę.
"Żyjemy na łonie natury.
Dookoła nas las i ciemne chmury.
Nikogo nie potrzebujemy,
bo kremowe piwo pijemy!"
Zadziwia mnie ich twórczosć artystyczna po czterech butelkach kremowego piwa. Chyba wezmę starą gitarę Łapy i odkryję swój talent.
...
pół godziny później
Okazało się, że nie odziedziczyłem talentu muzycznego po moim pradziadku Jonathanie, za to coraz lepiej z moją dyplomacją. Udało mi się przekonać McGonagall, która przyszła do nas, bo nawet na najwyższej wieży zamku słychać było "straszliwe rzępolenie i zawodzące jęki", że był to starogrecki rytuał odprawiany przed pierwszą samotną nocą spędzaną przez młodych czarodziejów na łonie natury. Nigdy nie wiedziałem, że można aż tak bardzo zacisnąć usta, że rozprostują się wszystkie zmarszczki na twarzy!
Glizdogon nie wytrzymał działania alkoholu i godziny i zasnął tak jak siedział w kącie namiotu zwinięty w kłębek. Wspólnymi siłami przenieślimy go na przetransmutowane w wygodny materac łóżko i przykryliśmy kocem, po czym Łapa i Rogacz domalowali mu za pomocą różdżki olbrzymie czarne wąsy i ciemne brwi, po czym zamienili jego szkolną szatę w elegancką wieczorową suknię. Podziwiam ich za sprawne posługiwanie się tak skomplikowaną magią w stanie w jakim aktualnie są i mimo tego, że obawiam się trochę jutrzejszej paniki wywołanej przez Glizdogona to nie mogę się już doczekać jego miny.
Tymczasem chyba wszyscy już udamy się w objęcia Morfeusza, a widząc miny moich przyjaciół podejrzewam, że nie będzie trzeba ich specjalnie na to namawiać.
