Notka odautorska: Hej Kochane! Przed Wami szósty rozdział Times Infinity. Jeden z moich ulubionych, chociaż zapewniam, że dalej są jeszcze lepsze :) Bardzo się cieszę, że tu jesteście! Cieszę się z każdego komentarza, bardzo mnie motywują do tłumaczenia! Jeśli macie jakieś sugestie, bardzo proszę piszcie wszystko co Wam przyjdzie do głowy! Uwielbiam Was czytać i autorka tej historii także jest bardzo ciekawa co myślicie! Chętnie przyjmę wszelkie sugestie, niekoniecznie dotyczące samego tłumaczenia. Jak już wspominałam, jestem bardzo zakochana w tej opowieści, więc z przyjemnością poznam Wasze zdania!

Rozdział 6

Złap mnie, kiedy upadam

Nie była pewna, jak dotarła do domu. Ale kiedy już tam była, siedziała w aucie zupełnie załamana. Nie mogła powstrzymać toczących się łez. To, czego dziś się dowiedziała bolało, jakby ktoś uderzył ją z całej siły w brzuch. Było niemal gorsze wiedzieć, że Keith umiera i jest szansa, że można go uratować, niż jego umieranie, gdy wyczerpali już wszystkie możliwości.

Nie wiedziała jak długo siedziała w aucie zanim usłyszała głośne i naglące pukanie w okno. Ścierając z twarzy łzy, które wciąż płynęły po policzkach, spojrzała na swojego brata. Zach patrzył na nią w większym skupieniu, niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedząc, że nie zostawi jej w spokoju póki nic nie powie, otworzyła drzwi i wysiadła.

-Co? – zapytała, ze wzrokiem wlepionym w ziemię podczas drogi do domu.

-Natalie, co się dzieje? – zapytał. – Nie ma cię całą noc a potem znajduję cię płaczącą w aucie. Mama i tata się naprawdę martwią – podkreślił.

Nie odpowiedziała. Odpowiadanie mogło znów przynieść załamanie. Ale kiedy otworzyła drzwi domu, Zach powiedział coś, co i tak je przyniosło.

-To przez tego kolesia od ciężarówki, prawda? – zapytał.

Okręciła się i przyłożyła mu w złości palec do piersi.

Nie waż się nawet o nim wspominać. Nigdy. – Przerwała, by zacząć kontrolować oddech, ale to nie pomogło. Zaczęła się dusić, nie mogła złapać tchu. – Nigdy już o nim nie wspominaj. Po prostu… - nie mogła dokończyć, zamiast tego osuwając się na podłogę i zaczynając szlochać.

Płakała, jak nigdy wcześniej. Nawet bardziej, niż wtedy, gdy dowiedziała się, że Keith umiera. Płakała bardziej niż w jakimkolwiek momencie, który mogła sobie przypomnieć. Wszystko, co się stało i miało stać, uderzyło ją w tym momencie. Keith naprawdę, rzeczywiście umierał. To nie był żaden wymysł jej wyobraźni. To była prawda. Rzeczywistość. Pokochała go, a on odchodził. Miała żyć na tym świecie bez niego. Teraz, w tym momencie, to nie wydwało się możliwe.

Nagle obok niej znalazła się mama. Uklękła.

-Natalie, porozmawiaj z nami. Kim jest ten chłopiec od ciężarówki? Skrzywdził cię? – zapytała Caroline. Natalie spojrzała na nią. Na całą jej rodzinę, klęczącą w okół.

-Ma na imię Keith – wyznała. Nie mogła już tego trzymać w sobie, wydawało się być niemożliwe.

Na twarzy jej mamy wymalowało się zrozumienie.

– Czekaj, Keith? To brzmi znajomo, czy on nie był twoim partnerem na zajęciach?

Skinęła.

–Taak, wtedy się poznaliśmy. Byliśmy partnerami na chemii. – Westchnęła.

-Skrzywdził cię? – powtórzyła Caroline.

Natalie pokręciła głową.

– Nie, on nigdy mnie nie skrzywdził.

Nie zrobił tego, nie skrzywdził jej. Był wszystkim, co dobre w jej życiu. Bez niego byłaby zagubiona.

– On..on umiera. – Czknęła, zanim nie rozpłynęła się znów we łzach. Nie wiedziała czemu im powiedziała, ale to musiało się stać. Teraz nie było nic do zrobienia. On odejdzie, a ona nigdy sobie z tym nie poradzi.

-Co masz na myśli, mówiąc że umiera? – zapytała jej mama, próbując z niej więcej wyciągnąć.

Spojrzała matce w oczy.

– Ma białaczkę.

Caroline wciągnęła głośno powietrze i skrzyżowała spojrzenie z mężem, jakby nie wiedziała co powiedzieć, ale on również potrząsnął głową. Wreszcie jej mama spojrzała znów na Natalie, kładąc jej delikatnie dłoń na dłoni, by ją pocieszyć.

– Jesteś pewna, że – powiedziała uważnie, niepewna jak Natalie zareaguje – że nic się nie da zrobić?

Te słowa poraziły Natalie.

-Musicie coś zrobić, musicie. Nie mogę na to patrzeć, nie mogę tu siedzieć i nic nie robić – płakała. Smutek sprawiał, że było jej niedobrze.

-Natalie, musisz się uspokoić – powiedział Pete.

-Musicie mu pomóc – zachlipała. Łzy toczyły się po jej twarzy.

-Czego się po nas spodziewasz? – chciał wiedzieć. – Skarbie, te rzeczy się po prostu dzieją, nie ma na nie jednego lekarstwa.

Natalie potrząsnęła głową.

– Ale na to jest. Musicie pomóc. On potrzebuje chemioterapii. Musicie zdobyć pieniądze. – Jej rodzice znów na siebie spojrzeli, tym razem w szoku. Natalie mówiła dalej. – Był leczony i jego lekarz powiedział, że są szanse na przeżycie po wznowieniu leczenia, ale jego tato nie ma na to pieniędzy.

-Natalie – zaczął jej tato poważnie. – Czemu myślisz, że my mamy na to pieniądze?

-Nie wiem, ale to nieważne, musicie mu pomóc. Weź-weźcie moje pieniądze na studia. Nie ważne, zróbcie coś! – Próbowała znaleźć jakiś cud. Jakąś nadzieję.

-Natalie, nie możemy po prostu oddać naszych oszczędności jakiemuś chłopcu, którego dopiero co poznałaś, tylko dlatego, że się w nim zadurzyłaś – powiedziała Caroline.

Natalie spojrzała na nią gniewnie.

– On nie jest jakimś tam chłopcem.

-To się staje niedorzeczne – powiedział Pete poważnie. – Musisz skończyć z myśleniem o Keithie i skupić się bardziej na swoich ambicjach i marzeniach. Rujnujesz sobie życie.

-Mówisz poważnie? – zaśmiała się gorzko. – Fakt, że on umiera rujnuje mi życie. Nie wierzę w to, co słyszę. Powiedziałam wam, że on umiera a wy martwicie się o moje ambicje i marzenia? NIC o mnie nie wiecie - warknęła.

-Natalie – zaczęła jej mama. – Oczywiście, że martwimy się, że on umiera, za kogo nas masz? Ale kochanie, musisz też nas zrozumieć. Od kiedy go poznałaś, wciąż się staczasz. Przestałaś przejmować się Duke, ty i Brooke ledwo się widujecie. Przez twoje zachowanie byliśmy pewni, że dzieje się coś naprawdę złego.

Złość Natalie minęła. Teraz owładnął ją już tylko smutek i żal; nie miała już w sobie gniewu.

-Wy nic nie rozumiecie. Kompletnie nic nie rozumiecie. – Pokręciła głową z niedowierzaniem. – Nie widzicie tego, prawda? – zapytała.

-Czego nie widzimy? – chciała wiedzieć jej mama.

Posłała im słaby uśmiech.

– Że ja go kocham.


Minęło kilka godzin od jej konfrontacji z rodziną. Kiedy wyznała miłość do Keitha, zniknęła w swoim pokoju i nikt za nią nie poszedł, za co była wdzięczna.

Leżała na plecach w swoim łóżku, kiedy weszli rodzice. Spojrzała na nich, by dostrzec smutek i powagę w ich twarzach. Usiadła w łóżku, ciekawa tego, co spowodowało, że tak wyglądali.

-Co się dzieje? – zapytała. Jej mama podeszła i usiadła na łóżku, a tata przysunął bliżej krzesło.

Byli cicho przez jakąś minutę zanim mama ujęła jej rękę pocieszająco.

– Co się dzieje? – zapytała znów, z mocniej bijącym sercem.

-Kochanie – zaczęła jej mama – twój tato i ja rozmawialiśmy i doszliśmy do tego samego wniosku, że – przerwała, by wziąć głębszy oddech.

Natalie patrzyła to na jedno to na drugie.

– Co? – zapytała ponaglającym tonem.

-Musisz zrozumieć, Natalie, chcemy dla ciebie jak najlepiej. Musisz zrozumieć, jak z naszej perspektywy wygląda twoje zachowanie – zakończył jej tata.

-Wiem, ale o co chodzi?

Matka wzięła głębszy oddech i powiedziała coś, czego Natalie nie spodziewała się usłyszeć.

-Nie chcemy byś więcej widywała się z Keithem.

Patrzyła się na rodziców dłuższą chwile, nie całkiem wierząc w te słowa. Kiedy do niej wreszcie dotarły, wyrwała z rąk matki własną dłoń.

– Przepraszam? – zapytała głosem pełnym złości i jadu, jakiego jeszcze nigdy nie kierowała ku rodzicom.

– On nie jest dla ciebie dobry – powiedział jej ojciec. - Zupełnie porzuciłaś swoje ambicje i marzenia dla jakiegoś chłopca. Nawet nigdy go nie poznaliśmy, Natalie. Nic o nim nie wiemy.

-Nie porzucam moich marzeń i ambicji. On stał się teraz moim życiem. – Jej ojciec potrząsnął głową w niedowierzaniu. – A to że go nie poznaliście ma jakiekolwiek znaczenie? Czemu to miałoby cokolwiek zmieniać? – dodała.

-Wyznałaś miłość do niego. Nie sądzimy, byś wiedziała, co to znaczy. Jesteśmy tobą zaniepokojeni. Twoja mama i ja myślimy, że ten chłopiec mówi coś, żebyś zrobiła rzeczy, których nie chcesz zrobić – oznajmił jej ojciec.

Natalie nie miała nic więcej do powiedzenia. Nie mogli i nie zabronią się jej z nim spotykać. Zostało mu tak mało czasu i nie miała go zamiaru spędzić z dala od niego.

– Nie zrobię tego. Nie przestanę go widywać – powiedziała spokojnie. Miała dość mówienia jej co ma robić.

-Nie pozwolimy na to – odparła jej matka.

Natalie okręciła się, by na nią spojrzeć.

– I myślicie, że możecie mnie powstrzymać? Mam osiemnaście lat. Sama umiem podejmować decyzje.

Wyjęła spod łóżka plecak i przetrząsając szuflady, powrzucała do niego trochę ubrań. Weszła do łazienki po kilka rzeczy i weszła z powrotem do pokoju.

-C-co robisz? – zapytała Caroline zmartwiona.

-Odchodzę – odparła.

Zapięła plecak i odwróciła się, by spojrzeć na rodziców.

-Nie przestanę go widywać. To zwyczajnie niedorzeczne. Możecie nie wierzyć, ale go kocham. Zostało mu bardzo mało czasu i nie będę tkwiła tu z wami. Będę z nim.

Wzięła kluczyki od auta, leżące na biurku i ruszyła do wyjścia.

-Dokąd idziesz? – zapytała Caroline. Jej tato wyglądał na tak wściekłego, że nie mógł sformułować zdania.

-Do Keitha – odparła.

-Popełniasz wielki błąd, Natalie – szepnęła jej mama, nie ukrywając rozczarowania w głosie.

-To, co robię teraz to nie jest błąd. Nie. Popełniłam błąd, kiedy opuściłam dziś Keitha i nie mam zamiaru go znów popełniać.

Rzucając rodzicom ostatnie spojrzenie, wyszła z pokoju. Miała wrócić do Keitha. Do miejsca, którego przede wszystkim nie powinna była opuszczać.


Jadąc po jego podjeździe, zauważyła zaparkowaną ciężarówkę Henrego. Powoli i niepewnie podeszła do drzwi. Nie chciała, by Henry wiedział o jej obecności. Pewnie był zły za jej odejście i zasmucenie Keitha. Rozejrzawszy się, zauważyła okno sypialni Keitha i w jej głowie pojawił się pomysł.

Stąpając cicho po żwirze, podeszła na palcach do okna i zajrzała przez nie. Mrużąc oczy, zobaczyła, że Keith śpi w swoim łóżku. Wzięła głęboki oddech i zapukała cicho w okno. Jednakże Keith był z tych, co śpią głęboko. Wiedziała, ze trzeba pukać mocniej. Zrobiła to, mając nadzieję, że go nie rozzłości. Tym razem zauważyła, że się zbudził. Wciąż pukała, aż usiadł na łóżku, rozglądając się po pokoju, a gazeta, która spoczywała na jego piersi osunęła się na podłogę. Zapukała znów i spojrzał w jej kierunku. Kiedy ją dostrzegł, wstał i otworzył okno.

-Partnerko – powiedział. – Wystraszyłaś mnie jak diabli!

-Przepraszam – szepnęła. – Myślisz, że mógłbyś wyjść?

Skinął i kilka sekund później był już na zewnątrz.

– Hej – powiedział.

-Cześć.

Ręce trzymał w kieszeniach i patrzył na nią wzrokiem, którego nie mogła rozszyfrować.

-Co tu robisz? – zapytał.

Zamiast odpowiedzieć, zrobiła coś, co nawet ją samą zaskoczyło. Podeszła i po prostu go przytuliła. Zamiast ją odepchnąć, odwzajemnił uścisk. Wyjął ręce z kieszeni i powoli zamknął ją w ramionach, kładąc podbródek na jej głowie.

-Przepraszam – szepnęła.

-Za co? – zapytał. Z jego zaskoczonego tonu wywnioskowała, że nie uważał, by miała za co przepraszać.

-Za dzisiaj, za to odejście. – Niechętnie przerwała objęcie, by na niego spojrzeć.

Wzruszył ramionami.

– Hej, nie martw się o to. Rozumiem.

-Wiem, ale i tak. Wyszłam, chociaż mnie wołałeś i nie mogłeś więcej wyjaśnić. Po prostu próbowałam.. Nie wiem sama…

-…uciec od tego? Może gdyby się udało uciec dostatecznie daleko, to nie byłoby prawdą? To byłby tylko koszmar i może niedługo byś się obudziła? – powiedział Keith miękko.

Natalie skinęła.

– Taaa… coś takiego. – Znów przyłożyła głowę do jego piersi, a on objął ją mocniej.

-Byłem tam – szepnął. – Nie ma znaczenia, jak bardzo chcesz; od tego nie da się uciec. Tylko po to przyjechałaś? Żeby przeprosić? – zapytał.

-Cóż, tak, przede wszystkim. Ale też nie mam, technicznie rzecz ujmując, dokąd pójść.

-Co masz na myśli?

- Tak jakby – powiedziała niepewnie – pokłóciłam się z rodzicami.

- O co?

- O ciebie. – Posłała mu mały uśmiech.

Rzucił jej zaskoczone spojrzenie.

– O mnie?

-Taa

-I…?

-Cóż, dzisiaj kiedy wróciłam do domu byłam, nie wiem sama, w trakcie histerii. – Popatrzyła w ziemię z twarzą zalaną wstydem. Nic nie powiedział, tylko czekał, by mówiła dalej. – Więc byli wściekli na to jak się zachowuję, więc im powiedziałam, że cię kocham. – Spojrzała mu w twarz.

Posłał jej mały uśmiech.

– Nie podoba im się fakt, że mnie kochasz? Czemu? Bo umieram? – zapytał.

-Nie, nie. To nie to. Oni myślą, że jesteś szurniety czy coś. Nie wiem sama. Ale potem oświadczyli mi, że mamy się więcej nie widywać… więc oczywiście wyszłam i przyjechałam tutaj.

Zachichotał.

– No, no.. Zmieniłaś się w buntowniczkę.

-Tylko dla ciebie – zaśmiała się Natalie, zanim Keith nagle nie pochylił się i pocałował ją w usta.

Kiedy przerwali, oczy Keitha jaśniały podekscytowaniem.

– Hej, mam pomysł.

-Jaki? – zapytała. Nie odpowiedział, zamiast tego biorąc jej rękę i prowadząc do ciężarówki. – Dokąd jedziemy?

Odwrócił się nagle, sprawiając, że na niego wpadła.

– To niespodzianka.


-Strikę! – zapiszczała Natalie i zarzuciła ręce na Keitha, całując go prosto w usta. – Wiedziałam, że jednego zdobędę – wyznała. – Nawet jeśli miało to być w ostatniej kolejce.

Keith zachichotał, całując ją w czubek głowy i rozluźniając uścisk.

-Wszystko dobrze? – zapytała go, dostrzegając, że jest lekko roztrzęsiony.

Uśmiechnął się z przymusem.

– Taa, dobrze. Czemu pytasz?

-Trzęsiesz się – powiedziała.

Wzruszył ramionami.

– Nic nowego.

-Chcesz wrócić do domu? – zapytała.

-Nie, zjedzmy pizze, tak jak chciałaś – odparł nieugięcie.

Zgodziła się, ale postanowiła przyłożyć więcej uwagi do tego, jak wyglądał. Bała się, że próbuje ukryć, jak naprawdę się czuje.

Idąc do bufetu, Natalie nagle zatrzymała się w pół kroku.

-O kurde – mruknęła, łapiąc mocniej dłoń Keitha.

-Co jest? – zapytał zaniepokojony.

Natalie kiwnęła głową w prawo, patrząc prosto przed siebie.

– To Raff – wyszeptała.

Keith spojrzał na Raffa i jego znajomych, których nigdy wcześniej nie widzieli. Raff dostrzegł jego spojrzenie i zmarszczył brwi.

-Nie martw się, po prostu tam nie patrz, dobra? – powiedział Keith gładko, próbując ją uspokoić.

Skinęła.

– Wygląda na naprawdę wkurzonego. Boję się, że może coś zrobić.

-Co może zrobić tutaj? – zapytał retorycznie, głaszcząc delikatnie kciukiem spód jej dłoni.

Kiwnęła zgodnie i bez patrzenia w kierunku Raffa, wciąż ściskając dłoń Keitha, ruszyła do bufetu. Miała się właśnie rozejrzeć za stolikiem, gdy usłyszała, że ktoś ją woła. Odwróciła się, by zobaczyć Brooke i Travisa przy jednym ze stołów. Brooke nie uśmiechnęła się jednak, gdy zrozumiała z kim Natalie jest.

-O, cześć – powiedziała. – Myślałam, że ze sobą nie rozmawiacie.

Natalie westchnęła głośno.

– No cóż, rozmawiamy. Co chciałaś? – zapytała.

Brooke zrozumiała, że Natalie nie miała zamiaru tolerować takiej postawy w stosunku do Keitha.

– Siadajcie – wskazała na puste krzesła naprzeciw. – Zamówiliśmy ogromną pizzę, zdecydowanie wystarczy dla wszystkich.

Natalie rozważała przez sekundę, zanim się zgodziła. Jeśli Brooke chciała by Keith przyszedł, niech tak będzie.

– Ok – powiedziała. Delikatnie pchnęła Keitha w stronę stolika, ale chociaż nie wyglądał na przekonanego, nie skarżył się. Kiedy usiedli, spojrzała na niego zmartwiona; jego dłoń była wilgotna, a on sam wyglądał, jakby jeszcze bardziej się trząsł.

Cała czwórka siedziała przez chwilę we względnej ciszy. Natalie i Keith zamówili coś do picia, ale nikt nic nie powiedział. Było niezwykle niezręcznie. Brooke i Travis patrzyli na nich w milczeniu, a oni również milczeli. Szczerze, Natalie nie wiedziała co powiedzieć i zaczynała się naprawdę martwić o Keitha, który, mogłaby przysiąc, wyglądał bladziej niż kilka minut wcześniej.

Napotkała jego wzrok i zapytała bezgłośnie – Wszystko ok.?

Skrzywił się na jej pytanie, ale skinął. Wiedziała, że nie cierpiał, że wciąż go o to pyta, ale czuła, że ją okłamuje. –Jestem tylko zmęczony – szepnął po kilku sekundach.

-Możemy iść, jak chcesz – odszepnęła.

-Nie, wszystko dobrze. Mam się dobrze – przerwał jej w odpowiedzi, szepcząc i sprawdzając czy Brooke i Travis ich nie usłyszeli.

Pojawiła się wreszcie pizza. Keith wziął kilka gryzów, po czym odłożył resztę na talerz, jakby skończył. Patrzył na Natalie ze swym słynnym jednostronnym uśmiechem.

Brooke wgryzła się w kawałek pizzy i wreszcie przerwała niezręczną ciszę.

-Więc Natalie, co tam u ciebie słychać? – zapytała, jak się zdawało Natalie, z nutą sarkazmu.

-Niewiele, a u ciebie? – To było dziwne. Siedzieć z nią tak, jakby przez ostatnie lata nie były najlepszymi przyjaciółkami. Nie powinno tak być.

-Przygotowuję się do pójścia na Notre Dame – powiedziała, biorąc łyk wody. Odwróciła się do Keitha. – A co z tobą? Idziesz na studia?

Położył ręce na stole i wychylił się do przodu.

– Nie.

-Nie? – powtórzyła Brooke. –Och, w takim razie co będziesz robił?

Keith zmarszczył brwi przed odpowiedzią.

– Jadę na zlot ciężarówek.

-Wow – powiedziała Brooke, nie próbując ukryć wywrócenia oczami. – Eee.. zlot ciężarówek; jakie to szykowne. One nie są trochę żałosne?

Natalie poczuła, jak Keith zesztywniał na ostatni komentarz.

– Przynajmniej się czymś interesuję – syknął.

-Przepraszam? – Brooke także zmarszczyła brwi. – Próbujesz mi powiedzieć, że ja się niczym nie interesuję?

Keith zachichotał.

– Może – posłał jej uśmieszek, odchylając się na krześle.

-Hej, proszę, przestańcie – wcięła się Natalie.

Brooke spojrzała na nią, po czym zwróciła się do Travisa, który siedział z szeroko otwartymi oczami.

– Myślę, że powinniśmy wyjść.

-Nie, proszę nie idźcie – powiedziała natychmiast Natalie. – Byliście tu pierwsi.

-Słuchajcie, to ja powoduję tę kłótnię, więc ja wyjdę. I tak przyjemność będzie po mojej stronie – oznajmił Keith. Wstał szybko i odszedł od stolika, zanim ktokolwiek go powstrzymał.

-Keith, poczekaj! – zawołała Natalie, ale nie odwrócił się już, tylko wyszedł z kręgielni.

Natalie zwróciła się do Brooke.

–Czemu musiałaś to mówić? Czemu nie możesz zaakceptować faktu, że jesteśmy razem? – powiedziała ze złością.

Brooke wzruszyła ramionami.

– Nie bardzo go lubię, Natalie. To znaczy, próbowałam go polubić, ale uważam, że do siebie nie pasujecie.

Natalie wstała.

– A to niby czemu? Daj mi jeden powód, dla którego nie powinnam z nim być.

-Natalie, on jest dziwadłem, zasługujesz na więcej. Czekaj, dokąd idziesz? – zapytała Brooke nerwowo, widząc odchodzącą Natalie.

-Poszukać Keitha – odparła, odwracając się.

-Więc wybierasz jego? – zapytała. – To z nim wyjdziesz?

Natalie się skrzywiła.

–Nigdy nie chciałam wybierać, Brooke, ale mnie zmusiłaś. Nie sądzę, by tak postępowali przyjaciele – wyszeptała.

Brooke zamilkła na chwilę.

–Nie chciałam... Przepraszam – zakończyła żałośnie. – Nie powinnam była tego mówić. Nie chciałam zmuszać cię do wyborów.

Natalie bardzo chciała jej wierzyć.

– Słuchaj, jak przestanie cię obchodzić, że się spotykam z Keithem i nauczysz się go lubić za to, kim jest- daj mi znać. Ale teraz nie będę o tym rozmawiać.

Odwróciła się, zostawiając zszokowaną Brooke i wyszła w poszukiwaniu Keitha.

A on tam był. Stał przy drzwiach. Czekał na nią,

Podszedł do niej, wyciągając rękę i ich palce się splotły. Nic nie powiedzieli. Nie musieli.

Kilka kroków od ciężarówki Keitha, nagle jego dłoń została wyrwana z jej i następne co zauważyła, to Keitha lądującego ciężko na ziemi.

-Zostaw ją w spokoju – przemówił głos, w którym Natalie rozpoznała Raffa.

Keith usiadł powoli, lekko krzywiąc się z bólu.

-Stary, musisz się uspokoić – skomentował, kiedy wstał.

Natalie podeszła by mu pomóc, ale jego ostatnie słowa tylko wkurzyły Raffa. Zamiast rzucać nim znów na ziemię, złapał go za ramiona i pociągnął gwałtownie za sobą. Keith chciał się oprzeć, ale nie wyglądało, by miał dostatecznie dużo siły, by się wyrwać.

-Zostaw go! – krzyknęła Natalie, łapiąc Raffa, próbując wyrwać Keitha z jego uścisku. Odepchnął ją i zachwiała się. Rzucił Keithem o jego ciężarówkę, tak że aż Natalie skrzywiła się widząc maskę bólu na jego twarzy.

-PRZESTAŃ! – krzyczała, wpadając w histerię.

-Trzymaj się od tego z daleka, Natalie – krzyknął Raff jadowicie, spoglądając na nią, zanim zwrócił całą uwagę z powrotem na Keitha.

Kolejne trzaśnięcie.

Natalie widziała, jak z każdym uderzeniem Keith walczy z narastającym osłabieniem.

–Zostaw Natalie w spokoju! Przestań się z nią widywać. Spieprzysz jej życie! – żądał Raff.

Dochodząc do głosu, Keith powiedział;

– Stary, naprawdę jej do niczego nie zmuszam.

Kolejne trzaśnięcie.

-Zamknij się, do cholery! – przerwał mu. – Przestań się z nią widywać.

Nie mogąc tego dłużej znieść, Natalie wbiła paznokcie w ramiona Raffa, zmuszając go tym, by wypuścił Keitha. Odwrócił się do niej i kiedy go puściła, popatrzyła z wściekłością. Kiedy przemówiła, głos miała szorstki i pełen jadu.

– Zostaw. Go. W spokoju.

-Nie jest dla ciebie dobry, Natalie – powiedział.

-Raff, jestem z Keithem. Kocham go. A między nami jest skończone. Na zawsze.

Raff potrząsnął głową przecząco. Natalie spojrzała na Keitha, który ciężko oddychał i wyglądał na tak samo zszokowanego tym zajściem, jak ona.

-Świetnie – powiedział Raff. – Bierz dziwadło.

Popatrzyła jak odchodzi. Gdy zniknął z pola widzenia, odkryła że cała się trzęsie, nie mogąc złapać powietrza. Odwróciła się do Keitha.

-Wszystko dobrze?

-Tak – powiedział. – Wracajmy do domu.


Drogę powrotną spędzili w ciszy. Natalie wciąż spoglądała na Keitha, próbując się upewnić, że nic mu nie jest. Powtarzał, że ma się dobrze, ale mu nie wierzyła. Był rzucany parokrotnie o auto, to nie było coś, co można łatwo przyjąć. Postanowiła nie zadawać pytań, aż nie wrócą do domu, gdzie sama będzie mogła skontrolować obrażenia. Czy tego chciał czy nie.

Dojechali w dwadzieścia minut, kątem oka dostrzegła skrzywienie na twarzy Keitha, gdy wysiadał z auta. Źle się czuł i powinien jej pozwolić sobie pomóc.

-Twój tato śpi? – zapytała szeptem, gdy weszli do jego pokoju.

Keith zapalił światło.

– Taa, musi wstać wcześnie rano – powiedział i usiadł ostrożnie na krześle. Natalie nie przeoczyła małego grymasu na jego twarzy.

-Keith – powiedziała delikatnie, mając nadzieję, że go nie rozzłości. – Zdejmij koszulkę.

-Już próbujesz mnie rozbierać? – posłał jej uśmieszek. – Dopiero co weszliśmy – zażartował.

Oczywiście, próbował wszystko obrócić w żart.

–Nawet jeśli uwielbiam cię bez koszulki, to teraz chciałabym zobaczyć, jak bardzo zostałeś zraniony.

Keith porzucił uśmieszek.

– Nie jestem zraniony. Nic mi nie jest – powiedział dobitnie.

-Keith, byłeś rzucany o swoją ciężarówkę – powiedziała, ale patrząc na niego, dodała pospiesznie – Nie próbuj zaprzeczać! Obserwowałam cię, nie mogłeś nawet wyjść z auta, żeby cię nie bolało.

Keith wywrócił oczami.

– W twoich ustach brzmi to tak okropnie.

Wstał z krzesła i położył się na łóżku.

– Jestem zmęczony, chcę spać.

Natalie fuknęła głośno, krzyżując ramiona i stała tak, patrząc na niego przez chwilę. Nagle przyszła jej do głowy myśl i zanim rozważyła czy to dobry pomysł, usiadła na łóżku i podwinęła mu koszulkę. Serce zamarło jej w piersi, gdy zobaczyła ogromnego siniaka na jego plecach. Delikatnie go dotknęła, ale Keith przewrócił się na bok.

-Co robisz? – syknął, zszarpując koszulkę na dół i siadając na łóżku.

-Keith, masz całe posiniaczone plecy – powiedziała z szeroko otwartymi oczami.

Spojrzał na nią groźnie.

– Mówiłem, że nic mi nie jest.

Odwzajemniła to spojrzenie.

– Najwidoczniej coś jednak ci jest – nalegała, podnosząc ręce w górę w geście niedowierzania. – Zachowujesz się niedorzecznie. Chcę ci tylko pomóc.

Wstała z łóżka i ruszyła do drzwi.

-Co robisz? – zapytał z nutą paniki, wstając i podążając za nią do kuchni.

Otwierała i zamykała szuflady w poszukiwaniu czegoś.

–Zamierzam przyłożyć ci lód do pleców. Gdzie trzymacie torby?

-Nie potrzebuję lodu. – Jego chwilowa panika zmieniła się znów w złość.

Natalie trzasnęła drzwiami szafki i podeszła do niego wściekle.

– Czemu musisz być taki trudny? Wstydzisz się czy coś? – zapytała.

Po tym pytaniu, wiedziała, że trafiła w sedno. Rumieniec pojawił się na jego policzkach, odpowiadając za niego.

-Nie wstydzę się, dobra? – skłamał. – Robisz z tego tragedię. Jak zawsze.

-Keith…

-Co się tu dzieje? – Kłótnię przerwał zaspany głos Henrego. Wszedł do kuchni, zerkając na nich.

-Natalie zachowuje się niedorzecznie – wypalił Keith.

-Wcale nie – zaprzeczyła. Odwróciła twarz do Henrego, mówiąc miękkim głosem – Byliśmy dziś na kręglach i mój ex postanowił rzucać Keithem o jego ciężarówkę. Ma wielkiego siniaka na plecach, ale nie chce dać sobie pomóc.

Twarz Henrego zmieniła wyraz z zaskoczonej na zmartwioną.

– Daj mi to zobaczyć, Keith. Podciągnij koszulkę.

-Nie.

Henry się zbliżył.

-Ok., jeśli nie ty, to ja zrobię to za ciebie. Decyduj.

Keith rzucił Natalie gniewne spojrzenie i podciągnął koszulkę. Ten ruch sprawił, że syknął z bólu.

– Zadowoleni? – zapytał zimno.

-Keith, to naprawdę paskudny siniak – powiedział Henry, delikatnie przejeżdżając palcami po Keitha plecach, co sprawiło, że napiął się z bólu. –Był rzucony na ciężarówkę? Ile razy?

-Nie pamiętam – powiedział Keith, wpatrując się w płytki.

-Przynajmniej trzy – uzupełniła Natalie. – Gdzie trzymacie plastikowe torby? Miałam zamiar położyć mu trochę lodu na plecach.

-W szufladzie pod zlewem – odparł Henry i zwrócił się do Keitha – Idź do łóżka. Natalie, mogłabyś przynieść trochę wody i Advil? Powinien być w szafce w łazience.

-Nie ma problemu – powiedziała Natalie i zaczęła wypełniać torbę lodem. Kiedy była pełna, weszła do łazienki po lekarstwa. Napełniła kubek wodą i wróciła do pokoju Keitha.

Gdy weszła, dłoń Henrego spoczywała na czole Keitha.

-Jesteś trochę ciepły, dobrze się czujesz?

-Nic mi nie jest. Czułem się dziś świetnie – powiedział i spojrzał na Natalie, by nawet nie próbowała wspominać o jego objawach w kręgielni. Nie miała zamiaru tego robić. Za bardzo się martwiła, że jest zły, skoro wmieszał się we wszystko jego tato. Podała mu wodę i proszki, które połknął, po czym odłożył kubek na biurko.

Kiedy Keith wziął leki, Henry powiedział;

– Skoro tak twierdzisz. Leż a brzuchu.

Zrobił tak, jak powiedział ojciec, ziewając przy tym. Kiedy się ułożył, Natalie położyła mu torbę z lodem na plecach.

-I jak? – zapytała, siadając obok. – Keith?

-Chyba lepiej – zgodził się wreszcie miękkim głosem.

Henry wstał.

–Wygląda na to, że zaśnie, więc wracam do łóżka. Śpij dobrze.

-Dobranoc – powiedziała Natalie, gdy Henry zamykał drzwi.

Keith odwrócił głowę, by na nią spojrzeć, podkładając sobie rękę pod poduszkę.

-Umiem sam o siebie zadbać, wiesz?

Natalie ściągnęła buty, zdjęła sweter i wspięła się na łóżko. Leżeli twarzą w twarz.

-Serio? Nie wydawało mi się – uśmiechnęła się, przejeżdżając mu po włosach ręką.

Zmarszczył w rozbawieniu brwi.

– Zabawne, Partnerko. Naprawdę zabawne.

-Więc masz się lepiej?- chciała wiedzieć. Patrzyła mu w oczy, modląc się, by nie kłamał tylko po to, by się lepiej poczuła.

-Mam się lepiej, naprawdę – powiedział szczerze. Podniósł dłoń, by pogłaskać ją po policzku.

-Jeśli tak mówisz, mam wrażanie…

Keith jej jednak przerwał.

–Nawet nie próbuj się o to obwiniać. To nie twoja wina, rozumiesz? Raff jest psycholem.

Natalie westchnęła. Skąd wiedział o czym właśnie myslała?

– W porządku – zgodziła się. Uśmiechnęła się i pocałowała go w usta. – Ale nie możesz zaprzeczyć, że lód pomaga, prawda?

Uśmiechnął się przed zamknięciem oczu.

– Może – szepnął.

Natalie patrzyła na niego przez chwilę, jak wyrównuje mu się oddech i wiedziała, że zasnął. Podniosła się, by wyłączyć lampkę na biurku. Potem patrzyła na niego, czekając. Dwadzieścia minut później, zdjęła lód, przykryła ich oboje kołdrą i zamknęła oczy, natychmiast zasypiając.


Nie minęło więcej niż kilka godzin, gdy Keith obudził ją swoim wierceniem się i przewracaniem z boku na bok. Zdejmował z siebie kołdrę, tylko po to by ją za chwilę na siebie wciągnąć. Oczywistym było, że nie mógł spać i to ją martwiło. Wiedziała, że nie czuł się dobrze w kręgielni a teraz wyglądało na to, że mu się pogorszyło. Podniosła się, by na niego popatrzeć.

Leżał tyłem do niej, ale wiedziała że ciężko oddycha, a włosy przykleiły mu się do czoła, jakby miał gorączkę. Z walącym sercem rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu odpowiedzi.

Ale żadnej nie znalazła.

Zanim zdążyła rozważyć czy go budzić, Keith odwrócił się do niej, wydając głośne westchnienie i próbując głębiej odetchnąć. Zrzucił z siebie kołdrę i przyłożył ramię do głowy, jakby w próbie stłumienia bólu. Zdecydowanie coś było nie tak.

Nagle i zaskakująco, Keith się podniósł. Trzymał głowę oparta na dłoniach, ale Natalie nie mogła stwierdzić czy to przez zawroty czy przez ból głowy.

-Keith? – zapytała, marszcząc brwi. – Wszystko ok.? Bolą cię plecy?

Nie słuchał jej, potrząsnął głową, by jej dać znać, że nie chce o tym rozmawiać. Odwrócił się i wstał z łóżka. Trząsł się na nogach.

-Gdzie idziesz? – zapytała.

-Muszę wziąć moje…– zaczął, ale nie skończył. Zachwiał się na nogach, podpierając się dla równowagi o biurko.

-Keith, przerażasz mnie. Co się dzieje? – zapytała, również wstając.

Nie zachowywał się normalnie. Coś było nie tak. Nic nie mówił, tylko przyłożył rękę do czoła i znów stracił równowagę. Gdyby wcześniej nie opierał się o biurko z pewnością by upadł.

-Keith? – zapytała panicznie. Stała obok i patrzyła, nie wiedząc co zrobić. –Pójdę po twojego tatę.

Skinął i wziął głębszy oddech.

–Chyba zaraz… - Zatoczył się na biurko, zrzucając z niego kilka rzeczy. Wyglądało, jakby coraz bardziej kręciło mu się w głowie. A to nie był dobry znak.

-Musisz usiąść – zażądała Natalie. Chciała go zmusić by usiadł, żeby pójść po jego tatę; nie mogła go tak zostawić. Ujęła delikatnie jego ramię, by go odwrócić do siebie. Jednak widok jego twarzy sprawił, że się zachłysnęła. Był blady i spocony. Najbardziej jednak martwiły ją oczy. Poruszały się błędnie, jakby nie mógł się na niczym skupić.

-Natalie – szepnął. – Muszę... – Złapał jej ramię w panice.

-Połóż się na łóżku, ok.?

Ale zanim zdążyła mu pomóc, jego uścisk się rozluźnił. Zemdlał, uderzając czołem o krawędź biurka.

Przerażony krzyk Natalie wypełnił cały dom.