oryginał: My Name Is Harry

autor: MoonFire1

beta: Amarylis

Tłumaczenie za zgodą autorki


Teraźniejszość

- Mam na imię Harry i przeżyłem uraz.

- Cześć Harry.

Na tym spotkaniu, już siódmym, jego głos był znacznie pewniejszy. Jedno z krzeseł w kręgu nieoficjalnie stało się "jego krzesłem". Mikrus uśmiechał się i machał za każdym razem, kiedy mijał Harry'ego na ulicy, a Celina parę razy spytała, czy nie poszedłby na herbatę. Nie przyjął żadnego z jej zaproszeń, ale bardzo je cenił.

Zaczynał wierzyć, że wreszcie znalazł swoje miejsce, krąg ludzi, do którego naprawdę mógł należeć.

- Przeglądałem dzisiaj stare zadania domowe - zaczął, koncentrując się na własnych dłoniach znacznie słabiej, niż kiedyś - i znalazłem kilka poprawionych przez mojego opiekuna...

- Był twoim nauczycielem?

Harry skinął głową.

- I nikim więcej, zanim nie uzyskał opieki nade mną. Nienawidziłem jego zajęć. Zawsze miałem wrażenie, jakby brał mnie na cel dla swojej osobistej zemsty.

- Może tak właśnie było - zauważył Mikrus rzeczowo. - Wszyscy chyba wiemy, że mamy przecież do czynienia z ludźmi, co oznacza, że aż za często spotykamy się z ich strony z czymś zupełnie innym, niż byśmy chcieli.

Harry parsknął cicho. "Gdybyś tylko wiedział..."

Tabitha przewróciła oczami.

- Ale fakt, że mógł próbować się zemścić, nie usprawiedliwia jego zachowania - odparła, na co Mikrus skinął głową.

- Nie, nie usprawiedliwia.

Harry lekko odkaszlnął.

- Byłem podekscytowany w czasie pierwszej lekcji. To była... chemia, w pewnym sensie, a ja chciałem się nauczyć, jak robić różne rzeczy. Zapisywałem każde słowo, jakie powiedział. I wtedy się zaczęło.

Pan Potter - nasza nowa znakomitość... nie zwraca uwagi... co otrzymam, jeśli dodam...

Pytania, na które nie mógł znać odpowiedzi, chociaż świadomość tego nie zmniejszała bólu, który odczuwał, kiedy to wspominał.

- Czy ktoś to kiedykolwiek zgłosił?

Harry mrugnął oczyma, słysząc pytanie Tabithy.

- Jego zachowanie dla nikogo w szkole nie było tajemnicą. Nasz dyrektor...

- Nie przydał się na wiele? - Głos Celiny brzmiał gorzko. - Może trzeba by zmienić kadrę.

Harry czuł, jak narasta w nim gniew, niczym ciasny skręt żołądka. "Nie wiedzą wszystkiego" - przypomniał samemu sobie - "i rozumiem, jak mogli wysnuć taki wniosek z ich perspektywy. Przecież byłem tylko pionkiem - nie było żadnego powodu, by na dłuższą metę przejmować się moim losem."

***

Piąta klasa

- Będziesz się dobrze czuł u Severusa - powiedział Dumbledore, którego oczy błyszczały znacznie słabiej, niż zwykle. - Zadba o wszystkie twoje potrzeby i nie powinno ci tam niczego brakować.

Harry kurczowo uchwycił się słów dyrektora, powtarzając je w zaciszu umysłu niczym uspokajającą mantrę, podczas gdy jego nowy opiekun omawiał kwestię świstoklika, mającego ich przetransportować na Spinner's End. Czuł się otępiały żałobą po stracie Syriusza i znajomością okropnej przepowiedni, która wmieszała go w szaloną partię szachów.

Niby wiedział, że w żadnym wypadku nie pozwoli przeżyć Voldemortowi, ale z drugiej strony nie potrafił przekonać siebie, że sam to przeżyje.

- Spodziewam się, że będziesz utrzymywał porządek w swoich komnatach - rzucił Snape obcesowo, kiedy przybyli do domu.

- Tak, proszę pana.

- Nie będę tolerował niepotrzebnych hałasów.

"Do których zapewne wlicza się mówienie?"

- Tak, proszę pana.

- Masz się bardziej przykładać do zadanych na lato prac domowych. Oklumencję wznowimy, gdy tylko... przyzwyczaisz się do tego miejsca. - Ostatnie słowa dodał z wyraźnym przymusem.

- Nikomu nie powiedziałem, co zobaczyłem. - Harry usłyszał własną odpowiedź.

- To nie ma dla mnie znaczenia - stwierdził Snape lekceważąco. - Musisz strzec swojego umysłu. Mam nadzieję, że żaden z twoich przyjaciół nie będzie musiał podzielić losu twego zidiociałego ojca chrzestnego...

"On chce, żebyś zareagował, Harry. NIE WAŻ SIĘ."

Powoli wciągnął i wypuścił powietrze.

- Tak, proszę pana.

Harry'emu wydawało się, że w oczach Snape'a zagościł dziwny, triumfalny błysk.

Te trzy słowa miały być jedynymi, jakie wypowie przez całe lato.

Zamknął oczy.

***

Teraźniejszość

- Chcesz iść na lody?

Kolejny raz Harry zasiedział się po spotkaniu, a Mikrus został, żeby z nim porozmawiać.

Pokręcił głową w odpowiedzi.

- Zastanawiam się, czy by do niego nie napisać. Do mojego opiekuna.

- Dlaczego? - Po tych skrawkach wspomnień, którymi młody mężczyzna podzielił się z grupą, byłoby mniej dziwne, gdyby unikał byłego profesora do końca życia.

- Jesteśmy bardzo podobni, on i ja. - Harry znowu skupił się na własnych dłoniach. - A ja nigdy nie chciałem być samotny.

Mikrus położył mu dłoń na ramieniu.

- Masz wielkie serce. Oby tylko go nie złamał.

- Wątpię, żebym zdołał zauważyć, gdyby tak się stało - westchnął Harry ze smutnym uśmiechem.

KONIEC
rozdziału czwartego