Rozdział 9

Miłość jak ta

Lipiec zbliżał się ku końcowi i ciepłe letnie noce zaczęły nosić ślady chłodniejszych powiewów. Minęły dwa tygodnie od kiedy Keith dowiedział się, że jego tata musi wyjechać i Natalie była wdzięczna, że wreszcie zdawał się rozumieć pozycję, w jakiej jego ojciec został postawiony. Nawet jeśli kosztowało to Henrego kilka rozmów przemawiających Keithowi do rozumu. Zrozumienie Keitha oczywiście nie przekładało się na jego szczęście, ale przynajmniej na akceptację faktów.

Natalie nie widziała Keitha od kilku dni, gdyż Henry chciał spędzić tak dużo czasu z synem, jak to tylko możliwe. Chociaż wiedziała, że niedługo go zobaczy nie przeszkadzało jej to za nim tęsknić. Rozmawiali co wieczór przez telefon, ale to było czasem za mało – tęskniła za jego obecnością. Tęskniła za ciepłem, które od niego dostawała, gdy był w pobliżu; za tym, że rozśmieszał ją nawet się nie starając; za tym że przy nim mogła być sobą.

Tego ranka, gdy Keith miał się zjawić, Natalie wstała wcześnie. Miał przyjechać zaraz po odwiezieniu ojca na lotnisko, co dawało jej tylko kilka godzin na załatwienie spraw.

Poprzedniego wieczoru, po wielu naciskach ze strony Natalie, Keith w końcu ustąpił i zdradził jej listę rzeczy, które zwykle jada, gdy źle się czuje. Powiedział, że sam może je sobie kupić, ale ona się uparła – chciała to dla niego zrobić. Chciała by czuł się tak mile widziany i tak komfortowo w jej domu jak to tylko możliwe.

Wróciła do domu w samą porę, by wypakować zakupy przed jego przyjazdem. Kiedy wykładała zakupione jedzenie, jej mama weszła do kuchni.

-Hej – uśmiechnęła się Caroline, patrząc na kilka toreb leżących na blacie. – Byłaś na zakupach? – zapytała lekko zdziwiona.

-Tak, kupiłam trochę rzeczy Keithowi – odparła. – Na czas kiedy się będzie źle czuł – dodała, wkładając owoce do lodówki.

Caroline skinęła.

–Och, co mu kupiłaś?

-Trochę lodów, owoce i zupy.

Caroline otworzyła szafkę, żeby Natalie mogła położyć puszkę zupy na półce.

-To miłe z twojej strony – uśmiechnęła się, spoglądając na zegarek. –Kiedy Keith powinien się tu zjawić?

Natalie zamknęła szafkę, sprawdzając godzinę.

-Powinien już być. Czemu pytasz? – Zwinęła puste jednorazówki i wrzuciła je do śmieci.

-Tata pomyślał, że byłoby fajnie wyjść gdzieś dziś coś zjeść. Poznać lepiej Keitha. Poza tym, Zach właśnie tu jest, a oni chyba się jeszcze nie poznali – powiedziała z zadumą. – Nie myślisz, że to zły pomysł, co?

Natalie pokręciła głową.

– Nie – uśmiechnęła się. Zadzwonił dzwonek od drzwi i Natalie szybko dodała – Wcale tak nie myślę. Będzie fajnie. To pewnie on.

Kiedy otworzyła drzwi, Keith na nią spojrzał i uśmiechnął się szeroko.

-Wreszcie – powiedziała Natalie i przytuliła go zanim zdążył przekroczyć próg.

Objął ją wolną ręką.

– Wreszcie? – zaśmiał się. –Mam tylko parę minut spóźnienia.

Natalie spojrzała na niego.

– Po prostu tęskniłam – uśmiechnęła się. Pochylił się, by ją pocałować.

-Też tęskniłem, Partnerko. – Zamknął za sobą. Chciał położyć swoją torbę na podłodze, ale zmienił zdanie. – Gdzie mam to odłożyć? – zapytał.

-Możesz zostawić tutaj – wskazała miejsce obok drzwi. – To wszystko co zabrałeś? – zapytała, zdając sobie sprawę z niewielkich rozmiarów torby.

Odłożył torbę, patrząc na nią zdezorientowanym wzrokiem.

-Taak. To źle?

Wzruszyła ramionami.

–Nie, ale jest tego tak mało.

Keith się rozpromienił.

– Jestem facetem, ile rzeczy mogę potrzebować?

-Pewnie masz rację – zgodziła się.

-Hej Keith – powiedziała Caroline, wychodząc z kuchni. – Jak się masz?

Keith trochę się zmieszał.

–W porządku, dziękuję. A pani? – Podrapał się nerwowo w kark.

–Świetnie, dzięki że pytasz – uśmiechnęła się. – Głodny? – zapytała.

-Tak – skinął powoli, z uśmiechem czającym się na ustach.

-To dobrze. Wychodzimy coś zjeść. Właśnie wszystkich zbieram – wskazała na górę. – Pomyślcie nad miejscem, gdzie chcecie zjeść, dobrze? Keith wybiera.

-Nie wiem… – zaczął Keith, ale Natalie mu przerwała.

-Brzmi świetnie, mamo. Poczekamy w salonie – powiedziała, ciągnąc Keitha ze sobą.

Usiadł obok niej po czym rzucił jej spojrzenie.

– Chyba nie są źli, co? – zapytał poważnie.

Natalie zmarszczyła brwi.

– Źli? Kto?

-Twoi rodzice – odparł, jakby to było oczywiste. Zniżył głos. – Powiedziałem jakieś gówno przy nich.

Natalie uśmiechnęła się i wywróciła oczami.

– Keith, ile razy za to przepraszałeś przez ostatnie dwa tygodnie? A zacznijmy od tego, że w ogóle nie byli źli.

-Ale..

Natalie przyłożyła mu uciszająco palec do ust.

– Ciii. Nie są źli, ok.?

Uśmiechnął się pod jej palcem.

–Ok.

Opuściła rękę i ułożyła się na kanapie z głową na jego kolanach.

– Więc co masz ochotę zjeść?

-Cokolwiek – uśmiechnął się. – Umieram z głodu.

Natalie spojrzała mu w oczy.

–Tak bardzo za tobą tęskniłam.

Schylił się z uśmiechem, by pocałować ją w czoło.

–Widzieliśmy się trzy dni temu.

-To było tak dawno - zaśmiała się.

Keith uśmiechnął się jeszcze szerzej.

–Wiem, wiem. – Schylił się, by tym razem pocałować ją w usta, ale podskoczył, gdy usłyszał pisk. – Cynthia, cześć – uśmiechnął się.

-Całowanie jest ohydne – powiedziała. – Czemu to robicie?

-Ponieważ – odparł, jakby to wszystko wyjaśniało.

Cynthia na chwilę umilkła, a potem się uśmiechnęła.

– Dobra, czaję. Mogę ci pokazać trochę rzeczy?

-Jakich? – zapytał Keith.

-Rzeczy Hannah Montana – odpowiedziała na jednym wydechu.

Keith spojrzał na Natalie, która bardzo starała się nie roześmiać. Keith zwrócił się do Cynthii.

– Hannah Montana? – powtórzył. – Co to jest Hannah Montana?

-Przepraszam? – zachłysnęła się, przykładając rękę do ust.

Keith zerknął na Natalie po pomoc.

– Powiedziałem coś nie tak?

-Czym jest Hannah Montana? – zacytowała Cynthia, wywracając oczami. – To piosenkarka! Niesamowita piosenkarka.

-Nigdy o niej nie słyszałem – przyznał. Cynthia patrzyła na niego tak groźnie, że aż cofnął się możliwie daleko na kanapie. – To źle? – zapytał, znając już odpowiedź.

Cynthia potrząsnęła głową.

– To tragicznie. Mnóstwo pracy przed nami.

-Mnóstwo pracy? – zapytał. – Jakiej?

-Muszę ci wszystko pokazać. Szczególnie musisz zobaczyć jej serial. Chodź. Idziemy na górę – powiedziała, łapiąc go za rękę i ciągnąc, chociaż Natalie wciąż leżała na jego kolanach.

-Wychodzimy, Cynthia – powiedziała Caroline, schodząc z góry. – Jutro będziesz mogła wszystko pokazać Keithowi.

-Ale mamo – odwróciła się do matki, puszczając jego rękę. – On nie wie kto to jest Hannah Montana!

Caroline się roześmiała.

– Jesteś w poważnych tarapatach – powiedziała do Keitha.

-Widzę – odparł.

Oboje z Natalie podnieśli się z kanapy.

-Więc, zdecydowałeś już na co masz ochotę? – zapytała Caroline, gdy Pete i Zach zeszli z góry.

-Hej, stary – powiedział Zach, skinąwszy Keithowi.

-Hej – odparł w stronę obu mężczyzn.

-Zatem, Keith? – powtórzyła Caroline, czekając na odpowiedź.

Keith spojrzał na Natalie szukając wsparcia, ale ona tylko wzruszyła ramionami, upewniając się, że wybierze takie miejsce, na które ma ochotę.

–Eee… może pizza?

-Tak! – ucieszyła się Cynthia.

Pete się roześmiał.

– Ktoś tu się widzę z tobą zgadza.


Wszyscy zdecydowali się na Fargo's Pizza. Była to duża pizzeria, ale bardziej elegancka niż Pizza Hut czy Domino. Natalie uwielbiała też tę konkretną restaurację, bo jeśli mieliby szczęście, na wyższym poziomie były dwa stoliki obok okna z widokiem na kucharzy gotujących na dole. Cynthia najwyraźniej czytała jej w myślach, gdyż jak tylko weszli, pobiegła na górę wprost do tych miejsc.

-Gdzie ona idzie? – zapytał Keith, podążając za Natalie.

-Na nasze specjalne miejsca – uśmiechnęła się i wzięła go za rękę, idąc za rodzicami i bratem na górę.

-Specjalne miejsca? – zapytał. – Co masz na myśli?

-Zobaczysz. Cierpliwości, mój drogi – zaśmiała się.

Weszli na górę i Natalie cieszyła się, widząc że Cynthia dopadła ich ulubione miejsca.

-Keith – zawołała. – Usiądź tu, obok mnie. Będziesz mógł patrzeć przez okno i widzieć, jak robią pizzę!

-Serio? – zapytał z dziecięcą nutą ekscytacji w głosie, gdy siadał obok Cynthii.

Odwróciła się i pokiwała głową tak szybko, że jej kucyk podskakiwał.

-Popatrz – wskazała, siadając na krześle żeby Keith mógł się wychylić i spojrzeć przez okno.

-Wow – powiedział. – To naprawdę super.

Oglądał kucharzy przez chwilę, po czym usiadł z powrotem i Cynthia wróciła do wyglądania przez okno.

-Wygląda na to, że moja siostra bardziej lubi ciebie niż mnie – podsumował Zach.

Cynthia zwróciła się do Zacha, wystawiając mu język.

-To prawda. Bo on jest dla mnie miły, a ty nie – powiedziała.

Zach wyglądał przez chwilę na zamyślonego i skinął powoli.

-To pewnie prawda. Ale tylko czekaj, zmęczy się tobą wystarczająco szybko – powiedział.

Cynthia wydawała się być niezwykle poruszona jego słowami.

-Nie znudzi się– szepnęła, kręcąc głową przecząco. Spojrzała na Keitha. – Nie znudzisz?

-Oczywiście, że nie – uśmiechnął się Keith.

-Super! – powiedziała, ucieszona jego odpowiedzią. Wystawiła Zachowi język i wróciła do poprzedniej pozycji patrzenia przez okno.

Młoda kelnerka ubrana w wiktoriańskim stylu podeszła by dać im karty. Wszyscy zaczęli je studiować i rozprawiać nad tym, jaką pizzę chcą. Po wielu dyskusjach, w reszcie zdecydowali się na ekstra dużą pepperoni i małą hawajską dla Natalie i jej mamy. Natalie nigdy nie mogła zrozumieć dlaczego wszyscy poza nią i jej mamą uważają że pizza z szynką i ananasem jest ohydna. To była najlepsza pizza jaką wymyślono.

-Mamo, tato – zaczęła Natalie. – Tak sobie myślałam…

-Wow – powiedział Zach. – Teraz to coś nowego.

-Zatkaj się – syknęła Natalie i rzuciła w niego zwiniętym papierkiem po słomce, trafiając go w oko.

-Tak, kochanie? – zapytała Caroline, nie zwracając uwagi na ich zachowanie.

Natalie odchrząknęła przed odpowiedzią.

-Tak sobie pomyślałam, że może w tym roku poszukałabym pracy. Co o tym sądzicie?

-Myślę, że to świetny pomysł – uśmiechnęła się, a Natalie spojrzała na ojca, który skiną z aprobatą. – Gdzie myślałaś, żeby poszukać pracy?

-Cóż w Hooked on Books właśnie szukają kogoś na pół etatu, więc pomyślałam o nich. Muszę tylko zanieść od nich podanie.

-Hooked on Books, to ta księgarnia do której zawsze chodziłaś? – zapytał Pete.

-Tak, to mała księgarnia, kilka kilometrów stąd. Mają tam też malutką kawiarenkę- wspomniała.

Właśnie dlatego lubiła ją bardziej niż wielkie księgarnie. Była mała i prosta. Zawsze mogła tam spokojnie poczytać i wypić kawę. Uważała to miejsce za bardzo relaksacyjne.

-Księgarnia? – powiedział Keith. – Dlaczego miałabyś chcieć pracować w księgarni? – zażartował.

Natalie wywróciła oczami.

– Hej, mógłbyś tam kiedyś pójść i nauczyć się czegoś.

-Nauczyć czegoś? Niby w jaki sposób? – zapytał z szerokim uśmiechem.

Zachichotała.

– Mógłbyś, och nie wiem… Coś przeczytać?

-Czytać? – powiedział, jakby to określenie było z innego języka. – Nie mam mowy – pokręcił głową. – Lepiej zostanę przy grach.

-Jesteś beznadziejny – powiedziała Natalie.

-Grasz? – podłapał Zach.

-O tak, stary – przytaknął. – Cały czas.

-Cudnie, stary – wyszczerzył się Zach. – Musimy pograć, jak wrócimy.

-Zdecydowanie – uśmiechnął się Keith.

Natalie wywróciła oczami, podczas gdy Zach i Keith zaczęli się zagłębiać w szczegóły swoich ulubionych gier – coś czego Natalie nie potrafiła zrozumieć. Miała szczęście, że restauracja nie była zatłoczona i szybko dostali pizzę, która uciszyła Keitha i Zacha po kilku minutach. Kiedy skończyli jeść, Caroline zaczęła rozmowę.

-Zatem Keith, masz w naszym domu wszystko, czego ci potrzeba?

– Tak – skinął. – Przywiozłem też dziś trochę swoich rzeczy.

-Świetnie. Posłuchaj, chcemy żebyś się czuł tak komfortowo i mile widziany u nas, jak to tylko możliwe. Jeśli będziesz czegoś potrzebował, daj znać któremuś z nas, dobrze?

Natalie zobaczyła mały rumieniec malujący się na jego twarzy.

-Eee, dobrze, dziękuję, ale mam chyba wszystko, czego mi potrzeba.

-Keith – powiedziała Cynthia, pukając go w ramię, żeby na nią spojrzał. – Patrz na to.

Wzięła do ust słomkę i zaczęła w nią dmuchać, aż w jej piciu pojawiły się bańki. Po kilku sekundach spojrzała na Keitha.

-Super, co? Teraz ty.

Keithowi zaświeciły się oczy, po czym poszedł w ślady Cynthii i zaczął robić bańki we własnym piciu.

-Czasami – powiedziała Natalie, kiedy oboje robili bańki z picia. – Mam wrażenie że masz dwanaście, a nie osiemnaście lat.

To rozśmieszyło Keitha, sprawiając, że jego bańki wprost eksplodowały w szklance. Cynthia uznała to za komiczne i zaczęła się niekontrolowanie śmiać. Keith przerwał zabawę, pochylając się do Natalie.

-Ale wciąż mnie kochasz, prawda? – szepnął tak cicho, żeby tylko ona mogła to usłyszeć.

-Ale czemu? – zaśmiała się Natalie. – Tego nie wiem.

Kelnerka przyniosła im puste pudełka, żeby zabrali resztę pizzy ze sobą i zostawiła im rachunek.

-Ile wam jestem winien? – zapytał Keith i wyciągnął portfel, spoglądając na rodziców Natalie.

Caroline wyglądała na wstrząśniętą.

-Nie bądź niemądry. Nie będziesz płacił.

-Czemu? – zapytał zdziwiony.

-Nie ma takiej potrzeby – powiedziała po prostu. –Ale miło z twojej strony, że się zaoferowałeś – dodała.

Dziesięć minut później, gdy zapłacili już rachunek, wyszli z restauracji i Cynthia zobaczyła automat do gry z pluszowymi zabawkami.

-Tato, tato – zawołała, gdy podbiegła do automatu. Ojciec obrócił się za jej głosem, by dostrzec córkę wpatrującą się przez szybę w zabawki. – Proszę, mogę spróbować? – poprosiła.

Pete zaśmiał się, kręcąc głową.

– Skarbie, zawsze gdy tu jesteśmy, próbujemy. Zach i ja nigdy nie możemy nic wygrać. To strata pieniędzy.

-Ale – nalegała, odwracając się do Keitha. – Może on spróbować?

Natalie zaśmiała się na ekscytację pojawiającą się w oczach Keitha. Uścisnęła mocniej jego dłoń, a on na nią spojrzał.

-Myślisz, że nie dam rady? – zapytał, wyjmując portfel z jeansów.

-Keith – powiedziała Caroline. – Nie marnuj pieniędzy. Cynthia ma mnóstwo pluszaków.

Nie wyglądało na to by ich słuchał; podszedł do automatu, wrzucając pięć dolarów w otwór.

-Ok – zapytał Cynthii. – Którego chcesz?

-Tego – powiedziała, wskazując białego jednorożca.

-Jednorożca? – zapytał, a Cynthia pokiwała szybko głową. Natalie podeszła do nich, gotowa podziwiać poczynania Keitha w próbach uchwycenia jednorożca w szpon.

Nie miała pojęcia, jak to zrobił, ale zrobił to za pierwszym podejściem. Jednorożec wylądował w otworze z niezwykłą łatwością. Nie pamiętała ile razy jej ojciec czy Zach próbowali coś wygrać dla Cynthii.

-O mój Boże! – powiedziała podekscytowana Cynthia, wyjmując jednorożca z maszyny i ściskając go przy piersi, po czym szybko uściskała Keitha. – Mamo, tato, patrzcie! – Pobiegła do rodziców by pokazać im pluszaka.

-Owinęła cię sobie wokół palca – powiedziała Natalie, całując go w usta i wzięła za rękę, gdy wracali do reszty.

-Zazdrosna? – zażartował, spoglądając na nią.

-Może – zaśmiała się. Zatrzymali się przy vanie, czekając aż Zach i Cynthia wejdą do niego.

Keith pochylił się do Natalie, dotykając czołem jej czoła.

– Kocham cię – szepnął.

-Też cię kocham - odszepnęła Natalie.

Jak to możliwe, że kochała go aż tak bardzo? Nie było słów by opisać miłość, którą do niego czuła. Było to zbyt proste i zbyt wielkie jednocześnie.

Może, pomyślała, taka właśnie była miłość.

Jak ta.

W takim wypadku, nie chciała by to się kiedykolwiek zmieniło.


Tej nocy, zanim poszła spać, wsunęła głowę do pokoju Zacha, gdzie obaj z Keithem znikli tuż po przyjściu do domu. Uśmiechając się lekko, zobaczyła ich intensywnie wpatrujących się w telewizor, na którym grali w gry wideo, otoczeni śmieciowym jedzeniem.

Zamknęła drzwi pokoju Zacha, uważając by nie zwrócić na siebie uwagi. Kiedy były zamknięte, oparła się o nie i westchnęła. Takie chciała, żeby było życie. Wypełnione miłością i radością. Jeśli życie miało takie zostać, takie po prostu, byłaby szczęśliwa.

Niczego więcej nie potrzebowała. Tak długo, jak otaczała ją rodzina i ta miłość.


Następnego poranka Natalie obudziła się podekscytowana, że musi jedynie przejść przez korytarz, żeby zobaczyć Keitha. Ale nawet jeśli bardzo chciała go zobaczyć, położyć się obok i z nim po prostu pobyć, zdecydowała, że pozwoli mu pospać. Nie była pewna, jak długo wczoraj grali i chciała by wyspał się możliwie najbardziej.

Zapełniając sobie czas przed jego pobudką, wzięła prysznic. Gdy była gotowa by zejść na śniadanie, dochodziła dziesiąta.

Najwyższy czas, by zbudzić Keitha.

Zanim doszła do jego pokoju, usłyszała głos Keitha dochodzący z pokoju Zacha. Nie przejmując się pukaniem, otworzyła drzwi i weszła.

Stała w wejściu wstrząśnięta przez kilka sekund. Wciąż grali na Playstation.

-Siedzieliście tu i graliście całą noc? – zapytała, gdy minął jej szok i usiadła na łóżku Zacha.

Zach zatrzymał grę i oboje się do niej odwrócili.

-Już rano? – zapytał Keith.

Gdy zobaczyła jego twarz, była pewna że przesiedzieli całą noc. Miał przekrwione oczy i wciąż ziewał. Wywróciła oczami.

-Tak, już rano. Jak daliście radę grać przez całą noc?

-To fajne – uśmiechnął się Keith, jakby to wyjaśniało wszystko.

-Jest w tym dobry – powiedział Zach, klepiąc Keitha w plecy. – Przeszedł mi poziomy, na których utknąłem.

Natalie nie pojmowała, czemu to było niby takie fajne. Po prostu nie rozumiała chłopców i ich zainteresowań.

-Macie za dużo wolnego czasu – podsumowała.

Zach i Keith spojrzeli na siebie zgodnie.

-Na to wygląda – powiedział Zach.

-Jakim cudem daliście radę nie spać całą noc? – chciała wiedzieć.

-Śmieciowe żarcie – powiedział Zach, gryząc kawałek zimnej pizzy.

-Śmieciowe żarcie? – skrzywiła się.

-I kawa – uśmiechnął się Keith, podnosząc pusty kubek.

-Kawa?

-Działa cuda – powiedział Keith. – Która godzina w ogóle?

-Koło dziesiątej, czemu? – zapytała Natalie.

-Szlag – powiedział Keith, szybko wstając.

-Co jest? – zapytała Natalie, dziwiąc się jego nagłemu zmartwieniu.

-Zapomniałem. Muszę wziąć dziś moje lekarstwa.

Natalie poszła za nim do jego pokoju, gdzie szybko otworzył swoją torbę i zaczął wyjmować pudełka z lekami. Odkładał pudełka na komodę, wyjmując z każdego po pigułce.

-Na co one są? – zapytała niepewnie.

Zamykając pudełka, odwrócił się do niej.

-To moja chemioterapia doustna. Powinienem zacząć leczenie dzisiaj. Reszta to proszki przeciwwymiotne, anty bólowe i takie tam.

-Och – powiedziała. – Masz podobne objawy po leczeniu doustnym?

Niechętnie skinął.

-We większości, tak. Nie różnią się bardzo, tyle że po kroplówkach są mocniejsze.

-To ma sens. Potrzebujesz wody? – zapytała, zrozumiawszy, że to powód dla którego nie wziął jeszcze lekarstw.

-Tak. – Spojrzał na swoją dłoń pełną tabletek. – Eee i powinienem coś z nimi zjeść – powiedział, spoglądając na Natalie. – Nie powinny być brane na pusty żołądek.

-Śmieciowe żarcie ostatniej nocy się nie liczy? – zażartowała, powodując, że Keith się na nią zjeżył. – Zrobię jakąś jajecznicę z bekonem. Brzmi nieźle? – Wstała.

-Idealnie – uśmiechnął się.

Poszli do kuchni. Keith usiadł przy stole i łyknął tabletki, podczas gdy Natalie robiła śniadanie. Nie słyszała nic z jego strony przez cały ten czas. Gdy jajecznica była gotowa, odwróciła się, by położyć przed nim talerz. Gdy tylko spojrzała na Keitha, musiała przygryźć wargi by się nie roześmiać. Leżał z głową na stole i pochrapywał. Położyła przed nim talerz i usiadła obok.

-Keith – potrząsnęła nim. – Wiem że jesteś zmęczony, ale musisz zjeść.

Nie poruszył się, a ona zastanawiała się czy w ogóle da radę go dobudzić. Znów nim potrząsnęła i wreszcie podniósł jedną powiekę, mrucząc coś niezrozumiale. Wyprostował się, trąc oczy jakby to miało mu pomóc nie zasnąć ponownie.

-Wybacz – uśmiechnął się, przyciągając talerz. – Chyba potrzebuję więcej kawy. – Wziął do ust widelec z jajecznicą.

-Już się robi – powiedziała. – Powinna za chwilę być gotowa. Nie mogę uwierzyć, że nie spaliście całą noc. Mi to nie zdarzyło się chyba od czasów gimnazjum,

-Było fajnie. Twój brat jest całkiem spoko – uśmiechnął się.

Natalie się roześmiała.

– Skoro tak twierdzisz.

Jedli przez chwilę i Natalie wstała by przynieść im kawę. Do swojej dodała śmietankę z cukrem, Keithowi zostawiając czarną.

-Dzięki, Partnerko – uśmiechnął się Keith, biorąc swój kubek. Kiedy skończyli śniadanie, weszła Cynthia niosąc płytę DVD.

-Keith – powiedziała. – Pooglądasz ze mną? – zapytała, pokazując mu opakowanie, które od niej wziął by na nie spojrzeć.

-Czy to Hannah Montana? – zgadywał, odwracając opakowanie.

Przytaknęła ucieszona.

– Tak, to ona. Możemy zobaczyć mój ulubiony odcinek?

-Jasne. Który to?

Cynthia wzięła od niego płytę.

-„Kiedy życzysz sobie być gwiazdą" – odparła. – To odcinek z Jessem McCartneyem.

Keith zjadł pospiesznie resztę swojego śniadania i wstał.

-Ok., dajemy – powiedział z ekscytacją, która ucieszyła Cynthię. –Chodź, Partnerko, też to oglądasz – zawołał, biorąc swój kubek z kawą i wychodząc za Cynthią. Kiedy Natalie usiadła na kanapie, Keith oparł się o nią, czekając aż Cynthia włączy odcinek.

-Dasz radę nie zasnąć? – zapytała Natalie, kiedy ziewnął.

Ziewnął ponownie zanim odpowiedział.

-Lepiej żebym dał. Inaczej ona na mnie nawrzeszczy– zażartował, spoglądając na Cynthię, która siedziała na fotelu obok.

Zaczęli oglądać i w połowie odcinka Cynthia spojrzała na Keitha a potem znów w telewizor.

-Wiesz, Jesse McCartney wygląda całkiem jak ty. Prawda, Natalie?

Natalie spojrzała na Keitha i na telewizor.

– Masz rację. Jest całkiem podobny.

-Jesse kto? – zapytał Keith.

-No, McCartney – powiedziała Cynthia, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. – Piosenkarz.

-A, tak – odparł Keith. – On.

-Nie masz pojęcia kto to taki, co? – zapytała Natalie, a Keith wyglądał na winnego.

-Nie, ani trochę.

-Natalie, twój chłopak jest beznadziejny – powiedziała Cynthia.

-Wiem – zaśmiała się Natalie.

Cynthia już miała wrócić do oglądania, ale znów spojrzała na Keitha.

-Umiesz śpiewać? – zapytała poważnie.

Keith zachichotał.

–Ja? Śpiewać? – zapytał. –Nie ma mowy – pokręcił głową.

-Kurczę – powiedziała Cynthia. –To by było super. Ale wciąż możesz się przebrać za Jessego McCartneya na Halloween. Po prostu nie będziesz śpiewał.

-Mam inny kolor włosów – powiedział Keith, z nadzieją że się z tego jakoś wykręci.

-Możesz ubrać perukę albo zafarbować – odparła Cynthia. – Nie martw się, mamy kilka miesięcy na wymyślenie czegoś – zadeklarowała, wracając do oglądania.

-Mam poważne kłopoty – szepnął Keith, spoglądając na Natalie.

-Na mnie nie patrz – uśmiechnęła się. – Będziesz musiał się sam z nich wyplątać.

Oglądnęli kolejny odcinek z rzędu i Natalie była w szoku, że Keith wciąż mógł nie zasnąć. Jednakże w połowie trzeciego odcinka, Keith wstał, mówiąc że zaraz wróci.

Jednak nie wrócił.

Kiedy odcinek się skończył, Natalie zmartwiła się gdzie może być.

-Gdzie Keith?- zapytała Cynthia, wyjmując płytę z odtwarzacza i uświadamiając sobie, że Keitha nie ma.

-Nie wiem – odpowiedziała Natalie. – Może zasnął czy coś – podsumowała.

Wstała z kanapy i poszła na górę sprawdzić, czy nie zasnął, ale nie było go w pokoju. Sprawdziła pokój Zacha, ale tam również go nie było. Jedyne miejsce, gdzie mógł być to jej pokój, więc poszła sprawdzić. Gdy weszła, zobaczyła że w jej łazience świeci się światło.

-Keith? – zapukała niepewnie i otworzyła drzwi.

Opierał się o ścianę i posłał jej wymuszony uśmiech.

-Hej – powiedział miękko.

Natalie uklęknęła obok niego.

-Wszystko dobrze? – zapytała, patrząc mu w oczy, by upewnić się, że nie skłamie.

Wzruszył ramionami, wyglądając na zawstydzonego.

-Po prostu trochę mi niedobrze.

-Potrzebujesz czegoś? – zapytała.

Oparł głowę o ścianę.

-Mógłbym dostać trochę wody?

-Jasne, zaraz…

-Ja przyniosę – przerwała jej Cynthia, zaskakując ich swoją obecnością.

-Ok. – uśmiechnęła się Natalie. Cynthia wybiegła z pokoju, ucieszona że może pomóc.

Natalie spojrzała na Keitha, gdy ziewnął.

-Chcesz się zdrzemnąć? – zapytała.

Popatrzył na nią i skinął

. –Taa, myślę szczerze, że sen to jest jedyne co może pomóc.

-Ok. – powiedziała, wstając. Wzięła go za rękę, by mu pomóc.

Gdy wyszli z łazienki, Keith rzucił się na jej łóżko. Wziął poduszki i ułożył je sobie pod głową.

-Chcesz tu spać – zgadła.

-Proszę? – zapytał, posyłając jej swoje najsłodsze spojrzenie.

Natalie zrobiła zamyśloną minę.

– Cóż, no nie wiem – zażartowała, sprawiając, że zrobił kapryśną minę. – Cóż, chyba możesz – zaśmiała się. – Zasłonić zasłony?

Skinął. Cynthia wróciła, gdy Natalie skończyła zasłaniać okna.

-Proszę, Keith – podała mu szklankę wody, do której nawet włożyła słomkę. Podniósł się, by ją od niej wziąć.

– Dzięki Cynthia. – Wziął kilka łyków, po czym odłożył szklankę na nocną szafkę i ułożył się z powrotem.

-Przyniosłam ci też to – powiedziała Cynthia, okrywając go kocem Hannah Montana. – To mój ulubiony koc, pomyślałam że ci się przyda.

Keith wyglądał na szczerze wdzięcznego, że o tym pomyślała.

-Wielkie dzięki, Cynthia – powiedział z oddaniem.

-Poczuj się lepiej – powiedziała i wybiegła z pokoju.

Natalie usiadła obok niego i otworzył oczy.

-Przepraszam – powiedział z zawstydzeniem.

Natalie miała nadzieję, że pewnego dnia przestanie przy niej wstydzić się swojej słabości.

-W porządku – powiedziała, pochylając się i całując go w czoło. – To w końcu normalne, nie?

-Co masz na myśli?

-Takie mdłości. Dopiero co wziąłeś leki.

Wymamrotał coś niezrozumiałego.

-Co mówiłeś? – zapytała.

-Taa, to normalne, tylko – zrobił pauzę. – Pewnie nie powinienem jeść tego śmieciowego żarcia. Tłuste potrawy, jak pizza, mogą to pogarszać. Objawy, mam na myśli.

-Keith, musisz mi i mojej rodzinie mówić takie rzeczy, dobra? – powiedziała, zła że nie wspomniał o czymś takim.

-Wiem, będę mówił – skinął lekko.

-Obiecujesz?

-Obiecuję.

-Prześpij się trochę. – Pocałowała go znowu i oczy zaczęły mu się zamykać. Natalie została z nim aż jego oddech się nie wyrównał i wiedziała, że zasnął.


-Więc nic nie możesz powiedzieć o tym Keithowi, dobra? – szepnęła, gdy po cichu wychodziła z Cynthią z ciężarówki Keitha.

-Nie powiem – odparła. – Ale na co ci te wszystkie rzeczy?

-To nie jest coś, co musiałabyś wiedzieć – powiedziała Natalie poważnie.

Cynthia się na nią zjeżyła.

– Świetnie – powiedziała, zdejmując buty i wchodząc co kuchni, gdzie ich mama gotowała obiad.

Natalie cicho weszła do swojego pokoju, delikatnie zamykając za sobą drzwi i ostrożnie kładąc się obok Keitha. Wciąż spał, więc łagodnie pogłaskała go po ramieniu, by powoli się zbudził. Chwilę później odwrócił się do niej, otwierając oczy.

– Hej – powiedział

-Jak się czujesz? – zapytała.

-Chyba lepiej – przyznał. – Która godzina?

-Prawie piąta.

-Tak długo spałem? – zapytał, lekko w szoku. – Przepraszam.

-Nic nie szkodzi. Chcesz coś zjeść?

Wyglądał dość sceptycznie.

-Co gotuje twoja mama?

-Chyba lasagne – powiedziała Natalie. Po jego twarzy zrozumiała, że nie brzmiało mu to zbyt apetycznie.

-Myślisz, że mógłbym dostać coś innego? – zapytał niepewnie.

-Jasne. Na co masz ochotę?

Podniósł się i koc Cynthii spadł na podłogę.

-Na coś bez smaku.

-Kupiłam ci trochę rzeczy. Mam mus pomidorowy i zupę. Może być coś z tego? Przepraszam, nie kupiłam zbyt wiele. Myślałam, że poczekam…

-Zupa brzmi świetnie – uśmiechnął się.

-Super – powiedziała, pochylając się do niego. Objął ją ramionami, przyciągając bliżej.

-Dzięki – szepnął tak cicho, że Natalie ledwie mogła go usłyszeć. Oparł brodę na jej głowie.

-Mam dla ciebie niespodziankę na później, jeśli będziesz się będziesz czuł wystarczająco dobrze by wyjść.

-Niespodziankę? – powtórzył z podnieceniem. Skinęła, przesuwając głowę tak by mogła go wiedzieć. – Co to takiego? – zapytał.

Natalie zachichotała.

-Nie mogę powiedzieć; nie byłaby to niespodzianka, prawda?


Natalie martwiła się, że Keith zjadł ledwie połowę zupy, którą mu przygotowała, ale wciąż upierał się, że czuje się dostatecznie dobrze, by zobaczyć niespodziankę.

-Więc dokąd idziemy? – zapytał, zapinając bluzę. – Hej – powiedział ze zrozumieniem malującym się na twarzy. –Ta kurtka wygląda znajomo.

-Doprawdy? – zapytała niewinnie, spoglądając w dół na kurtkę – kurtkę Keitha – którą miała na sobie. – To dziwne. Właśnie znalazłam ją w moim pokoju – powiedziała niedbale.

-Już to widzę – uśmiechnął się. –Więc co robimy?

-Dowiesz się – odpowiedziała.

Wyjęła z kieszeni kluczyki i podała je Keithowi.

-Hej, to moje – powiedział.

-Wiem – uśmiechnęła się. – Ty prowadzisz.

Kiedy opuścili dzielnicę Natalie, zaczęła wskazywać mu przypadkowe kierunki.

-Skręć tutaj – wskazała boczną uliczkę. Kiedy w nią wjechali, spojrzał na Natalie.

– Nie mam pojęcia, gdzie jesteśmy.

Uśmiechnęła się z ekscytacją.

– Taki był plan. Zatrzymaj się tutaj – powiedziała, wskazując przypadkowy dom.

Wcisnął nagle hamulec, powodując, że Natalie omal nie uderzyła czołem w deskę rozdzielczą.

-Co? – zachichotał. – Kazałaś mi się zatrzymać.

-Ale nie tak – zjeżyła się. – Jezu, uszkodzisz mi kręgosłup.

Uśmiechnął się i spojrzał na zewnątrz. Słońce zachodziło w niezwykłym blasku pomarańczy i żółci.

-Więc po co tu jesteśmy?

Natalie schyliła się i wyjęła torbę, która leżała u jej stóp. Keith obserwował ją ciekawie, gdy odpinała zamek. W środku były dwie kule od kręgli.

-Kręgle? – zapytał, z lekkim uśmiechem. – Od kogo wzięłaś ten pomysł?

-Och, od takiego jednego. Nie znasz– powiedziała z błyskiem w oku.

Przyjrzał się bliżej kulom.

– Czy to nie te same, co ostatnim razem?

-Dokładnie. Wróciły do Armii Zbawienia. Pamiętałam, że widziałam je ostatnio, gdy byłam z Cynthią po walizkę i wróciłam po nie dzisiaj.

Odwrócił się by spojrzeć na dom, obok którego zaparkowali i wskazał na niego.

-Więc komu dokładnie podrzucamy dziś kule? – zapytał, ucieszony uczestnictwem w jednym z jego ulubionych zajęć.

-Nikomu konkretnemu – odparła, wzruszając ramionami.

-Nawet lepiej – uśmiechnął się. – Idziesz pierwsza. To w końcu twój pomysł.

Odpięła pas, trzymając kulę przy piersi.

-Dobra, zaraz wracam.

Obserwował ją, gdy szła po świeżo skoszonej trawie i położyła kule dokładnie na środku podwórka. Pobiegła z powrotem do ciężarówki, rzucając się do środka.

-Keith, ZJEŻDZAJ! Chyba ktoś mnie widział! – powiedziała nerwowo. Mogłaby przysiąc, że wiedziała kogoś kątem oka, gdy kładła kulę na trawie.

Odpalił ciężarówkę powoli – panicznie powili, jak dla Natalie. Poprawił lusterko, ale kiedy w nie spojrzał, uśmiech spełzł mu z twarzy.

-O cholera…

-Co? – Natalie spojrzała przez ramię. Serce jej przyspieszyło, gdy zobaczyła, że ktoś do nich idzie.

-O nie – szepnęła.

Starsza pani wyszła z domu, podniosła kulę z trawnika i trzymając ją z trudem przy piersi, podeszła do ich ciężarówki.

Kiedy się zbliżyła, Keith opuścił okno i posłał kobiecie wielki uśmiech.

-Dobry wieczór pani – rozpoczął. – Możemy w czymś pomóc? – zapytał, próbując być czarującym.

Podeszła do nich bliżej; była tak niska, że ledwie mogła zajrzeć do środka. Spojrzała na Keitha.

-Tak, ta młoda dama właśnie podrzuciła kulę od kręgli na moim podwórku. – Wciąż trzymała kulę przy piersi, jakby nie chciała jej oddać.

-Och? – powiedział Keith a starsza pani przytaknęła. – Nie mamy tu żadnych kul od kręgli.

-Owszem, macie. O tam jest jeszcze jedna – wskazała głową na kulę, która leżała między Natalie i Keithem. Keith podążył za jej wzrokiem.

-Och, no tak, racja – pochylił się, żeby móc szepnąć w jej ucho. – Widzi pani. My, znaczy Natalie i ja, jesteśmy częścią Kręglarskiego Kręgu Dawania.

-To jakieś tajne stowarzyszenie? – ożywiła się.

Keith z Natalie pokiwali głowami.

-Tak, tajne stowarzyszenie, ale musi pani być bardzo uważna, bo jeśli ktoś się dowie… – Keith potrząsnął głową ponuro. – Nie chcę nawet myśleć co by się stało.

-Co robi tajne stowarzyszenie Kręglarskiego Kręgu Dawania?

-Och, cóż, rozumie pani… Kręgle to najbardziej znany sport Ameryki – odpowiedziała Natalie. – Chcemy by więcej osób się nim zainteresowało, więc podrzucamy kule od kręgli na ich podwórka.

Starsza pani pokiwała głową w zrozumieniu.

-Jakie to miłe z waszej strony. Myślicie o innych. Cóż, może sama spróbuję pograć w kręgle. – Uśmiechnęła się do nich, patrząc w dół na kulę. – I spójrzcie na to – ucieszyła się. – Patsy wygrawerowane na kuli. Tak mnie dawniej nazywał mój mąż.

-W takim razie to idealna kula dla pani – uśmiechnął się Keith. – Już przynosi szczęście.

Oczy starszej pani lśniły.

– W rzeczy samej. Życzę wam miłego wieczoru.

Odeszła od nich w swoich różowych kapciach, loki na jej głowie powiewały od wiatru, ale wciąż trzymała kulę przy piersi, jakby bała się, że ktoś przyjdzie i jej ją zabierze. Obserwowali ją aż weszła do domu i dopiero zaczęli się śmiać.

-Nie wierzę – Natalie musiała przerwać, by złapać oddech. – Naprawdę to kupiła.

Keith śmiał się tak bardzo, że przez minutę nie mógł mówić. W końcu odetchnął i powiedział:

– Myślałem, że zostaliśmy kompletnie przyłapani.

-Nie bałeś się – skomentowała Natalie.

Spojrzał na nią.

– Ja? No skąd.

-Ale czemu? – zapytała ciekawie. – Mogliśmy wpaść w naprawdę poważne kłopoty.

-Poważne kłopoty? Raczej nie. Wierz mi, jest o wiele więcej rzeczy, których należy się bać, niż tego, że podrzucając komuś na podwórko kulę do kręgli zostanie się przyłapanym.

Minęło kilka sekund zanim odpowiedziała.

-Dzięki tobie zaczynam to sobie uświadamiać.

I tak było. Odkąd go poznała, zaczęła żyć życiem wolnym od tego, czego oczekiwali po niej inni. Czasami dobrze było łamać zasady, być tak spontanicznym jak tej nocy.

-Bycie niemądrym, lekkomyślnym, zbuntowanym i dzielnym jest całkiem przyjemne – dodała.

Keith odpalił auto i zaczął jechać w przypadkowym kierunku do następnego domu. Podrzucili ostatnią kulę kilka domów dalej, szczęśliwie nie przyłapani ponownie.

-Gdzie jedziesz? – zapytała Natalie, gdy Keith zaczął jechać w kierunku jej domu.

Spojrzał na nią.

– Eee…do twojego domu? – powiedział, przyglądając się jej w zdziwieniu.

-Chyba nie sądzisz, że skończyliśmy, co? – zapytała, posyłając mu uśmieszek.

-Były tylko dwie kule, Partnerko – odpowiedział, wywracając oczami.

– Owszem – powiedziała powoli. – Ale mamy jeszcze rzeczy na przyczepie.

-Jakie rzeczy?

-Nie zadawaj pytań – powiedziała Natalie. – Skręć tutaj.

Keith wyglądał na zdezorientowanego, ale jednak szczęśliwego. Skręcił gdzie mu kazała i podążał za jej wskazówkami, aż nie kazała mu się zatrzymać.

-Co robimy? – zapytał Keith.

Natalie odpięła pas.

-Patrz i się ucz – uśmiechnęła się.

Keith obserwował ją, jak odkrywa plandekę i wyjmuje z niej kilka białych metalowych reniferów. Normalnie podobne instalacje stały na większości trawników w czasie Bożego Narodzenia. Wyniosła je na środek czyjegoś podwórka i ustawiła je szybko w odpowiedniej pozycji, po czym przyglądnęła się swojemu dziełu. Spojrzała na Keitha i roześmiała się widząc jego ogłupiałą minę. Spojrzała znów na renifery, które ustawiła w bardzo dwuznacznej pozycji. Śmiała się, gdy wróciła do ciężarówki i Keith patrzył na nią z mieszaniną niedowierzania i dumy.

-Wygląda na to, że uczeń stał się mistrzem. – Puścił jej oczko i przemawiała przez niego duma.

-Zostały nam trzy renifery. Teraz twoja kolej.

Pokierowała go do następnego domu i gdy zaparkowali, Keith posłał jej zaciekawione spojrzenie.

-Dom Raffa? – zapytał, niedowierzając.

-Tak – przytaknęła.

-Kocham cię – szepnął podekscytowany.

Wyszedł z auta i ostrożnie zabrał z przyczepy trzy renifery. Ustawił je w takiej pozycji, że nawet Natalie się zarumieniła. Kiedy kończył ustawianie, otworzyły się drzwi domu i wyszedł z nich Raff.

Biegnąc, Keith wskoczył do ciężarówki. Raff się zatrzymał i spojrzał na renifery, po czym spojrzał na Keitha.

-Wyrównujemy rachunki, suko! – krzyknął roześmiany Keith, zostawiając Raffa w tyle.

-Widziałeś jego twarz? – zaśmiała się Natalie.

Keith wciąż się śmiejąc, spojrzał w jej oczy.

-Naprawdę cię kocham.