Notka od tłumacza (bo zapomniałam wcześniej): Historia napisana przez acciodanrad9, zaczynająca się mniej więcej po filmowej Scenie Pożegnania. Obejmuje 25 rozdziałów plus epilog. Jestem w trakcie tłumaczenia, opublikuję tu całość, chociaż nie wiem kiedy się to wydarzy. W miarę zainteresowania mogę przyspieszyć pracę.

Proszę o wszelkie uwagi dotyczące błędów, gramatyki i tłumaczenia w ogóle. To moja pierwsza tego typu praca i będę wdzięczna za wszelkie poprawki, ale też odpowiedzi w ogóle. Z tego co się orientuję, ustawiłam tak, żeby niezalogowane osoby też mogły komentować.

Ta historia porwała mnie bez reszty, mam nadzieję, że dla Was również będzie miła. :)

Rozdział 2

Bez ciebie

Keith nie wracał do tego, co zdarzyło się w dzień zakończenia szkoły, więc Natalie postanowiła, że najlepiej będzie odpuścić. Nie chciała sprawiać mu przykrości i, szczerze, nie chciała o tym myśleć. W ogóle. Właśnie zaczęło zachodzić słońce; Natalie i Keith siedzieli z tyłu ciężarówki, w ich miejscu. Miejscu z widokiem na Jezioro, na miejsce, gdzie Natalie nie była od tygodni i za którym szczerze nie tęskniła.

-Spadająca gwiazda – powiedział nagle Keith.

Natalie lekko podskoczyła, głos Keitha ją zaskoczył. On sam był cichy i wycofany przez cały wieczór.

-Co? – zapytała. Podniosła głowę, która spoczywała na ramieniu Keitha, by na niego spojrzeć. Patrzył ponad nią, na niebo.

-Spadająca gwiazda – powtórzył z lekką nutą smutku w głosie. Nie spuszczał wzroku z nieba. – Pomyśl życzenie – dodał.

Natalie spojrzała na niego bez wyrazu.

-Życzenie? – zapytała.

Odwrócił się, by patrzeć na nią. Uśmiechnął się lekko, ale uśmiech nie sięgał jego oczu.

- Tak, życzenie – powtórzył.

-Ale po co? – chciała wiedzieć.

Jego uśmiech zmienił się w grymas zanim odwrócił głowę, interesując się dziurą w swojej kurtce.

-Wiesz – zaczął cicho – mama zawsze mi mówiła, że jeśli widzisz spadającą gwiazdę wypowiadasz życzenie.

- Twoja mama? – zapytała niepewnie. To był pierwszy raz, kiedy o niej wspomniał.

-Taa…- głos mu się lekko załamał.

- Co się stało? – zapytała cicho, nawet jeśli wiedziała, że nie powinna. Powstrzymywała się, by go nie zezłościć.

Kiedy wreszcie przemówił, nie odpowiedział na pytanie. Zamiast tego wskazał konkretne miejsce na niebie.

-Kolejna – powiedział.

- Keith – powiedziała Natalie, biorąc jego dłoń, która wciąż śledziła spadającą gwiazdę i położyła mu ją delikatnie na kolanie.

Westchnął, patrząc w innym kierunku – gdziekolwiek, by nie spojrzeć jej w oczy. Wziął głęboki wdech, zanim odpowiedział – Wypadek samochodowy.

-Och, ona..

-Tak, ale to było dawno temu.

-Przykro mi – szepnęła. – Musiało ci być tak ciężko.

Odchrząknął, przełknął ślinę i zamknął oczy na kilka sekund.

-Nie przejmuj się, Partnerko.

Rozumiejąc, że skończył rozmowę, Natalie wróciła do poprzedniej pozycji, z głową na ramieniu Keitha. Opierał się dla wygody o tył ciężarówki. Po kilku minutach przemówił, głosem pełnym smutku i bólu, który Natalie chciałaby od niego zabrać.

-Jeszcze jedna – wskazał i Natalie parzyła, jak gwiazda błysnęła przez niebo. – Wypowiedz życzenie – powiedział z oczami utkwionymi w spadającej gwieździe.

-Nie mogę – szepnęła, poddając się, gdy oczy zaszły jej łzami.

-Czemu? – zapytał.

-Ponieważ – odparła płaczliwie, wycierając łzy z twarzy. – Ponieważ mam życzenie, które nie może się spełnić.

Spojrzał na nią. – Jakie?

Zrobiła pauzę i smutno odparła – Ciebie – pociągnęła nosem. – Na zawsze.

Keith kiwnął w zrozumieniu.

-Masz rację. – Jego głos także wyrażał poddanie. – Nie ma o co prosić, co?

- Nie, nie ma – powiedziała głosem pełnym łez.

Kilka dni później, Natalie została zaskoczona wczesnym porankiem przez telefon od Brooke. Nie rozmawiały zbyt wiele odkąd Natalie zerwała z Raffem a zaczęła spędzać więcej czasu z Keithem. Telefon zadzwonił, kiedy brała wodę z lodówki.

-Halo? – zapytała.

-Chcesz jechać na łódź?

Natalie otworzyła butelkę, trzymając telefon przy uchu ramieniem. Rozpoznała ten głos.

-Brooke. Cześć. Łódź, serio? – dopytała.

To była dziwna propozycja. Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek była z Brooke na łodzi.

-Tak, no wiesz, teraz kiedy nie jedziesz do Londynu, pomyślałam, że mogłoby być fajnie. To pierwszy weekend bez szkoły i w ogóle. Plus, ojciec Trish ma własną łódź, więc planujemy jechać nad jezioro i popływać trochę. Jedziesz?

-Kto jeszcze jedzie? – zapytała.

-Cóż, Travis i ja, Trish i Robbie, naturalnie. Pojedziesz też?

-Raff nie jedzie?

Brook zrobiła pauzę zanim odparła – Nie, nie jedzie. Nie gadaliśmy za dużo odkąd zerwaliście. Jest naprawdę wkurzony, zmienił się.

-Taa – mruknęła Natalie. – Mogę kogoś wziąć?

-Jasne, kogo? – zapytała Brooke, nawet jeśli Natalie podejrzewała, że wie.

-Keitha.

Nastąpiła kolejna pauza i Natalie wstrzymała oddech. Nie chciała się znów z nią kłócić.

-Wiesz, jest moim przyjacielem – powiedziała. – Może być fajnie. Mogłabyś go poznać.

Tak by było, gdyby wzięła Keitha; to by było dla niego dobre. Powstrzymałoby ich przed myśleniem o różnych rzeczach. Przynajmniej na chwilę. Miejmy nadzieję.

-Przyjacielem? – powtórzyła Brooke. – Tylko przyjacielem?

-Cóż – Natalie wzięła łyk wody i usiadła na kanapie w salonie. – Może czymś w rodzaju kogoś więcej.

-Jeśli naprawdę chcesz, zabierz go. Nie mogę cię powstrzymać.

-Serio?

- Tak sądzę. W sumie nie wiem co na to reszta, ale robisz co musisz.

Natalie poczuła falę gniewu, słysząc ton głosu Brooke, ale powstrzymała się przed powiedzeniem czegoś na ten temat.

-Nie obchodzi mnie, co myślą inni.

-Więc go weź – szepnęła Brooke.

-Wezmę.

-Dobra – odparła.

-Więc, kiedy jedziemy? – zapytała Natalie, próbując zmienić temat.

-W sobotę. Wyjeżdżamy wcześnie, około szóstej. To długa droga.

-Będziemy – powiedziała Natalie i rozłączyła się po tym jak ustaliły szczegóły, ale została na kanapie, myśląc.

Problem leżał w tym, jak przekonać Keitha by pojechał na wyprawę z jej znajomymi, którzy nie do końca go lubią.

To nie będzie łatwe.

Minęły dwa dni i Natalie wciąż nie zebrała się na odwagę, by zapytać Keitha czy pojedzie. Był już piątek i musiała z nim porozmawiać, jutro mieli jechać. Pływanie na łodzi – to nie było coś, co Keith mógłby chcieć robić – po co w ogóle wyszła z propozycją, by spędzał czas z jej znajomymi?

Byli właśnie na tyle ciężarówki Keitha, w ich miejscu. Leżeli na przyczepie pod kocem, który Keith zawsze ze sobą woził. Leżeli ramię w ramię, odwróceni, tak że ich nogi zwisały za ciężarówką.

-Zatem, Partnerze – powiedziała Natalie, próbując rozpocząć rozmowę. Spojrzała na niego, odrywając wzrok od gwiazd. Trzymał wzrok utkwiony w niebie.

-A-ha? – mruknął.

-Co robisz jutro? – zapytała niepewnie.

-Mnóstwo rzeczy – zachichotał, kładąc ręce pod głową.

-Jak na przykład?

-Rzeczy.

-Keith – powiedziała stanowczo.

-Co? – zaśmiał się, patrząc na jej zirytowaną twarz.

-Nie znudzisz się robieniem tych rzeczy? – zapytała.

-Nie.

-Może chciałbyś zrobić coś jeszcze? No wiesz – na przykład z jakimiś znajomymi?

Cień emocji przebiegł przez jego twarz.

-Niee – potrząsnął głową. – O co w ogóle ci chodzi? Lepiej będzie jak się będę trzymał moich normalnych przyzwyczajeń. Mam ciebie, to wystarczy.

Natalie uśmiechnęła się na ostatnie zdanie.

– To słodkie. Ale nie chciałbyś się zabawić?

-Zabawić?

Skinęła.

-Zabawa? Ja mam zabawę. – Posłał jej uśmieszek. – Skąd te pytania?

Poczuła ciepło w twarzy. – Ponieważ pomyślałam, że… ?

-Co? Musisz zwolnić, Partnerko. Wtedy może coś zrozumiem – zażartował.

Poczuła, jak ciepło w jej twarzy narasta. Przemówiła, tym razem wolniej.

-Może byś chciał pojechać na łódkę ze mną i z moimi znajomymi?

Zareagował dokładnie tak, jak przypuszczała. Roześmiał się, jakby pytanie było żartem i odwrócił wzrok z powrotem na niebo.

-Po co?

-Po prostu chciałabym, żebyś pojechał.

Nagle usiadł, wciągając nogi na przyczepę i jednocześnie kucając w przysiadzie. Wyglądało, jakby w każdej chwili był gotowy wyskoczyć z ciężarówki.

-Czemu? – nalegał.

-Po prostu chcę, dobra? – fuknęła. Naprawdę nie chciała odbywać tej rozmowy.

-Nie chcesz, żebym jechał, Natalie – szepnął.

-Owszem, chcę. – Także ukucnęła obok. – Czemu myślisz, że bym nie chciała byś…

-Powiedz mi – wciął jej się w zdanie. – Czemu chcesz, żebym jechał z twoimi z twoimi znajomymi, którzy mnie nawet nie lubią? I jaki w tym cel? I tak niedługo już mnie nie będzie.

Natalie doznała potężnego szoku na gniew i krzywdę, jaka brzmiała w jego głosie. To był pierwszy raz, kiedy wydawał się być w ogóle zainteresowany tym, co ludzie o nim myślą. Nigdy się nie zdawał przejmować, że inni uważają go za dziwnego, dziwadło. To było do niego niepodobne.

-Chcę cię im po prostu przedstawić. – To zabrzmiało głupio nawet w jej ustach.

- Przedstawić mnie? – zachichotał. – Oni mnie znają. Wszyscy chodziliśmy do tej samej szkoły przez osiem ostatnich lat.

Umilkła, nie dostawszy żadnej odpowiedzi od Keitha, który prychnął i szybko wyskoczył z ciężarówki, idąc na skraj klifu, patrząc na jezioro poniżej.

-Keith – zawołała, gdy szła nieporadnie w jego stronę. Nie odpowiedział. – Keith – powtórzyła, gdy podeszła do niego. Widziała jego spięte ramiona, gdy się zbliżyła.

Ale wtedy nagle odwrócił się, szybko mrugając.

-Chcesz, żebym pojechał, bo chcesz pokazać swoim znajomym – przystanął. – Że nie jestem dziwadłem.

Poczuła, jak serce jej przyspieszyło i szybko pokręciła głową.

-Keith, to nie tak. Ani trochę.

To nie było tak, dla niej nigdy nie był dziwadłem. Niezrozumiały, tak. Ale czy ona nie była? Czy wszyscy tacy nie byli? Dla niej Keith był Keithem i uwielbiała w nim, że nie przejmował się innymi, był sobą – że był sobą niezależnie co ludzie o nim mówili.

-Więc czemu? Czemu chcesz żebym poznał twoich znajomych? – zażądał.

Podeszła do niego, łapiąc jego dłonie w swoje. Spiął się, ale jej nie puścił.

-Keith – powiedziała delikatnie. – Ponieważ chcę pokazać moim znajomym faceta którego…którego pokochałam.

Na jej wyznanie zamknął oczy, przygryzł wargę i odwrócił się, spoglądając znowu na jezioro.

Kilka sekund później odpowiedział – Rozumiem. – W jego głosie nie było już poprzedniego gniewu, raczej więcej smutku i tęsknoty.

Serce Natalie złamało się na pół. Ale powstrzymała łzy. Nie chciała by widział, jak płacze. Zdawało się, że minęła wieczność, zanim ją zaskoczył, mówiąc – Ok. Pojadę z tobą.

Odwrócił się do niej twarzą, ale trzymała wzrok utkwiony w ziemi, próbując osuszyć oczy. Czy to źle, że nie powiedział jej jeszcze „kocham cię"? Powiedział to tylko w kontekście, ale to było co innego i to ją martwiło. Bardzo. Jednak nic nie powiedziała. Podniosła wzrok, gdy poczuła, że jej oczy są wystarczająco suche.

-Ok – szepnęła.

Uśmiechnął się smutno i posłał jej spojrzenie mówiące, że wie, co ona pragnie usłyszeć, ale nie mógł jej tego powiedzieć. Przełknęła ślinę. To musiało wystarczyć, bo obawiała się, że to jedyne co może od niego dostać.

Nadszedł sobotni poranek i Keith był ostatnią osobą, po którą przyjechali. Zdecydowali się jechać vanem ojca Trish, który mógł pomieścić sześć osób. Robbie – chłopak Trish – skręcił na podjazd domu Keitha. Natalie wysiadła cicho z auta, pukając do drzwi wejściowych. Zapięła sweter, było dość wcześnie i wiatr wciąż był chłodny. Keith otworzył z krzywym uśmieszkiem czającym się na ustach. Miał na sobie workowate niebieskie spodnie, które ledwo trzymały się mu na biodrach i białą koszulkę.

-Hej – uśmiechnęła się, przytulając go. Odwzajemnił się, obejmując ją ramionami i odpłynęli tak na kilka sekund.

Ziewnął, a ona wywróciła oczami.

-Jest wcześnie – wyjaśnił.

-Gotowy?

Skinął. – Taa, wziąłem trochę rzeczy. – Założył na ramię podarty plecak.

-Idealnie – uśmiechnęła się.

Pan Zatterstrom wyszedł z pokoju, kompletnie ubrany.

-Baw się dobrze, Keith – powiedział i uścisnął go. Podczas gdy Keith odbywał swoją scenę wstydu, Natalie nie przegapiła Pana Zatterstorma wymawiającego bezgłośnie „opiekuj się nim." Posłała mu smutny uśmiech i odparła, równie bezgłośnie „będę".

Pan Zatterstrom wypuścił go z niezręcznego uścisku i Natalie wzięła Keitha za rękę, gdy szli do auta. Przedstawiła go wszystkim, nawet tym, którzy już go znali. Zaraz potem ruszyli.

Po dwóch godzinach drogi, zatrzymali się na stacji, by zatankować i zjeść śniadanie. Weszli na stację i Natalie odwróciła się do Keitha, zanim poszedł do toalety.

-Coś chcesz? - zapytała.

Potrząsnął głową. –Nie, wszystko mam.

Podeszła do działu z jedzeniem, szukając pączków, kiedy stanęła za nią Trish.

-Wydaje się być miły – powiedziała, biorąc pączka.

Naralie spojrzała na nią. Była pierwszą osobą, która wspomniała o Keithie odkąd się pojawił.

-Tak, jest miły.

Wzięła dwa pączki i dwie butelki soku pomarańczowego. Nawet, jeśli twierdził, że nie jest głodny, miała zamiar zmusić go by coś zjadł lub wypił.

-Chociaż jest cichy – odezwała się znów Trish, próbując zdecydować się czy wziąć pomarańczowy, czy jagodowy sok. – Co jest dziwne. Pamiętam wyraźnie, że był całkiem zabawny w szkole.

Natalie chrząknęła. Był cichy, co nie leżało w jego naturze. Podejrzewała, że nie ma za wiele do powiedzenia. Prawdopodobnie, czuł się trochę niezręcznie; była tego niemal pewna.

-Jeszcze się rozkręci. – Przynajmniej mam nadzieję, pomyślała.

-Wystraszył się nas? – zażartowała Trish, otwierając drzwi lodówki z napojami i biorąc jagodowy sok.

-Mam nadzieję, że nie – odparła żartobliwie, kiedy zmierzały do kasy.

Kiedy płaciła, zobaczyła jak Keith wychodzi i idzie do vana. Kiedy Trish zapłaciła, wróciły do auta. Wszyscy już byli, jedząc to co kupili.

-Przyniosłam ci coś do picia i pączka, jeśli chcesz. Pewnie powinieneś się nie odwadniać – powiedziała Natalie, kiedy usiadła i zapinała pas. Wyciągnęła torbę z piciem i jedzeniem w jego stronę. Robbie wyjechał ze stacji i zmierzali na autostradę.

-Dzięki – powiedział, biorąc łyk soku i wstawiając butelkę na półeczkę obok niego.

W aucie było cicho przez chwilę, poza muzyką, kiedy wszyscy jedli śniadanie. Keith wziął dwa gryzy pączka, ale resztę odłożył, twierdząc, że się najadł. Natalie zapakowała resztę jego pączka, na wypadek, gdyby chciał zjeść później. Kiedy skończyła jeść, poczuła ciężar opadający na jej ramię. Zaskoczona spojrzała i zobaczyła, że Keith zapadł w drzemkę, z głową na jej ramieniu.

Przyłożyła dłoń do jego czoła i poczuła ciepło. Nie było zbyt ciepłe, by się tym martwić, ale najwidoczniej miał lekką gorączkę. A to było normalne, rozmyślała. Wcześniej wyszukała wszystko na ten temat; podwyższona temperatura była jednym z wielu objawów raka. Czy to dlatego pan Zatterstrom kazał jej się nim opiekować? Bo kiepsko się czuł? Bo rosła mu temperatura?

-Wszystko z nim dobrze? – zapytała Brooke, spoglądając w tył. Po tym pytaniu wszyscy inni też spojrzeli na Keitha.

To był pierwszy raz kiedy Brooke w ogóle uznała jego obecność. Natalie szybko zabrała dłoń z jego czoła, unikając spojrzenia Brooke.

-Tak, po prostu jest zmęczony.

Bardzo chciała im powiedzieć prawdę. To było okropne, trzymać to w tajemnicy, ale prawdy im nie mogła powiedzieć. Nie zrozumieliby. Ani trochę.

Kilka godzin później dotarli nad jezioro i znajdowali się na jego środku, na wielkiej łodzi Trish, planując spędzenie reszty dnia na relaksie, zwiedzaniu i pływaniu.

Słońce grzało mocno, Natalie właśnie skończyła smarować plecy Keitha balsamem i nakładała trochę na swoje nogi.

-Dobrze się bawicie? – spytał Trish, siadając obok Natalie i rozpuszczając swoje brązowe włosy.

Natalie odwróciła się do niej. – Tak, chociaż jest trochę gorąco. Pójdziemy potem pływać. Dzięki, że wzięliście mnie i Keitha na łódź, to miłe z waszej strony.

To była ładna łódź, duża, miała nawet swoją małą kuchnię pod pokładem.

-Nie ma problemu. Zgadzam się, niedługo do wody, zdecydowanie.

Popatrzyła, jak Trish rzuca pytające spojrzenie na Keitha, który leżał na brzuchu z zamkniętymi oczami. Przerzuciła wzrok na Natalie – Czy on…?

-Nie śpi – zaśmiała się, próbując rozwiać niezręczność. Szturchnęła Keitha, by włączył się do rozmowy. Przewrócił się na plecy, pot skapywał mu z twarzy. Spojrzał na Trish z uśmieszkiem i usiadł, czekając aż coś powie.

-Więc Keith, na jakie studia idziesz? – zapytała.

Gdyby Natalie nie znała go tak dobrze, nie dostrzegła by błysku emocji na twarzy.

-Na żadne – odparł, patrząc na swoje kolana i drapiąc się w kark.

- Żadne? – powtórzyła. – Zdawało mi się, że brałeś…

Wciął jej się w zdanie, zanim skończyła.

- Taa, ale kto właściwie potrzebuje studiów? Jest tyle ważnych rzeczy do zrobienia ze swoim czasem, zamiast zaśmiecania mózgu nieistotnymi faktami. – Znów posłał jej uśmieszek.

-Hmm, cóż – zaczęła, nie będąc pewna, jak zareagować na to co powiedział. – Co to za ważne rzeczy?

-Pokazy ciężarówek.

Trish się zaśmiała, ale przestała, gdy zobaczyła jego poważną twarz. – Mówisz serio?

Skinął i wstał, idąc na skraj łodzi, stawiając stopy na jej krawędzi. Odwrócił się twarzą do Trish.

-A po zlocie ciężarówek, co będziesz robił? – zapytała.

Nie odpowiedział, w zamian skacząc i ochlapując je zimną, orzeźwiającą wodą.

-Zdaje się, że ignorujesz moje pytanie – powiedziała Trish, gdy tylko głowa Keitha znalazła się nad powierzchnią.

-Doprawdy? – zapytał niewinnie.

-Więc jakie masz plany po zlocie ciężarówek?

Jego rozbawiona twarz zmieniła się w poważną. – Naprawdę nie chcesz tego wiedzieć.

-Pan Tajemniczy co? – powiedziała Trish, nie dostrzegając jego zmiany nastroju.

Natalie wstała nagle.

-Keith, wystarczy! Nie chcę tego więcej słuchać!

-Więcej czego? – zażartował, chociaż wiedział dokładnie, o co jej chodzi.

-Wiesz czego – powiedziała chłodnym tonem.

Uśmiech na jego twarzy zamarł na jej głos. Zmienił ton z żartobliwego na cichy i gładki.

-Partnerko, nie złość się. Przepraszam.

Trish przyglądała się smutnej twarzy Natalie, ale ona tego nie zauważyła.

-Co jest? – zapytała Trish. Natalie nie odpowiedziała, tylko patrzyła smutno, jak Keith odływa od łodzi. Tyłem do niej.

Kiedy chwilę później wyszedł, przyciągnął ją do siebie i wyszeptał do ucha – Przepraszam.

Moczył ją, ale miała to gdzieś, objęła go ramionami, trzymając blisko. Chwilę później odsunął ją od siebie i założył jej kosmyk włosów za ucho. Przyciągnął ich głowy do siebie blisko, by zetknęli się czołami. Byli w swoim własnym świecie i Natalie nie chciała z niego wychodzić.

-Po prostu już o tym nie mów, ok.? – powiedziała.

-Nie będę – odparł, przytulając krótko i idąc pod daszek łodzi.

-Jest słodki – powiedziała Trish, nie przywołując sytuacji między nimi, której była świadkiem.

Natalie patrzyła na miejsce w którym przed chwilą zniknął. Poczuła w oczach łzy, miała nadzieję, że Trish ich nie widzi.

-Jest słodki – szepnęła. – Naprawdę jest.

-Wstajemy, wstajemy! Czas na lunch!

Natalie podniosła się, a ręcznik który okrywał ich przed słońcem, spadł obok. Spojrzała na Keitha. Leżał blisko niej na boku. Patrzyła jak jego pierś podnosi się i opada. Kilka sekund potem Robbie zawołał ich znowu.

-Czas na lunch!

Musiała go obudzić, delikatnie potrząsnęła nim, uważając by go nie spłoszyć.

-Keith, obudź się.

Otworzył leniwie oczy.

-Co? – zapytał śpiąco, zasłaniając oczy przed słońcem by na nią spojrzeć.

-Czas na jedzenie – uśmiechnęła się.

Uśmiechnął się i pocałował ją w policzek zanim wstał i powiedział – Słodko.

Weszli pod pokład, gdzie wszyscy jedli. Natalie rozejrzała się i uśmiechnęła do Brooke i Travisa. Jedyną osobą, która z nimi w ogóle rozmawiała była Trish a Natalie miała nadzieję, że to się zmieni. Brooke musiała przywyknąć do faktu, że Keith był życiem Natalie – przynajmniej na razie.

-Idziemy popływać. Chcesz się przyłączyć? Potem możemy wskoczyć na kajaki – wspomniała Brooke, biorąc gryz kanapki z indykiem.

-Brzmi świetnie, prawda Keith? – zapytała Natalie i wzięła trochę chipsów. Uśmiechnął się do niej, podczas gdy robił sobie kanapkę.

-Idealnie – szepnął, oczy jaśniały mu czymś, co Natalie chciała brać za szczęście.

Czemu nie mogło tak po prostu zostać? Czemu musiał ją zostawić? Chciała go na zawsze, ale wiedziała, że nie mogłaby go mieć. Nie dostanie go.

W odróżnieniu do jej myśli, Natalie uśmiechnęła się. Teraz był z nią, to wszystko na co mogła mieć nadzieję. Mieć go, być z nim zanim się rozstaną. Na zawsze.

Jakiś czas spędzili na jedzeniu i pogawędkach. Chwilę później zrobiło się gorąco, więc wreszcie wszyscy poszli do wody.

-Skacz na bombę! – poleciła Brooke, kiedy Natalie stanęła stopami na krawędzi łodzi, gotowa do skoku. Zaśmiała się, zanim wreszcie skoczyła, kuląc się możliwie najbardziej przed wpadnięciem do wody. Wypłynęła kilka sekund później.

Minęła dopiero godzina odkąd poszli pływać, kiedy Natalie zauważyła, że Keith znacznie się zmęczył. Podpłynęła do niego i szepnęła do ucha – Wszystko gra?

Skinął, ale podpłynął do łodzi i wyszedł z wody.

-Tak, muszę tylko chwilę odpocząć. – Rozejrzał się, czy nie zwrócił na siebie niczyjej uwagi.

-Ok – powiedziała, wychodząc obok niego.

Popatrzyła na niego i oczy rozszerzyły się jej ze zdziwienia.

-Co to? – zapytała nagle spanikowanym głosem.

-Co? – zapytał, spoglądając na to, co wskazywała. Przyciągnął rękę, by przyjrzeć się bliżej,

-Ach, to – zaczął powoli. – Uderzyłem się o łódź.

Zaskoczenie wymalowało się na twarzy Natalie. – Kiedy? – zapytała, przejeżdżając delikatnie po szorstkim obtarciu.

-Zaraz po wskoczeniu do wody.

-Już się zasiniaczyło? – zapytała zszokowana.

Spojrzenie na jego twarzy się zmieniło.

-Szybko wychodzą siniaki, pamiętasz? – Rzucił jej porozumiewawcze spojrzenie.

-A tak, to jeden z objawów…

-Taa – powiedział szybko. Popatrzył w niebo, aż krzyk Brooke nie sprawił, że podskoczył.

- Natalie! – krzyknęła. Wtedy uświadomiła sobie, że to ją wołano. – Bierzcie kajaki i chodźcie pływać!

Natalie zachichotała, wstając. – Idziesz? – zapytała, spoglądając na Keitha, który także wstał. Pomógł jej przynieść dwa kajaki z wnętrza łodzi i wystawić do wody.

-Może ja pooglądam? – chrząknął. Natalie kiwnęła, wiedząc, że to jego sposób powiedzenia, że jest zbyt zmęczony by pływać.

-Idealnie – powiedziała i pocałowała go w usta, podczas, gdy inni usadawiali się w kajakach.

-Baw się dobrze – powiedział Keith.

-Będę – uśmiechnęła się, gdy ostrożnie usiadła za Trish w jednym z kajaków.

-Keith, nie idziesz? – zapytała Trish. – Jest dostatecznie dużo miejsca – powiedziała, wskazując na puste miejsce za Natalie.

Potrząsnął głową. – Niee, bawcie się dobrze. Ja popilnuję łodzi.

-Ok – odparła powoli. – Jeśli jesteś pewien.

-Jestem – puścił jej oko, zachowując pozory. – Do zobaczenia.

Pływali kajakami dobrą godzinę, zanim Trish i Natalie nie poczuły się zmęczone. Zaczęły powoli płynąć z powrotem do łodzi, jednak Robbie, Brian i Brooke postanowili jeszcze zostać i lepiej zwiedzić okolicę.

-Gdzie Keith? – zapytała Natalie, jak zbliżyły się do łodzi. Ramiona miała zmęczone od wioseł, ale kiedy nie dostrzegała nigdzie Keitha, zaczęła wiosłować szybciej. Serce zaczęło jej walić i zaczęła poruszać ramionami coraz bardziej nerwowo. W głowie pojawiły się jej okropne myśli. Co jeśli zachorował, a jej przy nim nie było? Co jeśli jej potrzebował, a ona była gdzie indziej?

-Natalie, nie trzeba się spieszyć. Keithowi nic nie jest – powiedziała Trish, próbując nadążyć za Natalie.

-Ale go nie widzę – odparła.

-To jeszcze nic nie znaczy – oznajmiła. – Mógł chcieć zejść ze słońca.

Natalie jednak nie myślała logicznie. Zaczęła zwiększać prędkość.

-Mógł się źle poczuć, mógł zemdleć, mógł…

-Keihowi nic nie jest, ok? – Trish spojrzała troskliwie przez ramię. – Zobacz, już jesteśmy.

Natalie przytaknęła, wyskoczyła z kajaka i ruszyła w stronę łodzi.

-Keith? - zawołała, wchodząc na pokład. Ani śladu po nim. – Keith, gdzie jesteś?

Cisza.

Oddychając ciężko, próbowała zachować spokój. Weszła szybko na pokład i wypuściła głębokie westchnienie ulgi, gdy zobaczyła jego śpiący kształt. Był tam cały i zdrowy, drzemał zwinięty w kulkę. Słońce świeciło prosto na niego i widziała, że jego skóra lekko się zaróżowiła. Wzięła ręcznik z podłogi i przykryła go, nie chcąc by się bardziej opalił.

Odwróciła się, chcąc pomóc Trish wyjąć kajaki na łódź i prawie na nią wpadła.

-O, hej. Nie słyszałam, że jesteś za mną. Pomóc ci z kajakami?

Trish uśmiechnęła się, rzuciwszy spojrzenie na śpiącego Keitha. Usiadła na jednym z miękkich taboretów.

-Już to zrobiłam.

-Mogłaś mi powiedzieć, pomogłabym.

-To nic takiego. W sumie, możemy pogadać? – zapytała.

-Jasne – odparła Natalie. – O…?

Nie rozumiała czemu Trish pyta o rozmowe, to sprawiało wrażenie poważnego. Trish wzruszyła ramionami i przyjrzała się śpiącemu Keithowi i jego poruszającej się równomiernie klatce piersiowej.

-Coś się dzieje – powiedziała.

Natalie zamarła zanim się opanowała i usiadła obok Keitha. Patrzyła na niego z minutę, potem przygnębiająco spojrzała na Trish.

-Co masz na myśli? – udała nie zainteresowaną.

- Z Keithem – Trish wskazała głową w jego kierunku.

-W jakim sensie? – udała zdziwienie.

Trish przysunęła się nieco bliżej. – Wiem, że nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami ani nic i pewnie Brooke wszystko wie, ale…

-Brooke nic o niczym nie wie – oznajmiła Natalie z nutą gniewu w głosie.

-Serio?

-Taa. Miała wystarczająco duży problem, by zaakceptować, że ja i Keith się…

-…spotykacie? – podpowiedziała Trish z uśmiechem.

Natalie zaśmiała się smutno. – Właśnie.

- Więc jest z nim coś nie tak? Czy tylko po prostu kiepsko dziś czuje?

Natalie spojrzała na jezioro i szepnęła.

-Skąd wiesz? Czemu myślisz, że jest z nim coś nie tak?

-To takie małe rzeczy – wzruszyła ramionami. – Na przykład, to jak dużo śpi, jak mało je, jak szybko zmęczył się pływaniem. Z początku myślałam, że ma kiepski dzień. Ale potem przypomniałam sobie rozmowę o tym, co będzie robił zamiast pójścia na studia i ty się tak zezłościłaś. A to nie miało sensu. Cofnęłam się myślami do szkoły i dni, w których wydawał się być… sama nie wiem… po prostu chory. Myślę, że opuszczał wiele dni albo wcześniej wychodził… O, cholera! Natalie, nie płacz.

-Przepraszam, nie mogę się powstrzymać – załkała.

-Cholera, mam rację, prawda?

– Jest chory, naprawdę chory. - Skinęła smutno.

Poczuła się lepiej, gdy wreszcie to z siebie wyrzuciła. Nikomu o tym nie powiedziała, nawet swoim rodzicom. Oni to byli co innego, nic o nim nie wiedzieli. Jaki był sens mówienia im? Czy komukolwiek w ogóle?

-Wyzdrowieje? – zapytała Trish ze strachem.

-Nie. – Potrząsnęła głową.

-Co mu jest? – zapytała Trish, jej oczy zaszły łzami.

-Białaczka. Nie rozmawiam z nim o tym zbyt wiele, ale najwyraźniej chemioterapia nie zadziałała. W sumie nie jestem pewna nawet czy to prawda. Nie znam całej historii. Ja.. po prostu nie wiem.

-Brooke naprawdę nie wie?

-Nie i proszę nic jej nie mów.

-Czemu? Ona by to zrozumiała, Natalie.

-Nie chcę by go nagle zaczęła lubić, bo dowiedziała się o jego chorobie. Chcę by polubiła go, bo polubiła jego. On jest tylko… - Westchnęła. – Jest po prostu niezrozumiany.

-A czy my wszyscy tacy nie jesteśmy? – Trish posłała jej uśmiech.

-Jesteśmy – zgodziła się Natalie.

Rozmawiały przez godzinę, zanim Trish zaczęła robić wczesny obiad. Musieli wracać po jedzeniu, została im długa droga powrotna. Natalie wciąż patrzyła na śpiącego Keitha, ścierając kilka łez, które popłynęły po jej twarzy. Wstając, zabrała z niego ręcznik, którym przykryła go wcześniej. Położyła się obok, na małym kawałku miejsca, który zostawił. Ułożyła się na boku twarzą do niego i objęła go. Leżała tak chwilę, obserwując jak oddycha i czując ciepło bijące od niego, ogrzewające ją.

Czuła się tak na miejscu. Obok niego. Nie wiedziała ile tak leżeli dopóki Keith nie otworzył oczu. Widząc, że się budzi, ścisnęła go mocniej, chcąc zachować jego ciepło na zawsze.

-Hej – szepnął śpiącym głosem. Okręcił nieco głowę, by na nią zerknąć.

Poczuła, jak łzy zamazują jej widok. – Kocham cię – wyszeptała, ściskając go. Musiała to powiedzieć. Musiała.

Odwrócił od niej, mrugając szybko kilka razy. Jego oczy poruszały się bezwiednie, jakby próbował coś rozważyć, ale nagle popatrzył znów na nią.

-Wiem, Partnerko – westchnął. – Wiem.

Była pewna, że chciał jej powiedzieć to samo. Chciał jej powiedzieć, że ją kocha, ale…nie mógł. Powiedzenie tego oznaczałoby coś, czego nie mógł jej dać.

Siebie. Dla niej. Na zawsze.