Rozdział 11

Teraz To Jest Moje

Minęło kilka tygodni bez większych zmian. Natalie z ulgą zauważyła, że Keith zaczął się czuć w jej domu dostatecznie swobodnie. Oprócz tego Natalie złożyła swoje CV do Hooked on Books i została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną, ustaloną na kilka dni później. Była z tego powodu bardzo niespokojna, ale Keith wciąż jej powtarzał, że denerwuje się bez powodu.

Było niedzielne popołudnie i Natalie czytała w salonie, podczas gdy Keith był u Andiego – przyjaciela, który pomagał mu w naprawach ciężarówki. Nie przeczytała zbyt wiele, zanim nie usłyszała krzyków rodziców. Cicho wstała i na palcach przeszła przez korytarz pod ich pokój. Podniosła rękę, by zapukać, ale szybko ją opuściła, zmieniając zdanie żeby im nie przerywać i posłuchać.

-Pete, możemy pojechać za dwa lata, ale nie sądzę by teraz to był dobry moment – powiedziała Caroline stanowczym tonem.

-Kochanie, marzyłaś by pojechać do Włoch od kiedy byłaś nastolatką! Mieliśmy zaplanowaną tę podróż od lat!

-W takim razie rok czy dwa nie zrobią różnicy – prychnęła Caroline. W tym momencie Natalie aż cofnęła się kilka centymetrów od drzwi.

-Mamy pieniądze – powiedział Pete. – Tylko dlatego, że…

-Nigdy nie wiesz – przerwała mu Caroline. – A co jeśli coś się stanie? Nie chcę ryzykować.

-To się nie…

-Pete, koniec dyskusji. Nie podejmę ryzyka. Wyobraź sobie, że nie moglibyśmy – wzięła głęboki oddech. – Nie chcę o tym nawet myśleć. Oni byliby zdruzgotani. My bylibyśmy zdruzgotani.

-Poczekaj – powiedział Pete i zaczął coś szeptać tak cicho, że Natalie nie mogła tego usłyszeć.

Chciała poczekać, by posłuchać, czy ich rozmowa nabierze dla niej sensu, ale usłyszała otwierane drzwi i swoje imię.

-Partnerko? Jesteś w domu? – zawołał znów głos.

Szybko przeszła przez korytarz z powrotem do salonu i uśmiechnęła się widząc Keitha.

-Hej – powiedziała.

-Co tam? – zapytał, podchodząc by ją przytulić.

-Nic ciekawego, właśnie czytałam książkę – odparła, mając nadzieję, że nie wygląda jakby była winna.

-A coś nowego? - Wywrócił oczami.

Natalie walnęła go lekko w ramię.

-Zamknij się. Jak tam u Andiego?

-Było świetnie. – Wielki uśmiech rozlał mu się po twarzy. – Zrobimy jakiś lunch? Umieram z głodu.

-Jasne – uśmiechnęła się, podążając za Keithem do kuchni. Rozmowa, którą podsłuchała szybko uciekła w głąb jej myśli.


Kilka dni później, w dzień jej rozmowy kwalifikacyjnej, Natalie obudziła się podenerwowana. Po wielu zmianach ubrań, zdecydowała się na czarne spodnie i koszulę w biało czarne kropki. Podkręciła lekko końcówki włosów, starając się nie wyglądać zbyt wymyślnie.

Kiedy skończyła się szykować, zeszła do kuchni i została zaskoczona widząc Keitha na nogach. Stał przy kuchence, wciąż ubrany w piżamę.

-Co robisz? – zapytała, stając w wejściu do kuchni.

Odwrócił się do niej z wielkim uśmiechem.

-Przygotowuję ci śniadanie – oznajmił. Podszedł do niej, obejmując i pochylając się do pocałunku. – Dzień dobry – dodał.

-Dobry – uśmiechnęła się. – Naprawdę wstałeś tak wcześnie, żeby zrobić mi śniadanie?

Odeszedł z powrotem do kuchenki, sprawdzając jajka i bekon.

-Oczywiście – uśmiechnął się. – Ty ciągle robisz mi śniadania. A poza tym, to twój wielki dzień. Idziesz zdobyć pracę – powiedział z ekscytacją.

Natalie skrzywiła się, gdy usiadła przy stole.

-Nie jestem tego taka pewna – westchnęła. – Wiesz, ja w ogóle nie mam doświadczenia.

Wziął dwa talerze i ułożywszy na nich jajka z bekonem, podał jeden Natalie.

-Dzięki – ucieszyła się. – Wygląda naprawdę smakowicie.

Usiadł obok, biorąc kęs bekonu.

-Mam nadzieję, że jest smakowite.

Natalie spróbowała jajecznicę.

-Jest pyszne – powiedziała.

Keith wziął łyk kawy.

-Zatem, jesteś gotowa?

-Jestem zdenerwowana. - Natalie pokręciła głową, spoglądając na Keitha. – Nigdy nie byłam na rozmowie kwalifikacyjnej. Nawet nie wiem czego się spodziewać.

-Nie są takie najgorsze – powiedział poważnie. – Zamartwiasz się na zapas.

-Miałeś kiedyś pracę?

-Taak, ale nie na długo – skinął Keith.

-Gdzie? – zapytała zaciekawiona.

-W sklepie Andiego, właściwie. Tam go poznałem – powiedział.

-Kiedy to było?

-Tuż przed pierwszą klasą liceum, zaraz po śmierci mamy – powiedział w zamyśleniu.

-Czemu odszedłeś?

Keith wydawał się niezadowolony z tego pytania, ale mimo wszystko odpowiedział.

-Cóż, kilka miesięcy po tym jak się zatrudniłem, zachorowałem. W sumie, długi czas nie wiedzieliśmy, że to białaczka. Po prostu dużo chorowałem, musiałem zwalniać się z pracy. Andy był naprawdę wyrozumiały – powiedział melancholijnie. – Ale kiedy zrozumieliśmy, co było nie tak, musiałem odejść. Odkąd musiałem przechodzić chemię i jednocześnie wciąż chodzić do szkoły, praca nie wchodziła w grę.

-Wow, przykro mi – powiedziała Natalie. –Musiało być ciężko, dopiero co straciłeś mamę, a już dowiedziałeś się…

Keith wzruszył ramionami, przenosząc wzrok na swój talerz.

-No cóż, było ciężko. Jednak ciężej dla mojego taty, jak sądzę. – Spojrzał na Natalie. – Ale Andy wciąż pozwala mi przychodzić kiedy chcę, więc wciąż mogę się uczyć do woli o ciężarówkach – powiedział z uśmiechem.

-O, radości – zażartowała.

Keith wywrócił oczami.

-W każdym razie, Partnerko. Wszystko pójdzie dziś gładko. Pokochają cię.

Pochyliła się, dając mu całusa w policzek.

-Jesteś taki słodki.

-No cóż, to prawda – powiedział i coś przyszło mu do głowy. – Będziesz mnie mogła odebrać? Z zabiegu? Wiesz, nie powinienem po nim prowadzić.

-Jasne, to nie powinno potrwać długo.

-Dzięki – powiedział. – Wyglądasz pięknie, wiesz? – dodał.

Natalie się zarumieniła.

-Serio? – szepnęła, patrząc mu w oczy.

-Najpiękniejsza dziewczyna, jaką widziałem – powiedział.


Kiedy tylko weszła do Hooked on Books, została wesoło przywitana przez żwawą kobietę około czterdziestki.

-Natalie! Tak miło cię poznać! – Uścisnęły sobie ręce.

-Mi też cię miło poznać, eee.. ?

-Melanie. Jestem właścicielką – uśmiechnęła się. – O rany, jaka jesteś wystrojona – powiedziała żywo, oglądając Natalie od góry do dołu.

-Tak, no – powiedziała Natalie. – W końcu to rozmowa kwalifikacyjna – uśmiechnęła się, wyczuwając luźny styl Melanie.

Melanie zaśmiała się i poprowadziła Natalie na zaplecze. Otworzyła małe drzwi do jej biura i Natalie weszła za nią. Biuro było niewielkie i zagracone. Wszędzie leżały książki, zdjęcia i kartki papieru. Natalie zastanawiała się, jak w ogóle można tu było cokolwiek zrobić. Ale może to był zorganizowany chaos. Melanie usiadła w fotelu, wskazując Natalie miejsce naprzeciwko. Kiedy już się usadowiły, Melanie zaczęła mówić.

-Rozmowa kwalifikacyjna? Nie cierpię tego zwrotu. Brzmi okropnie formalnie. Wolę bardziej byś uznała to za spotkanie Poznajmy Się – powiedziała z rozmysłem.

-Nie będzie trudno – powiedziała Natalie nieśmiało. Rozejrzała się z uśmiechem po małym biurze, zatrzymując wzrok na zdjęciach, które wisiały na ścianie.

-W każdym razie, chciałam po prostu poznać osobę, którą mam zamiar zatrudnić. Wolałam się upewnić, że nie jesteś psycholem, który ukradnie moje wszystkie pieniądze i ucieknie do Vegas na szybki ślub… czy coś.

Natalie zaśmiała się, przenosząc wzrok ze zdjęć na Melanie.

-W sumie, celowałam bardziej w Hawaje albo Bahama.

-W takim wypadku, jesteś zatrudniona – powiedziała Melanie, a Natalie rzuciła jej zdziwione spojrzenie. – Mówię poważnie – dodała.

-Serio? – zapytała Natalie bez tchu. – Mam to – podała jej kartkę papieru. – To moje świadectwo. Ja… nigdy nie miałam pracy – wyznała słabo, mając na dzieję, że nie pogrzebała właśnie swoich szans.

Melanie wzięła kartkę i położyła na biurko, nawet nie spoglądając. Otworzyła jedną z szuflad biurka i zaczęła przeczesywać ją w poszukiwaniu czegoś. Po chwili, z wielkim uśmiechem wyciągnęła pudełko czekoladek.

-Chcesz? – zapytała, wyciągając pudełko w stronę Natalie.

Natalie nerwowo sięgnęła po czekoladkę.

-Dzięki – powiedziała, przyglądając się Melanie, niepewna czy to wszystko dzieje się naprawdę czy po prostu Melanie robi sobie z niej jaja.

-Nie patrz tak na mnie – zaśmiała się Melanie. – Uwierz, to się dzieje naprawdę. Jestem trochę chaotyczna… Za dużo kawy, cukru czy cokolwiek.

-Więc? – zapytała Natalie słabo. – Mam pracę?

-Czy nie to właśnie powiedziałam? – zapytała, wgryzając się w czekoladkę.

-Chciałam się tylko…

-Ile godzin chcesz pracować tygodniowo? – przerwała jej Melanie.

-Ilekolwiek potrzebujecie – odparła.

-To może sama sobie ustalisz swoje godziny? Nienawidzę robić grafików. Cholerna strata czasu. I do tego wszystko mi się kręci, jak diabli.

-Eee jasne – powiedziała powoli Natalie. – W czym potrzebujecie pomocy?

Melanie turlała długopis po biurku, w głębokim zamyśleniu.

-Potrzebujemy pomocy w magazynie, rozpakowywaniu przesyłek i czasami, jak jest duży ruch, w obsługiwaniu klientów – powiedziała wreszcie. – Myślę, że dwadzieścia pięć godzin w tygodniu, byłoby idealne.

Natalie się uśmiechnęła.

– Świetnie mi pasuje. O której…

Otworzyły się drzwi do biura Melanie, przerywając jej wypowiedź. Dwie identycznie wyglądające dziewczyny weszły do środka.

- Sorry – powiedziały równocześnie, dostrzegając Natalie.

-Jesteście zajęte? – zapytała jedna z nich, patrząc na Melanie.

-Nie, tylko sobie gawędzimy. Dziewczęta, poznajcie Natalie – powiedziała, wskazując na nią ręką. – Natalie, to moje córki. Pracują tutaj.

-Cześć – powiedziała Natalie, posyłając im nikły nerwowy uśmiech.

-Hej – powiedziała dziewczyna, która stała bliżej. – Jestem April.

-A ja Dawn – powiedziała druga. – Odróżnisz nas po tym – wskazała pieprzyk na swoim policzku.

-Gdyby nie ten pieprzyk – powiedziała Melanie kręcąc głową. – Pewnie wciąż bym je myliła. Niezliczone ilości razy April byłaby Dawn, Dawn byłaby April i Dawn mogłaby…Sama rozumiesz.

-Miło was poznać – powiedziała Natalie, gdy Melanie skończyła krążyć.

-Ciebie też – powiedziały, zajmując dwa wolne miejsca obok Natalie.

-Więc będziesz tu pracować? – zapytała Dawn, biorąc czekoladkę z pudełka.

-Tak sądzę – odparła Natalie, spoglądając na Melanie w celu ponownego jej potwierdzenia.

-Tak, będzie tu pracować - powiedziała Melanie. – Około dwadzieścia pięć godzin tygodniowo. Będzie pomagała z magazynem, sprzedażą i rozpakowywaniem przesyłek.

-Są tu jeszcze jacyś pracownicy? – zaciekawiła się Natalie.

Melanie pokręciła głową.

-Nie, tylko my trzy. W sumie, jeszcze pomaga czasem mój mąż, ale tak w ogóle to ma swoją pracę.

Natalie otworzyła szeroko oczy.

– Wow, to robi wrazenie.

Melanie wzruszyła ramionami.

– To mały sklep. Nikogo nie potrzebowaliśmy aż do teraz, ale teraz zaczyna się robić pracowiciej. Dodatkowo, Dawn i April zaczynają studia, więc nie będą już mogły tyle pracować. Więc potrzebuję kogoś, kto czasem pomoże.

-Wygląda jak praca dla mnie – przyznała Natalie. – Kiedy chcecie bym zaczęła?

-Jutro? – podsunęła Melanie.

-Brzmi świetnie. O której?

-Od drugiej do zamknięcia, czyli do około ósmej? – zapytała Melanie.

-Świetnie – odparła. Wtedy Melanie wzięła jej świadectwo i zaczęła je przeglądać.

Kiedy Melanie zagłębiła się w czytaniu, April odwróciła się do Natalie.

-Będzie fajnie z tobą pracować – powiedziała. – Nie będzie tak nudno.

Melanie spojrzała na córkę.

– April, nie strasz jej; dopiero co ją dostałyśmy. – Spojrzała na Natalie. – Nie jest nudno, Natalie. Mamy tu ubaw.

-Zdążyłam zauważyć – uśmiechnęła się Natalie.

-Dobry Boże, dziewczyno – powiedziała Melanie, spoglądając raz jeszcze na jej świadectwo. – Nie chcę być wścibska, ale z takimi ocenami czemu nie poszłaś na studia?

-Och, eee – zająknęła się Natalie. – Przez mojego chłopaka.

Melanie wytrzeszczyła oczy.

– Nie poszłaś na studia z powodu chłopaka? Wiem, że jesteś bystra, ale Natalie…

-To nie tak – przerwała jej Natalie. Wszystkie popatrzyły na nią z ciekawością, więc kontynuowała. – On – przełknęła. – On ma raka.

Melanie zrzedła mina.

-Och, nie miałam pojęcia. Nie chciałam tego z ciebie wyciągać – powiedziała poważnie.

-W porządku – odparła Natalie szczerze. – Przechodzi przez chemioterapię, ale nikt nie może być na sto procent pewien, że.. wiecie… On wciąż może… W każdym razie, chcę tu być z nim na wszelki wypadek. A studia zajmują dużo czasu, wiecie. Poza tym naprawdę potrzebuję przerwy.

-Żeby niczego nie żałować – powiedziała Melanie melancholijnie.

-Dokładnie – uśmiechnęła się Natalie.

-Jest ładny? – zapytała Dawn.

-No – odparła Natalie, szczerząc zęby w uśmiechu.

-Przystojny? – chciała wiedzieć April.

-Och, taak - jej uśmiech się poszerzył.

-Seksowny? – zapytała Melanie, sprawiając, że córki zjeżyły się na nią w zawstydzeniu.

-Zdecydowanie – zaśmiała się Natalie. – Bez wątpienia.


Tego popołudnia, Natalie znajdowała się w szpitalnej poczekalni. Aktualnie przeglądała piątą gazetę. Co oni robili tam tak długo? Siedziała w poczekalni już ponad cztery godziny. Podeszła już pięć razy do dyżurki, zapytać kiedy Keith skoń pielęgniarka odparła niecierpliwym głosem.

– Te rzeczy wymagają czasu, skarbie.

Więc, robiąc jedyne co mogła, siedziała tam, patrząc na ścianę naprzeciw, swoje dłonie i powolne wskazówki zegara. Próbowała skupić się na czymś innym, ale jej myśli zawsze wracały do Keitha.

Pół godziny po tym, jak ostatni raz zapytała pielęgniarkę o Keitha, czyjś cichy głos przerwał potok jej myśli.

-Natalie? – Odwróciła się i dostrzegła dr Normandyego, po czym wypuściła powietrze z płuc, które nie wiedziała, że wstrzymuje.

-Skończył? – zapytała, wstając, niecierpliwie chcąc zobaczyć Keitha.

-Tak, skończył – powiedział lekarz powoli, nie patrząc jej w oczy.

Natalie podniosła brwi na to dziwne zachowanie lekarza.

-Coś jest nie tak? – zapytała przynaglającym tonem.

Dr Normandy położył jej pocieszająco rękę na ramieniu, ale to nie pomogło.

-Nie martw się – powiedział, wreszcie spoglądając jej w oczy. – Po prostu muszę z wami porozmawiać.

- Okay – powiedziała Natalie, czując jak zaczyna obejmować ją strach.

-Co się dzieje? – zapytała, gdy weszła na salę Keitha.

-Nic takiego – szepnął i Natalie wyczuła, że miał jakieś pojęcie o tym, co się działo, ale nie chciał nic powiedzieć.

Usiadła na krześle obok, podczas gdy lekarz stanął przed nimi.

-Keith, powód dla którego dostałeś dziś większą dawkę…

-Większą dawkę? Co ma pan na myśli? – zapytała Natalie zmartwiona, spoglądając na Keitha, jednak ten tylko wzruszył smutno ramionami.

– Chemia nie działa tak dobrze lub tak szybko, jak się spodziewałem – westchnął lekarz.

Natalie zakryła dłonią oczy, próbując powstrzymać łzy. Poczuła jak Keith ostrożnie ściska jej dłoń.

-Ale nie ma się o co martwić, to tylko miesiąc, a chemia wciąż działa.

-Moje szanse – powiedziała Keith. – Na zwalczenie tego. Wciąż są dobre, tak? - zapytał niepewnie.

Natalie opuściła dłoń od oczu, żeby wiedzieć twarz lekarza, gdy będzie odpowiadał.

-Tak, wciąż są dobre, nawet świetne – westchnął. – Po prostu nie tak dobre, jakbym chciał. Przykro mi, że musze wam to mówić, skoro minął dopiero miesiąc. Chciałem, żebyście wiedzieli czemu dokonujemy zmian. Nie traćcie nadzieji, ok.? Zwiększymy dawkę i wszystko powinno być dobrze. Po prostu… Nadzieja zawsze pomaga.

Natalie spojrzała na Keitha, który bawił się niewidzialną nitką na swojej koszulce, jakby próbował ignorować słowa lekarza.

-Nadzieja – szepnęła, ściskając jego rękę, by zwrócić na siebie jego uwagę. Spojrzał jej w oczy.

-Nadzieja – odszepnął.


Zanim opuścili szpital, Natalie i Keith rozmawiali z lekarzem jeszcze przez jakiś czas, zagłębiając się w szczegóły zmian dokonywanych w leczeniu. Oboje byli w zdecydowanie ponurych nastrojach, ale Natalie postanowiła, że spróbuje upewnić się, że to czego się dowiedzieli nie przygnębi ich zbyt mocno. Byli już prawie przy jej domu, kiedy Keith na nią spojrzał.

-Musimy już teraz wracać? – szepnął.

Natalie spojrzała na niego nerwowo.

-Nie – powiedziała powoli. – Nie musimy. Myślałam, że możesz czuć się zmęczony.

Wzruszył ramionami.

-Tak, cóż. Możemy pojechać w nasze miejsce? – zapytał, rozpogadzając się nieco.

Natalie skinęła, szybko zawracając i jadąc w stronę ich miejsca. Nie rozmawiali wcale, dopóki nie usiedli na wielkim kamieniu nad jeziorem.

-Do kitu – szepnął Keith, wpatrując się w przestrzeń przed sobą.

-No – przytaknęła, odwracając się by na niego spojrzeć. – Ale dr Normandy mówi, że chemia nadal działa, że szanse wciąż są świetne. Po prostu trochę zwiększyli dawkę.

-Kłamie – powiedział Keith i złość zaczęła malować się na jego twarzy. – Założę się, że nic nie działa.

Natalie odwróciła się całym ciałem, by patrzeć mu w oczy.

-Keith, dlaczego tak myślisz? – zapytała, ale on tylko wzruszył ramionami. – On nie kłamie, jest po prostu szczery. Ale takie rzeczy się zdarzają – powiedziała, próbując go uspokoić. – Dr Normandy jest tylko lekarzem. Może jedynie zgadywać jak podziała leczenie. Po prostu poinformował nas, co wyszło w międzyczasie.

-Tak, cóż…

-Proszę, nie zadręczaj się tym, dobrze? – Cisza. – Proszę?

Oblizał usta i spojrzał na nią.

–Ok., nie będę. To było po prostu bardzo niespodziewane – westchnął. – Przepraszam, że tak się zachowuję.

Natalie wzięła jego rękę, by przestał nerwowo skubać koniec swojej koszulki.

-Hej, ja to rozumiem. To straszne myśleć, że chemia mogłaby nie zadziałać, ale nie martwmy się o przyszłość, dobra? Żyjmy tu i teraz.

Odwrócił się do niej i widziała, jak rozwaga czai się w jego spojrzeniu.

-Żyć tu i teraz? – szepnął.

Natalie skinęła niepewnie

. – Taak. Jak ci się to podoba?

Ku jej wdzięczności, wielki jednostronny uśmiech pojawił się na jego ustach.

-Myślę, że całkiem, całkiem mi się to podoba – przyznał. Natalie pochyliła się i położyła mu głowę na ramieniu. – Możesz mi coś obiecać? – zapytał chwilę potem.

-Co takiego? – zapytała miękko.

-Po prostu, jeżeli to wszystko się nie uda i ja… Obiecaj mi, że spełnisz swoje marzenia, ok.? Muszę wiedzieć, że ty…

-Obiecuję – szepnęła.

Objął ją ramieniem, a ona przylgnęła do jego piersi. Teraz byli razem i tyle wystarczało.


Siedzieli tam razem, Natalie przy nim, i jak długo to trwało – nie wiedzieli. Musiała minąć co najmniej godzina, zanim Keith nie zaczął ziewać i Natalie wiedziała, że czas wracać.

-Chcesz jechać? – zapytała, podnosząc się.

Spojrzał na nią, znów ziewając.

-Tak – odparł. – Jestem zmęczony.

Wstali, ale zanim podeszli do auta, Keith wyciągnął coś z kieszeni i włożył do ust. Natalie zmrużyła oczy w ciemności, by dostrzec co to takiego.

Tic-taki.

Wrzucił sobie wszystkie do ust, zanim Natalie zdążyła go powstrzymać.

-Hej! – powiedziała. – Też chciałam jednego.

Zerknął na puste opakowanie, po czym popatrzył nieśmiało na Natalie.

– Wybacz – powiedział potulnie.

Wywróciła oczami i zaczęła iść do wozu, ale kiedy była kilka centymetrów od niego, Keith ją złapał. Ujął delikatnie jej nadgarstek i odwrócił tak, że oparła się plecami o auto twarzą do niego.

-Co…?

Uciszył ją nagłym pocałunkiem. Chciwie przebiegł językiem po jej wargach, domagając się do nich wstępu.

A ona go udzieliła.

Z początku poczuła miętę. Chciała pogłębić pocałunek, ale Keith zrobił coś, co ją zaskoczyło i sprawiło, że się od niego odskoczyła.

-Keith! – upomniała go.

Odsunął się nieco, posyłając jej pełen wdzięku uśmieszek.

-Powiedziałaś, że chciałaś tic-taka, więc ci go dałem.

Nie mogła znieść tego, jak niesamowicie rozkosznie wyglądał, stojąc tak przed nią, z tymi zielonymi oczyma lśniącymi ekscytacją nad tym, co właśnie zrobił. Złapała go za koszulkę, przyciągając bliżej, żeby szeptać do jego ucha.

-Zmieniłam zdanie – powiedziała, łaskocząc oddechem jego ucho. – Nie chcę już tic-taka.

Oparł ręce o auto po obu jej stronach, zamykając jej drogę ucieczki.

-Czemu? – zapytał niskim i zdławionym głosem.

-Ponieważ – szepnęła, całując go miękko w usta. – Wolę w zamian ciebie.

Pociągnęła go za szlufkę przy pasku tak, że na nią wpadł, ustami przycisnął się do jej warg.

Puściła szlufkę, w zamian podciągając jego koszulkę. Chciała ją z niego zdjąć…Teraz. Chciała zobaczyć jego gładką skórę, poczuć jego gładką skórę. Jego koszulka wylądowała niedbale na ziemi w ciągu sekundy.

-Pragnę cię – wymruczała.

Szybko i ku jej wdzięczności, w tym samym czasie otworzył drzwi od auta, podnosząc ją i kładąc na siedzeniu. Wspiął się na nią a ona objęła ramionami jego szyję. Pochylił się i zaczął ją całować z siłą i intensywnością, jakiej jeszcze u niego nie znała. I jaka jej się podobała.

Bardzo jej się podobała.

Odrywając się od jego ust, zaczęła całować jego szyję. Poczuła na jego plecach dreszcze. Dreszcze, które ona powodowała. Pocałowała czułe miejsce z boku jego szyi, a on jęknął z przyjemności.

-Już – zażądała.

A on się do tego zastosował.


Następnego popołudnia, jej pierwszego dnia pracy, Natalie pojawiła się w Hooked on Books dokładnie o drugiej.

-Hej – powiedziała Natalie, spoglądając na ich trójkę, gdy weszła.

-Natalie – uśmiechnęła się Melanie. – Jak się masz?

-Dobrze – uśmiechnęła się. Melanie przywołała ją ruchem, by do nich podeszła.

-Chcesz kawę? Właśnie robimy – zapytała Dawn, która stała w małej kawiarnianej przestrzeni.

- O drugiej? – zapytała. Przytaknęły, wszystkie wyglądając na nieco winne.

-Jesteśmy trochę uzależnione – przyznała Dawn.

-Ja też jestem – szepnęła, jakby to był jakiś sekret. – Co chcecie żebym dziś zrobiła? – zapytała, rozglądając się po księgarni.

-Dostałyśmy dziś dostawę książek. Chciałabyś je wystawić? April pokaże ci jak – zapytała Melanie.

. – Brzmi świetnie – skinęła Natalie. Podeszła do niej April.

– Gotowa? – zapytała. Natalie poszła za nią do niewielkiego kąta księgarni.

-Dobra – powiedziała April. –Normalnie, we wszystkich innych księgarniach, woli się ustawiać książki w porządku alfabetycznym. My wolimy uporządkować je pod względem kolorów, sprawiając klientom estetyczną przyjemność.

-To jest naprawdę niezłe – powiedziała w zamyśleniu, obserwując jak April układa książki i idąc w jej ślady.

Zajęło jej kilka godzin, by przywyknąć do nowego i interesującego sposobu, w jaki zorganizowany był ich sklep. Na przykład, nic nie było podzielone tematycznie, ale tak jak opisała to April – według kolorów. Jeśli stanęło się w odpowiedniej odległości, rzędy książek przypominały tęczę.

Gdy już miały zamykać, Natalie zebrała dostatecznie dużo odwagi, by zadać pytanie, nurtujące ją cały dzień.

-Więc jak dokładnie klienci znajdują coś, czego szukają?

-Och, nie znajdują – powiedziała ucieszona Melanie i na wzrok Natalie dodała. – Wolimy postrzegać to bardziej, jak przygodę, gdy ktoś tu przychodzi. Klienci wchodzą spodziewając się coś znaleźć, ale wychodzą mając coś innego.

-Rozumiem – uśmiechnęła się Natalie. –To naprawdę super. Jednak to nowy pomysł? Bo nie przypominam sobie, bym miała problemy ze znalezieniem czegokolwiek, gdy przychodziłam.

W rozmowę włączyła się Dawn.

–Tak, wymyśliłyśmy to kilka miesięcy temu i tak już zostało. Nie mamy zbyt wielu zażaleń.

-Hej – Natalie wzruszyła ramionami. – W końcu to coś innego.

-Dokładnie – powiedziała Dawn. – Po co podążać za trendami? Czemu nie być oryginalnym?

-Czemu nie? – odpowiedziała Natalie, patrząc z radością na rzędy książek.

-Czas na pizzę! – zawołała April, wchodząc do pomieszczenia.

-Pizza? – zapytała Natalie. – Z jakiej to okazji?

-Z okazji twojego pierwszego dnia – uśmiechnęła się Melanie. – No dawaj, bierz kawałek.

-Dzięki – powiedziała Natalie. – Jesteście naprawdę miłe, że to robicie.

April położyła pudełko z pizzą na podłodze i wszystkie usiadły wokół niego.

-Więc – zaczęła April, biorąc wielki kęs pizzy. – Jak ma na imię twój chłopak?

-Keith.

-Och – powiedziała Melanie. – Schodzący w Dół Wojownik.

-Co? – parsknęła śliną Natalie, posyłając jej zdziwione spojrzenie.

Melanie spojrzała na nią zażenowana.

-Przepraszam, uwielbiam poznawać znaczenie imion – znam ich setki. Natalie na przykład oznacza Być Urodzoną.

-Wow, to naprawdę świetne – uśmiechnęła się Natalie.

-Więc – wcięła się Dawn. – Jak się poznaliście?

-W sumie w klasie chemicznej – uśmiechnęła się. – Byliśmy partnerami na zajęciach praktycznych.

-Jakie to romantyczne – westchnęła Dawn. – Czemu ja nie mogę tak spotkać chłopaka?

-Jeszcze spotkasz – powiedziała Natalie. – Wiesz, zwykle to się zdarza, gdy się tego nie spodziewasz. Nie myślisz sobie 'och, on jest moim partnerem na chemii, zakocham się w nim'. Ale – powiedziała powoli. – To się po prostu zdarza.

-To jest najsłodsze – westchnęły wszystkie w tym samym czasie, sprawiając że Natalie się zarumieniła.

-Jak on sobie radzi? – zapytała niepewnie April.

-Radzi sobie naprawdę nieźle – powiedziała Natalie.

Straciła poczucie czasu, rozmawiając z nimi o szkole, chłopakach i zainteresowaniach. Zdała sobie sprawę, jak jest późno, dopiero gdy usłyszała dzwoniący telefon.

-Halo?

-Natalie, wciąż jesteś w pracy? – zapytał zmartwiony głos Caroline.

-Tak, przepraszam, straciłam poczucie czasu. Co tam? – zapytała, wymawiając bezgłośnie „Przepraszam" w stronę kobiet obok.

-Przepraszam, że ci przeszkadzam, ale zrobiło się późno i Keith źle się czuł cały wieczór. Więc pomyślałam, że może powinnaś wrócić do domu, sprawdzić co się dzieje. Jeśli możesz, oczywiście.

-Co się stało? – zapytała szybko.

Caroline westchnęła.

-Tak naprawdę to nie wiem. Nie mówił za dużo. Powtarza cały czas, że nic mu nie jest, ale nikt w to nie wierzy. Zamknął się w łazience i gdy sprawdzałam co z nim godzinę temu, okazało się, że w niej zasnął. Niepokoje się; mam nadzieję, że mogłabyś sprawdzić co z nim – z tobą prędzej porozmawia.

-Oczywiście, my tutaj tylko plotkowałyśmy. Już wychodzę. – Rozłączyła się chwilę później i wszystkie patrzyły na nią zmartwione.

-Wszystko w porządku? – zapytała April.

-To Keith, najwyraźniej źle się czuje – westchnęła.

-Co się stało? – zapytała April w skupieniu.

-To pewnie przez chemię – wczoraj dostał kolejną dawkę, więc…

Dawn patrzyła z ciekawością na Natalie.

– Mieszka z tobą? – zapytała niepewnie.

-Tak – skinęła. – Jego tato wyjechał na jakiś czas do pracy.

-To miłe, że twoi rodzice go przygarnęli – powiedziała Dawn, zgniatając pudełko po pizzy i wyrzucając je do śmieci.

-Tak, wiem – uśmiechnęła się. – Słuchajcie, przepraszam, ale powinnam już chyba iść – powiedziała, wskazując drzwi.

-Idź! – powiedziała Melanie, machając ręką. – Byłaś tu dostatecznie długo.

Natalie wstała. – Dzięki za pizzę i wszystko. O, kiedy powinnam przyjść znowu? Jutro?

Melanie się uśmiechnęła. – Jasne, jeśli tylko Keith będzie czuł się lepiej. Jeśli nie będzie, bądź dobrą dziewczyną i z nim zostań, dobra? – zażartowała.

Natalie się roześmiała.

– Skoro tak mówisz. Będę tu o drugiej, ok.? Dzięki za wszystko.

-Przyjemność po naszej stronie. O, i Natalie? – zawołała Melanie.

-Tak? – odwróciła się.

-Powiedz Keithowi, że jak poczuje się lepiej, ma tu przywieźć swój seksy tyłek, żebyśmy mogły go poznać.

April i Dawn posłały matce zawstydzone spojrzenie i April syknęła – Mamo!

-Dam mu znać – uśmiechnęła się. – Do zobaczenia jutro.


Kiedy Natalie pojawiła się w domu, znalazła Keitha dokładnie tam, gdzie mówiła jej mama – spał w łazience dla gości. Wzdychając, uklęknęła obok i delikatnie nim potrząsnęła.

-Keith – szepnęła. – Obudź się.

Jęknął niezadowolony, ale się nie przebudził. Potrząsnęła nim znowu.

-Keith, pobudka – szepnęła i w końcu tym razem uniósł powieki.

Gdy dostrzegł Natalie, szybko się podniósł.

-Gdzie…? – Rozejrzał się wokół i rozpoznał. – Och – szepnął.

-Nie czujesz się dziś za dobrze? – zapytała smutno. Wzruszył ramionami. – Co jest nie tak? – zapytała znów powoli, mając nadzieje, że jej powie.

-Mam naprawdę okropne mdłości. I mnie boli – powiedział pospiesznie. – To pewnie przez większą dawkę…

-Ale wziąłeś swoje leki? – upewniła się Natalie.

Keith przytaknął. –Tak, tyle że chyba nie działają. – Potarł dłonią czoło i Natalie zastanawiała się, czy boli go też głowa.

-Wymiotowałeś? – zapytała a na jego policzku wykwitł rumieniec. – Keith?

-Może – odszepnął, a wiedziała, że to jego sposób na powiedzenie tak.

-Chcesz się położyć do łóżka?

Skinął, więc ostrożnie pomogła mu dojść do łóżka. Otworzyła okno by wpuścić trochę świeżego powietrza.

-Potrzebujesz czegoś? – zapytała.

-Nie – szepnął.

Otuliła go kołdrą i pocałowała w usta.

-Śpij dobrze.

Na jej słowa nagle otworzył oczy.

-Dokąd idziesz? Zostawiasz mnie? – zapytał zmartwiony.

-Tak – skinęła. – Daj mi znać jak będziesz czegoś potrzebował, ok?

Nie wyglądał na szczęśliwego z tego powodu.

-Mogłabyś zostać?

-Zostać? – Skinął. – Och, cóż, Keith, moi rodzice nie byliby tym zachwyceni.

Wyglądał na wyjątkowo nieszczęśliwego po jej odpowiedzi. Posłał jej ostatnie błagalne spojrzenie i zamknął oczy. Wiedziała, że powinna po prostu wyjść, ale czuła się z tym źle. Niezależnie od tego w jakich tarapatach miała być następnego dnia, obeszła łóżko, zrzuciła buty i wsunęła się obok niego.

– Dobrze – szepnęła, układając się przy nim.

Gdy tylko zamknęła oczy, zapytał wątpiącym tonem

– Zostaniesz?

-Tak, zostanę – szepnęła otwierając oczy.

-Zostaniesz całą noc? – upewnił się.

Odnalazła pod kołdrą jego dłoń i ujęła.

-Tak, całą noc.


-Natalie, co ty sobie wyobrażasz? – zbeształa ją Caroline, gdy tylko weszła do kuchni.

Przyłapana.

-Co masz na myśli? – zapytała niewinnie. Usiadła obok ojca, który zajął się czytaniem gazety. Podejrzewała, że próbował nie włączać się w to, co dla Natalie miało być okropnie zawstydzającą rozmową.

-Dokładnie wiesz o czym mówię – nie było cię w łóżku dziś rano, młoda damo. I gdzie cię znalazłam? U Keitha, w jego łóżku! – krzyknęła.

-Więc? – Nie było sensu zaprzeczać, skoro matka widziała to na własne oczy.

Caroline spojrzała groźnie na Peta, szukając w nim wsparcia, ale ten uparcie trzymał oczy wlepione w gazetę.

-Natalie, fakt że Keith tu mieszka nie oznacza przyzwolenia na sypianie z nim w jednym łóżku. To jest rzecz zarezerwowana dla małżeństw.

-Ale mamo…

- Natalie, ty i Keith wciąż jesteście bardzo młodzi. O wiele za bardzo chcecie niektóre rzeczy przyspieszyć.

-Spaliśmy tylko w jednym łóżku – prychnęła Natalie. – To jeszcze nie zbrodnia.

-Jesteś na to za młoda, Natalie – powiedziała Caroline z groźną miną.

-Na co? – zapytała buntowniczo.

-Na seks!

W tym momencie wszedł Zach. Słysząc ostatnie słowa, skrzywił się i szybko wycofał.

-Czekaj, Zach! – zawołał Pete, wstając tak szybo, że krzesło za nim omal nie upadało. – Musisz pokazać mi tę rzecz…- powiedział, wychodząc za synem z kuchni.

-Seks? Myślisz, że uprawiałam z Keithem seks zeszłej nocy? – zapytała Natalie, gdy ojciec zniknął jej z oczu.

-Co innego mogliście robić? – zapytała matka, najwyraźniej zbita z tropu.

-Źle się czuł i poprosił bym z nim została. – Jej matka tylko spojrzała na nią groźnie. Natalie oparła głowę na dłoniach. – O mój Boże – wymamrotała. – Nie mogę uwierzyć, że myślałaś, że uprawialiśmy seks.

-A co innego miałam sobie pomyśleć? – zapytała matka, zaczynała histeryzować w czasie rozmowy.

-Mamo, nie słuchasz mnie. – Natalie spojrzała na matkę. – Źle się czuł i chciał tylko żebym z nim została.

Nagle Caroline usiadła na przeciw córki, biorąc jej rękę. W ciągu sekundy jej twarz zmieniła się rozhisteryzowanej na skupioną.

-Kochanie, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z ryzyka, jakie niesie za sobą seks.

-Mamo – syknęła Natalie. Nie zdziwiłaby się, gdyby Keith słyszał każde słowo tej rozmowy i zrobiło jej się gorąco na tę myśl. – Musimy teraz o tym rozmawiać?

-Kochanie, strasznie się martwię. Nie odbyłyśmy jeszcze tej rozmowy i jest trochę spóźniona…Mam na myśli, że ty i Keith, pod moim dachem.. Tej nocy.

-Litości, mamo - Natalie wywróciła oczami. – Zachowujesz się niedorzecznie. Keith i ja nie uprawialiśmy seksu tej nocy.

-Ale tak w ogóle to uprawialiście?

-Dobry Boże, mamo – powiedziała, wstając. – Nie mam zamiaru w ten sposób rozmawiać. Nie słuchasz niczego, co mówię.

Caroline podniosła się szybko.

-Natalie, po prostu się martwię poziomem, na który przeszły twoje relacje z Keithem.

Natalie odwróciła się by wyjść, kręcąc w zawstydzeniu głową. Była pewna, że jest cała czerwona na twarzy.

-Myślę, że ty, Keith i ja musimy porozmawiać – zawołała za nią Caroline.

-Nie! – odkrzyknęła Natalie, wchodząc po schodach.

Gdy była już na górze, Caroline zawołała jeszcze w ostatniej desperackiej próbie.

-Tylko… Natalie! Jeśli macie zamiar… Przynajmniej się zabezpieczajcie!

Natalie zatrzasnęła drzwi swojego pokoju, uciszając matkę. Podskoczyła, gdy zobaczyła Keitha siedzącego na jej łóżku.

-Czego? – zapytała wściekle. Właśnie odbyła najbardziej upokarzającą rozmowę ze swoją matką, a on siedział tu sobie, słuchając? Nie przychodząc jej z pomocą? Spojrzała na niego groźnie i skrzyżowała ręce na piersi. – Mogłeś przyjść mi pomóc! – powiedziała wściekle.

Keith tak bardzo się śmiał, że minęła dłuższa chwila, zanim był zdolny cokolwiek powiedzieć.

-To była – przerwał, bo znów się roześmiał. – Najśmieszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałem. – Śmiał się tak bardzo, że łzy wypełniły mu oczy.

-Śmieszne? – powiedziała Natalie. – Uważasz to za śmieszne?

– To było – czknął. – Przekomiczne.

Natalie się zjeżyła.

– Keith, to była najbardziej upokarzająca rozmowa, jaką musiałam kiedykolwiek odbyć z własną matką. – Zachichotał, jeszcze bardziej ją tym irytując. – Wiesz, co? Może jednak skorzystam z propozycji mamy – powiedziała.

-Jakiej propozycji? – zapytał z obawą. Uśmiech szybko zaczął mu rzednąć.

-No wiesz – powiedziała. – Przecież słuchałeś. Mama uważa, że powinna z nami porozmawiać. Może to jednak jest dobry pomysł – rozważyła.

Oczy Keitha otworzyły się szerzej ze strachu.

-Mowy nie ma! – powiedział, potrząsając głową gwałtownie. – Nie będę rozmawiał z twoją matką o seksie.

-Och, zobaczymy – powiedziała.

-Co to niby miało znaczyć? – zapytał ostrzegawczo.

Natalie posłała mu uśmieszek i weszła do łazienki, zamykając się w niej.

-Natalie, o czym ty mówisz? – zapytał wystraszonym głosem.

-Zobaczysz – zawołała przez drzwi.

Stał tam przez kilka sekund w ciszy.

-Hej! – zawołał lekko się uśmiechając. – Skoro już będziemy rozmawiać, będę mógł ją uspokoić i powiedzieć, że przynajmniej poszliśmy już za jej ostatnią radą. To jej się spodoba, co? – zapytał niewinnie.

-Keith – syknęła, jej głos stłumiły drzwi. – Po prostu się zamknij.

Keith dostał kolejnego ataku śmiechu.