Rozdział 7

Pokruszone kawałki

Czekała.

Oto, co robiła przez ostatnich kilka godzin.

Nigdy w życiu nie czuła się bardziej niespokojna. Nienawidziła czekać i nie wiedzieć. Nic nie wiedzieć, co z Keithem; w jakim jest stanie.

I czy wszystko z nim będzie dobrze.

Nie mogła przestać myśleć o tym czego nie zrobiła, chociaż powinna. Obwiniała się, że nie powiedziała Henremu o złym samopoczuciu Keitha w kręgielni. I za to, że nie wezwała go dostatecznie szybko. Obwiniała się, że nie złapała Keitha, kiedy upadał.

Najbardziej winiła się, bo wiedziała, że było coś co mogła zrobić, by mu pomóc.

Zadzwonił telefon, przerywając jej czarne myśli. Przetrząsając torebkę, wyjęła komórkę i odebrała bez patrzenia na ekran.

-Halo? – zapytała, spoglądając w okno.

-Natalie, gdzie jesteś? – Zamarła na głos matki. – Martwimy się o ciebie. Rozmawialiśmy z ojcem i chcemy z tobą pomówić.

Gardło jej się ścisnęło, ale odparła.

–Jestem w szpitalu.

Tylko tyle mogła powiedzieć, zanim łzy nie wypełniły jej oczu i musiała przestać, w obawie, że popłyną, jeśli powie coś jeszcze.

-W szpitalu? – zapytała wystraszona. – Co się stało? Nic ci nie jest?

-Nie, nic mi nie jest – uspokoiła matkę. – To Keith.

-Co się stało, skarbie? – zapytała Caroline, najwyraźniej zainteresowana, więc Natalie postanowiła jej powiedzieć.

W ciszy zaczęły jej lecieć łzy i widziała jak inni ludzie w poczekalni patrzą na nią ze współczuciem.

-Powinnam wezwać jego tatę szybciej, ale nie chciałam go zostawiać. I wtedy…wtedy zemdlał, a ja nie mogłam go złapać na czas – płakała. Zamknęła oczy, próbując wymazać obraz upadającego Keitha z głowy.

-Natalie, musisz się uspokoić. Wszystko będzie dobrze.

Nic nie będzie dobrze.

–Nie mogę, nie mogę się uspokoić! – krzyknęła. Ludzie w poczekalni, odwrócili głowy na jej nagły wybuch. –Przepraszam – dodała ściszonym głosem.

-Natalie, może powinnaś przyjechać do domu. Mogę cię odebrać. Prześpisz się trochę. Jutro będziesz mogła odwiedzić Keitha, jak odpoczniesz.

-Nie mogę go zostawić – wyszeptała. –Muszę zaczekać i zobaczyć, że z nim ok. Musze tu być.

-Jesteś pewna? Może chcesz żebym przyjechała?

-Nie, w porządku. Z-zadzwonię potem, dobra?

Caroline westchnęła.

– Brzmi dobrze. Twój tato i ja wciąż chcielibyśmy z tobą porozmawiać.

-Dobra – zgodziła się Natalie. Doktor Normandy podszedł do niej i usiadł obok. – Muszę kończyć, ale zadzwonię potem. Pa – powiedziała i się rozłączyła.

-Wszystko w porządku? – zapytał lekarz, gdy schowała komórkę i spojrzała na niego.

Natalie skinęła.

–Tak, to tylko moja mama. Jak tam Keith? Wszystko z nim dobrze? – zapytała pospiesznie.

-Tak, ma się nieźle. Chcemy zatrzymać go tu na kilka dni pod obserwacją, skoro ostatnio dwa razy zemdlał. Ma też wysoką temperaturę, którą chcemy kontrolować.

-Wiecie co mu jest?

Lekarz westchnął.

– Wygląda na to, że złapał jakiegoś wirusa i przy jego obniżonym systemie odpornościowym jego ciało reaguje inaczej, bardziej agresywnie. Daliśmy mu kroplówkę z odżywkami, ale tak naprawdę to wszystko, co możemy zrobić. To, czego naprawdę potrzebuje to chemioterapia – powiedział ze smutkiem Dr. Normandy.

Natalie zmarszczyła brwi.

– Tak, wiem.

-Mam też pytanie o coś, co mnie zaciekawiło.

-Mianowicie?

-Ma naprawdę wielkie stłuczenie na plecach, ale nie chciał powiedzieć skąd się wzięło. Może ty wiesz?

Skinęła.

– Tak, wiem. Byliśmy na kręglach wieczorem i kiedy wracaliśmy... – przerwała na chwilę, spoglądając na lekarza. – Mój były rzucił go na ciężarówkę kilka razy.

Natalie popatrzyła, jak lekarz notuje coś w karcie.

– Już rozumiem czemu nie chciał powiedzieć – zaśmiał się, próbując rozjaśnić nastrój.

Nagle przyszła jej do głowy okropna myśl.

–Stłuczenie – zaczęła – to przez nie zemdlał?

Dr. Normandy potrząsnął głową.

–Nie, chciałem się tylko upewnić, że to nie objaw, którym powinniśmy się martwić. Nie ma nic wspólnego z jego zemdleniem. Zakładam, ze Keith czuł się źle już od kilku dni, ale nie chciał nikomu mówić.

-Brzmi, jak Keith – westchnęła.

-Chcesz iść się z nim zobaczyć? Myślę, że może jeszcze nie zasnął. Jest zmęczony po badaniach, ale pewnie chciałby cię przez chwilę zobaczyć.

-Zdecydowanie – uśmiechnęła się.

-Pokażę ci jego pokój – powiedział lekarz, gdy wstał a Natalie wzięła swoją torebkę i ruszyła za nim.

Nie była przygotowana, by zobaczyć Keitha w takim stanie, więc kiedy weszła do jego pokoju, musiała wziąć głębszy oddech. Leżał w szpitalnym łóżku pod cienkim kocem. Zmieniono mu jego ubranie na szpitalną piżamę. Lewą rękę trzymał przy boku odwróconą spodem do góry, więc było widać wenflon na wysokości łokcia i podłączoną do niego kroplówkę. Tam, gdzie uderzył się podczas omdlenia miał zabandażowaną twarz.

Nigdy nie widziała Keitha takiego. Bezbronnego. Słabego.

Takiego chorego.

Miał zamknięte oczy i nie będąc pewną czy śpi, cichutko przysunęła sobie krzesło do jego łóżka. Przebiegła palcami po jego rozczochranych włosach i podciągnęła mu koc żeby nie zmarzł.

Kilka minut później otworzył oczy.

-Partnerko – wyszeptał słabo.

-Hej – odszepnęła. – Jak się czujesz? – Pochyliła się i pocałowała go w czoło, czując, że wciąż jest zbyt ciepłe.

Pomogła mu się podnieść.

– Czuję się dobrze. Jest tu mój tato?

Spojrzała na niego przepraszająco.

-Musiał iść do pracy. Powiedział, że przyjedzie tu zaraz po niej.

Wyglądało na to, że ta wiadomość go ucieszyła.

– Ok.

-Nigdy więcej mi tego nie rób – zażądała Natalie.

Wziął jej dłoń w swoją i mocno ścisnął, po czym spojrzał jej w oczy.

-Nie zrobię – wyszeptał, a Natalie była zszokowana, widząc łzy w jego oczach.

Na ten widok łza potoczyła się z jej oka i wsiąkła w koc Keitha. Zaraz potem z jego oka popłynęła łza, wsiąkając w poduszkę.

-Przepraszam, Partnerko – szepnął.

Natalie rozumiała. Rozumiała, że nie mówił tylko o tej nocy. Mówił o wszystkim.

–Obiecaj mi coś, dobrze? – zapytał. Jego głos był stabilny, ale smutny. Skinęła.

-Co? – zapytała równocześnie wydobywając z siebie szloch. Starła kolejną łzę płynącą po policzku i on zrobił to samo.

-Obiecaj mi, że…- przerwał, kierując wzrok na sufit i mrugając szybko. – Że…

-Co?

-Że kiedy odejdę spróbujesz…że ruszysz dalej. Obiecaj mi, że pójdziesz do szkoły i podążysz za marzeniami.

Natalie poczuła się jakby ktoś przeciął jej serce na pół. Wstała z bijącym mocno sercem. Jego słowa odbijały się w jej myślach i cofnęła się o kilka kroków. Zszokowana tymi słowami, przyłożyła dłoń do ust.

Kiedy jego słowa przeszły przez jej myśli ponownie, poczuła jak zaczyna się trząść, jakby zaraz miała zwymiotować.

-Nie mów tak – syknęła. Nie mogę sobie z tym poradzić, przeszło jej przez głowę. – Co ci powiedział lekarz, że mówisz coś takiego?

Nie odpowiedział na pytanie.

–Proszę, po prostu obiecaj – poprosił. –Musze to od ciebie usłyszeć.

Potrząsnęła głową nerwowo.

–Nie, nie proś bym to zrobiła. Nie zrobię. Nie mogę ci tego obiecać. – Łzy potoczyły się po jej twarzy i próbowała je zetrzeć, ale bezcelowo, bo wciąż płynęły nowe.

-Natalie, musisz…

Przerwała mu histerycznie.

–Przestań – zażądała. Podeszła znów do niego. Jej twarz znajdowała się kilka centymetrów od jego. Widziała łzy w jego oczach, ale ją to nie obchodziło. Musiał zrozumieć. – Nigdy nie każ mi ruszyć na przód – powiedziała.

-Obiecaj mi, że chociaż spróbujesz. – Jego głos się złamał.

Jej twarz wyrażała cierpienie.

– Spróbuję? – zapłakała i zrobiła pauzę. –Spróbuję? – Popłynęły kolejne łzy wraz niewielkim szlochem. –Nie mogę spróbować, Keith. To niemożliwe. Życie nie będzie w porządku. Ja nie będę w porządku bez ciebie. Nic nigdy nie będzie w porządku jeżeli ciebie ze mną nie będzie. Czemu to robisz?

Pielęgniarka weszła niezauważenie dla Natalie, kiedy usłyszała zamieszanie. Natalie była tak rozhisteryzowana, że nie wiedziała łez i przejęcia Keitha. Pielęgniarka rozejrzała się i kiedy zauważyła zdenerwowanie Keitha, szybko ujęła Natalie delikatnie za ramię.

-Panienko, muszę cię poprosić, żebyś wyszła – powiedziała łagodnie.

-Nie – krzyknęła, dopiero zauważając, że pielęgniarka trzyma jej rękę. Próbowała się uwolnić, ale była tak zdenerwowana, że nie miała na to siły. – Nie możesz mnie zmusić. Nie zmuszaj mnie bym go zostawiła – płakała.

-Denerwujesz go, to nie jest dla niego dobre. Możesz wrócić jutro, dobrze kochanie? Gdy się uspokoisz.

Na te słowa Natalie przestała się opierać i pozwoliła się wyprowadzić. Spojrzała ostatni raz na Keitha, ale leżał na boku tyłem do niej. Wyszła od niego z sercem połamanym na maleńkie kawałki, które nigdy nie mogły już stać się całością.

Minął cały dzień, a ona wciąż nie wróciła do szpitala, by go zobaczyć. Chciała się upewnić, że nie odstawi kolejnej podobnej sceny. Musiała dać sobie czas na rozważenie słów, które jej powiedział.

Powiedzieć, że było jej wstyd było niedopowiedzeniem. Nie mogła zrozumieć, czemu się tak zachowała i czemu te słowa tak ją uderzyły. W głębi siebie wiedziała, że Keith umiera. Wiedziała, że umrze. Więc czemu, gdy ją poprosił by ruszyła na przód, wszystko wydawało się o wiele gorsze?

Dlatego, że jego słowa uczyniły wszystko bardziej realnym? Nie wiedziała.

Aktualnie siedziała w swoim pokoju zajęta składaniem gaźnika, który Keith dał jej kilka miesięcy wcześniej. Odłożyła proces składania na kilka tygodni, ale tego ranka widząc go na biurku, poczuła nagłą ochotę by skończyć pracę. Nie był to co prawda najlepszy pomysł, skoro jedno spojrzenie na gaźnik spowodowało, że zaczęła myśleć o Keithie. Temacie, o którym próbowała nie myśleć. Problem w tym, że teraz wszystko jej o nim przypominało. Był w jej myślach cały czas i nawet najmniejsza i najbardziej przypadkowa rzecz przywodziła go na myśl. Nawet jeśli nie był tam fizycznie, był cały czas. Tutaj, wszędzie, otaczając ją.

Podskoczyła, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Wycierając palce w papierowy ręcznik leżący na jej kolanach, zawołała – Proszę.

Drzwi lekko się otworzyły i Natalie spojrzała, spodziewając się zobaczyć rodziców. Jednak doznała szoku widząc Brooke stojącą w drzwiach jej sypialni. Nic nie powiedziała, jej ręce zamarły w trakcie procesu czyszczenia. Patrzyła na Brooke w szoku.

-Cześć – powiedziała cicho Brooke, wchodząc i obserwując reakcję Natalie.

Natalie podążyła za nią wzrokiem.

–Cześć – odparła powoli.

Brooke rzuciła okiem na pokój i zwróciła się do Natalie.

– Wiesz Natalie, muszę przeprosić – wyszeptała, wlepiając wzrok w podłogę. –Nie chciałam cię zmuszać byś wybierała między Keithem a mną.

Słyszała szczerość w jej głosie i skinęła.

–Wiem.

Brooke spojrzała na nią z ulgą.

– Słyszałam – powiedziała prosto z mostu.

-Co słyszałaś? – zapytała, kończąc ścieranie oleju z rąk i wyrzucając ręcznik do kosza.

-O – wzięła głęboki oddech. – O Keithie.

Natalie przestała robić cokolwiek i odwróciła spojrzenie od Brooke.

– Jak? – zapytała.

-Nie chciała, byś się złościła, ale Trish, ona mi powiedziała.

Natalie zmarszczyła gniewnie brwi.

– Co? Mówiłam jej…

Brooke jej przerwała.

–Daj mi skończyć. Widzisz, po tym jak powiedziałaś to wszystko w kręgielni, byłam naprawdę smutna i zadzwoniłam do niej i mi powiedziała. Tylko proszę, nie złość się na nią. Zmusiłam ją do tego. Jeśli masz być zła, to na mnie.

-W porządku – westchnęła.

-Tak mi przykro – wyszeptała Brooke. – Mam nadzieję, że mi wierzysz. – Jej głos się nieco złamał.

Łzy wypełniły oczy Natalie i wzruszyła ramionami.

–W porządku. Też powinnam przeprosić. Gdybym ci powiedziała co się dzieje, gdybym była z tobą szczera, nie odbywałybyśmy tej rozmowy.

-Rozumiem czemu nie powiedziałaś; nie do końca go zaakceptowałam – wspomniała.

-Tak, no cóż, rozumiem czemu. Odkąd go poznałam, zaczęłam się inaczej zachowywać.

-Ale wciąż, nie powinnam była go oceniać. Zamiast tego, nie chciałam go nawet poznać, a teraz już za późno – rozpłakała się Brooke, nagle zakrywając twarz dłonią, by ukryć łzy.

-Hej – powiedziała cicho Natalie. –W porządku. Nie płacz, proszę.

-Pewnie mnie nienawidzi. – Pociągnęła nosem. –Byłam taką suką.

-Nie nienawidzi cię – powiedziała. –Nie sądzę by Keith mógł kogokolwiek nienawidzić.

-Obiecuję, że dam mu szansę. Rozumiem, jak jest dla ciebie ważny.

Łza zsunęła się po policzku Natalie.

– Jest – dodała cicho. –Jest bardzo ważny.

-Jak on się miewa? – zapytała niepewnie.

Natalie starła kolejną łzę i wzięła głębszy oddech.

– Jest w szpitalu.

-Co? – zapytała szybko. – Ale dopiero co go widziałam.

-Wiem. Myślę, że czuł się gorzej już od kilku dni. Ale ostatniej nocy się obudził i zemdlał – wyszeptała Natalie.

-O mój Boże – powiedziała. –Ale wszystko z nim dobrze?

Natalie pociągnęła nosem, wpatrując się w biurko.

–Tak, chcą go zatrzymać na obserwacji przez kilka dni. – Zrobiła pauzę. –Chociaż nie wiedziałam go od wczoraj.

-Czemu?

-Wykopali mnie – powiedziała.

-Wykopali? – powtórzyła Brooke. – Serio? Ze szpitala?

Natalie skinęła.

–Taaa.. widzisz, Keith poprosił, bym coś zrobiła.

-Co takiego?

Natalie patrzyła w dół, jak jej łza spływa i upada na jeansy. Obserwowała miejsce, które zrobiło się ciemniejsze, kiedy łza spadła i wsiąkła niemal natychmiast.

W końcu przemówiła.

–Poprosił bym.. bym spróbowała ruszyć na przód kiedy odejdzie i.. i w zasadzie mi trochę odbiło. – Przyłożyła dłoń do oczu. – Nie chcę nawet myśleć o życiu bez niego. To mnie chyba za bardzo zaskoczyło i histeryzowałam. Jest pewnie na mnie naprawdę zły.

Brooke podeszła bliżej.

–Jestem pewna, że to rozumie – powiedziała.

Natalie zakryła twarz dłońmi. Niekontrolowane łzy płynęły po jej twarzy.

-Nie wiem. Mam na myśli, że płakał a ja go zostawiłam.

-W porządku. On zrozumie – powiedziała Brooke, próbując ją pocieszyć.

Ale Natalie nie mogła przestać płakać. Nagle Brooke podeszła i uklęknęła by ją przytulić.

-Ty naprawdę go kochasz, prawda? – powiedziała.

Kocham? pomyślała Natalie. To coś więcej niż miłość.

Natalie weszła niepewnie do kuchni, w której jej rodzice właśnie robili lunch.

-Hej – powiedziała cicho, nie będąc pewną ich reakcji. Nie byłaby zaskoczona, gdyby zaczęli krzyczeć. Martwiła ich swoim zachowaniem już jakiś czas. Jednak zaskoczyło ją, kiedy mama odwróciła się z niewielkim uśmiechem na twarzy.

Skinęła do Natalie, by usiadła przy stole, gdzie właśnie usiadł jej tato.

-Porozmawiałyście sobie z Brooke? – zapytała, płucząc ręce i siadając na przeciwko Natalie.

Natalie skinęła.

–Tak, pogadałyśmy i sądzę, że coś ustaliłyśmy. Więc, chcieliście ze mną pomówić?

Caroline posłała jej słaby uśmiech.

-Tak, twój tato i ja chcielibyśmy cię przede wszystkim przeprosić za to, ze wyszliśmy z sugestią, żebyś nie widywała się z Keithem.

-Dzięki, ale to w większości moja wina. Mam na myśli, że nie powiedziałam nikomu co się dzieje. Powinnam z wami porozmawiać, powiedzieć co się dzieje – przypomniała im Natalie. –Ale tego nie zrobiłam.

Caroline ujęła jej dłoń.

–Ale czemu, kochanie? Czemu trzymałaś to w tajemnicy? Chcemy, byś z nami rozmawiała.

Natalie oczy wypełniły się łzami.

-To zabrzmi naprawdę głupio. Brzmi głupio nawet dla mnie, chociaż sama to robiłam. Z jakiegoś powodu myślałam, że jeśli nikt nie będzie wiedział o Keithie, to kiedy… - Przerwała, by wziąć głębszy oddech.- Kiedy on umrze, będę mogła ruszyć na przód. Że mogłabym ruszyć na przód, bo gdyby nikt o nim nie wiedział, nikt nie mógł by go przywołać w rozmowie.

Caroline zmarszczyła brwi.

– Kochanie, możesz myśleć, że nie mówienie czy nie myślenie o kimś pozwoli ci ruszyć na przód. Ale, gdy kogoś kochasz, milczenie o tym tylko pogarsza sprawę. Rozmowa o nim pomoże ci przez to przejść; to jedyna rzecz, która może pomóc ci przez to przejść. Myśleć o szczęśliwych chwilach, które mieliście.

Natalie podniosła dłoń, by zetrzeć łzy.

–Wiem – szepnęła. –Tylko naprawdę nie chcę rozmawiać o tym teraz. Dobrze?

-Rozumiemy, Natalie – powiedział Pete. –Rozumiemy przez co przechodzisz i przez co przejdziesz. Nie będzie łatwo, ale jesteśmy tu dla ciebie. Od teraz, proszę, rozmawiaj z nami.

-Będę, obiecuję. – Uśmiechnęła się przez łzy.

-Jestem pewna, że to wspaniały chłopiec – powiedziała Caroline i wstała by nalać dla wszystkich herbaty.

-Jest – uśmiechnęła się Natalie. – Jest niesamowity.

Kilka godzin później, rodzice zawieźli Natalie do szpitala. Z początku kłóciła się, że może pojechać sama. Jednak odmówili, nie wiedzieli jak zareaguje widząc Keitha i chcieli się upewnić, że nic jej nie będzie. Upewniła się, że zostaną na zewnątrz zanim nie porozmawia z Keithem i go nie przeprosi. Wtedy będzie mogła go im przedstawić. Kiedy on się na to zgodzi.

Cicho otworzyła drzwi jego pokoju. Jej oczy natychmiast go odnalazły. Leżał na boku. Spał.

-Byłem ciekaw, kiedy się zjawisz – przemówił miękki głos.

Natalie odwróciła wzrok w stronę głosu Henrego.

–Cześć – szepnęła.

Uśmiechnął się i wskazał jej krzesło obok siebie.

– Cieszę się, że jesteś. Keith miał nadzieję, że się zjawisz.

Natalie usiadła.

–Serio? – zapytała, spoglądając na niego w celu potwierdzenia, a on skinął.

-Tak, martwił się o ciebie – powiedział i spojrzał na syna, po czym odwrócił się znów do Natalie.

-O mnie? –zapytała zaskoczona. Nie powinien się o mnie martwić, to nie ja jestem chora-pomyślała ponuro.

-Tak, słyszałem o wczoraj. Jest mu naprawdę przykro. Źle się z tym czuje.

Patrzyła na śpiącego Keitha przez minutę, zanim odpowiedziała.

–Nie jemu powinno być przykro, tylko mi. Nie powinnam się była tak zachowywać. Myślę, że bardzo go zdenerwowałam. Ale on zupełnie mnie rozbroił.

Pan Zatterstrom skinął. Siedzieli przez chwilę w ciszy, zanim Natalie zapytała.

– Czy lekarz powiedział coś wczoraj Keithowi? Coś o czym powinnam wiedzieć? – Jej głos się lekko złamał. – Bo kiedy wreszcie mogłam go zobaczyć, powodem dla którego mi odbiło, było to, że Keith zaczął mówić, bym ruszyła na przód, kiedy on umrze. I to było takie nagłe…

-Powiedział – przerwał jej Henry. –Przykro mi, że ci nie powiedział.

Natalie obserwowała, jak Keith obrócił się na plecy, ale się nie zbudził.

-Spał cały dzień? – zapytała nagle.

Pan Zatterstrom skinął a Natalie wstała, by poprawić koc Keitha, który spadł podczas ruchu.

–Więc? – zaczęła powoli. – Co dokładnie mówił dr Normandy?

Pan Zatterstrom westchnął.

–Wiesz, że on nie ma się za dobrze, prawda? – zapytał ją i rzucił Keithowi ostatnie spojrzenie, po czym zwrócił się do Natalie. Skinęła niechętnie. –Zatem, nie będę owijał w bawełnę. Sądzą, że zostało mu nie więcej niż kilka tygodni. Pogarsza mu się z każdym dniem.

Tygodnie.

To słowo spowodowało, że dreszcz przeszedł przez jej kręgosłup. To było zbyt wcześnie. Nie była gotowa.

-Tygodnie – powtórzyła i poczuła jakby to słowo było jej obce. Jakby wyszło z jej ust niemal bezprawnie. –Ale – powiedziała bez tchu. –Ja nie jestem…

-…gotowa? – dokończył pan Zatterstrom.

-Właśnie.

-Ani ja. – Spojrzał na Keitha i Natalie zobaczyła łzę spływającą mu po policzku.

Potrząsnęła głową w niedowierzaniu.

–To po prostu za szybko, za szybko – szepnęła.

Nagle Henry wstał.

–Idę po kawę – mruknął, szybko wychodząc z pokoju.

Natalie poczuła się winna. Miała nadzieję, ze nie pytała o zbyt wiele. Nie chciała go zdenerwować. Nie mogła sobie wyobrazić żalu, jaki musiał teraz odczuwać Henry. Prawdopodobnie był gorszy od tego, który czuła ona.

A w takim przypadku, nie mogła wyobrazić sobie jego bólu.

Nie wiedziała jak długo siedziała tam, obserwując Keitha śpiącego.

-Partnerko? – powiedział cichy głos.

Musiała być głęboko pogrążona w myślach, skoro nie zauważyła, że się obudził. Odwrócił się na boku do niej. Był zarumieniony i wyglądał na zdziwionego, ale ucieszonego jej widokiem.

-Przyszłaś – powiedział.

-Oczywiście, że przyszłam – wyszeptała, wstając z krzesła i siadając obok niego na łóżku.

Ujęła jego dłoń, splatając ich palce razem i pochyliła się by pocałować go w usta. Będzie tęskniła za tymi ustami. Pocałowała go znów, zanim się wyprostowała.

-Jesteś zziębnięty – skomentowała, uświadamiając sobie, że jego usta i dłoń były chłodne.

Wzruszył ramionami.

–Taa.. – odarł smutno, ale zaraz uśmiechnął się chytrze. – Ale znam sposób jak mnie rozgrzać.

-Jaki? – zapytała.

-Połóż się obok – szepnął i odchylił koc, żeby mogła pod niego wejść.

-W życiu się nie zmieścimy – szepnęła, jednak wspięła się do niego. Chciała być jak najbliżej. – Jesteś szurnięty – dodała, kiedy się ułożyli.

Zaśmiał się, kładąc głowę na poduszce.

–Ja? – zapytał. – Nie gadaj.

Natalie patrzyła na niego i zaczęła delikatnie przesuwać palcami po jego policzku, po czole, wokół oczu aż do podbródka.

-Co-co ty robisz? – zapytał.

-Zapamiętuję cię – powiedziała miękko, spoglądając mu w oczy. Delikatnie ujął jej rękę, by przestała.

-Ty już mnie całego znasz – powiedział gładko.

Natalie uśmiechnęła się miękko i skinęła.

– Keith – szepnęła. – Tak bardzo cię przepraszam.

Zmarszczył brwi, nie rozumiejąc.

– Za co?

-Za wczoraj. To-to było takie nagłe – przyznała.

-W porządku – odparł szczerze, przesuwając palcami po jej włosach.

Natalie westchnęła.

–Ale byłeś smutny, a ja cię zostawiłam.

Uśmiechnął się.

– Nie za bardzo miałaś wyjście – zażartował.

Pociągnęłam nosem.

– Przeze mnie się rozpłakałeś.

Przełknął ślinę, zaciskając powieki.

– Nie płakałem.

Natalie lekko szlochnęła na jego zaprzeczenie.

–Owszem, płakałeś a ja cię zostawiłam, gdy powinnam być tutaj. Z tobą.

-Nie płakałem – powiedział dobitnie. – Cóż, przynajmniej nie całkiem. – Zamrugał raptownie, żeby powstrzymać łzy. –To nie był prawdziwy płacz. To były tylko łzy – wyjaśnił.

-Nie ma różnicy – nie zgodziła się.

-Owszem, Natalie, jest. –Jego głos się złamał.

-Jaka? – zapytała.

-Taka – zaczął, ale musiał przerwać, by się pozbierać. Łzy zaczęły płynąć po jego policzkach i wsiąkać w poduszkę, powodując, że z oczu Natalie także popłynęły łzy. –Teraz – powiedział zdławionym głosem – Teraz-teraz to jest płacz.

Delikatnie przyciągnął ją, jeśli to możliwe, jeszcze bliżej siebie. Poczuła jak jego łzy spływają na jej policzek a jego pierś drga od szlochu. Objęła go ramionami, łapiąc się mocno jego piżamy i przyciskając, by ich ciała znalazły się tak blisko siebie, jak to tylko możliwe.

-Kocham cię – wydyszał pomiędzy łzami.

Natalie szlochała, a ich łzy się mieszały ze sobą.

– Ja też cię kocham.

Tak, Keith miał rację, pomyślała. Teraz płakali.