oryginał: My Name Is Harry
autor: MoonFire1
beta: Amarylis
Tłumaczenie za zgodą autorki
31 lipca 1998 roku nie wydawał się Severusowi jakimś szczególnym dniem. Jego podopieczny uprzejmie zachował dla siebie, czy data ta ma dla niego znaczenie. Mimo to Severus oczywiście zamierzał wyprawić małą uroczystość. Nie był aż tak okrutny, by odmówić Harry'emu uczczenia dnia, w którym stawał się pełnoletni.
Dwie godziny po tym, jak wstał, zaczął się niepokoić. Nie nazwałby tego zmartwieniem, chociaż je właśnie poczuł, kiedy zawołał chłopaka, a w zamian nie usłyszał oczekiwanego: "Tak, proszę pana".
Powędrował więc na piętro.
- Może i są dzisiaj twoje urodziny, ale to nie usprawiedliwia lenistwa - warknął głośno, idąc korytarzem ku pokojowi Harry'ego. Żadne odgłosy szamotania nie odpowiedziały na te słowa, co tylko wzmogło jego gniew. - Mamy dzisiaj dużo do zrobienia, żeby złagodzić twoje przejście...
Rozejrzał się po opustoszałym pokoju chłopca. Opróżniona z ubrań szafa, brak kufra i miotły, powiedziały mu to, czego nie chciał wiedzieć.
Harry odszedł.
Kiedy otrząsnął się z szoku, Severus rzucił zaklęcie lokalizujące, w daremnej próbie określenia kierunku, w jakim udał się chłopiec. Doprawdy, powinien się spodziewać, że magia zawiedzie - przecież podczas ostatnich miesięcy terroru Voldemorta uparcie uczył młodego czarodzieja, jak ma ukrywać ślady.
Otwarte okno wpuściło do pokoju lekki wiatr, który zaszeleścił kawałkiem pergaminu. Był zaadresowany do "profesora Snape'a", więc Severus go podniósł.
Panie profesorze Snape.
Może się Pan już o mnie przestać martwić. Jestem teraz dorosły w sensie prawnym i dłużej nie muszę mieć opiekuna.
Ja - atrament rozlał się szerzej, jakby autor zamyślił się lub nie mógł zdecydować - chciałbym móc powiedzieć, że będę za Panem tęsknić. Ale mogę jedynie stwierdzić, że wiele się od Pana nauczyłem. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by część z tego zapomnieć, ale resztę niewątpliwie będę pamiętał.
Przez całe życie pragnąłem domu. Pan dał mi schronienie i za to jestem wdzięczny. Teraz jednak widzę, że nadal szukam domu, którego już nikt mi nie da. Niech Pan to uzna za prezent urodzinowy, który sam sobie podarowałem. Uznałbym za przejaw dobrej woli, gdyby nie próbował się Pan ze mną kontaktować.
Szczerze oddany.
Harry Potter
- Zapewniłem mu schronienie - wyszeptał Severus, zaciskając dłonie na pergaminie. Chciał być rozgniewany na Harry'ego za ten pozorny brak wdzięczności. Zawsze był jednak dumny ze swojej zdolności do przyjmowania prawdy (w większości przypadków), więc nie mógł się już zniżać do oszukiwania samego siebie.
Nigdy poza szkołą nie krzyczał na chłopca. Nie uderzył go, nie obciążał pracami domowymi ani w żaden inny sposób i w żadnej innej formie nie traktował go tak, jak krewni.
Ale jeśli nawet go obejmował, to tylko z poczucia obowiązku; dla Harry'ego było to jasne i oczywiste. Severus wiele razy słyszał od swoich rodziców, że jest niechcianym problemem - jakkolwiek bezwiednie, najwyraźniej musiał to uczucie przekazać chłopcu, którego przysiągł chronić.
Chciał, naprawdę chciał być rozgniewany, lecz czuł jedynie pustkę. Dom znowu wypełniały wyłącznie jego wspomnienia.
KONIEC
rozdziału trzeciego
