Notka od tłumaczki: W związku z tym, że autorka tej opowieści zawsze daje jakieś notki na wstępie, też postanowiłam dodać kolejną. Chciałam tylko podziękować mojej jedynej obecnie Czytelniczce. Koanina! Dzięki, że jesteś... A przynajmniej mam nadzieję, że jeszcze tu jesteś ;) Spadłaś mi z nieba, bo właśnie miałam małe załamanie z tym tłumaczeniem! ;) Pozdrawiam i życzę miłej lektury.
Rozdział 5
Ucieczka
Siedziała przy stole. W rękach trzymała coś, co zdawało się być filiżanką zimnej herbaty. Podniosła wzrok by rozejrzeć się po okolicy. Wyglądało na to, że jest w kuchni Keitha. Ale czemu? Czemu tam była bez niego? Gdzie był on?
Kilka sekund później drzwi się otworzyły i weszło kilka osób z posępnymi twarzami.
-Co się stało? – zapytała ich, wstając z miejsca.
Ludzie spojrzeli na nią uważnie.
–Natalie, jak się masz? – zapytała jedna ze starszych pań. Wszystkie nosiły czerń. Skąd ta żałoba?
Jak się miała? No cóż, była skołowana. Chciała tylko znaleźć Keitha i wszystko byłoby dobrze.
-W-w porządku. Jestem trochę zagubiona. Gdzie jest Keith?
Starsza pani, która wcześniej ją pytała, teraz podeszła i wzięła Natalie delikatnie za rękę.
-Skarbie – przemówiła słodkim głosem – właśnie przyszliśmy z jego pogrzebu. Nie pamiętasz?
-Co? – powiedziała załamanym głosem.
-Pogrzeb, kochanie. Nie pamiętasz?
Potrząsnęła głową. To musiał być sen, bo Keith wciąż żył. Spojrzała na siebie i zobaczyła, że także ubrana jest w czarną sukienkę. Naprawdę przyszła z jego pogrzebu?
-Nie rozumiem. Keith nie może być…martwy. Kim jesteś? – zapytała ofensywnie.
-Jego babcią, kochanie.
Dwie inne kobiety zaczęły rzucać Natalie współczujące spojrzenia, które sprawiły, że jej gardło się ścisnęło.
-Nie jest martwy. Nie może być – wyszeptała, z oczami pełnymi łez.
-Przykro nam, kochanie. Wiemy, że Keith mocno cię kochał. Nie – nie chciał cię zostawiać, ale Bóg miał dla niego inne plany – powiedziała spokojnie babcia Keitha.
-Cóż, może powinien je zmienić! Nie powinien go zabierać! – Czy to się działo naprawdę? Keith naprawdę odszedł? Czy to możliwe, żeby nie pamiętała jego umierania? Ale one twierdzą, że jest martwy.
Że odszedł. Umarł.
Kobiety wymieniły między sobą spojrzenia, po czym babcia Keitha szybko wyszła. Natalie usiadła z głową pełną pędzących myśli. Cała się trzęsła i miała ściśnięte gardło.
Czy to normalne? Zapomnieć, że umarł? To jakaś część żałoby? Drzwi kuchni znów się otworzyły, przerywając potok jej myśli. Rozpoznała tę twarz natychmiast – ojciec Keitha, Henry.
-Hej, Natalie. Słyszałem, ze jesteś zdenerwowana – powiedział gładko.
-Zdenerwowana? Jestem tylko skołowana. One – wskazała na trzy kobiety, jej głos był pełen złości – próbują mi wmówić, że Keith nie żyje.
Ból przeszył twarz Henrego i w tym momencie Natalie zrozumiała, że to prawda. Wiedziała, że Keith umarł.
-Keith umarł, prawda? Odszedł? – Zamrugała gwałtownie. – Zostawił mnie.
Otworzyła oczy. Serce waliło jej w piersi. Najpierw kilka sekund zajęło jej ustalenie, gdzie była.
Była wciąż u Keitha.
Leżała nieruchomo przez minutę, nawet nie oddychając. Uspokajała się, choć miliony myśli krążyły jej w głowie. To musiał być sen. Koszmar. Czemu wciąż je miewała? Wiedziała, że to koszmary, ale czemu wciąż wydawały się takie prawdziwe? Czemu wciąż myślała, że to dzieje się naprawdę? Przewróciła się na bok i wypuściła powietrze z płuc. Keith wciąż tu był.
Był tam, gdzie powinien. Z nią.
Wtedy coś przyszło jej do głowy.
-O mój Boże – wyszeptała gorączkowo, szybko się podnosząc.
Nie miała na sobie żadnych ubrań. Zawstydzona, ściągnęła z Keitha kołdrę i przykryła się nią. Spojrzawszy na niego zauważyła, że koc który go okrywał zatrzymał się tuż pod jego talią. Stąd wiedziała, że on również jest nagi. Usiadła na chwilę owinąwszy się kołdrą, zanim nie spojrzała na zegarek. Wskazywał ósmą rano. Ta godzina sprawiła, że jej serce nieco przyspieszyło. Szybko odwróciła się do Keitha i potrząsnęła nim, by go zbudzić.
-Keith, Keith. Wstawaj – wyszeptała gorączkowo.
Jak mogli być tacy nieostrożni? Henry pewnie już wrócił do domu z pracy. Co jeśli wszedł tu, by sprawdzić, co u syna i zastał ją w jego łóżku? I do tego zupełnie nagą?
-Idź sobie – mruknął, strząsając jej rękę.
-Nie, Keith, przestań. Musisz się obudzić – znów nim potrząsnęła. Naciągnął na głowę koc, zaczynając się irytować.
-Zostaw mnie – mruknął znów. Było bardzo wcześnie, ale były też bardziej naglące rzeczy.
Zaczynając się denerwować, Natalie wstała, owijając się szczelniej kołdrą. Gdy wyszła z łóżka, ściągnęła koc z Keitha.
– Wstawaj!
Na tę nagłą utratę koca, Keith natychmiast usiadł, w pełni świadomy, że nic na sobie nie ma.
–Hej, oddawaj to – zaskomlił, próbując odebrać jej koc, ale odsunęła się dostatecznie daleko.
-Wiedziałam, że cię to obudzi – zaśmiała się, ale nagle wróciła do niej powaga, która przypomniała po co tak gorączkowo próbowała go obudzić. – Keith, twój tato. Myślę, że jest w domu albo niedługo wróci.
Keith wywrócił oczami.
–No i co? – zapytał, wyrywając Natalie koc i przykrywając się nim ponownie.
Przez chwilę patrzyła z niedowierzaniem.
– Keith, jeśli nie zauważyłeś, oboje jesteśmy nadzy! – przypomniała mu, ale jedyne co zrobił to rzucił jej chytre spojrzenie i walnął się z powrotem na plecy, chichocząc cicho. Położył sobie ręce pod głowę, a oczy wprost jaśniały mu rozbawieniem. Jego obojętna postawa wkurzyła Natalie. Fuknęła ze złości.
-Oh, kurczę, z rana jesteś urocza – dodał chwilę później, obserwując jej wściekłość.
-To. Nie. Jest. Zabawne – syknęła, podkreślając każe słowo. Przytrzymując kołdrę jedną ręką, drugą wzięła poduszkę i go walnęła, ale tylko sprawiła, że uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Znów go uderzyła, ale nawet się nie skrzywił, po prostu głośno się zaśmiał.
-Kurde, z rana jesteś też zadziorna – skomentował. – Nawet mi się to podoba… - Kolejny cios, ale tym razem złapał poduszkę, zanim Natalie ją zabrała.
-Keith, przestań – zażądała, a on zachichotał. – Oddawaj.
Potrząsnął głową.
– Natalie, nie martw się. Jestem przekonany, że mój tato nawet nie pomyślał, by tu zajrzeć. – W jego wzroku panowała już powaga.
Natalie nie była jednak przekonana.
– Skąd wiesz? On-on…
-Twoje auto zaparkowane na podjeździe; nie ma cię nigdzie indziej w domu…? Serio, Natalie, mój tato nie jest głupi.
Przytaknęła, ale zaraz inna myśl przebiegła jej przez głowę.
– Mój Boże. Co on sobie pomyśli? Ja- ja muszę iść. Może jeszcze nie przyjechał. Wyślizgnę się…
Keith znów zachichotał, irytując ją tym do granic wytrzymałości. Jego kompletny brak powagi doprowadzał ją do furii.
-Partnerko, wyluzuj i chodź tutaj. Tak słodko teraz wyglądasz… Co myślisz o tym, żeby sprawdzić jak długo mi zajmie ściągnięcie z ciebie tej kołdry?
-Keith – upomniała, próbując znów go uderzyć, ale nie trafiła. Zamiast tego złapał jej rękę i pociągnął na łóżko.
– To nie czas na… - Przerwał jej w pół zdania, skutecznie uciszając pocałunkiem. Wciągnął ją na siebie, kołdra opadła jej na biodra. Spłonęła rumieńcem, na co on chytrze się zaśmiał.
– Keith – powiedziała słabo. Próbowała okryć się kołdrą, ale przytrzymał ją mocniej.
-Hej, jeśli będziesz to dalej robić, zdejmę ją z ciebie całą.
Przestała walczyć i spojrzała na niego.
-Co w ogóle robisz tak wcześnie rano na nogach? – zapytał.
Delikatnie przebiegła palcami wzdłuż jego ramienia.
– Miałam… koszmar.
-Koszmar? Jaki? – zapytał zaciekawiony.
-Że… odszedłeś – wyszeptała, próbując nie rozpłakać się na to wspomnienie.
-Odszedłem?
-Tak – skinęła.
-Co przez to rozumiesz?
Wzruszyła ramionami.
– Byłeś… martwy. Nie rozumiem. – Pociągnęła nosem. – Wciąż je miewam. Koszmary o twojej śmierci, o tym że odchodzisz. Pewnego dnia te koszmary nie będą już koszmarami. Staną się rzeczywistością.
-Ciii… - powiedział łagodnie. – Nie pozwól by te głupie koszmary zawracały ci głowę, ok? Nie myśl o nich teraz. Jestem tutaj teraz, tak?
Skinęła.
– Masz rację. Teraz żyjesz. Jesteś ze mną.
- I tylko to się liczy – powiedział, zakładając jej kosmyk włosów za ucho. – Myślę, że naprawdę powinnaś częściej u mnie nocować. – Posłał jej uśmieszek.
-Czemu? – zaśmiała się.
-Bo wtedy mógłbym robić to – powiedział, po czym delikatnie przysunął jej usta do swoich.
Natalie poddała się temu, zapominając o wszystkim, oprócz Keitha i jego miękkich ust.
Słońce prześwitywało przez zasłony, sprawiając że Natalie zasłoniła oczy przed blaskiem. Odwróciła się by spojrzeć na zegarek. Przespali kolejne dwie godziny. Była prawie dziesiąta. Jej głowa spoczywała na piersi Keitha, a jego ramię ją obejmowało, sprawiając, że nie mogła się ruszyć. Nie chciała go budzić, ale nie miała innego wyjścia. I naprawdę nie chciała wychodzić z jego pokoju sama. To byłoby zbyt dziwne i zawstydzające.
Decydując, że pewnie byłby wdzięczny za bardziej odpowiednie obudzenie, delikatnie zdjęła z siebie jego rękę. Nie obudził się na to, tylko odwrócił w jej stronę, wydając z siebie pomruk niezadowolenia. Zaczęła przesuwać delikatnie palcami po jego barku, mając nadzieję, że to go powoli obudzi.
-Hej – szepnęła po paru minutach, by sprawdzić, czy się obudził. – Czas wstawać.
Musiała przyznać, że nie jest był poranną osobą.
-Hmmm…jest za wcześnie – mruknął, półśpiącym głosem.
Podniosła się by spojrzeć na jego twarz. Oczy wciąż miał zamknięte i wyglądało na to, że znów zasypiał. Pochyliła się i pocałowała go w skroń.
-Czas wstawać – powtórzyła, całując go znowu i wstając w celu lokalizacji swoich ubrań.
Odwrócił się na plecy; oczy miał ledwie uchylone, a i tak wyglądało, jakby wkładał w to całą siłę woli.
– Która godzina? – zapytał i wziął piżamę, by założyć ją na siebie.
-Dziesiąta.
Keith ziewnął.
– Jak się czujesz? – zapytała. Wyglądał na zadowolonego.
Wzruszył ramionami i przebiegł ręką po włosach. Spojrzał na Natalie, która czekała na odpowiedź.
– W porządku – westchnął w odpowiedzi.
-W porządku? – skomentowała.
To nie brzmiało zbyt dobrze. Chciała usłyszeć fantastycznie, świetnie, idealnie. Ale to nie było coś, co kiedykolwiek by mogła od niego usłyszeć.
-Taa, jestem.. Jestem zmęczony, ok.? Boli mnie głowa. Ale to nic.
Skinęła powoli.
– Jesteś pewien? Jeśli chcesz, możesz jeszcze pospać. Ja myślałam…
-Cii.. – szepnął z wymuszonym uśmiechem. – Poza tym nie chcę całego dnia spędzić w łóżku. Umieram z głodu. Chodźmy po jakieś śniadanie.
-Brzmi nieźle – odparła i chwilę później szła za nim do kuchni.
Niestety, gdy do niej weszli, pan Zatterstrom już tam był. Keith, jakby nigdy nic, podszedł do blatu i wziął z niego kubek z ojca kawą, po czym usiadł przy stole. Pan Zatterstrom był zajęty smażeniem jajek, więc nawet nie podniósł głowy, gdy powiedział:
– Keith, oddawaj moją kawę. - Zdjął jajka z ognia i spojrzał na Natalie. – Dzień dobry, Natalie – powiedział, zapraszając ją gestem, by także usiadła przy stole.
Natalie poczuła suchość w gardle, gdy odparła:
– Eee.. dobry, panie Zatterstrom. – Szybko podeszła do Keitha i usiadła obok. To było niezwykle upokarzające, a on siedział tam sobie, jakby nigdy nic.
-Henry, pamiętasz? Keith, do prawdy, miałbym się o wiele lepiej, gdybym widział cię odzianego w koszulkę – powiedział, patrząc na syna przez kilka sekund i wracając do robienia śniadania.
Keith zachichotał, co Natalie uznała za niezwykle atrakcyjne.
– Jest mi gorąco.
-Nie wątpię – odparł sarkastycznie Henry.
Położył przed nimi patelnię z jajecznicą.
– Wcinajcie – dodał, kładąc przed nimi talerze.
Przyniósł też bekon z tostami i Natalie patrzyła jak Keith chciwie rzuca się na jedzenie. Dobry znak, pomyślała, przynajmniej je.
Skończyli posiłek we względnej ciszy, pomogli posprzątać, po czym Keith oznajmił, że idzie pod prysznic. Natalie obserwowała jak wchodzi do pokoju i wychodzi z niego trzymając kupkę ubrań, po czym znika w łazience.
Skończyła sprzątać stół i weszła do salonu, gdzie Henry rozmawiał przez telefon. Miała właśnie podziękować za śniadanie, gdy usłyszała jak Henry wściekle szepcze coś do słuchawki. Zatrzymała się, żeby jej nie widział, niepewna, czy powinna mu przerywać. Jednak wciąż mogła go słyszeć i po kilku sekundach usłyszała imię Keitha. Temat rozmowy sprawił, że nie ruszyła się z miejsca, słuchając. Wiedziała, że nie powinna, ale nie mogła się powstrzymać.
-Rozumiem to doktorze Normandy, ale nie mogę za to zapłacić. Jego ubezpieczenie jest wykorzystane w całości. – Słyszała gorączkowy głos Henrego. – Walczyliśmy przez ostanie dwa lata. Wypłukałem się z pieniędzy. Teraz ledwie mogę opłacić dom.
Przerwał, najwyraźniej słuchając co ma do powiedzenia osoba po drugiej stronie.
– Wiem. Ale nie.. nie mam pieniędzy. Nawet jeśli miałbym pięć etatów…
Przerwano mu. Lekarz wydawał się niezwykle na coś nalegać.
–Doktorze, musze kończyć. Nie mogę tego dłużej słuchać. Przykro mi.
Natalie poczuła, jak serce zaczyna jej pędzić w piersi. Oczy wypełniły się łzami. Było coś o czym Keith jej nie powiedział? Będąc zajętą własnymi myślami, nie zorientowała się, że Henry skończył rozmawiać i wszedł do kuchni.
-Natalie? – zapytał pan Zatterstrom. Bez sensu było udawać, że nie słyszała.
-Jest coś czego nie powiedział mi Keith? – zapytała. Nie chciała być niegrzeczna, ale musiała wiedzieć.
Pan Zatterstrom westchnął. Myślała, że się zezłości na podsłuchiwanie jego rozmowy, ale zamiast tego spojrzał na nią współczująco.
– Tak, ale Natalie – szepnął. – Keith nie chce żebyś wiedziała.
-Wiedziała czego? – zapytała, zaczynając się frustrować.
Potrząsnął głową, jakby debatował czy jej powiedzieć czy nie.
– Sprawa wygląda tak, Natalie. Keith przeszedł chemioterapię raz i wszystko było dobrze, ale to wróciło. Wrócił rak.
-Masz na myśli, że był wyleczony?
Skinął.
– Myśleliśmy, że wszystko idzie dobrze jeszcze kilka miesięcy temu, ale zachorował znowu.
Natalie cofnęła się myślami kilka miesięcy i jedna myśl ją oszołomiła.
– To wtedy, gdy nie było go przez dwa tygodnie w szkole?
Henry posłał jej wymuszony uśmiech.
–Masz niezłą pamięć, ale tak. Właśnie wtedy.
-Więc czemu nie może dostać chemii znowu? To właśnie próbował powiedzieć lekarz Keitha przez telefon?
Westchnął z rezygnacją na twarzy.
– Doktor Normandy chce by Keith wrócił na leczenie. Myśli, że tym razem podziała.
-Ale? – zapytała, wiedząc że, chociaż wieści są dobre, jest tego więcej.
Henry wzruszył ramionami.
– Po prostu nie mam pieniędzy. Chemioterapia jest droga, Natalie a jego ubezpieczenie jest wykorzystane i nie mogę za to zapłacić.
-Nie możesz po prostu- po prostu nic nie robić! – Rozpłakała się. – Mówisz mi, że mógłby żyć, jeśli dostałby chemię, ale nie możesz tego zrobić?
Widziała ból, jaki wypełniał Henrego i było jej z tym okropnie. Była tak przejęta tym nowym odkryciem, że nie usłyszała Keitha wychodzącego z łazienki i idącego do nich.
-Natalie – upomniał ją Henry, spoglądając na syna, który stał zdezorientowany sytuacją. – Nie mogę nic zrobić. Jest mi przykro, wierz mi, chciałbym żeby stał się…jakiś cud.
Natalie zaszlochała.
– Ale musisz – szepnęła.
-O co chodzi? – zapytał nagle Keith, zastanawiając się czemu Natalie zaczęła płakać. Podszedł i pocieszająco położył jej dłoń na ramieniu.
-Dowiedziała się, Keith.
Nie potrzebował nawet pytać, o co chodziło. Popatrzył na nią, a ona patrzyła mu w oczy. Jej były pełne łez.
– Keith, musisz coś zrobić, nie możesz tak po prostu…
-Partnerko – zaczął. Zaskoczył ją, że nie krzyczał. Zamiast tego patrzył na nią z takim smutkiem, jakiego jeszcze nie widziała. – Musisz zrozumieć, że to wszystko, co możemy zrobić. Musisz sobie uświadomić… - Przerwał, zbierając się w sobie. Z wyraźną trudnością przychodziły mu słowa, które musiały zostać powiedziane. – Musisz pogodzić się z tym, że umrę. Ja umieram.
Kolejny niekontrolowany szloch wydobył się z jej piersi i potrząsnęła głową w gwałtownym zaprzeczeniu.
– Nie, nie, nie. Jak możesz tak mówić? Nie możesz się z tym pogodzić. Nie możesz się zgadzać, na to by była dla ciebie szansa na życie, a ty nic z tym nie robisz.
Keith potrząsnął głową, równie bliski załamania.
– Nie ma nic, co możemy zrobić – powiedział łamiącym się głosem.
Patrzyła na niego, potrząsając głową.
–N-nie mogę teraz się z tym zmierzyć. – Kolejny szloch wbrew jej woli. – Przepraszam, musze iść.
Przepchnęła się między Keithem a jego ojcem, wybiegając z ich domu. Wiedziała, ze powinna zostać i z nimi porozmawiać, ale nowe informacje były dla niej zbyt trudne. Nie mogła sobie z nimi poradzić.
-Natalie – zawołał Keith, próbując ją złapać. – Nie odchodź, proszę. Porozmawiajmy o tym. Natalie! – Słyszała jego wołanie, ale się nie odwróciła. Nie mogła.
Będąc na podjeździe, spojrzała na niego ostatni raz, ale natychmiast tego pożałowała. Widok jego twarzy wypełnionej smutkiem, bólem i rozdarciem, prześladował ją przez całą drogę do domu.
