Rozdział 8
Ta chwila
Keith spędził w szpitalu trzy kolejne dni, aż wreszcie nadszedł dzień, gdy mógł wyjść i wrócić do domu.
Był wczesny poranek i Natalie szła szybko szpitalnym korytarzem. Nie widziała Keitha od poprzedniego wieczoru i już tęskniła za ciepłymi uczuciami, które dawała jej jego obecność. Była niezwykle podekscytowana jego wyjściem ze szpitala. Chciała spędzić pozostałe mu dni możliwie jak najintensywniej i chciała wyciągnąć go ze szpitala, żeby wreszcie mogli to robić. Wciąż była niesamowicie smuta, ale mocno się starała być szczęśliwą dla niego.
Położywszy rękę na klamce, otworzyła drzwi jego sali. Usłyszał jej wejście i odwrócił się z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Hej – powiedziała. – Podekscytowany wyjściem? – zapytała. Zmienił już szpitalną piżamę na własne ubrania.
Skinął pospiesznie.
– Nie mogę się doczekać, by się stąd wynieść – powiedział.
Pocałowała go i usiadła na krześle.
– Co chcesz dziś robić? – zapytała. – Jakieś pomysły?
Keith wyglądał na zamyślonego przez chwilę zanim odpowiedział.
– Może…Lody?
Natalie wywróciła oczami.
–Naprawdę kochasz lody, co?
Keithowi błyszczały oczy.
–Tak. Kocham je. – Uśmiechnął się. – Bardzo – dodał.
-Ale nie bardziej ode mnie, prawda? – zażartowała.
-Hmm.. – wyszczerzył się w uśmiechu. – Muszę pomyśleć… To trudne...
-Keith – upomniała go, lekko uderzając w ramię.
Wciąż wyglądał na zamyślonego.
– Ok., ok. Jeśli już naprawdę każesz mi wybierać… Myślę, że wybiorę…
Został uciszony przez Natalie, która przyłożyła usta do jego, zapobiegając odpowiedzi. Całowali się kilka chwil i kiedy wreszcie przestali, Keith musiał przełknąć ślinę, by trochę się pozbierać.
-Mmmm…- Skinął, patrząc jej w oczy. – Zdecydowanie ciebie.
-Prawidłowa odpowiedź – zaśmiała się. – Więc możemy iść? Zdobądźmy ci jakieś lody – uśmiechnęła się.
-Czekam, aż dr Normandy i tata wrócą - powiedział. – Dr Normandy chciał porozmawiać z tatą o czymś na osobności. – Wywrócił oczami. – Nie ma ich już całą wieczność.
-Twój tato tu jest? – zaciekawiła się. – Nie mówiłeś czasem, że rano pojechał do pracy?
Keith skinął.
– Tak, ale dr Normandy musiał porozmawiać z nim o czymś pilnym.
Natalie była zdziwiona.
– O czym?
Keith wzruszył ramionami, wyrywając wystającą nitkę z brzegu koszulki.
–Nie mam pojęcia. Powinni tu zaraz być, w każdym razie. Tata nie może być zbyt późno w pracy – powiedział.
Rozmawiali przez chwilę i niedługo dr Normandy i Henry weszli do pokoju. Kiedy Natalie spojrzała na Henrego, jej serce zamarło. Miał czerwone i spuchnięte oczy, najwyraźniej płakał.
-Co tam, tato? – zapytał Keith. – Czemu jesteś smutny? – chciał wiedzieć, również dostrzegając czerwone oczy ojca.
-Nie jestem smutny, Keith – uśmiechnął się.
Keith zmarszczył brwi.
– Tato, generalnie kiedy ktoś płacze, jest smutny – powiedział.
-Ale Keith, to – znów się uśmiechnął, biorąc głębszy oddech. – To są łzy szczęścia.
-Łzy szczęścia? – powtórzył Keith. Natalie rzuciła Henremu zdziwione spojrzenie. – Co masz na myśli? – zapytał.
Henry podszedł do syna.
–Właśnie rozmawiałem z dr Normandym – powiedział, skinąwszy w kierunku lekarza. – I ktoś, kto chce zostać anonimowy, zadecydował, że zapłaci twoje rachunki za leczenie.
Natalie poczuła, jak jej serce wypełnia radość.
– Jego rachunki za leczenie – zachłysnęła się, z powoli rosnącym uśmiechem. Henry jej skinął i chciał coś powiedzieć, ale Keith był pierwszy.
-Czemu teraz? I tak niedługo umrę, prawda? Jaki w tym cel? – powiedział, ściśniętym tonem.
Wyskoczył z łóżka i ruszył w stronę wyjścia.
– Możemy iść? – szepnął. – I zapomnieć o tym? Nie chcę tu być ani minuty dłużej, dobra? To jest głupie.
Henry złapał delikatnie jego nadgarstek, powstrzymując przed wyjściem.
-Keith, nie zrozumiałeś.
Keith zamrugał.
– Co masz na myśli?
-Chcą zapłacić za twoje dalsze leczenie, Keith.
Natalie poczuła łzy; łzy szczęścia, stające jej w oczach.
–Mój Boże – szepnęła, zakrywając w szoku usta dłonią.
-Leczenie? – szepnął Keith, wyglądając na zdezorientowanego.
Henry posłał mu łzawy uśmiech.
– Nie rozumiesz, Keith? Będziesz dostawał chemię.
Kiedy słowa ojca wreszcie do niego dotarły, cofnął się i wpadł na szpitalne łóżko, nie mogąc wydobyć głosu.
Natalie podskoczyła, z toczącymi się po policzkach łzami szczęścia. Przytuliła mocno wciąż zszokowanego Keitha.
– Dostałeś swój cud – wyszeptała mu do ucha i pocałowała go w czoło.
Od porannych wiadomości Natalie czuła, jakby żyła we śnie. Ale tak nie było.
Żyła w rzeczywistości.
Omówili, że Keith powinien dostać chemioterapię natychmiast. Zatem, następnego dnia z rana miał przyjąć pierwszą dawkę. Nie poprosił Natalie, żeby z nim pojechała, chociaż bardzo tego chciała. Rozumiała jednak, ze to było dla niego coś osobistego i miała nadzieję, że któregoś razu pozwoli jej przyjść.
Po obiedzie poszli w końcu na lody. Keith zamówił ogromną lodowy deser z posypką, bitą śmietaną i karmelem, podczas gdy ona tylko małą porcję waniliowych lodów z posypką. Szczerze, Natalie wciąż nie wiedziała, jak Keith miał zamiar zmieścić w siebie tę całą porcję. Nawet zapytała go o to, ale tylko wywrócił oczami, niezwykle ucieszony i powiedział, że to wcale nie będzie za dużo.
Po lodach postanowili pojechać do swojego miejsca żeby porozmawiać. Była pełnia, a niebo było przejrzyste tak, że większość gwiazd było widocznych. Oboje leżeli na plecach i Keith właśnie pokazywał Natalie różne formacje gwiazd.
-To jest Mleczna Droga – powiedział, wskazując na konkretne miejsce na niebie.
-Jest taka piękna – westchnęła, z głową spoczywającą na piersi Keitha. – Skąd znasz te wszystkie formacje? Nie mieliśmy astronomii w liceum.
Keith opuścił rękę, kładąc ją przy boku.
– Coż, kiedy znalzałem to miejsce, zobaczyłem jak dobrze stąd widać gwiazdy. Więc w sumie sam się nauczułem o różnych konstelacjach i tak dalej.
-To jest super – uśmiechnęła się. – Musisz mnie kiedyś nauczuć.
Keith objął ją ramieniem i przycisnął do siebie.
– Zdecydowanie.
-Denerwujesz się jutrem? – chciała wiedzieć, delikatnie przesuwając palcami wzdłuż jego ramienia.
-Czemu miałbym się denerwować? Już raz to robiłem – powiedział.
-Wiem… Ja się trochę denerwuje i nie wiem czemu –wyznała.
-Czym się denerwujesz? – zdumiał się.
Natalie myślała przez chwilę.
– Nie wiem. Może tym, że.. co jeśli nie zadziała? Chemia, mam na myśli. Po tym wszystkim i tak mogłabym cię stracić.
Przycisnął ją do siebie mocniej.
– Wszystko pójdzie dobrze. Dobijasz się tym myśleniem, że może nie zadziałać, wierz mi. Dr Normandy jest niemal pewien, że zadziała.
-Ale…
-Cii – mruknął. – Po prostu się o to nie martw, dobra? – powiedział miękko.
-Nie będę – odparła.
-Obiecujesz?
Skinęła.
– Jak to wygląda? – zapytała.
-Chemia? No cóż, powiedzieli, że będą mi podawać kroplówki, co nie jest zbyt bolesne. Będę też pewnie musiał łykać jakieś pigułki.
-Nie, miałam na myśli, jak wyglądają objawy.
-A, one – powiedział z lekką nutką strachu. – No cóż, one są w zasadzie do kitu. Mogę stracić włosy, chociaż nie straciłem tamtym razem. Niektórzy po prostu tak mają. Jesteś też często zmęczony, bardzo zmęczony, tak, że czasem nie chce ci się nawet wstać z łóżka. Masz w kółko mdłości, a czasem po prostu boli.
-Boli? – powtórzyła.
-Tak, całe ciało wypełnia ból – powiedział.
-Twoje objawy są silne? – zapytała, odsuwając jego rękę, żeby mogła na niego spojrzeć.
Przez chwilę wyglądał na zamyślonego.
– Nie wiem. Mogą się różnić przy każdym leczeniu. Ostatnio było mi tylko bardzo niedobrze i byłem wyczerpany. Ale tym razem objawy mogą się zmienić.
Natalie podniosła rękę i przesunęła ją po jego miękkich włosach.
– Przykro mi – powiedziała delikatnie. Zawiał chłodniejszy podmuch i dostała gęsiej skórki.
Keith potarł jej ramię, by ją ogrzać.
– Niech ci nie będzie, Partnerko. Poradzę sobie.
-A ja tu będę z tobą przez cały czas – odparła.
Widziała, jak mgnienie czegoś przeszło przez jego twarz i w tym momencie wiedziała, że chciał jej powiedzieć, że sam poradzi sobie sam. Jednak tym razem coś w jego postawie się zmieniło.
– Dzięki – uśmiechnął się. - Póki jesteś ze mną nie mam się o co martwić, no nie? – wyszeptał.
Natalie skinęła i wtedy Keith uniósł się, by delikatnie przyłożyć usta do jej ust. Jednak tym razem było inaczej. Ich pocałunki były powolne. Oboje się nie spieszyli. Natalie całowała go, miękknąc pod jego dotykiem.
Przekręcił się, by znaleźć się nad nią, a ona skinęła głową na jego pytające spojrzenie. Znów pocałował ją w usta, odsuwając jej włosy z twarzy i spoglądając w oczy. Wyciągnął dodatkowy koc, który ze sobą woził i okrył ich, a ich usta ani razu się nie rozdzieliły.
Chciała by zostali tak na zawsze. W tej chwili. Nie chciała by ta chwila odeszła. Była pewna, że gdyby mogła, zatrzymałaby ją na zawsze. Poruszali się w jednym rytmie i byli jednością – on był częścią niej, a ona niego. To była ich chwila i nie chciała nic więcej. Nic więcej się nie liczyło.
Objęła go rękami, jakby to miało przysunąć go jeszcze bliżej. Ich nagie ciała się stykały, byli najbliżej siebie, najbliżej jak to tylko możliwe. Nie chciała by to się skończyło. Ale kilka sekund później, Natalie zauważyła, że coś było nie tak. Nie tylko oni się poruszali. Poruszała się z nimi cała ziemia. To nagłe uświadomienie ją uderzyło.
-Ciężarówka się porusza – wydyszała, łapiąc mocniej Keitha.
Jej słowa go nie speszyły i wciąż się poruszali.
–Keith – powiedziała urywanym oddechem. Pochylił się i uciszył ją pocałunkiem.
-Cii…- szepnął ściśniętym głosem. Patrzył w jej oczy a ona patrzyła w jego, przyciągając go bliżej. Uśmiechnęła się w jego usta.
Ta chwila - ich chwila, była idealna.
Zaczęli zwalniać i nagle ciało Keitha się spięło, a chwilę później położył głowę na jej ramieniu, oddychając szybko.
-Kocham cię – wyszeptał, ogrzewając oddechem jej szyję. – Bezgranicznie.
Natalie wciąż go trzymała, ich piersi falowały nierówno.
-Bezgranicznie – powtórzyła.*
Ciężarówka staczała się bliżej i bliżej brzegu, ale żadne z nich się nie ruszyło. Zostali tak, zachowując tę chwilę na zawsze i bezgranicznie.
Natalie zapięła sweter po zrywie wiatru, który rozrzucił jej włosy w różne strony, gdy szła do domu. Przed wejściem, popatrzyła na niebo i zobaczyła, że zbierają się chmury.
-Mamo, jestem w domu – zawołała, odkładając rakietę do tenisa na szafkę w korytarzu. – Wygląda na to, że idzie burza – powiedziała, wchodząc do kuchni.
Jej mama kończyła kroić warzywa, kiedy Natalie weszła.
-Tak, spodziewamy się wielkiej burzy z deszczem. Jak tam tenis? – zapytała, wycierając ręce w ścierkę.
Natalie wzięła marchewkę i włożyła ją sobie do ust.
–Nieźle. Fajnie było wrócić po przerwie. Co na obiad?
-Pieczeń.
Natalie przełknęła.
– Brzmi dobrze…Ktoś ma przyjść? – zapytała, dostrzegając dodatkowy talerz na stole.
-Tak. – Jej mama otworzyła piekarnik, by sprawdzić pieczeń.
-O, kto?
-Nie dzwonił? – zapytała Caroline, zamykając piekarnik.
Zapach rozszedł się po kuchni, sprawiając, że Natalie zaburczało w brzuchu.
-Kto?
-Keith.
Natalie wyjęła komórkę z kieszeni, ale nie było na niej nieodebranych połączeń.
-Nie, powinien był zaraz leczeniu, ale jeszcze nie dzwonił – powiedziała. – Pomyślałam, że zadzwoni jak się zdrzemnie. Coś jest nie tak?
Caroline pokręciła głową, rozkładając naczynia i sztućce na stole.
-Dzwonił Henry. Musi iść na noc do pracy i prosił byśmy przypilnowali Keitha. Nie chce żeby został sam.
Natalie uśmiechnęła się pod nosem. Cieszyła się, że jej rodzice i ojciec Keitha doszli do porozumienia.
-Och – odparła zaskoczona. – Zastanawiam się czemu Keith nie zadzwonił.
Caroline rzuciła pokrojone marchewki i pomidory do miski.
-Pewnie nie chciał robić z tego zamieszania. – Spojrzała na kuchenny zegar. – Idź się przebrać. Podejrzewam, że zaraz tu będzie.
-Ok. – powiedziała Natalie, wychodząc z kuchni i idąc do swojego pokoju.
Usłyszała dzwonek do drzwi, jak tylko skończyła się przebierać. Wychodząc z pokoju, szybko związała włosy w kucyk. Jej mama właśnie otworzyła drzwi i wpuściła Keitha.
Wyglądał dość niepewnie, wchodząc i trzymając w ręce niewielką torbę. Jego wzrok szybko odszukał Natalie.
-Hej – uśmiechnęła się. Podeszła do niego, przyciągając go do siebie i całując w usta. – Ja się masz? – zapytała.
-Dobrze – uśmiechnął się, całując ją znowu. Rzuciła mu spojrzenie, więc dodał –Tylko zmęczony.
-Zaraz będzie obiad, Natalie. Powinnaś pokazać Keithowi gościnny pokój, gdzie będzie spał – powiedziała jej mama i wróciła do kuchni.
Natalie uśmiechnęła się, biorąc go za rękę i ciągnąc za sobą na schody. Gdy weszli do pokoju, wzięła od niego torbę i położyła na komodzie. Keith stał w drzwiach i rozglądał się po wnętrzu.
-Ładnie. Podobają mi się kwiaty- skomentował.
Wszędzie były różne kwiatowe wzory. Kołdra była w róże, narzuta w lilie, podczas gdy tapeta była kombinacją różnych rodzajów kwiatów. Wszystko się okropnie gryzło i dawało efekt, na który nie można było patrzeć dłużej niż przez minutę.
Natalie wywróciła oczami.
– Powiedzmy, że mama próbowała swoich sił w dekoratorstwie i to jej za bardzo nie wyszło.
-To widzę – szepnął.
– Co to miało znaczyć? – Nastroszyła brwi z lekkim rozbawieniem.
Podszedł i usiadł na łóżku.
– Nic – odparł niewinnie.
-Będę udawała, że tego nie słyszałam. – Usiadła obok niego. Zdjął z siebie czarną bluzę i położył na łóżku.
-Wiesz – zaczął, gdy Natalie usiadła mu na kolanach i objęła rękami. – Zaczynam myśleć, że nie odzyskam już mojej kurtki.
Natalie spojrzała na niego poważnie.
– Jakiej kurtki?
-Jesteś głupiutka. – Objął ją mocniej. – Teraz muszę nosić moją starą, czarną bluzę. Nie pasuje mi – zażartował.
-Tak mi przykro – zaśmiała się i pocałowała go znowu w usta. Mogłaby go tak całować cały dzień. – Ale wiesz, że uwielbiasz mnie w tej kurtce – zadeklarowała.
-Och, zatem przyznajesz, że ją masz?
-Nie, tylko tak mówię – wystawiła mu język.
Keith się zaśmiał.
– Cóż, nie będę kłamał, moja kurtka dobrze na tobie wygląda.
Patrzył, jak Natalie zakłada jego czarną bluzę przez głowę, sprawiając, że kilka kosmyków wyśliznęło się z jej kucyka.
-No nie – zachichotał. –Tylko nie moją bluzę. Będę marzł.
Uśmiechnęła się psotnie.
– Cóż, jeśli się będziesz zachowywał, może ci ją oddam.
-Więc w takim razie raczej jej nie odzyskam. – Uderzyła go lekko w ramię i osunął się do tyłu na łóżko. – Chodź tu – szepnął.
Położyła się obok i głowę ułożyła na jego piersi.
-Martwiłam się – szepnęła nagle.
Zaczął ją głaskać po włosach i Natalie nie chciała by kiedykolwiek przestał.
-O…? – zapytał.
-O dzisiaj – szepnęła.
-Wszystko poszło dobrze.
Natalie westchnęła.
–Nie zadzwoniłeś – odparła, z nutką poczucia krzywdy, którą on wychwycił.
Podniosła się na łokciu by spotkać jego wzrok.
– Przepraszam – powiedział. – Miałem zamiar, ale zasnąłem. Potem okazało się, że przyjeżdżam tu. Rodzice spiskowali przeciw nam, albo przynajmniej przeciw mnie, więc pomyślałem, że i tak się spotkamy, więc nie ma powodu dzwonić.
-Następnym razem po prostu zadzwoń, ok.?
-Obiecuję – powiedział i przyciągnął ją bliżej.
Kątem oka dostrzegła na jego ręce coś, na widok czego jej serce zamarło. Usiadła, ciągnąc go za sobą.
-Co to? – zapytała, wskazując jego rękę.
Spojrzał za jej wzrokiem.
–Kroplówka – wyjaśnił.
Zmarszczyła brwi.
– Boli?
-Nie bardzo – wzruszył ramionami. –Może trochę. Igła jest większa niż zwykle, więc jest trochę obolałe.
-Biedactwo.
Zarumienił się.
– Wiesz, myślę że całus może trochę pomóc. – Spojrzał jej w oczy.
-Jesteś taki niebezpośredni – zażartowała, całując go w usta.
-Staram się – posłał jej uśmieszek.
Pocałowała go raz jeszcze, zdjęła bluzę i poprawiła włosy.
-Chyba powinniśmy zejść – powiedziała.
Wstała z łóżka, czekając by za nią poszedł. Odwróciła się, gdy się nie ruszył.
-Idziesz?
Jego wzrok był wbity w podłogę.
- Co jest? – zapytała, wyczuwając jego zmianę nastroju. – Keith?
Podniósł głowę i oblizał usta.
-Ja…- zaczął, ale nagle wstał, potrząsając głową. – Nieważne.
Podeszła do niego. Delikatnie wsunęła swoją dłoń w jego.
-Nie, powiedz. Co jest? – zapytała miękko.
Spojrzał w podłogę.
–Źle się czuję – szepnął.
-Och, Keith. Jeśli chcesz możesz się przespać. Moja mama…
Potrząsnął głową żywo.
– Nie, chodzi mi o bycie tutaj. Czuję się.. nie wiem.. jakbym się wpraszał. Oni nawet mnie nie znają. Spotkałem ich tylko raz w szpitalu.
-Nie przejmuj się, oni o to nie dbają. Poza tym jestem pewna, że cię pokochają.
Był cicho przez chwilę, jakby rozważał coś sam ze sobą.
– Cóż, skoro jesteś taka pewna – powiedział.
Natalie skinęła z uśmiechem.
– Potwierdzam. A teraz przestań jęczeć i chodź.
Jak tylko Keith i Natalie weszli do kuchni, Cynthia, młodsza siostra Natalie, zaczęła natychmiast go lubić.
-Keith – zaczęła Cyntia – usiądź koło mnie, proszę – powiedziała, wskazując puste miejsce obok siebie.
Keith wyglądał na nieco zakłopotanego, ale zrobił jak prosiła. Natalie usiadła na pustym krześle obok niego.
Wszyscy inni też usiedli i zaczęli sobie nakładać jedzenie. Kiedy talerz Cyntii był pełny, wzięła gryz pieczeni i znów się odezwała.
-Widziałam na zewnątrz twoją ciężarówkę. Jest żółta i jest super. To twoja, prawda?
-Tak, to moja. – Spojrzał na nią z uśmiechem.
-Jest taka super. Będę mogła kiedyś wsiąść?
Zachichotał.
– Jasne. – Popatrzył szybko na Natalie z uśmiechem na twarzy. Trąciła go ramieniem, jakby mówiła „Mówiłam ci."
-Czy twoja ciężarówka ma imię? – zapytała Cynthia.
Keith wziął gryz sałatki, zanim odpowiedział.
– Owszem, ma.
-Jakie?
-Honeybun – powiedział.
Cynthia zachichotała.
– Śmiesznie. Więc jesteś chłopakiem Natalie? – zastanawiała się, patrząc między siostrę a Keitha.
-Cynthia! – upomniała ją Natalie, nastroszając brwi i posyłając jej groźne spojrzenie.
Odchrząknął i jego głos wydobył się trochę nerwowo.
–Tak – szepnął powoli. Natalie uśmiechnęła się do niego i ujęła jego dłoń pod stołem, ściskając.
-Więc, Keith – zaczęła jej mama. – Jakie masz plany na przyszły semestr?
Natalie poczuła, jak Keith zesztywniał na to nagłe pytanie.
-Och, eee…
-Mamo – szepnęła Natalie.
Caroline spojrzała na nią.
– Natalie, ja tylko zadaje proste pytanie.
-Eee.. w sumie tak naprawdę nie wiem – powiedział Keith. Rozejrzał się po pokoju, jakby szukając odpowiednich słów. –J-ja nigdy nie sądziłem, że będę musiał planować przyszłość, aż tak daleko do przodu. – Popatrzył na swój talerz, nie wiedząc co jeszcze powiedzieć.
-Przepraszam, skarbie – powiedziała Caroline. – Że o tym wspomniałam. Nie wiem co sobie myślałam.
Keith podniósł wzrok.
–W porządku. – Zrobił chwilową pauzę, ale zaraz dodał. – Wiecie, nigdy naprawdę nie myślałem o swojej przyszłości. Myślałem tylko o następnym dniu. Wydaje mi się, że przyszłość była dla mnie zawsze jakoś tam nieosiągalna. To dziwne myśleć, że mógłbym… To po prostu dziwne – wymamrotał, biorąc gryz pieczeni ze wzrokiem wbitym w talerz.
Wszyscy przy stole odwrócili głowy i patrzyli na Keitha po jego osobistym wyznaniu. Rodzina była cicho przez dłuższą chwilę. Keith wrócił do jedzenia, nie zauważając spojrzeń rodziny Natalie, ale nagle Caroline przemówiła, przerywając niezręczną ciszę.
-Ale teraz – powiedziała miękko, czekając aż Keith na nią spojrzy. –Możesz już o niej myśleć, prawda? O przyszłości, mam na myśli. Jest tyle rzeczy, które będziesz mógł robić, tak wiele rzeczy, które możesz zdobyć.
-Cóż… – Keith skinął z wielkim zadowoleniem. – Niebo jest ograniczeniem, prawda?
-Tak – Caroline uśmiechnęła się, skinąwszy.- Jest.
Natalie wyszła z pokoju Keitha, rzucając ostatnie spojrzenie na jego śpiący kształt, zanim zamknęła drzwi.
Kiedy zeszła na dół jej rodzeństwo wyszło, ale rodzice wciąż oglądali telewizję, siedząc na kanapie. Coś w ich postawie martwiło Natalie – coś było nie tak.
Weszła do salonu, studiując twarze rodziców i próbując zrozumieć, o czym myśleli. Atmosfera w pokoju zmieniła się z ciepłej i rozbawionej na pełną spokoju… I czegoś, czego nie mogła rozszyfrować. Mimowolnie się wzdrygnęła.
-Więc, Keithowi chyba się tu podoba – przemówiła, siadając w fotelu obok kanapy. – Polubiliście go?
Jej mama odwróciła się by na nią spojrzeć.
– Jest bardzo miłym chłopcem, kochanie.
Natalie uśmiechnęła się, nawet jeśli uśmiech nie objął jej oczu.
–Więc…
– Niedługo zaczyna się semestr – powiedziała Caroline.
Natalie spojrzała na ojca, który patrzył w telewizor, ale najwyraźniej nic w nim nie wiedział.
-Eee.. Taak – odparła. – Co wy…
-Zamierzasz w ogóle iść na studia? – przerwał jej Pete, który wreszcie odwrócił na nią wzrok od telewizora.
-Oczywiście, że zamierzam iść na studia – odparła z sarkazmem.
-W tym roku? – dodał jej ojciec.
Pokój wypełniła martwa cisza. Natalie otwierała i zamykała usta, próbując znaleźć słowa, które wyraziłaby co myśli i czuje.
-Nie zamierzasz, prawda? – szepnął Pete. – Dostałaś się do Duke, Natalie. Duke. A teraz to porzucasz; porzucasz swoją przyszłość – powiedział.
Natalie przełknęła ślinę.
– Ni-nie mogę – szepnęła, spoglądając na ojca nerwowo. – Nie mogę iść, przykro mi.
-Czemu? – zapytał.
Natalie wskazała na górę.
– Przez Keitha, tato – odparła nieśmiało i cicho.
Nie odzywał się przez chwilę i Natalie wstrzymywała oddech, czekając aż zacznie krzyczeć, ale ją zaskoczył.
-Rozumiem czemu nie chcesz pójść, ale to było twoje marzenie.
Natalie potrząsnęła głową.
-Nie tato, nie było. Duke zawsze było twoim marzeniem. Nawet nie chcę iść do Duke, nigdy nawet nie chciałam – przyznała. Przyznanie tego było jak ściągnięcie z jej ramion wielkiego ciężaru.
Jej ojciec pokręcił głową przecząco.
-Nie wierzę ci. Tylko tak mówisz.
Natalie westchnęła.
– Przykro mi.
I było jej przykro. Nie chciała mu zrobić przykrości, ale to był czas, by zacząć robić to, czego chciała, a nie tego co chciał jej tato. Wstała z fotela i posłała rodzicom przepraszające spojrzenie.
Postawiła stopę na pierwszym schodzie, kiedy jej tato przemówił.
-Będziesz tego żałować, Natalie. Wiem, jak smakuje żal i nie chcę byś sama tego próbowała. Żal nie jest czymś, z czym bym chciał, żebyś musiała żyć.
Odwróciła się, by na nich spojrzeć.
-Żałować tego? – szepnęła. – Wiecie czego bym żałowała? Chodzenia na studia i nie spędzania czasu z Keithem. Dostaje chemię, owszem, ale to nie znaczy, że przeżyje. Jak dla mnie, gdyby umarł, a mnie tutaj nie było… Cóż, to by było coś czego bym żałowała. Możecie być mną rozczarowani i zrozumiem to, naprawdę zrozumiem. Ale nie podejmę ryzyka i nie będę żałowała, że jestem tu z nim. Nigdy. – Potrząsnęła głową. – Bo to jest ten żal, z którym nie sądzę bym mogła żyć. Mam tylko nadzieję, że też to kiedyś zrozumiecie.
Jej rodzice byli cicho, ale nie czekała na odpowiedź. Lepiej było ich zostawić, żeby przespali się z tym, co im powiedziała. Dać im czas na przyswojenie jej słów.
Przed pójściem do swojego pokoju, zaszła do Keitha. Ściągnęła narzutę z drugiego łóżka, robiąc sobie miejsce. Przykryła się narzutą, odwracając się na bok twarzą do Keitha i patrzyła jak jego pierś podnosi się i opada podczas snu.
Nie wiedziała, jak długo tak leżała, patrząc jak śpi. To mogły być minuty albo godziny. Czas nie zapisywał się w jej umyśle. Gdy poczuła, że jej oczy opadają, niechętnie się podniosła. Zanim zamknęła drzwi jego pokoju, rzuciła mu ostanie spojrzenie i wiedziała.
Nigdy nie będzie żałowała swojej decyzji.
Notka od tłumaczki: Tam w jednym miejscu dałam gwiazdkę przy słowie 'Bezgranicznie'. Dla Waszej informacji: właśnie tak w tekście tłumaczę zwykle zwrot 'Times Infinity'. Nie wiem, czy słusznie, ale z jakiegoś powodu uznałam za istotną tę informację. Bo wiecie... Times Infinity tak idealnie do nich pasuje... :) Pozdrawiam!
