Rozdział 12

To tylko sen

Sierpień dla Natalie minął w zastraszającym tempie. Praca w Hooked and Books zajmowała jej czas i naprawdę uwielbiała tam pracować. Właściwie nigdy tak naprawdę nie uważała tego za pracę, raczej za miejsce, w które powstrzymuje ją przed martwieniem się o Keitha. Wciąż próbował dotrzymywać Natalie kroku, ale były dni, że jedyne czego chciał to spać. Wiedziała, że strasznie mu to przeszkadza, ale starała się, by wiedział, że nie przeszkadza to jej. Jednak skłamałaby, gdyby twierdziła, że widywanie go w tym stanie nie było dla niej stresujące.

Było Święto Pracy, na które jej rodzina zawsze urządzała grilla, więc zaprosiła kilku znajomych, by uczcić koniec lata. Natalie skończyła właśnie rozkładać na stole w ogrodzie sosy, sałatki, słodycze i napoje, gdy zadzwonił dzwonek. Podekscytowana pobiegła otworzyć.

-Trish – przywitała ją radośnie. – Myślałam, że spędzasz czas z rodziną Robbiego – zadzwiła się, zamykając za nimi drzwi.

-Wystawił mnie – uśmiechnęła się. – W sumie obaj nas wystawili. Travis też nie przyjdzie – powiedziała, spoglądając na Brooke.

-Czemu? – zapytała Natalie.

-Cóż – Trish wzruszyła ramionami. – Tak naprawdę nas nie wystawili. Robbie zdobył bilety na Cubsów a ja naprawdę nie chciałam tam iść. Więc poszedł z Travisem, a ja przyszłam tu z Brooke. To ma sens; możemy spędzić babski wieczór – uśmiechnęła się. – Keith będzie musiał pocierpieć – dodała.

-A gdzie on jest? – zapytała Brooke niepewnie. Natalie wiedziała, że martwi się o to, jak traktowała go wcześniej i że jest na nią o to zły. – Chyba nie wystawił cię także, co?

-Nie – Natalie potrząsnęła głową. – Przynajmniej z tego co wiem. W sumie jest na górze. Cynthia z koleżankami chciały mu coś pokazać. Chyba nawet powinnyśmy pójść mu na ratunek. – Był na górze od dość dawna.

Trish i Brooke poszły za Natalie po schodach. Gdy zbliżyły się do ich szczytu, dobiegły ich podekscytowane głosy dziewczynek. Zatrzymała się w drzwiach, stając w nich cicho, by Keith i dziewczynki nie dostrzegły ich obecności. Trish i Brooke wyjrzały jej przez ramię.

Keith siedział otoczony dziewczynkami, które pokazywały mu różne zdjęcia Hanny Montany i wyjaśniały mu swoje ulubione stroje i odcinki.

Jedna z dziewczynek, w której Natalie rozpoznała Samanthę, powiedziała:

-Widzisz ten strój? – wskazała obrazek w książce. – To mój ulubiony. Mama zrobi mi taki na Halloween. Za co ty się przebierzesz na Halloween? – przerzuciła wzrok na Keitha.

-O, eee…

-Będzie Jessem McCartneyem – wcięła się Cynthia. – Z odcinka„Kiedy życzysz sobie być gwiazdą", kojarzycie? – Przyjaciółki skinęły. – Wygląda całkiem jak on, musimy tylko kupić mu blond perukę.

Trish zaśmiała się, ujawniając ich obecność.

-Będziemy musiały porobić zdjęcia – zachichotała. Keith się na nią zjeżył, po czym przeniósł wzrok na Natalie.

-Partnerko – powiedział z oczami wypełnionymi ulgą. – Cynthia właśnie pokazywała mi rzeczy Hanny Montany – usłyszała znudzenie w jego głosie, którego jednak nie odnotowała Cynthia i jej koleżanki.

-Czy nie pokazywałaś mu tego już jakieś osiem razy? – zapytała Natalie, przechodząc ostrożnie przez pokój, uważając by nie nadepnąć na żadną rzecz Hanny Montany.

-Taak – Cynthia wywróciła oczami. – Ale moje koleżanki chciały pokazać mu swoje ulubione odcinki i takie tam.

-Myślę, że Keith ma dosyć Hanny Montany na dziś – powiedziała Natalie.

Cynthia wytrzeszczyła na nią oczy.

-Dosyć Hanny Montany? – popatrzyła po koleżankach, które wydawały się być równie zszokowane, jak ona. – To w ogóle możliwe?

-Tak – powiedziała szybko zirytowana Natalie. – Jest to możliwe. Wyłożyłam trochę przekąsek na zewnątrz, więc możecie pójść coś zjeść.

Na to Cynthia i koleżanki wstały, szybko zbierając się do wyjścia, ale Cynthia zatrzymała się jeszcze w drzwiach i spojrzała na Keitha.

-Keith, pobiegasz z nami przez spryskiwacze?

Uśmiechnął się niewyraźnie i Natalie zobaczyła zmęczenie w jego spojrzeniu. Wiedziała, że chciał odmówić, ale zamiast tego powiedział „oczywiście."

-Super. Widzimy się za chwilę – zawołała, biegnąc za koleżankami.

-Dzięki za ratunek – powiedział Keith, odkładając książki Hanny Montany na komodę Cynthii i spoglądając na Natalie.

-Wiesz, że będziesz jej pewnego dnia musiał powiedzieć NIE – wspomniała Natalie.

-Powiedzieć NIE Cynthii? To w ogóle możliwe? – zażartował. – Lepiej włożę kąpielówki – powiedział. – Cześć Brooke i Trish – uśmiechnął się, spoglądając na nie i wychodząc z pokoju, ale powtrzymała go dłoń na przedramieniu.

-Keith? – zapytała Brooke i puściła jego ramię, upewniwszy się, że zwrócił na nią uwagę.

-Tak?

-Bardzo cię przepraszam – powiedziała, patrząc na swoje stopy przez chwilę i spojrzała mu w twarz. – Byłam.. Byłam straszna suką. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.

Uśmiechnął się wesoło. – Spoko, nie martw się o to. Nic do ciebie nie mam.

-Na pewno? Byłam naprawdę niemiła. Zrozumiałabym jeśli…

-Wybaczam ci – powiedział, odwracając się by wyjść, ale znów złapała jego nadgarstek.

-Jesteś pewien? – zapytała wpatrując się mu w oczy, jakby w upewnieniu czy mówi prawdę.

-Chcesz żebym zmienił zdanie? – posłał jej uśmieszek.

-Nie – puściła jego ręke. – Ani trochę – uśmiechnęła się.

-To dobrze – odparł i przed wyjściem z pokoju pocałował Natalie w policzek.

Brooke na nią spojrzała. – Miałaś rację – uśmiechnęła się. – Martwiłam się bez powodu.

-Mówiłam ci – powiedziała Nataloe. – Dawajcie, idziemy na zewnątrz.


Natalie spędzała resztę popołudnia jedząc przekąski, rozmawiając z Trish i Brooke i oglądając Keitha biegającego pod spryskiwaczami. W pewnym momencie pośliznął się na mokrej trawie i upadł na tyłek, co niezwykle ją rozśmieszyło. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, przyszedł i ją przytulił, całkowicie ją mocząc. Po tym przestała się śmiać.

Słońce zaczęło się zbliżać ku zachodowi i zrobiło się chłodniej, kiedy Keith był w stanie wreszcie wymknąć się od Cynthii.

Położył głowę na stole z wyraźnym zmęczeniem malującym się na jego twarzy.

-Twoja siostra i jej koleżanki mają za dużo energii. Nie mogę dotrzymać im kroku.

Natalie uśmiechnęła się do niego.

-To takie miłe, że się z nią bawisz. Zach nigdy tego nie robił.

Podniósł głowę, pocierając twarz dłońmi.

-Myślę, że po prostu nauczył się mówić nie – zaśmiał się, znów układając głowę na stole.

Cynthia podeszła do niego, gdy tylko zamknął oczy.

-Keith? – Podskoczył i otworzył nagle oczy. – Co ty robisz? Zniknąłeś – powiedziała, marszcząc gniewnie brwi.

-Śpię – powiedział z przekonaniem.

Cynthia wyglądała na skołowaną.

-Nie czas na spanie – powiedziała, jakby to było oczywiste. Złapała go za rękę i pociągnęła, ale się nie ruszył. – Wracaj i baw się z nami.

Opornie podniósł głowę. – Cynthio, jestem troszkę zmęczony – przyznał cicho.

Nachmurzyła się. – Ale nie mógłbyś pobawić się chociaż troszeczkę dłużej? Chociaż ciutkę?

Wyglądał na zamyślonego. – Myślę, że…

Na jego szczęście, głos Peta wciął się w wypowiedź Keitha.

-Hamburgery gotowe! Czestujcie się – uśmiechnął się, podchodząc do Caroline.

- Partnerko – Keith spojrzał powoli na Natalie. - Wiesz, że cię kocham, prawda?

-Niech zgadnę – posłała mu uśmieszek. – Chcesz żebym ci przyniosła hamburgera, co?

-Jesteś najlepsza – uśmiechnął się, układając znów głowę na stole i zamykając oczy.

Pocałowała go w czoło i wstała.

-Wisisz mi to – zażartowała.


Słońce zaszło, gdy skończyli jeść i sprzątać podwórko. Cynthia z koleżankami wyniosły się do jej pokoju, a Trish i Brooke postanowiły spędzić w domu Natalie noc. Wzięła śpiwory i przekąski, niosąc je do salonu, gdzie miały zamiar zostać i pooglądać trochę filmów.

Usiedli właśnie, gotowi wybrać film do obejrzenie, kiedy Keith wstał.

-Gdzie idziesz? – zapytała Natalie.

Odwrócił się i lekko zachwiał. Przez krótką, przerażającą chwilę Natalie myślała, że zaraz zemdleje.

-Idę napić się wody. Chcecie coś? – zapytał, trąc dłonią czoło – gestem, który towarzyszył mu przez większą część wieczoru.

-Ja nic – powiedziała Brooke.

-Ja też – dodała Trish.

Keith skinął, przenosząc wzrok na Natalie, która pokręciła głową.

-Nie, dzięki – uśmiechnęła się opornie. Trochę się o niego martwiła.

Gdy czekały na powrót Keitha, przeglądały filmy i wybrały „Pamiętnik."

-Keith będzie zachwycony – zaśmiała się Trish, wkładając płytę do odtwarzacza. Brooke i Natalie się roześmiały.

Głośny trzask przerwał ich rozbawienie i podskoczyły wszystkie, biegnąc do kuchni, skąd dochodził odgłos. Gdy weszły, Keith siedział na podłodze i zbierał kawałki szkła.

-O kurde, nic ci nie jest? – zapytała Brooke.

Keith nie odpowiedział, kontynuując zbieranie szkła. Natalie spojrzała na dziewczyny, dając im znak, by wyszły. Potem uklęknęła obok chłopaka, kładąc mu delikatnie dłoń na ramieniu.

-Keith, co się stało?

Spojrzał na nią bardzo smutnym wzrokiem.

-Przepraszam, odkupię szklankę… Po prostu… Nagle mnie zamroczyło.

-Nic się nie stało, to tylko szklanka – popatrzyła w dół i wytrzeszczyła oczy. – Cholera, ty krwawisz. Odłóż szkło – rozkazała i złapała go za łokieć, ciągnąc do kranu. Odkręciła wodę, wkładając jego rękę pod zimny strumień.

-Nie krwawi tak mocno, trzymaj rękę pod wodą a ja skoczę po bandaż – rozkazała Natalie.

Weszła do łazienki i złapała wodę utlenioną z szafki. Wzięła papierowe ręczniki, wróciła do Keitha i osuszyła nimi delikatnie jego dłoń. Potem szybko ją zawinęła w bandaż.

-Dzięki Partnerko – powiedział i pocałował ją w czoło.

-Wszystko dobrze? – zapytała, obejmując go ramieniem.

-Nic mi nie jest – powiedział.

Spojrzała na niego, by uchwycić jego wzrok.

-Czemu cię zamroczyło? To mnie martwi.

- To pewnie dlatego, że…jestem strasznie zmęczony, zdarzało się mi to wcześniej. Nic się nie stało. Nic mi nie jest.

-Myślę, że powinieneś usiąść i odpocząć. Posprzątam tylko szkło i do was przyjdę, ok?

Skinął niechętnie i wyszedł z kuchni. Natalie pospiesznie pozmiatała zbitą szklankę i przyłączyła się do reszty w salonie.

Keith siedział na kanapie i gdy Natalie usiadła obok, przełożył się układając głowę na jej kolanach.

Natalie pochyliła się. – Wygodnie? – zapytała.

-Bardzo – uśmiechnął się i odwrócił wzrok na film. Natalie powoli głaskała go po ramieniu.

Gdy film się skończył, Trish i Brooke spojrzały na Natalie z dziwnymi wyrazami twarzy.

-Co jest? – zapytała.

-Zasnął – westchnęła Brooke. – Na twoich kolanach. Jakie to słodkie!

Natalie była skłonna się z tym zgodzić, ale nogi jej zesztywniały i chciała wstać, żeby je rozprostować.

-Możecie mi pomóc wstać? – zapytała.

Trish popatrzyła na Keitha, potem na Natalie. – Jak niby…?

-Weź tę poduszkę – szepnęła Natalie, wskazując niewielkiego jaśka, leżącego na fotelu. Brooke go wzięła i stanęła obok Trish. Obie patrzyły na Keitha przez chwilę, nie wiedząc co zrobić.

- Jak to zrobimy? – szepnęła Trish.

Natalie rozważała to przez kilka sekund.

-Eee.. podnieście go na tyle, żebym mogła wstać.

Dziewczyny wyglądały trochę nerwowo, po czym Trish podniosła chłopca ostrożnie i Natalie była wstanie się wydostać. Brooke szybko ułożyła mu pod głową poduszkę i Trish opuściła na nią Keitha.

We trzy obserwowały go z zapartym tchem: westchnął głośno, ale się nie obudził.

-Uff, było ciężko – zaśmiała się Trish.

-Dzięki za pomoc – powiedziała Natalie, okrywając Keitha kocem. – Nogi zaczynały mi drętwieć.

-Cóż – powiedziała Brooke. – Wygląda na to, że zasnął na noc. Gotowe na kolejny wyciskacz łez? – zapytała z wielkim uśmiechem.

-Zdecydowanie – powiedziała Natlie.


Długi weekend szybko minął i Natalie miała właśnie iść do pracy na poranną zmianę. Chciała jeszcze tylko pożegnać się z Keithem.

Znalazła go znów w pokoju Zacha, grającego w gry.

-Nie mówicie, że znowu nie spaliście całą noc – powiedziała, gdy weszła do pokoju.

Keith potrząsnął głową.

-Nie ma mowy, Partnerko. Trochę się zdrzemnęliśmy.

Usiadła obok niego na podłodze.

-O serio? To znaczy ile?

-Jakieś trzy godziny. Ale ta gra uzależnia i musimy ją skończyć – odpowiedział Zach.

-Myślę, że 'musimy' to niewłaściwe słowo – dodała Natalie. – Sądzę, że 'chcemy' bardziej tu pasuje.

Keith i Zach przewrócili oczami.

-Hej, stary – powiedział Zach, wstając. – Idę zrobić dla nas jeszcze trochę kawy.

-Cudnie – powiedział Keith i zwrócił się do Natalie. – Wychodzisz do pracy? – zapytał.

-Tak – skinęła i pochyliła się do niego. – Myślisz, że mógłbyś dzisiaj przyjść? Poznać wszystkich?

-Cóż, eee.. Jestem trochę – chrząknął. – Trochę zajęty.

Roześmiała się, podnosząc głowę i patrząc mu w twarz.

-Robieniem?

Oblizał usta. – Eee…takich tam.

Natalie przewróciła oczami i pochyliła się bliżej w jego stronę.

-Cóż – szepnęła i oddechem połaskotała go w ucho. Wyciągnęła rękę, by przejechać mu palcami po włosach. –Jeśli zdecydujesz się przyjść poznać wszystkich, możliwie że czeka cię coś potem, gdy wrócę z pracy… Mam coś, czego myślę, że mógłbyś chciał spróbować…- Przejechała mu palcami po twarzy, sprawiając że zamknął oczy, po czym się odsunęła.

Zach wszedł dokładnie wtedy. Podał Keithowi kubek i usiadł.

-Nic ci nie jest, stary? – zapytał i spojrzał na Natalie, która starała się wyglądać niewinnie. – Co mu powiedziałaś? – zapytał napastliwie. Natalie wzruszyła ramionami. – Co ona ci powiedziała?

Keith odchrząknął, drapiąc się w kark.

-Och, eee.. noo.. Wiesz.

-Dziwnie wyglądasz – stwierdził, nie odrywając od Keitha wzroku.

-Dobrze – uśmiechnęła się Natalie. – Więc lepiej się będę zbierać.

Pochyliła się nad Keithem i uszczypnęła go w policzek.

-Pamiętaj, oferta wciąż jest aktualna – powiedziała nonszalancko i wstała.

Keith zakrztusił się kawą i zaczął kaszleć. Zach klepnął go w plecy.

-Stary – Natalie usłyszała głos Zacha. – Co się do diabła tu wydarzyło?

Uśmiechnęła się łobuzersko.


Kiedy pojawiła się w Hooked on Books, Melanie krzyczała coś do telefonu. Natalie cicho zaczekała aż skończy i zapytała.

-Co jest? – usiadła na wolnym krześle.

Melanie przewróciła oczami.

-Ech, wkurzający klient. Chciał zwrócić książkę, bo wylał na nią kawę i ją zniszczył. Powiedziałam, że to nie my wylaliśmy kawę i zaczął się wykłócać. Mówiąc pokrótce, już więcej tu nie przyjdzie. – Wzruszyła ramionami.

-To kicha – powiedziała Natalie.

Melanie się uśmiechnęła.

-To się zdarza. Jeśli o niego chodzi, będzie teraz kupował w Borders. Próbowałam mu wyjaśnić, że w Borders też nie przyjmują zalanych książek…I się rozłączył – zaśmiała się, kręcąc głowa. – Mówię ci, telefony jak te nie pozwalają się w pracy nudzić. A jak tam twój długi weekend?

-Był naprawdę fajny – uśmiechnęła się Natalie. – Spotkałam się ze znajomymi, którzy wyjeżdżają w przyszłym tygodniu na studia – westchnęła.

-Powiedziałaś to trochę smutno, dlaczego? – zapytała miękko Melanie.

-Nie wiem. Będę za nimi tęskniła. W końcu nigdy nie będzie już jak w liceum – westchnęła.

-Ale chyba nie żałujesz swojej decyzji, co?

-Której decyzji? – zapytała Natalie, spoglądając na Melanie.

-Nie pójścia do Duke i zostania tu z Keithem?

Natalie gwałtownie potrząsnęła głową.

-Och, nie, skąd! W tej historii to miłość zastępuje studia – uśmiechnęła się. – A gdzie April i Dawn?

-Nie chciało im się jeszcze przyjść, bo są leniwe. Wydaje im się, że odkąd cię zatrudniłam mogą sobie przychodzić i wychodzić kiedy chcą – powiedziała.

-Bo tak chyba jest – przyznała Natalie.

-Masz rację – przytaknęła Melanie. – Czyż nie jestem wspaniałą szefową?

-Najlepszą – uśmiechnęła się Natalie. – Więc co mam dziś robić?

-Ee.. nie ma za wiele do roboty. Chyba tylko obsługa klientów. April i Dawn powinny być tu wciągu godziny. Ja tylko skończę papierkową robotę i przyjdę, dobra?

-Brzmi świetnie – uśmiechnęła się, odkładając torebkę w rogu biura.

-O, i Natalie? – powiedziała Melanie, na co Natalie zatrzymała się i odwróciła. – Kiedy Keith ma zamiar nas odwiedzić?

Natalie rozjaśniła się na to pytanie.

-Być może dzisiaj…Przynajmniej miejmy taką nadzieję. Przekupiłam go trochę, żeby się tu pojawił.

-Jesteśmy aż tak straszne? – zapytała Melanie z udawaną krzywdą.

-Nie – zaśmiała się Natalie. – Chyba martwi go po prostu, że są tu same kobiety.

-Powinnam pytać, jak go przekupiłaś?

-Nie powinnam na to odpowiadać – szepnęła Natalie, robiąc się czerwona. – Wiesz, jesteś moją szefową – zaśmiała się, wychodząc z biura.

April i Dawn pojawiły się godzine przed końcem zmiany Natalie. Rozejrzały się po księgarni z oczekiwaniem w oczach, ale kiedy nie znalazły tego, czego szukały, podeszły do Natalie.

-Gdzie on jest? – zapytała April, opierając ręce na biodrach.

Natalie wytarła blat kafejki i spojrzała na nią.

-Kto?

-Keith! – powiedziała Dawn. – Mama dzwoniła, że ma dziś przyjść, więc przybyłyśmy spodziewając się go poznać.

Naralie się roześmiała. – Nie wiem nawet czy ma zamiar przyjechać – westchnęła, ale spojrzała na zewnątrz i dojrzała zaparkowaną znajomą żółtą ciężarówkę. – Właściwie, to właśnie przybył – uśmiechnęła się, wskazując na zewnątrz. – Z moją siostrą Cynthią.

Melanie musiała ją usłyszeć, bo szybko wyszła z biura i dołączyła do nich. April i Dawn podkradły się do okna, obserwując Keitha gdy ten zmierzał do sklepu.

-Złapałaś niezłą okazję, Natalie – powiedziała Melanie.

-Prawda? – uśmiechnęła się.

Kiedy Keith zbliżył się do sklepu, dostrzegł bliźniaczki gapiące się na niego przez okno i posłał im zdumione spojrzenie.

-Może powinniście odsunąć się od okna? Zdążyłyście go wystraszyć– powiedziała Natalie.

-Chcemy się mu tylko dobrze przyjrzeć. Próbujemy go obczaić, zanim wejdzie.

-Ale wiecie, że was widzi? – powiedziała Natalie.

-O szlag, masz rację – stwierdziła April, cofając się od okna. Dawn poszła w jej ślady, rumieniąc się.

Natalie patrzyła, jak Keith otwiera drzwi i wchodzi, wciąż posyłając dziewczynom dziwne spojrzenie. Cynthia wyprzedziła go, biegnąc do Natalie.

-Natalie, nie uwierzysz, co zrobił Keith! Zabrał mnie do McDonalds i mieli tam najsuperniejsze zabawki w zestawach dla dzieci i kupił mi wszystkie osiem, żebym mogła mieć wszystkie zabawki! Zobacz – powiedziała, wyjmując zabawki z kieszeni.

-Keith, naprawdę to zrobiłeś? – zapytała, spoglądając na niego. Wciąż stał w drzwiach, patrząc ogłupiale na współpracowników Natalie.

Spojrzał na Natalie. – Były urocze – powiedział, odwracając wzrok z powrotem na bliźniaczki. – Co wy właściwie…?

-Och – wcięła się Dawn. – Myłyśmy okna..

-Nie potrzebujecie do tego jakiś spryskiwaczy, czy czegoś? – zapytał.

-Słusznie – powiedziała Dawn. – Wiedziałam, że o czymś zapomniałyśmy. Zaraz…- Wyszła szybko, czerwona na twarzy.

April w ogóle się nie przejęła, że przyłapano ją jak wlepiała wzrok w Keitha.

-Wreszcie się tu przywlokłeś – uśmiechnęła się.

Keithowi rozjaśniła się twarz.

-Ja jestem Melanie, szefowa Natalie a to jest April. Dawn to ta, co spłonęła rumieńcem, przez to że się na ciebie gapiła. Ale chciałyśmy się upewnić, że chłopak Natalie jest przystojny. I muszę powiedzieć, że test wyszedł pozytywnie. Co myślisz April?

Zanim odpowiedziała, popatrzyła na Keitha, który się zarumienił.

-Potwierdzam – powiedziała, co zarumieniło Keitha możliwie jeszcze bardziej.

-Przywiozłem wam coś – podniósł cztery zestawy dla dzieci, których Natalie wcześniej nie odnotowała w jego ręce.

-McDonalds? Nie gadaj! – powiedziała April, biorąc od niego cztery zestawy dla dzieci. – Jesteś najlepszy – dodała.

Melanie dostała swój zestaw dokładnie wtedy, gdy Dawn wróciła z naręczem przyborów do mycia okien.

-Czyżbym czuła McDonalda? – zapytała.

-Tak, Keith nam kupił – powiedziała April. – Nie trudź się myciem okien, Keith już wie, że się na niego gapiłyśmy.

-Och – zarumieniła się Dawn.- Co poradzić? Od tygodni czekałyśmy, żeby cię poznać. Mogę dostać ten zestaw? – zapytała, wskazując na ostatni.

-Tak – powiedziała Natalie, wgryzając się w swojego hamburgera. – Keith zjadł już…

-Trzy – uzupełnił.

-O bracie – powiedziała Natalie, wywracając oczami. – Czasami przysięgłabym, że on nigdy nie przestaje jeść.

Dawn odpakowała swojego hamburgera i spojrzała na Keitha.

-Więc gdzie się podziewałeś? Coś strasznie długo zajęło ci, by nas odwiedzić.

-Byłem zajęty – skłamał, drapiąc się nerwowo w kark.

-Czym? – przynagliła April, żeby Keith na nią popatrzył.

Wydawało się, że nieco zaniemówił, ale na jego szczęście w tym momencie Cynthia podbiegła do Natalie, niosąc książkę.

-O mój Boże, Natalie, mają nową książkę Hanny Montany – możemy ją kupić? Proszę?

Natalie wywróciła na nią oczy i pochyliła się nad ladą.

-Nie – powiedziała, nawet nie spoglądając na książkę.

-Czemu? – zachmurzyła się Cynthia.

-Bo masz już wystarczająco dużo rzeczy Hanny Montany. Mam tego dosyć.

Cynthia posłała jej groźne spojrzenie i zwróciła się do Keitha.

-Keith? Możemy ją kupić?

Keith znów wyglądał na oniemiałego i popatrzył na Natalie, której sile spojrzenie nakazywało mu odmówić. Popatrzył znów na Cythię i jej minę zagubionego szczeniaczka. Przez chwilę rozważał obie opcje.

-Eee… cóż.. Nie jestem pewien..

Cynthia zrobiła kapryśną minkę.

-Erm… Myślę, że możemy – powiedział niewyraźnie.

Cynthia ucieszyła się i szybko go uścisnęła, po czym pobiegła przeglądać książkę.

-Keith, to się staje żałosne! – Natalie opadły ręce z bezsilności. – Musisz nauczyć się jej odmawiać!

Keith natychmiast zmienił temat, unikając kłótni.

-Naprawdę podoba mi się ten sklep. Jest fajnie zorganizowany.

Natalie nachmurzyła się i tak cicho, żeby tylko Keith mógł to słyszeć, wymamrotała – To jeszcze nie koniec.

-Dzięki – uśmiechnęła się Melanie. – Ta księgarnia to moja dziecinka.

-A co z nami? – prychnęła Dawn.

-A no tak. W sumie.. – Melanie rozejrzała się wokół po sklepie. – Nie, to wciąż moja dziecinka.

Dawn i April się na nią zjeżyły. Natalie i Keith się roześmiali, ale kiedy ich spojrzenia się spotkały Natalie zmarszczyła na niego brwi.

-To chyba znaczy, że mi nie wybaczyłaś – powiedział powoli. Nachylił się nad nią uwodzicielsko i przejechał palcem po jej ramieniu, co sprawiło, że dostała gęsiej skórki. – Mam nadzieję, że to nie oznacza wyłamania się z umowy. Ostatecznie ja wypełniłem swoją część – szepnął jej do ucha.

Natalie się zarumieniła i mimowolnie się do niego przysunęła. – Tęskniłam za tobą – szepnęła.

-I ja za tobą. Kiedy kończysz? – Ich oczy się spotkały i cichym, ochrypłym głosem dodał – Nie mogę się doczekać kiedy spełnisz obietnicę przekupstwa… Jestem ciekawy, co zaplanowałaś.

-Za jakąś godzinę.

-Więc lepiej będę się zbierał. Muszę popracować nad ciężarówką. – Pocałował ją w usta.

-Jezu, jesteście dla siebie stworzeni – zachwyciła się Melanie. – Mam nadzieję, że… Że wszystko się uda.

-Co masz na myśli? – powiedział szybko Keith, a Natalie posłała Melanie ostrzegawcze spojrzenie.

-Och nic takiego. Młodzieńczą miłość – powiedziała Melanie. – Nigdy nie wiesz co może się stać.

Keith gwałtownie odsunął się od Natalie.

-Cynthia, idziemy! – zawołał. Przybiegła do niego z książką w ręce, więc szybko wyjął dziesięć dolarów z portfela i rzucił je na ladę.

-Miło was było poznać – powiedział sucho.

-Pa – powiedziała Cynthia, machając.

-O, i Keith? Nie pozwól zapomnieć Natalie o waszej umowie, dobra? – mrugnęła Melanie.

Jego twarz poczerwieniała i skinął krótko zanim wyszedł.

-Wiesz Natalie – powiedziała Melanie, gdy Keith zamknął za sobą drzwi. –Musisz częściej przekupywać, przyjeżdżał by tu codziennie z McDonaldem. Byłoby super.


Kiedy Natalie wróciła do domu, Keith naprawiał ciężarówkę. Zaparkowała auto na podjeździe i podeszła do niego.

Leżał pod autem, co ją lekko zaniepokoiło. Uklęknęła obok, zaglądając pod ciężarówkę, ale on wciąż jakby jej nie dostrzegał.

-Hej – uśmiechnęła się. Zero odpowiedzi. – Keith?

-Czego? – syknął. Natalie aż cofnęła się od szorstkości jego tonu.

-Eee.. nic, mówię tylko cześć. Wszystko w porządku? Zachowałeś się trochę dziwnie w sklepie…

Cisza.

Natalie westchnęła głośno, spodziewając się, że on wyjrzy spod auta, by z nią porozmawiać, ale tego nie zrobił. Rozważała, czy sobie nie pójść, zostawić go na chwilę samego, ale nie mogła się zmusić.

-Keith?

Na to wreszcie wyłonił się spod auta.

-Co chcesz? – westchnął, przejeżdżając po włosach dłonią, skutecznie unikając jej spojrzenia. – Jestem zajęty.

-Martwiłam się, to wszystko. Coś ci jest? – zapytała Natalie. Próbowała spojrzeć mu w oczy, ale na to nie pozwolił.

-Tak.

-Och, co się stało? – zmartwiła się. – Źle się czujesz?

-Czuję się wspaniale – odparł sarkastycznie i jej serce podskoczyło od chłodu w jego głosie.

-Och…- spojrzała w ziemię. – Czy…czy zrobiłam coś złego?

Rzucił jej szybkie spojrzenie i przeniósł wzrok z powrotem na własne kolana.

-Tak – odpowiedział.

-Co? – zapytała szybko.

Popatrzył na nią.

-Powiedziałaś im, prawda?

-Powiedziałam komu co? – zapytała drżącym głosem. Nie mogła zrozumieć, co go tak rozzłościło.

-Wszystkim w swojej pracy. Powiedziałaś im, że mam raka, prawda? – wstał, patrząc na nią w oczekiwaniu na odpowiedź. Także wstała.

-Eee..cóż.. ja..

-No powiedziałaś?

Westchnęła i poczuła łzy wzbierające w kącikach oczu.

-Możliwe, tak sądzę. Przepraszam, nie wiedziałam, że nie chciałeś bym im mówiła.

-Uważasz, że chcę byś rozpowiadała wszystkim o moich problemach?

-Keith – westchnęła. – Nie nazwałabym raka proble…

-Ja to tak nazywam, jasne?

Natalie podeszła, by złapać go za rękę, ale się odsunął. Poczuła, jak serce obsuwa jej się do żołądka.

-Przepraszam – szlochnęła. – Chyba nie myślałam…Nie chciałam…

-Nienawidzę tego! – Zmarszczył gniewnie brwi. – Teraz wszyscy będą patrzeć na mnie, jak na tak słabego.. Że nie mogę nawet…

-Keith, to że masz raka, nie oznacza że jesteś słaby.

Popatrzył na nią ze złością.

-Naprawdę tak sądzisz? – zapytała.

-Tak sądzą wszyscy. Ty nie widzisz tych spojrzeń, które ludzie mi rzucają. Jak tylko dowiedzą się, że mam raka zaczynają mnie inaczej traktować, inaczej na mnie patrzeć. Jakby myśleli, że zaraz przed nimi padnę i umrę. To albo litość. Nienawidzę tego. Nienawidzę litości.

Smutek Natalie nagle został zastąpiony przez gniew. Nie wiedziała skąd się to wzięło, ale w końcu wysyczała.

-Może to ty masz raka, ale przechodzimy przez to razem i nie wszystko się kręci wokół ciebie! To ja zawsze obchodzę się z tobą jak z jajkiem, martwiąc się, czy nic ci nie jest albo czy nie uraziłam twoich uczuć. Zawsze myślę o tobie. Ale żeby nie brzmieć, jak hipokrytka, co ze mną? Może ja też potrzebuję z kimś pogadać, kogoś kto pomoże mi sobie z tym radzić.

-I to ci daje prawo mówienia wszystkim? – wysyczał w odpowiedzi.

-Nie mówię wszystkim, Keith. Ale czego ode mnie oczekujesz? Nie sądzisz, że skoro byłam najlepsza w szkole, ludzie będą zastanawiać się czemu nie poszłam na studia?

Złość w jego oczach nagle zamieniła się w smutek i Natalie natychmiast pożałowała swoich słów.

-Nigdy nie chciałem… Nie chcę, żebyś to przeze mnie nie szła na studia– wymamrotał.

-Kurde, nie to miałam na myśli.

Obszedł ją i otworzył drzwi ciężarówki.

-Keith, przepraszam, to tak źle wyszło. Nie winię cię, że nie..

-Więc za każdym razem – przerwał jej, spoglądając w oczy – kiedy ktoś zapyta cię czemu nie poszłaś na studia, zwalisz to na fakt, że twój chłopak ma raka? – warknął.

Natalie przyłożyła ręce do oczu, by powstrzymać łzy.

-Nie – pokręciła głową. – Nie chciałam tego powiedzieć, naprawdę. Po prostu źle wyszło – szepnęła, mrugając zaciekle by się nie rozpłakać.

-Dostatecznie gównianie czuję się z tym, że nie spełniasz marzeń z powodu mojego raka. Myślę o tym każdego cholernego dnia, gdy siedzisz tu i nic nie robisz, a mogłabyś szykować się do pójścia na Duke. Mogłabyś zrobić coś ze swoim życiem. Nie tak powinien wyglądać związek, nie powinienem cię zatrzymywać – wymamrotał smutno i Natalie wydawało się, że dostrzegła łzy w jego oczach.

-Nie zatrzymujesz mnie, ty…

-Ale tak jest – szepnął. – Zatrzymuję cię – powiedział i wsiadł do auta.

-Gdzie jedziesz? – zapytała zmartwiona.

-Muszę… Pomyśleć.

-O czym? – zapytała drżącym głosem. – O nas? – Wzruszył ramionami. – Co to znaczy? – zapytała, powstrzymując szloch.

-Partnerko, nienawidzę cię zatrzymywać. Nienawidzę. Czuję się przez to, jak najgorszy chłopak.

-Ale jesteś moim najlepszym chłopakiem – szepnęła. – Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Nie obchodzi mnie.. Po prostu wiem, że cię kocham i chcę być z tobą.

Zacisnął powieki.

-Przepraszam – szepnął, odpalając auto. – Kocham cię, dobra?

-Kiedy wrócisz?

Wzruszył ramionami.

Wrócisz? – szepnęła.

Podniósł rękę i dotknął jej twarzy. Ich spojrzenia się spotkały, ale zaraz odwrócił wzrok.

-Na razie, Partnerko – szepnął, zamykając drzwi auta i odjeżdżając.

Łzy popłynęły jej z oczy kiedy stała tam, obserwując jak odjeżdża. Chwilę potem już go nie było.

Miała tylko nadzieję, że wróci.


Obserwowała, jak krople deszczu uderzają o szybę, rozpłaszczają się na niej i ześlizgują po szkle.

Przypominało jej to łzy. Deszcz z niej kpił.

-Natalie? Natalie? – zawołał głos, więc podniosła smutno głowę. To był dr Normandy.

-Tak? – szepnęła.

-Rozumiesz, co do ciebie mówię?

Skinęła, zaciskając mocno oczy.

-Tak – wyszeptała. – On nie żyje – szlochnęła.

Nie musiała znać szczegółów. On nie żył i to wszystko, co musiała wiedzieć.

-Tak mi przykro. Myślałem, że chemia podziała. Myślałem, że będzie żył. Myślałem, że to pokona.

-Ale nie pokonał – szepnęła. Odwróciła twarz do okna, obserwując spływający, kpiący z niej deszcz.

-Tak mi przykro. Był… Był niesamowitym facetem.

Natalie skinęła, wciąż wpatrzona w okno.

-Owszem. Był idealny.

Lekarz próbował wziąć ją za rękę, ale się odsunęła. Nie chciała pocieszenia. Jedyne pocieszenie, jakiego chciała to ciepła obecność Keitha. Ale tego nie mogła dostać.

Już nigdy więcej.

-On nie chciałby twojego żalu. Chciałby, żebyś pamiętała o szczęśliwym czasie, jaki…

Oderwała wzrok od szyby, zwracając się do lekarza ze złością.

-Skąd możesz wiedzieć, czego by chciał? Byłeś tylko jego lekarzem. Nie znałeś go. Ja go znałam, Ja jestem.. – powiedziała.. –Byłam w nim zakochana. Nie masz pojęcia, jaki ból odczuwam. Po prostu nie masz pojęcia.

Widziała, że jej słowa go zabolały, ale nie wysiliła się na współczucie. Odwróciła wzrok na deszcz.

Nie będzie płakać.

Lekarz odchąknął.

-Jeśli będziesz czegoś potrzebować..Czegokolwiek. Pogadać z kimś – daj mi znać, ok.?

Słyszała, jak wstaje i odchodzi, ale nie odwróciła wzroku od okna.

Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, jej łzy wreszcie popłynęły. Deszcz nie mógł już z niej kpić.


-Keith! Keith! – krzyczała, przerzucając się na łóżku. – Nię odchodź! Nie możesz mnie teraz zostawić – zawyła.

Silne ramię próbowało powstrzymać ją przed rzucaniem się. Łagodny głos powiedział.

-Natalie, obudź się. Wszystko dobrze, wszystko dobrze.

Była zdezorientowana. Nie chciała się budzić. Skoro Keith nie żył, nie było powodów by się budzić. Zacisnęła mocniej powieki.

Chciała po prostu zasnąć. Nie była gotowa, by zmierzyć się z prawdą – z tym, że jej koszmar był prawdą.

-Natalie, proszę, zbudź się – przemówił znów łagodny głos. Jej matki.

-Co jej jest? Czemu płacze? – zapytał inny głos i Natalie rozpoznała, że to jej ojciec.

-To chyba oczywiste, miała koszmar – powiedziała jej matka.

Ale czy mówiła prawdę? Naprawdę miała tylko zły sen? To się naprawdę nie stało? Keith wciąż tu był, żywy, z nią?

-Keith – zapłakała, zaciskając mocno powieki. Poczuła łzy na policzkach. Chociaż miała nadzieję, że to był tylko sen, nie miała ochoty przekonać się czy to prawda.

Zablokowała ich głosy. Nie chciała ich słuchać, na wypadek gdyby wspomnieli.. O nim.

Chciała po prostu znów zasnąć, zapomnieć o wszystkim.

Nie minęło może pięć minut, gdy poczuła, jak ktoś siada na jej łóżku. Objął ją ramionami i poczuła znajomy zapach Keitha.

Teraz śniła? Zdążyła już zasnąć?

-Partnerko. – Jego głos. – Obudź się, wszystko dobrze. To był tylko sen.

To były słowa, których desperacko pragnęła, ale nie wiedziała, czy mogła im wierzyć.

-Keith? – szepnęła wbrew swoim obawom. Nie mogła się powstrzymać.

-To ja, jestem tu. Wszystko dobrze. To był tylko sen – szeptał kojąco.

Jego słowa były tak pełne szczerości, że odwróciła się i otworzyła oczy. I był tam, patrząc na nią z obawą.

-Wciąż śnię? – szepnęła.

-Nie, nie śnisz.

-Nie umarłeś? – zapytała. Obawa w jego spojrzeniu zamieniła się w smutek.

-Nie umarłem.

Poruszył się i Natalie myślała, że chce odejść, więc zacisnęła rękę na jego koszulce.

-Co się stało? – zapytał cicho.

-Nie odchodź – powiedziała płaczliwie. – Proszę, zostań.

-Nie odchodzę, nie miałem takiego zamiaru. Po prostu wracaj do spania. Wszystko dobrze.

Natalie podciągnęła się do niego jak najbliżej. Ułożyła głowę obok jego, więc ich czoła się stykały.

-Wciąż jesteś zły? – szepnęła, patrząc w jego zielone oczy.

-Nie byłem zły – powiedział, delikatnie przeczesując palcami jej włosy, próbując ją uspokoić. I to działało.

-Ale odszedłeś.

-Wiem – powiedział drżącym głosem. – Przepraszam cię. Po prostu musiałem dużo przemyśleć.

-Przepraszam że im powiedziałam. Nie chciałam.

-Ciii – szepnął. – Nie zrobiłaś nic złego.

-Myślałam, że nie wrócisz.

-Zawszę wrócę. Utknęłaś ze mną, rozumiesz? Jestem tu, z tobą – tu gdzie należę.

Przytuliła się do niego mocniej.


Następnego ranka obudziła się z głową spoczywającą na jego piersi. Leżała tak przez dłuższą chwilę, słuchając bicia jego serca i czując ruch jego klatki piersiowej.

Był taki żywy.

Ostrożnie, by go nie zbudzić, wyszła z łóżka i poszła na dół do kuchni.

Cieszyła się, że jej rodzice są w pracy. Naprawdę nie chciałaby z nimi rozmawiać o tym, co zaszło w nocy. Byłoby to zbyt zawstydzające.

Gdy tylko usiadła z kawą i gazetą przed oczami, zadzwonił telefon.

-Słucham?

-Natalie, dzień dobry. Tu Henry. Chciałem porozmawiać z Keithem. Zostawił mi wczoraj wiadomość na poczcie głosowej, ale byłem w pracy. Był czymś bardzo poruszony.

Otworzyła gazetę, przyglądając się nagłówkom, sprawdzając czy coś zainteresuje ją na tyle, by to przeczytać.

-Keith śpi – westchnęła, zrozumiawszy, że ich wczorajsza kłótnia była powodem, dla którego dzwonił do ojca. – Chcesz, żebym go obudziła?

-Rozumiem – zaśmiał się Henry. – Nie budź go. Nic mu nie jest, prawda?

-Tak, jak sądzę. Wczoraj się jakby pokłóciliśmy, to wszystko.

-Och – powiedział Henry. – Rozumiem. Mogę zapytać o co poszło?

Natalie się trochę nachmurzyła. Nie chciała pamiętać wczorajszej kłótni.

- Cóż, zdenerwował się na mnie, że powiedziałam moim współpracownikom, że ma raka. A potem.. Sama nie wiem co się stało. Wkurzył sie jeszcze bardziej, bo z jakiegoś idiotycznego powodu pomyślał, ze mnie zatrzymuje. – Mrugnęła, by powstrzymać łzy. – Nigdy nie chciałam by tak myślał. To nie prawda. Ja..

-Natalie – powiedział miękko Henry. – Nie martw się o niego. Przejdzie mu. – Zachichotał. – Kiedy na początku zdiagnozowano u niego białaczkę, brałem dużo wolnego z pracy i nawet z tego powodu źle się czuł. On po prostu.. – Wziął głębszy oddech. – Czasami myśli, że nie jest tego warty.

-Ależ jest – uśmiechnęła się.

-Wiem o tym. Nie martw się o to, ok?

-Nie będę – uśmiechnęła się. – A jak tam ci idzie w pracy?

-Idzie naprawdę, naprawdę nieźle. Dzięki że pytasz. Słyszałem, że też zdobyłaś pracę. Gratulacje. Podoba ci się?

-Jest cudowna. Moja szefowa jest przekomiczna. Wszystko jest idealnie – powiedziała, odwracając stronę w gazecie.

-To świetnie. Keith bardzo się cieszył.

-Wiem – uśmiechnęła się, przypominając sobie jego reakcję.

-A mówiąc o Keithie, jak sobie radzi na chemii? Będzie lepiej, jak zapytam jego kobiety, powiesz mi więcej niż on.

-Radzi sobie świetnie. Chyba ostatnio jest bardziej zmęczony, ale oprócz tego znosi to naprawdę bardzo dzielnie.

-I wszystko dzięki tobie – powiedział Henry, a Natalie się zarumieniła.

-Nie powiedziałabym.

-Cóż – zaśmiał się. – Ale to prawda.

Miała już mu coś odpowiedzieć, ale zobaczyła w gazecie coś, co przyciągnęło jej uwagę.

-Natalie, jesteś tam?

Potrząsnęła głową, by wrócić do tematu, ale nie odrywała wzroku od gazety.

-Tak, jestem.

-Wszystko dobrze?

Natalie przeczytała znów akapit i uśmiech rozlał się jej po twarzy.

-Tak – uśmiechnęła się szeroko. – Wszystko świetnie.