Rozdział 3
Żegnaj, moja kochana
Minął tydzień od wyprawy na łódź i Natalie starała się spędzać z Keithem tak dużo czasu, jak to tylko możliwe. Chociaż rzeczywistość zaczynała się kompletować. Wyglądało na to, że z każdym dniem, gdy do niego przyjeżdżała, wyglądał coraz…gorzej. Choroba zaczęła się robić bardziej agresywna, a Keith przestał być w stanie ukrywać jej objawy. Natalie to nie przeszkadzało. Zrozumiała, że starał się żyć możliwie najnormalniej, zanim przestanie móc żyć w ogóle.
-Natalie, telefon! – krzyknęła jej mama Caroline.
Podniosła się z krzesła przy swoim biurku. Naprawiała właśnie gaźnik, który Keith zostawił jej kilka miesięcy wcześniej. Nie było trudno złożyć tego w całość, ale było mnóstwo małych części, które czyniły z niego pochłaniacz czasu.
-Ok. – odkrzyknęła, biorąc z biurka telefon i rzucając się na łóżko, odebrała. – Słucham?
-Możesz przyjechać?
-Keith, co tam? – powiedziała, rozpoznając natychmiast jego głos. – Myślałam, że to ty przyjedziesz tu za godzinę.
-Taa, cóż.. Myślisz, że zamiast tego możesz przyjechać?
-Jasne, ale myślałam, że idziemy na film. – Zrobiła zdziwioną minę.
-Może jakiś wypożyczymy? – zaproponował.
-Czemu?
-Nie lubisz wypożyczanych filmów? – zapytał. – Masz coś przeciwko wypożyczanym filmom?
-Nic nie mam do wypożyczanych filmów, Keith. – Przewróciła oczami. Starała się ograniczyć irytację do minimum.
-Dobrze. Więc może pojedziesz do wypożyczalni, coś wybierzesz i przyjedziesz do mnie?
-Czemu nagle zmieniłeś zdanie co do pójścia do kina?
Usłyszała, jak po drugiej stronie Keith głośno westchnął. – Nie chce mi się, ok? Więc możesz to zrobić?
Wiedziała, że próbował jej nie powiedzieć, że nie czuje się dziś dobrze, więc przytaknęła.
-Dobra, będę niedługo.
-Nie zapomnij lodów – powiedział jeszcze Keith i rozłączył się.
-Przywiozłaś lody? – zapytał Keith, kiedy otworzył drzwi, zanim Natalie zdążyła nawet zapukać. Miał na sobie niebiesko-czerwone spodnie od piżamy z dziurą na lewym kolanie i dziurawy, stary zwykły biały podkoszulek.
Natalie podniosła sklepową torbę.
– Co to w ogóle dzisiaj za fascynacja lodami?
Wzruszył ramionami i wziął od niej torbę.
–Miałem na nie ochotę. – Zachichotał. – Dzięki, że mi przywiozłaś. – Pocałował ją w usta, po czym otworzył torbę i popatrzył, jakie lody kupiła.
-Żaden problem. Nie wiedziałam, jaki chciałeś film, więc wybrałam kilka.
-Cudownie – powiedział i zniknął w kuchni. Wyjął dwie miseczki i zaczął wypełniać je czekoladowymi lodami.
Wrócił chwilę później, niosąc dwie miseczki i idąc do kanapy. Natalie nie kłopotała się mówieniem mu, że nie ma mowy, by zjadła całe lody, które jej nałożył. Gdy patrzyła, jak siada na kanapie, zauważyła, że była na niej kołdra, a także jakieś gazety a na stoliku obok leżały lekarstwa. Wyglądało na to, że odpoczywał tu od dłuższego czasu.
-Nie czujesz się dziś dobrze? – zapytała, gdy wybierał film, który chciał obejrzeć. Dostrzegła rumieniec na jego policzku i nie odpowiedział. Zamiast tego pokazał jej film „Terminator" – Dobry wybór – dodała.
Podeszła i wzięła pilota od DVD. Ułożyła się na kanapie obok niego i poczuła bijące od niego ciepło.
-Jesteś naprawdę ciepły – zauważyła, próbując przyłożyć mu dłoń do czoła.
Odsunął ją zanim poczuła właściwą temperaturę.
-Wiem – powiedział, lekko zirytowany. – Wszystko dobrze.
-Jesteś pewny?
-Możemy po prostu oglądać film? – zaprzeczył, biorąc od niej pilota i wciskając „play".
-Dobra.
Odwrócił się, by na nią spojrzeć przepraszającym wzrokiem.
–Po prostu nie chcę o tym gadać, ok? Nie lubię o tym gadać.
-W porządku, nie ma problemu – skinęła w zrozumieniu.
Wszystko szło dobrze aż do końca drugiego filmu, kiedy zauważyła, że Keith zaczął się inaczej zachowywać. Nie mógł znaleźć wygodnej pozycji, opierał głowę na ręce i było mu zbyt zimno lub zbyt gorąco.
W końcu nie mogła już patrzeć jak się męczy. Musiała mu jakoś pomóc. Zwróciła całą swoją uwagę na niego.
– Wszystko dobrze? – zapytała, przeszywając go wzrokiem.
Wzruszył ramionami i położył głowę na oparciu kanapy.
– Źle się czuję – przyznał wreszcie, wyglądając na zawstydzonego.
-Gorzej niż wcześniej? – zapytała.
Chrząknął, jakby nie chciał o tym rozmawiać, jednak niechętnie odparł – Taa. Tak sądzę. Mam naprawdę paskudny ból głowy. – Przyłożył dłonie do czoła i pomasował skronie palcami, próbując pozbyć się bólu.
-Przynieść ci coś? Leki? Wodę? Lód na głowę?
-Nic mi nie trzeba. – Potrząsnął głową, krzywiąc się.
-Powinieneś chociaż napić się wody – nalegała.
Zamknął oczy, kładąc głowę na poduszkę.
-Ok.
Natalie podejrzewała, że zgodził się, by przestała nalegać. Przyniosła z kuchni szklankę wody, wkładając do niej słomę, by ułatwić mu picie. Podeszła do niego i zobaczyła jak przełyka ślinę zanim usiadł.
-Która godzina? – zapytał.
-Koło ósmej, czemu pytasz?
Wzruszył ramionami. – Byłem ciekaw. Niedługo powinien być tata.
Jego wypowiedź wystraszyła Natalie. Jak bardzo naprawdę źle się czuł? Nie mógł jej powiedzieć, co było nie tak, żeby mu mogła pomóc?
-W porządku – odparła, nie będąc pewną co powinna powiedzieć i zrobić.
-Możesz włączyć następny film – powiedział, odstawiając pustą szklankę po wodzie na stolik i zmieniając pozycję, by widzieć telewizor.
Włożyła kolejny film do odtwarzacza i usiadła obok Keitha. Oparł się o nią. Próbowała skupić uwagę na filmie, ale nie mogła się skoncentrować. Jej myśli i uwaga wracały do Keitha, więc kiedy mogła walczyła z ciągłym spoglądaniem na niego. W końcu zmienił pozycję, kładąc głowę na poduszce i zasnął chwilę potem.
Kiedy leciały napisy końcowe, otworzyły się drzwi wejściowe i cicho wszedł ojciec Keitha.
-Zasnął? – zapytał, zerkając na śpiącego syna. Odłożył teczkę obok drzwi, zanim do nich poszedł.
-Jakąś godzinę temu – przytaknęła.
Pan Zatterstrom podszedł do Keitha, przyłożył mu dłoń do czoła i z głośnym westchnieniem lekko nim potrząsnął.
-Keith, obudź się.
Otworzył powoli oczy. – Źle się czuję – powiedział żałośnie, jak tylko zobaczył tatę. Natalie nie była pewna, czy w ogóle pamiętał o jej obecności.
-Wiem, Keith – odparł pan Zatterstrom smutno. – Chcesz spać znów na kanapie czy u siebie?
Natalie zrozumiała, że to dlatego na kanapie była kołdra i jego rzeczy leżące obok. Ostatnią noc spędził tutaj.
-U siebie – powiedział, siadając powoli. Spojrzał na Natalie. – Przepraszam, Partnerko.
-Nie szkodzi – szepnęła. Miała nadzieje, że nie dostrzegł łez w jej oczach.
Zanim pan Zatterstrom pomógł mu wstać, podeszła i pocałowała go. – Śpij dobrze, Keith – dodała.
Pan Zatterstrom wszedł do salonu chwilę później i usiadł obok Natalie.
-Jeszcze raz przeprasza – powiedział. – Jestem zaskoczony, że w ogóle mógł się zachowywać tak normalnie. Cały dzień się źle czuł.
-Taak, też to zauważyłam – powiedziała. – Mieliśmy iść do kina, ale chciał żebym przyjechała tu. Nie wyglądał za dobrze, ale nie powiedział co mu jest. W końcu przyznał, że się źle czuje, ale nie pozwolił sobie pomóc.
Pan Zatterstrom kiwnął w zrozumieniu.
–Wiem, jak to jest. Nie spał za wiele ostatniej nocy. Byłem na nogach przez prawie cały czas. Zrobiłem mu posłanie na kanapie i zdaje się, że na szczęście wreszcie przespał się kilka godzin.
-Co się dzieje? – zapytała. Ciekawość wzięła górę.
-To co zwykle, ból głowy, gorączka.
Natalie zamarła. – Dziękuję, że mogłam z nim pobyć. – Wstała by pozbierać płyty.
-Nie, to ja dziękuję – odparł.
Kiedy wszystko zebrała, stanęła przy wyjściowych drzwiach.
-Dobrze wiedzieć, że Keith nie jest już sam cały czas. Czuję się lepiej, kiedy wiem, że ma kogoś..
Poczuła, jak łzy wzbierają w jej oczach i zamazują widok, więc spojrzała w dół by ich nie dostrzegł.
-On jest wspaniały, panie Zatterstrom – szepnęła.
-Mów mi Henry, proszę.
-Henry. – Posłała mu łzawy uśmiech. – Chciałabym.. Nie wiem.. Żebyśmy mieli więcej czasu.
-Wiem – zgodził się. Patrzył na nią przez kilka chwil, zanim dodał. – Kochasz go, prawda? – zmarszczył brwi.
-Tak, kocham go. Bardziej niż cokolwiek. Tyko on.. Nie jestem pewna, czy kocha mnie.
Henry położył ręce na jej ramionach, upewniając się, że spojrzy mu prosto w oczy.
-Możesz mi wierzyć Natalie, on cię pokochał. Keith cię kocha.
-Ale.. jak możesz być taki pewny? Nigdy tego nie mówi, nie że powinno to coś znaczyć, ale znaczy. Przynajmniej dla mnie – odparła.
-Natalie, musisz zrozumieć, że to dla niego trudne. Wiem, że to też trudne dla ciebie. Ale powiedzenie tego, że cię kocha, dla niego, oznaczałoby tylko więcej rzeczywistości, z którą nie chce się zmierzyć.
-Wiem, rozumiem to. Naprawdę. To po prostu trudne, naprawdę trudne. – Jej głos się załamał.
Uśmiechnął się smutno i otworzył jej drzwi. – Wiem. Karzę mu zadzwonić do ciebie jutro, dobrze?
- Dzięki. Dobranoc. – Uśmiechnęła sie i poszła do auta, zamykając za sobą drzwi. W końcu kiedy się w nim znalazła, łzy popłynęły strumieniem.
Nie mogła go stracić. Po prostu nie mogła.
Kiedy ranek następnego dnia nadszedł i minął, Natalie nie dostała znaku od Keitha. Z początku sądziła, że wciąż śpi, ale potem zaczęła się martwić. Chciała zadzwonić, ale nie chciała przeszkadzać, szczególnie jeśli wciąż spał i źle się czuł.
Po jej rozmowie z Henrym ostatniej nocy, czuła się jakby ktoś wyjął jej serce i nie włożył z powrotem na miejsce. Czuła jakby straciła kawałek siebie i to bolało tak bardzo. Ból, którego nigdy nie doświadczyła. Momentami wydawało jej się, że więcej tego nie zniesie, a jedyne co może robić to myśleć. Leżeć w łóżku i myśleć o Keithie, myśleć o jej życiu bez niego.
Około drugiej po południu ktoś zapukał do drzwi i nie czekając na odpowiedź, otworzył. To był jej brat, zwyczajowy uśmieszek malował mu się na ustach.
-Daj mi spokój – mruknęła, nakrywając głowę kołdrą.
Odkrył ją, rzucając zdziwione spojrzenie.
–Hej, Nats – zaczął. – Eee.. dzwonił telefon – dodał, gdy się nie poruszyła i nic nie powiedziała.
Nie podniosła nawet głowy z poduszki, wyciągnęła tylko rękę, by brat dał jej słuchawkę.
-Słucham? – zapytała cicho, głosem ochrypłym od nieużywania.
-Natalie? – zapytał głos. Wydawał się być zmęczony i smutny.
-Tak, kto mówi? – Głos brzmiał znajomo, ale nie mogła go skojarzyć.
Usłyszała westchnienie po drugiej stronie, gdy głos odparł – Tu Henry, tata Keitha.
Natalie usiadła szybciej, niż sądziła, że to możliwe, co sprawiło, że poczuła zawrót głowy.
-O mój Boże. Co-co się stało? Czy on..?
-Nic mu nie jest. Chciałem tylko, byś wiedziała, że zabrałem go do szpitala tej nocy.
Poczuła jak jej serce przyspiesza i nie mogła złapać oddechu. Łzy zaczęły zasłaniać widok.
-Czemu? – szepnęła.
-Znalazłem go w nocy w kuchni. Miał zawroty, trząsł sie i miał gorączkę. Chciałem go zabrać do łóżka, ale kiedy wstał, zemdlał. Już jest w domu i teraz śpi. Będzie z nim wszystko dobrze przez kilka dni.
Słuchała Henrego, opowiadającego jej historię. Musiał wiedzieć, że i tak nalegałaby, by wyjawił jej każdy szczegół.
-Czy… czy wiedzą co się stało? – zapytała, ręce jej się trzęsły i nie mogła ich powstrzymać.
-Nie bardzo. To mogło być mnóstwo rzeczy. Rak obniża twój system odporności, więc mógł się przeziębić czy cokolwiek. Tak naprawdę nie wiedzą. Dali mu kroplówkę z jakimiś odżywkami i teraz musi odpocząć.
-Przyjadę – powiedziała, nawet nie pytając.
Po drugiej stronie nastała długa cisza. –Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł, Natalie.
-Muszę go zobaczyć! – syknęła. Nie było możliwości, żeby ktoś ją przed tym powstrzymał.
-On po prostu…
-Przyjeżdżam.
Pojawiła się w u Keitha w rekordowym czasie. Wyszła z domu, zostawiając rodzinę, która patrzyła na nią niedowierzająco. Nie mieli pojęcia czemu się tak zachowuje; była cicha, smutna i wycofana. Nikomu jeszcze nie powiedziała, co się z nią dzieje, oprócz Trish, która dotrzymywała obietnicy i nikomu nie powiedziała… Przynajmniej z tego co było jej wiadomo.
Ciężko było powiedzieć rodzicom i znajomym, że znalazła kogoś, ale ten ktoś niedługo odejdzie. A może była w niej taka część, która nie chciała mówić nikomu o Keithie, bo kiedy wreszcie odejdzie nie będzie to takie straszne. Im mniej ludzi wiedziało o nim, tym mniej później mogło przywołać go w rozmowie. Wtedy może byłoby jej łatwiej ruszyć dalej. W głębi siebie tak naprawdę wiedziała, że to się nigdy nie stanie – nigdy nie będzie mogła ruszyć dalej. To wydawało się niemożliwe.
Zaparkowała obok żółtej ciężarówki Keitha i spojrzała na nią tęsknie. Kiedyś tam, dawno, jechali w ich miejsce i rozmawiali o bzdurach. I o rzeczach które się liczyły. Wychodząc z auta, podeszła do drzwi, niepewna przed zapukaniem. Miała ogromną nadzieję, że zostanie wpuszczona lub chociaż będzie mogła zobaczyć go przez kilka sekund, upewnić się, że nic mu nie jest. Drzwi się otworzyły i Natalie wstrzymała oddech, widząc kto otworzył.
Keith.
Pierwszą rzeczą jaką zauważyła, to to, że źle wyglądał. Opierał się o drzwi i oczywistym było, że nie ma dostatecznej siły by nawet stać prosto. Był blady, spocony i widocznie się trząsł. Czy lekarze nie powinni mu pomóc? Wyglądał dokładnie tak samo, jak Henry go opisał.
Jednakże pomimo widocznego braku siły, gdy tylko zorientował się kto przyszedł, zamiast zmęczenia, zaczął od niego bić gniew.
-Co tutaj robisz? – zapytał głosem pełnym jadu.
-Przyszłam cię zobaczyć – odparła. – Zobaczyć jak się czujesz.
-Nic się nie dzieje. Czemu myślisz, że coś mi jest? Wszystko dobrze. – Nawet po głosie można było powiedzieć, że kłamie. Oczywiście, nikt kto na niego spojrzał nie powiedziałby, że wszystko z nim dobrze.
-Cóż.. dostałam telefon…
Keith fuknął i przeciągnął drżącą dłonią po włosach, przerywając jej.
-Założę się, że od mojego taty. Po prostu cudownie. Nie było powodu, żeby do ciebie dzwonił, doprawdy. Oboje wszystko bierzecie o wiele zbyt serio.
-Keith, on tylko chciał żebym wiedziała, co się stało. Ostatniej nocy zemdlałeś. Byłeś w szpitalu. To chyba dość poważne. Myślę, że mam prawo wiedzieć.
-To moje sprawy, Natalie. Naprawdę myślę, że powinnaś już iść. O, i wiesz co? Myślę, że będzie lepiej jeśli nigdy nie wrócisz. Mam zbyt wiele rzeczy na głowie, byś jeszcze się przypadkowo pojawiała w moim domu.
-Nie zaczynaj znów tego gówna, Keith. Co to ma być? Scena Odpychania Ludzi? To właśnie robisz? Myślałam, że mieliśmy porozumienie.
Czemu nagle się tak zachowywał? Wszystko było dobrze do wczoraj; czemu teraz nagle ją odpycha? Myślała, że się zrozumieli na lotnisku, kilka tygodni temu. Powiedziała, że zostaje z nim, zanim jej nie opuści.
Zmarszczył brwi. – Nie rozumiesz niczego z mojej sytuacji, Natalie.
Poczuła łzę spływającą po policzku, gdy usłyszała chłód jego głosu.
-Pomóż mi zrozumieć.
Potrząsnął głową, z maską gniewu na twarzy.
-Nie mogę. A teraz, żegnam – powiedział, zanim zatrzasnął drzwi. Zostawiając Natalie stojącą tam samą i zdezorientowaną.
Potrząsnęła głową w naporze smutku. Teraz kiedy chorował bardziej, zaczął ją odpychać – to było jedyne wyjaśnienie, jakie przychodziło jej do głowy. Bał się; rzeczywistość zaczęła nadchodzić, a on nie umiał jej udźwignąć.
Musiała go znów zobaczyć; nie miała zamiaru się na to godzić, więc zapukała głośno do drzwi.
-Keith. Keith! Otwórz! Nie rób tego! – krzyczała, waląc w drzwi i naciskając, choć było zamknięte. – Keith – jej głos znacznie osłabł – proszę.
Stała tak przez kilka minut, nie wiedząc co zrobić. Przynajmniej mogła go zobaczyć, zobaczyć że wciąż żyje. Ale to nie wystarczyło. Chciała chociaż porozmawiać z nim przez chwilę, po prostu z nim pobyć. Potrząsając głową ponuro, odwróciła się, by wrócić do auta. Przyjedzie później i spróbuje z nim porozmawiać, kiedy odpocznie i ochłonie.
-Natalie, zatrzymaj się - okręciła się, zaskoczona głosem. Henry stał w drzwiach wejściowych i przywoływał ją gestem.
-Hmm…tak?
-Możesz wejść. Keith ma bardzo zły dzień. Powinienem mu powiedzieć, że przyjedziesz. Chodź – ponaglił. Spojrzała między swoje auto a dom Zatterstromów.
Skinęła powoli, oblizując wyschnięte usta.
– No dobra… - powiedziała cicho. Weszła do ich małego domu i podążyła za panem Zatterstromem do pokoju Keitha.
-Jest w łóżku. Możesz wejść spróbować z nim porozmawiać. Myślę, że przemówiłem do niego trochę.
-Jesteś pewien, że… - Zadzwonił telefon, przerywając jej.
-Idź – wskazał. – Muszę to odebrać.
Skinęła powoli i położyła drżącą rękę na klamce pokoju. Otworzyła powoli drzwi, ostrożnie by go nie przestraszyć. Jednakże, gdy weszła leżał w łóżku, drzemiąc. Podeszła bliżej i uklękła obok łóżka, przyglądając się jego śpiącemu kształtowi.
-Boże, Keith – szepnęła. – Czemu musisz to robić? Po co? Chce tu być, wiesz przecież. Nie odpychaj mnie, proszę. – Odsunęła wilgotny kosmyk jego włosów i pocałowała go w czoło, zanim wyszła z pokoju. –Wrócę później. Czy tego chcesz, czy nie.
Wyszła, idąc do salonu, gdzie był pan Zatterstrom, jednakże zatrzymała się, gdy usłyszała go, jak próbuje cicho krzyczeć w słuchawkę.
-Mike, nie mogę dziś przyjść. Mówiłem ci już. Mój syn zemdlał dziś w nocy. Musiałem go zawieźć do szpitala. Jest z nim kiepsko. Nie mogę go tu samego zostawić.
Był przez chwilę cicho, osoba po drugiej stronie najwyraźniej coś mówiła, ale nie były to raczej dobre wieści, bo nawet stamtąd gdzie stała, słyszała Henrego jak wzdycha co jakiś czas.
-Wiem. Wiem. Potrzebuję pieniędzy. Ale na litość boską, mój syn umiera a pieprzysz o pracy, którą trzeba zrobić?
Cisza.
-Taa, jasne. Jeśli chcę zatrzymać pracę, muszę przyjechać. Wiem. Żegnam.
Serce Natalie przyspieszyło, kiedy weszła do salonu, udając że nie słyszała rozmowy.
-Śpi – zaczęła szybko. – Nie chciałam go budzić.
Widziała jak tato Keitha odwraca się na jej głos i próbuje się uśmiechnąć, ale widziała, jak bardzo wymuszony był to uśmiech.
-Tak, ten dzieciak jest naprawdę szybki w zasypianiu.
-Myślisz, że miałby coś przeciw, gdybym wróciła później? Wiem, że nie był zbyt zadowolony, że mnie widział, ale bardzo chciałabym z nim porozmawiać. Myślisz, że mogłabym przyjechać? - zapytała w pośpiechu.
-Możesz tu wrócić kiedy zechcesz – powiedział z nikłym uśmiechem. Słyszała smutek w jego głosie.
-Dziękuję.
Minęła go by wyjść. Wydawało jej się, że chciał coś powiedzieć, ale nie miała pojęcia co.
-Pa – powiedziała i ruszyła w stronę auta, ale zanim doszła, wybiegł za nią na zewnątrz.
-Natalie – zaczął. – Naprawdę nie chcę o to prosić, ale mój szef powiedział, że jeśli nie przyjdę to mnie zwolni, a ja naprawdę nie chcę zostawiać Keitha samego. Myślisz, że mogłabyś zostać z nim? Czułbym się o wiele lepiej, wiedząc, że ktoś…
-Oczywiście, że zostanę. Zrobię to z przyjemnością – przerwała mu.
Chodziła uważnie wokół jego pokoju. Nie słyszała nic z wewnątrz od dobrych czterech godzin i zaczynała się martwić. Naprawdę mógł spać przez cały ten czas? To pewnie tylko jej wybujała wyobraźnia, ale bała się, że mógł znów zemdleć, czy coś. Najlepiej sprawdzić, prawda?
Zebrawszy odpowiednio dużo odwagi, cicho otworzyła drzwi i uważnie przekroczyła próg pokoju. Zasłony były zasłonięte, więc pokój był dostatecznie ciemny, by nie widziała czy śpi czy nie. Cichymi tip-topkami pokonała drogę do jego łóżka.
Wciąż spał, kołdrę miał naciągniętą na ramiona, a głowę schowaną między poduszkami. Oglądała jego pokój po raz pierwszy w życiu. Przypominał Keitha w każdy możliwy sposób. Były tam gazety o ciężarówkach, a na biurku leżała jakaś część, nad którą najwyraźniej właśnie pracował. Był tam bałagan, ale pasował do Keitha.
Przyglądała się pokojowi, serce jej waliło, gdy zaczęła rozpoznawać więcej rzeczy przypominającej jej o nich: pudełka otwartych i nieotwartych tic-taków, kilka kul do kręgli, które ułożył w rogu pokoju, i oczywiście Twinkies i kabanos, które przyniósł kiedyś na ich Scenę z Pikniku. Jednakże, najważniejszą rzeczą jaka przyciągała jej wzrok była jego kurtka – kurtka którą nosił, gdy spotkała go po raz pierwszy. W ich klasie chemicznej - klasie, która zmieniła jej życie. Przypomniała sobie pierwszą rzecz, jaką do niej powiedział.
Do tej pory nie kłamałem i nie mam zamiaru zacząć teraz.
Ale kłamał, prawda? Kłamał od samego początku. Okłamywał ją cały czas, nie chciał żeby cokolwiek wiedziała o jego życiu – wszystko było kłamstwem. Ale to było tylko to, o czym mógł kłamać zanim prawda nie wyszła na jaw. I to było dokładnie to, co musiało się stać. Rzecz jednak w tym, że powinna być zła, powinna się wściec, ale w rzeczywistości nie była, rozumiała, rozumiała prawie tyle co Keith. Nie chciał by się w to wszystko zamieszała. Ale w końcu dokładnie to się stało – zamieszali się w siebie nawzajem.
Pokochali się.
Poczuła, jak łzy rozmazują jej widok. Nie chciała myśleć, nie chciała myśleć jak jej życie się zmieni, gdy Keith ją opuści – nie chciała znów stać się osobą, którą była zanim go poznała. Chciała zostać tam, gdzie była – gdzie była całkowicie sobą; przy nim czuła się na miejscu. Nigdy się tak nie czuła; zadowolona, szczęśliwa, dopełniona – te uczucia były idealne. Ścierając z twarzy kilka łez, wzięła z krzesła jego kurtkę i przytuliła ją do twarzy. Wdychała jego zapach – zapach cynamonu i benzyny – zapach Keitha. Dla niej był idealny, bo należał do niego.
-Co tu robisz? – usłyszała zaspany aczkolwiek gniewny głos, który sprawił, że podskoczyła. Odsunęła szybko jego kurtkę od twarzy.
Spojrzała, siedział na łóżku, wciąż na wpół śpiący. Włosy miał w nieładzie, ale gniewnie się jej przyglądał.
-Hej, Keith – powiedziała cicho. Był wściekły, mogła to z łatwością stwierdzić.
-Sądziłem, że kazałem ci iść – patrzył prosto w jej oczy. To ją wystraszyło.
-Cóż, no t-tak, kazałeś, ale widzisz, twój tato musiał iść do pracy i nie chciał cię zostawiać samego. On-on poprosił mnie żebym została. Weszłam tu tylko, żeby sprawdzić, czy wszystko ok, spałeś cały dzień – to wszystko powiedziała pośpiesznie, próbując wszystko wyjaśnić zanim zacznie na nią krzyczeć.
-Nie potrzebuję pieprzonej niani! – krzyknął słabo. Mimo kruchości jego głosu, Natalie wyczuła w nim jad, który sprawił że się spięła i cofnęła o krok.
-Przepraszam, ale twój tato musiał iść do pracy. Musiał iść…
-Zawsze musi wyjść, co w tym nowego? – zapytał sarkastycznie, uciekając wzrokiem na swoje kolana.
-Cóż, przepraszam. Chciałam tylko z tobą pogadać, ale ty to tak strasznie utrudniasz. Zachowujesz się cholernie niedorzecznie! – wysyczała głośno.
Na te słowa Keith wyskoczył z lóżka, stając centralnie naprzeciw Natalie, oddychając ciężko i nieregularnie. Podchodząc jeszcze bliżej, o ile to w ogóle możliwe, z oczami jaśniejącymi gniewem, wyszeptał:
-Nie ja się zachowuję niedorzecznie, Natalie, tylko ty. Proszę, wyświadcz nam obojgu przysługę i się stąd wynieś!
Natalie wydawało się, że usłyszała lekkie załamanie jego głosu, ale nie mogła tego stwierdzić. Poczuła jak łza spływa jej po policzku, ale się nie ruszyła. Patrzyła w zielone oczy Keitha, szukając śladu emocji w jego twarzy, jakiegokolwiek cienia uczuć, które pokazały by jej, że dla niego to byłe tak samo trudne, jak dla niej.
Nic.
Szybko ocierając twarz z łez, Natalie skinęła w zrozumieniu. Chciała walczyć, ale nie miała zamiaru walczyć o niego, jeśli on nie miał zamiaru walczyć o nią…o nich i ten krótki czas, który im został.
-W porządku, jeśli tego właśnie chcesz, nie będę ci już przeszkadzać. Cóż, do… Żegnaj, Partnerze.
Opuściła jego pokój, właśnie przegapiając ten ślad emocji na jego twarzy, którego tak uparcie wcześniej szukała.
