oryginał: My Name Is Harry

autor: MoonFire1

beta: Amarylis

Tłumaczenie za zgodą autorki


Czasy przed Hogwartem

Pierwsze uderzenie zapiekło, lecz Harry ani drgnął. Każde poruszenie tylko podwajało karę, więc nauczył się utrzymywać mięśnie rozluźnione. Wtedy siniaki nie były nawet w przybliżeniu tak duże.

- Niech to będzie dla ciebie nauczka! - krzyczał mu Durlsey do ucha chrapliwie, gdy drżący chłopiec osuwał się po ścianie.

Nigdy nie miało znaczenia, czym niby zawinił, albo nawet czy był świadom tego, co właściwie zrobił źle. Kary przychodziły i odchodziły, a on nauczył się, jak przeżyć.

Przeżyć udawało mu się zawsze. Azylem najczęściej była jego komórka, miejsce, do którego wuj i kuzyn nie ośmielali się zapuszczać. Ciotka go ignorowała, dopóki go nie potrzebowała do wykonania jakiegoś ohydnego zadania. Tak wyglądało jego życie, jego definicja normalności, i Harry rzadko pozwalał sobie myśleć, że coś w tym jest nie w porządku.

Jaki byłby pożytek z wpadania w złość? Nikt by go nie usłyszał.

Nigdy nikt nie słyszał.

***

Czasy Hogwartu

- ... doskonale wiadomo, że mugole to bezużyteczna, agresywna zgraja - wyburczał profesor Binns. Jego uczniowie, gremialnie wstrząśnięci usłyszeniem czegoś, co nie miało nic wspólnego z wojnami goblinów, spojrzeli na niego z ciekawością.

Harry poszedł za ich przykładem, chociaż poczuł ból gdzieś w piersi.

- To nie do końca prawda - ktoś się odezwał. Harry z zaskoczeniem zorientował się, że to jego głos. - Nie wszyscy mugole są agresywni... a dzięki swojej technologii sięgnęli Księżyca. Czy czarodzieje kiedyś zaszli tak daleko?

Nauczyciel wybełkotał coś niezrozumiałego. Hermiona i paru innych uczniów, urodzonych w mugolskich rodzinach, spojrzeli na Harry'ego z wdzięcznością; pozostałych, szepczących i posyłających mu posępne spojrzenia, po prostu zignorował.

- Dlaczego ktokolwiek miałby chcieć udać się na Księżyc? - zapytał w końcu Binns, patrząc na niego surowo. - Tam nie ma czym oddychać i wiemy, że...

- Badania naukowe - padła prosta odpowiedź. - A powietrze wzięli ze sobą.

Kiedy lekcja się skończyła, Ron zapytał na boku:

- Harry, myślałem, że twoi krewni...

- Nie wszyscy są tacy, jak oni, Ron. Czy powinienem założyć, że wszyscy czarodzieje są tacy, jak Pettigrew? - Jego głos był lodowaty i zawstydzony Ron usłużnie porzucił temat.

***

Teraźniejszość

Drogi Harry.

Piszesz te listy ze względu na siebie? Muszę przyznać, że nie rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć.

Mam wrażenie, że nie zrozumiałem zbyt wielu spraw.

Severus Snape

Harry przeczytał list byłego opiekuna i westchnął. Aż za dobrze wiedział, jak łatwo można wykorzystać jego uczucia.

- Wszystko w porządku, Harry? - Celina położyła mu dłoń na ramieniu. Bez zastanowienia młody mężczyzna wzdrygnął się gwałtownie i odsunął, przesiadając się na inne krzesło w kręgu. On i Celina byli jedynymi obecnymi na cotygodniowym spotkaniu, bo przyszli jako pierwsi i czekali na pozostałych.

- Przepraszam - wymamrotał po chwili, czując, jak jego twarz czerwienieje. - Pogrążyłem się...

- ... we wspomnieniach? - Wykrzywiła usta w znajomym, sarkastycznym uśmieszku. - Pamięć bywa cholerną zawadą. Czasem chciałabym się pozbyć swojej.

Harry przypomniał sobie, jak wyglądał Lockhart, kiedy różdżka Rona wypaliła w niego.

- Tego bym nie powiedział - odparł szczerze. - Po prostu nie spodziewałem się, że mnie dotkniesz.

Skinęła głową i na szczęście nie spytała o szczegóły. Niewielu z jego czarodziejskich braci było na tyle uprzejmych; to porównanie sprawiło, że Harry ponownie się zamyślił.

***

Drogi Severusie.

Mam nadzieję, że wybaczysz mą arogancję, ale głupim wydaje mi się dalsze nazywanie Cię "Profesorem".

Zastanawiam się, dlaczego właściwie czarodzieje uważają się za lepszych od mugoli. Patrząc wstecz, częściej i okrutniej bywałem raniony przez magię, niż fizyczną siłę.

Ja... zareagowałem na to, że przyjaciółka niespodziewanie położyła mi dłoń na ramieniu.

Nie żądała, abym opowiedział jej cokolwiek.

To było bardzo krzepiące.

Czego Pan nie rozumie?

Harry Potter

***

Severus przeczytał list byłego podopiecznego i poczuł, jak coś ściska mu serce.

Harry.

Nie rozumiem, jak możesz wciąż być tak miły dla innych... dla mnie.

Severus

***

Severusie.

Ja też nie.

Jesteśmy bardzo podobni i nie mogę Cię nienawidzić, jeśli nie chcę nienawidzić siebie. Nienawidzenie siebie już mnie zmęczyło, chociaż z drugiej strony jest tak znajome, jak stary przyjaciel. Chcę wiedzieć, jak to jest, obudzić się i nie zastanawiać, dlaczego wciąż istnieję. Celem mojego życia było popełnienie morderstwa, więc zrobiłem to, dla "większego dobra". A jednak nadal jakoś zasypiam wieczorem i budzę się rano. Nie wiem, co teraz jest moim celem.

Harry

***

Harry.

Życie.

Severus

KONIEC
rozdziału szóstego