Rozdział 9
Prosta rzecz
Następnego ranka, Natalie zbudziła się późno. Wzięła szlafrok wiszący na krześle i założyła go zanim ruszyła do łazienki. Związała włosy w kucyk i obmyła twarz wodą. Po odświeżeniu, wyszła z pokoju z zamiarem pójścia do kuchni i znalezienia czegoś na śniadanie. Jednak gdy tylko wyszła z pokoju, Cynthia otworzyła drzwi swojego. Popatrzyła na zamknięte drzwi pokoju Keitha i spojrzała na Natalie.
-Nie wstał jeszcze? – zapytała.
Natalie zaśmiała się cicho.
–Najwyraźniej nie.
Cynthia westchnęła głośno.
–Mogę go obudzić? – poprosiła, robiąc śmiały krok w stronę jego pokoju.
Natalie myślała przez sekundę.
–Może powinnyśmy dać mu pospać – powiedziała w końcu.
Cynthia pokręciła głową niezadowolona.
– Ale – nalegała. – Chcę zrobić naleśniki i musi mi pomóc. Może się przespać później – dodała.
-Dobra, w porządku – powiedziała Natalie. Cynthia uśmiechnęła się szeroko i wbiegła do pokoju Keitha, nawet nie pukając.
Kiedy Natalie usłyszała wysoki świdrujący pisk, zwymyślała się w duchu za nie powiedzenie Cynthii by przynajmniej obudziła Keitha delikatnie. Z doświadczenia wiedziała, że delikatny to nie był sposób, w jaki Cynthia budziła ludzi. Weszła do pokoju i Keith siedział wyprostowany na łóżku, z włosami sterczącymi we wszystkie strony.
-Co się dzieje? – wymamrotał.
Cynthia wskoczyła na łóżko.
–Czas wstawać! – zażądała.
Pierwszy szok i dezorientacja Keitha nie trwały długo, bo położył się z powrotem i nakrył kołdrą głowę.
-Keith – nalegała Cynthia. Próbowała ściągnąć z niego kołdrę, ale trzymał ją mocno i nie mogła jej ruszyć. –Wstawaj – powiedziała, potrząsając nim.
-Za wcześnie – wymamrotał spod kołdry.
-Idziemy robić naleśniki – powiedziała Cynthia, wciąż próbując ściągnąć z niego kołdrę. – Więc musisz wstać.
W końcu uświadamiając sobie, że jej próby ściągnięcia z niego kołdry nie przynoszą rezultatów, zeskoczyła z łóżka i złapała za róg kołdry, ciągnąc. Tym razem skutecznie, na co Keith wydał zirytowane warknięcie, a Cynthia wyglądała na bardzo z siebie zadowoloną. Podbiegła do niego.
–Dawaj, Keith. No już. Wstawaj!Naleśniki – powiedziała, ciągnąc za jego koszulkę, chociaż się nie ruszył. –Musisz zrobić naleśniki w kształcie Myszki Miki. Możesz je zrobić? Bo Natalie jest w tym naprawdę kiepska.
Natalie prychnęła głośno, siadając na łóżku i przypatrując się twarzy Keitha. Miał zamknięte oczy i była w szoku, że wciąż mógł spać po próbach obudzenia go przez Cynthię. Jednak po kilku sekundach otworzył oczy.
-Da się do tego przywyknąć? – zapytał szeptem.
Pokręciła głową.
– Nie, nie za bardzo – odszepnęła, przysuwając się i całując go w usta.
Na widok pocałunku, Cynthia przestała ciągnąć za koszulkę Keitha i wydała z siebie pisk.
-Łeee! To po prostu ohydne. Przestańcie. To niesmaczne – krzyczała, wybiegając z pokoju.
-Cóż – Keith się lekko uśmiechnął. – Przynajmniej wiemy, jak się jej pozbyć.
Natalie też się uśmiechnęła.
– Przepraszam za to. Zapomniałam o jej brutalnych pobudkach.
Keith się podniósł, rozprostowując koszulkę.
– W porządku – uśmiechnął się. – Chociaż serce wciąż mi wali.
-Biedactwo – powiedziała Natalie. – Dobrze się dziś czujesz? – zapytała.
Keith wyglądał na zamyślonego.
– W zasadzie, czuję się świetnie – uśmiechnął się na to nagłe odkrycie.
-To super – ucieszyła się Natalie. Keith wyszedł z łóżka w poszukiwaniu swojej bluzy.
-Tak – przytaknął. – Ale czasami objawy nie pojawiają się przez kilka dni. Po dawce chemii, mam na myśli. – Znalazł bluzę i wciągnął ją przez głowę.
-Serio?
-Taa. To ma chyba coś wspólnego z przechodzeniem przez krwioobieg, czy coś – powiedział w zadumie.
-To chyba ma sens – zgodziła się. – Więc jesteś gotowy na naleśniki?
Keith się uśmiechnął.
-Zdecydowanie.
Natalie zdecydowała, że podejmie próbę zrobienia Cynthii naleśników Myszki Miki, ale nie miała za dużo szczęścia. Każdy naleśnik wyszedł jej krzywo, nie mogła zrobić uszu albo zepsuła wszystko przy przewracaniu na drugą stronę.
-Ups..- powiedziała. – Tego też skopałam – westchnęła, patrząc na swoje marne postępy przy osiąganiu kształtu Myszki Miki. Keith podszedł za nią i spojrzał jej przez ramię. Na widok naleśników zaczął się śmiać. Natalie odwróciła się do niego z rękami skrzyżowanymi na piersi i groźną miną. -Śmiejesz się z moich naleśników? – zapytał śmiał się tak bardzo, że musiał się złapać za brzuch.
–Nie – zaśmiał się. – Nie śmieję.. – musiał przerwać, by odetchnąć. – Nie śmieję się z twoich naleśników – powiedział, próbując wyglądać poważnie. – Śmiałem się z…
-Ze mnie? – prychnęła Natalie.
Posłał jej niewinne spojrzenie.
– Może…
Zmarszczyła brwi i walnęła go drewnianą łopatką, po czym odwróciła się by sprawdzić, czy naleśnik jest gotowy do przerzucenia. Keith stał za nią i po kolejnym rzucie oka na naleśnik zaczął się znów śmiać.
-Dobra – przyznał, wskazując naleśnika.- Śmiałem się z niego. Ale to ma być Miki?
Natalie zamachnęła się znów łopatką, ale tym razem się uchylił.
-Cynthia! – zawołał. – Twoja siostra mnie bije!
Na to wbiegła Cynthia z groźnym wzrokiem wycelowanym w Natalie.
-Co robisz? – krzyknęła Cynthia do siostry.
Natalie wywróciła oczami.
– Ja robię naleśniki Myszki Miki, ale Keith – obróciła na niego groźne spojrzenie. – Śmieje się z moich postępów.
Cynthia podeszła obejrzeć przypalonego już naleśnika.
– No i rozumiem czemu. To w ogóle nie wygląda jak Myszka Miki – zaśmiała się.
-Poddaję się – westchnęła pokonana. – Keith, twoja kolej – zażądała, podając mu łopatkę.
Wziął ją trochę niepewnie.
– Co? – zapytał nieprzekonany.- Nie wiem. Nie za bardzo gotuję. W ogóle nie gotuję.
Natalie wzruszyła ramionami.
–Nic nie będzie gorsze od moich postępów. Pomyśl o tym, jak o dniu, w którym nauczysz się robić naleśniki – uśmiechnęła się. – Naleśniki Myszki Miki.
– Dobra, spróbuję – skinął powoli. - Czekaj, a ty dokąd? – zapytał, widząc, że Natalie wychodzi z kuchni.
-Oglądać kreskówki z Cynthią. Chcę być zaskoczona jak wspaniałym kucharzem jesteś. – Mrugnęła.
Popatrzył w skupieniu na miskę z ciastem i nabrał pełną chochlę, by wylać ją na patelnię. Odwrócił wzrok do Natalie z determinacją wypełniającą mu oczy.
-Bądź przygotowana na zdumienie – uśmiechnął się z błyszczącym wzrokiem.
I były zdumione. Kiedy Keith zawołał je, mówiąc że śniadanie jest gotowe, Natalie spodziewała się takich samych naleśników, jakie sama zrobiła. Ale jego były dobre. Wyglądały dokładnie tak, jak chciała Cynthia.
Jak Myszka Miki.
Keith dodatkowo dodał chrupki czekoladowe w miejsce oczu i ust. Cynthia była tak podekscytowana, że nie mogła przestać się szczerzyć. Usiadła przy stole w oszołomieniu i patrzyła na jej naleśniki Myszki Miki.
-To jest super – uśmiechała się. – Dziękuję, dziękuję, dziękuję.
Keith usiadł obok Natalie i ujął jej dłoń w swoją.
– Żaden problem – odparł z uśmiechem.
-Nie chcę ich jeść – powiedziała Cynthia. – Są takie śliczne.
-Musisz je zjeść – powiedział Keith. – Myszka Miki nie chciałaby by było inaczej.
-Masz rację – powiedziała z rozmysłem Cynthia.
Zjedli swoje naleśniki i po kilku Cynthia z Natalie były pełne. Cynthia wzięła łyk soku, patrząc na Keitha z dziwnym błyskiem w oku.
-Keith? – powiedziała, a on podniósł wzrok znad talerza.
-Tak? – zapytał.
-Wyzywam cię, byś zjadł resztę naleśników.
– Wszystkie? – Wyszczerzył się w uśmiechu.
– Tak, wszystkie – skinęła Cunthia.
Keith wyglądał przez chwilę na zamyślonego.
– Ok – zgodził się, przysuwając sobie talerz z naleśnikami. Polał je wszystkie masłem i syropem, pociął na małe kawałki, po czym wziął pierwszy z wielu kęsów.
Natalie sądziła, że da radę zjeść je wszystkie, ale po połowie tego co było na talerzu, zaczął spowalniać.
-Jestem pełny – powiedział, patrząc na pozostałe naleśniki ze strachem.
-Nie musisz wszystkiego zjadać – powiedziała Natalie, patrząc na Keitha w skupieniu.
Potrząsnął głową z determinacją.
–Owszem, muszę. To było… to jest – poprawił. – wyzwanie. – Wziął kolejny kęs.
Natalie spojrzała groźnie na Cynthię, która o mało nie zaczęła się śmiać. Keith wziął kilka kolejnych, powolnych kęsów. Kilka minut później, został mu tylko jeden.
-Chyba zwymiotuję – powiedział, patrząc na widelec z przerażeniem.
Natalie wywróciła oczami.
– Więc czemu masz zamiar to zjeść?
Keith w odpowiedzi również wywrócił oczami i spojrzał na Cynthię z uśmiechem. – Ostatni kawałek – wskazał i włożył sobie widelec z naleśnikiem do ust. Pogryzł i przełknął.
-Uhh.. nigdy już tego nie zrobię. Nie sądzę, bym miał ochotę na naleśniki przez dłuższy czas. – Położył głowę na stole. – Chyba się nie ruszę – wymamrotał.
-Jesteś zabawny – zaśmiała się Cynthia. – Nic ci nie jest? – dodała po kilku sekundach.
Keith jęknął.
-Nic mu nie jest – odpowiedziała za niego Natalie. – Oprócz tego, że jest dużym dzieckiem – zaśmiała się.
Keith podniósł głowę, by rzucić jej groźne spojrzenie i wrócił do poprzedniej pozycji.
-Możemy pójść do parku? – ożywiła się Cynthia.
-Jasne – powiedziała Natalie. – Może pomożesz mi sprzątać, a potem razem pojedziemy?
-Keith – powiedziała Cynthia. – Możemy pojechać twoją ciężarówką?
-Jeśli dam radę się podnieść – odparł stłumionym głosem.
-Super – zaśmiała się, biorąc swój i Keitha talerz, niosąc je do kuchni.
Natalie zebrała resztę naczyń ze stołu i weszła do kuchni. Zauważyła, że jej mama stała w wejściu, uśmiechając się z aprobatą. Natalie była ciekawa od jak dawna na nich patrzyła.
Po godzinie, gdy Keith mógł się już ruszać, przebrali się z piżam w dzienne ubrania. Cynthia nie mogła przestać mówić o jeździe ciężarówką Keitha.
- To taka świetna ciężarówka. Chcę taką, kiedy będę miała prawo jazdy – powiedziała.
-Co przez jakiś czas, Bogu dzięki, nie nastąpi – dodała Natalie. Ta wypowiedź została spiorunowana spojrzeniem Cynthii.
-Kiedy ją dostałeś, Keith? – chciała wiedzieć, co zwiększyło uwagę Natalie. Nigdy nie pomyślała, by o to zapytać i była tego naprawdę ciekawa.
-Na moje szesnaste urodziny. To był najlepszy prezent na świecie – powiedział ucieszony z błyskiem w oku. Skręcił z autostrady i podążał za znakami w stronę parku.
-Kto ci ją dał? - dopytywała Cynthia, obracając pokrętłem radia w poszukiwaniu innej stacji.
Keith zamilkł na chwilę i odchrząknął przed odpowiedzią.
–Eee.. właściwie moja mama.
– Serio? Super – uśmiechnęła się Cynthia. – A właściwie, gdzie jest twoja mama?
Keith trzymał wzrok wbity w drogę przed sobą, gdy zakręcił ostro i pojawił się przed nimi park. Skręcił, by wjechać na parking.
-Keith? – przypomniała się Cynthia.
Zaparkował i zwrócił się do niej.
– Właściwie umarła– powiedział szybko i odwrócił spojrzenie do okna.
Twarz Cythii zmieniła się z uśmiechniętej na przejętą.
– Och, przepraszam. Nie miałam pojęcia…
Odwrócił się do niej.
– Hej, w porządku. Nie mogłaś wiedzieć. Poza tym to było dwa lata temu. Powinienem, to znaczy, doszedłem do siebie.
Cynthia nachmurzyła się bardziej.
– Nie musisz być ponad to, wiesz.
Westchnął.
– Cóż, ale jestem, ok.? – powiedział, trochę zbyt ostro, sprawiając, że Cynthia cofnęła się na siedzeniu. Na jej reakcję, Keith się skrzywił w poczuciu winy. – Przepraszam, że krzyknąłem. Ja tylko.. Szlag!
Otworzył drzwi i wyszedł. Natalie i Cynthia patrzyły, jak idzie w stronę huśtawek. Cynthia spojrzała na siostrę oczami pełnymi łez.
– Naprawdę mi przykro, nie chciałam go zezłościć. Nie miałam pojęcia.
-Hej – powiedziała gładko. –Nie martw się o to.
Cynthia pociągnęła nosem.
– Jesteś pewna?
Natalie skinęła.
–Keith naprawdę cię lubi. Nie chciał krzyczeć. On bardzo tęskni za mamą i ciężko mu o tym mówić.
–Rozumiem – skinęła. – Powinnyśmy do niego iść?
-Tak, powinnyśmy. Chodźmy. Może nauczysz go tej sztuczki ze skakaniem z huśtawki?
-Ok. – odparła Cynthia. Radość w jej oczach powoli wracała na swoje miejsce. – Spodoba mu się.
Podeszły do Keitha, który huśtał się na huśtawce ze wzrokiem wbitym w ziemię.
-Keith? – powiedziała Cynthia cicho.
Powoli na nią spojrzał i Natalie życzyła sobie, by mogła zabrać od niego ten ból i poczucie winy czające się w jego spojrzeniu.
-Mogę pokazać ci super sztuczkę? – zapytała Cynthia niepewnie.
Uśmiechnął się, a ból i wina w jego spojrzeniu zaczęły maleć.
-Jasne, co chcesz mi pokazać?
Cynthia usiadła na huśtawce obok.
–Huśtasz się naprawdę wysoko a potem zeskakujesz. To naprawdę fajne – wytłumaczyła przed pokazem.
Natalie patrzyła przez kilka chwil, jak Cynthia pokazuje Keithowi sztuczkę, po czym poszła usiąść na ławce. Keith szybko załapał i musiała porządnie wstrzymać oddech, gdy zeskakiwał z niedorzecznej wysokości. Wylądował na piasku i wyprostował się, jakby nie dostrzegł w ogóle wysokości i upadku. Wiele skoków potem, Keith przyszedł i usiadł obok niej, podczas gdy Cynthia poszła się bawić na drabinkach.
-Hej – powiedział i pochylił się nad nią, całując w szyję i powodując gęsią skórkę na jej ramieniu.
-Hej – uśmiechnęła się. – Dobrze się bawisz?
Skinął i pochylił się do niej.
-Przepraszam za tamto. Że tak nakrzyczałem na Cynthię – powiedział.
-Hej, nie przejmuj się tym. Ale w sumie powinieneś o tym pogadać, wiesz. O mamie.
Wzruszył ramionami.
– Wiem. Kiedy…– wziął głębszy oddech. –Kiedy ona zmarła, tato i ja nie rozmawialiśmy o niej; o niczym tak w sumie. Powinniśmy, ale nie zrobiliśmy tego i teraz to się wydaje dziwne, żeby nagle zacząć.
Natalie położyła głowę na jego ramieniu.
-Jeśli będziesz chciał kiedyś o tym porozmawiać, jestem tu.
Pocałował ją w czubek głowy.
– Wiem – szepnął. – Cóż, eee… Podsłuchałem ciebie i twoich rodziców wczoraj wieczorem – powiedział.
Natalie się wyprostowała.
–Serio? Ale przecież sprawdzałam; spałeś.
-Wiem – uśmiechnął się. – W każdym razie, Partnerko, chciałem się upewnić, że nie jestem jedynym powodem dla którego nie idziesz do Duke. Nie jestem, prawda? – zapytał poważnie.
-Szczerze? – zapytała, a on skinął. – Jesteś tym największym. Ale Duke mnie nigdy specjalnie nie interesowało. Nigdy nie chciałam tam pójść. Właściwie na pobliskiej stanowej uczelni mają świetny program angielskiego, który zawsze wydawał mi się ciekawszy niż całe Duke, chociaż nigdy nie powiedziałam tego tacie. – Wzruszyła ramionami.
-Musisz iść do takiej szkoły, do jakiej chcesz, dobra? – Zrobił pauzę. – Ale jesteś pewna, że nie chcesz zacząć roku teraz? Niedługo koniec lipca, ale jestem pewien, że jeszcze mogłabyś się zapisać. Poza tym, wciąż mogłabyś mieszkać w domu i wciąż byśmy się widywali.
-Myślałam o tym, naprawdę – odparła szczerze. – Ale mam tak dosyć szkoły. Potrzebuję przerwy. Poza tym chcę być tu cały czas, gdy będziesz przez to przechodził. Chemioterapię, mam na myśli. Chcę tu być dla ciebie.
Keith oblizał usta.
– Będziesz tu dla mnie, Partnerko. To że będziesz chodziła do szkoły, tego nie zmieni. Nie chcę całkowicie zatrzymać twojego życia, tylko dlatego, że myślisz, że musisz się mną zająć. Nie musisz, wiesz to, prawda?
–Wiem, że nie muszę – przytaknęła. –Ale będę się z tym lepiej czuła. Poza tym, to tylko rok, prawda? Będzie miło zrobić sobie przerwę, w każdym razie. I nie myślę, że muszę się tobą zajmować. Ja chcę się tobą zajmować.
Keith popatrzył jej w oczy.
–Cóż, skoro jesteś pewna, że tego chcesz. Nie chcę być powodem, dla którego nie…
Przyłożyła mu palec do ust.
– Przestań, nie ograniczasz mnie ani nic, ok? Wiem, że mogę iść, ale chcę zrobić przerwę, dobra? Wierz mi, to jest decyzja, z której się bardzo cieszę – uśmiechnęła się.
Keith także się uśmiechnął, przykładając swoje czoło do jej. Natalie patrzyła w jego błyszczące, zielone oczy.
-Jesteś moją ulubienicą, wiesz? – Posłał jej mały uśmieszek.
Natalie dotknęła delikatnie jego ust swoimi.
-A ty moim ulubieńcem – szepnęła w jego usta.
To co zrobił i powiedział, było prostą rzeczą, która sprawiła, że Natalie pokochała go, jeśli to możliwe, jeszcze bardziej.
Zostali w parku przez większość dnia, po czym udali się na późny lunch. Natalie była w szoku, że Keith był w ogóle głodny; nie mogła pojąć, w jaki sposób mógł jeść aż tyle. Zatrzymali się w The Diner i zamówili hamburgery i szejki. Gdy zjedli, wrócili do domu. Było dość późno, ale kiedy podjechali, Natalie zobaczyła znajomą ciężarówkę na podjeździe.
-Czemu mój tato tu jest? – zapytał Keith, patrząc na dziewczyny. Wzruszyły ramionami.
-Nie mam pojęcia – odparła Natalie. Keith wyłączył auto i odpiął pas. –Miałeś do niego zadzwonić? – zastanawiała się Natalie, także odpinając pas. – Może zmartwił się, że nie wróciłeś do domu?
Wzruszył ramionami.
– Nie wiem, nigdy wcześniej go to nie martwiło.
Kiedy weszli, rodzice Natalie i ojciec Keitha siedzieli przy kuchennym stole rozmawiając.
-Cynthia – powiedziała Caroline. – Możesz pójść do swojego pokoju?
-Ale mamo…- jęknęła, ale na widok twarzy matki umilkła. – Dobra, w porządku – powiedziała i odeszła naburmuszona.
Nastrój panujący w kuchni martwił Natalie, kiedy siadała przy stole.
-Co się dzieje? – zapytała.
Keith usiadł obok niej, wyglądając jakby myślał o tym samym.
-Tato? – przynaglił.
Henry westchnął głośno, ujął kubek z parującą kawą i wziął łyk. Potem wreszcie się odezwał.
-Keith, muszę ci o czymś powiedzieć – powiedział uroczyście, a z jego tonu Natalie zrozumiała, że to nie będą dobre wieści. Obserwowała wzrost zmartwienia na twarzy Keitha.
-Co? – zapytał.
-Muszę pomóc na budowie w Michigan – westchnął.
-Nie może jechać kto inny? – przerwał mu Keith. – Czemu ty?
-Mój szef osobiście wskazał mnie, powiedział że jeśli nie pojadę – zwolni mnie.
-To jest głupie – powiedział Keith podniesionym głosem. – Kogo to obchodzi? Niech cię zwolni. Albo sam odejdź.
-Keith, zostawienie ciebie teraz to ostatnia rzecz, jaką chcę zrobić. Ale jeśli odejdę, stracisz ubezpieczenie zdrowotne. Potrzebujemy go, ty go potrzebujesz.
-Moment – odezwała się Natalie. – Myślałam, że powiedziałeś, że jego ubezpieczenie jest wykorzystane.
Henry skinął.
– Tak mówiłem, ale wciąż je posiada. Wykorzystanie ubezpieczenia oznacza tylko, że muszę płacić większy procent za jego medyczne rachunki.
-Och – wyrwało się Natalie. – Czyli ci ludzie, czy ta osoba płacąca za leczenie Keitha, płacą tylko za to, czego nie pokrywa ubezpieczenie?
-Tak, dokładnie. – Henry chrząknął, spoglądając na Keitha. – Więc jeśli stracę pracę, nie będziesz miał ubezpieczenia. Nie wiem kto za to płaci, ale jestem niemal pewien, że nie mógłby zapłacić za wszystko bez jakiegoś pokrycia ze strony ubezpieczenia. Kwota byłaby niedorzecznie wysoka.
-Kurde – powiedziała Natalie, zrozumiawszy pozycję, w jakiej znalazł się Henry.
-To jest jakieś gówno! – krzyknął nagle Keith, wstając tak szybko, że krzesło za nim się przewróciło.
-Keith – powiedział Henry ostrzegawczo. – Nie rób tego. – Złapał Keitha delikatnie za nadgarstek, by nie odszedł . – Musisz zrozumieć, w jakiej pozycji mnie postawiono. Potrzebujesz tego ubezpieczenia.
Keith wlepił wzrok w ziemię.
– Ale potrzebuję cię tutaj.
-Wiem – powiedział miękko Henry. – Wiem, że mnie potrzebujesz.
-Cóż – przemówiła Caroline. – Przyjmiemy go u nas z radością.
-Przymiecie mnie? Co? – Keith spojrzał na ojca. – Co masz na myśli? – dodał.
-Keith, poprosiłem Andersonów, czy mogliby popilnować cię, kiedy mnie nie będzie – wyszeptał powoli. Patrzył na Keitha, czekając na reakcję.
-Czemu? – zapytał Keith niegrzecznie.
-Nie zostawię cię samego. Nie chcę się martwić cały czas podczas mojej nieobecności – powiedział, szukając potwierdzenia u syna.
-Ale ja nie chcę tu zostać – szepnął. – Będę cały czas w drodze – wymamrotał.
-Nie będziesz w drodze, skarbie – powiedziała Caroline. Keith rzucił jej szybkie spojrzenie i odwrócił je do ojca.
-Przykro mi – powiedział Henry. – Ale nic nie mogę poradzić.
Keith westchnął.
– Jak długo?
-Nie mam pojęcia, przynajmniej kilka miesięcy – odparł.
-Miesięcy? – powtórzył Keith i Henry skinął niechętnie.
Na to Keith wyrwał rękę z uścisku ojca i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Natalie wstała, w pierwszym odruchu chcąc za nim iść, ale Henry ją zatrzymał.
-Zostaw go. Potrzebuje trochę czasu na ochłonięcie. – Odwrócił się do jej rodziców. – Bardzo przepraszam za jego zachowanie – powiedział, podnosząc przewrócone krzesło.
-Hej – powiedział Pete. – Rozumiemy, nic się nie stało.
-To wiele dla mnie znaczy – uśmiechnął się, ale nieco wymuszenie. – I dzięki za pilnowanie go dla mnie. Nie wiem, jak wam za to dziękować.
-To żaden problem – odparł Pete. – Naprawdę.
-Cóż, lepiej będę się zbierał – powiedział, wskazując drzwi. – Powinienem z nim pogadać.
Caroline i Pete się pożegnali, a Natalie odprowadziła Henrego do drzwi.
-Pa – powiedziała.
Kiedy zamknęła za nim drzwi, odwróciła się do rodziców.
-Cóż, to było niespodziewane. Mam nadzieję, że nic mu nie będzie
– Nic mu nie będzie, skarbie. – Mama posłała jej ciepły uśmiech.
Natalie skinęła, mając nadzieję, że się nie myli.
-A tak w ogóle, to dzięki, że pozwoliliście mu się tu zatrzymać. To dużo znaczy. Cóź, chyba wezmę prysznic – powiedziała, odwracając się, by iść do pokoju.
-Natalie? – zawołał jej tato.
-Tak? – odwróciła się.
Pete się uśmiechał.
-Nigdy nie byliśmy tobą rozczarowani.
Wieczorem, gdy Natalie czytała w łóżku, weszła Cynthia.
-Hej – powiedziała Natalie, odkładając książkę na nocną szafkę.
-Cześć – uśmiechnęła się Cynthia, siadając obok na łóżku. –Mama powiedziała, że Keith przez jakiś czas tu zostanie.
-To prawda – odparła Natalie.
Cynthia się rozpromieniła.
– Ale będzie fajnie.
-Czy mama mówiła, że Keith może się czasem źle czuć? – chciała wiedzieć.
Cynthia skinęła.
– Tak, mówiła, że jest chory i bierze lekarstwa, które mogą sprawić, że nie będzie się czuł dobrze.
-Dokładnie – przytaknęła.
-I kiedy się będzie źle czuł mam mu nie przeszkadzać. – Natalie miała się już odezwać, ale Cynthia dodała pospiesznie – Ale powiedziałam jej, że mogłabym pomóc.
-To bardzo miło z twojej strony, ale możliwe, że Keith będzie potrzebował trochę czasu, żeby przywyknąć do bycia tutaj.
- Co masz na myśli?
-Cóż – zaczęła. – Przez jakiś czas może się tu czuć trochę niezręcznie.
Cynthia się uśmiechnęła.
– Och, rozumiem. Ale pokażę mu moje wszystkie filmy Hannah Montana. Mogę, prawda?
Natalie się roześmiała.
– Nie sądzę, by Keith nawet wiedział kim jest Hannah Montana.
-Serio? – zapytała zszokowana. Natalie skinęła. –Nie gadaj – przejęła się Cynthia, jakby to była najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszała.
-Możesz pokazać mu swoje wszystkie CD i DVD – uśmiechnęła się Natalie, zdając sobie sprawę, na jaką torturę skazuje właśnie Keitha.
-Będzie zabawa – uśmiechnęła się Cynthia. –Dobrze się dziś bawiłam. Będziemy to mogli kiedyś powtórzyć?
-Ja też się dobrze bawiłam – uśmiechnęła się Natalie. – Oczywiście, że to kiedyś powtórzymy.
-Obiecujesz? – zapytała Cynthia, patrząc w oczy Natalie.
Natalie przytaknęła i Cynthia zeskoczyła z łóżka. Kiedy miała już wyjść, odwróciła się do siostry.
-Lubię Keitha o wiele bardziej, niż Raffa – powiedziała i wybiegła.
-Ja też – zaśmiała się Natalie. – Ja też.
