oryginał: My Name Is Harry

autor: MoonFire1

beta: Amarylis

Tłumaczenie za zgodą autorki


Minęły cztery tygodnie od ostatniego listu Severusa. Harry wykorzystał ten czas, zapisując się na kilka kursów na miejscowym uniwersytecie. Nadal nie miał żadnego pomysłu, co dalej robić ze swoim życiem, ale chciał mieć coś, czego mógłby niecierpliwie wyczekiwać. Zajęcia miały się zacząć wiosną i miał nadzieję, że do tego czasu lepiej zrozumie, w którym kierunku zamierza iść.

- Masz w planach zatrzymać się kiedyś, aby wziąć oddech? - Pełne humoru i sympatii pytanie Tabithy spuentowane zostało porozumiewawczym spojrzeniem.

Harry jednocześnie nie znosił i uwielbiał świadomość, że nie jest w stanie oszukać przyjaciół, nawet jeśli akurat bardzo tego chce.

- Daj spokój. Skończyłem czterdzieści siedem lat i nadal nie wiem, dokąd zmierza moje życie - dodał Mikrus, którego wyraźnie bawiła pełna irytacji mina nastolatka. - Wyluzuj, dzieciaku. Pewnie jesteś zmęczony ciągłymi zapewnieniami, że świetnie ci idzie i że masz całe życie przed sobą. Nie ma nic złego w byciu młodym... przez dzień czy dwa.

***

Być młodym przez dzień czy dwa. Te słowa w jakiś dziwny sposób przywiodły mu na myśl Rona i Hermionę. Poczuł ukłucie winy - rzadko odpisywał na ich sowy, bo czuł, że nie byłby w stanie odpowiedzieć satysfakcjonująco.

Harry.

Odwiedź nas w Norze... pogramy w quidditcha... Ginny za tobą tęskni... postanowiłam poszukać pracy w Ministerstwie... Charlie chce, żebym pracował z nim przy smokach...

Ich słowa były bezpieczne, znajome, pocieszające. Normalne.

Nienawidził tego braku zmiany, ich uparcie nieodmiennego spojrzenia na niego.

Nie był już chłopcem, który skradał się nocami po zamku, przyczajony pod peleryną-niewidką, z niezawodną mapą w ręce. Nie był chłopcem, który odważnie postawił wszystko na jedną kartę, aby uratować nie tylko swoją lubianą osobę z dna jeziora. Nie był też dzielnym przywódcą, bez drżenia idącym po własną śmierć.

***

Trzy noce po ostatnim spotkaniu Harry obudził się, z trudem łapiąc powietrze i kurczowo przyciskając kołdrę do piersi.

Miał szczęśliwy sen! Aż zapłakał...

Rzucił się na telefon, stojący przy łóżku - używanie mugolskiej elektroniki na Grimmauld Place było jednym z licznych sposobów, które stosował, żeby doprowadzić do szału Stforka i portrety Blacków - i wykręcił znajomy numer.

- Mikrus? Mówi Harry. Przepraszam, że dzwonię tak późno... po prostu... tak, wszystko w porządku... nie, masz rację, nie w porządku... naprawdę? Byłoby wspaniale!

Odłożył słuchawkę, pospiesznie się ubrał i wystrzelił z domu jak z procy.

Jego przyjaciel na miejsce spotkania zaproponował pobliską jadłodajnię, czynną całą dobę.

- Więc opowiedz mi ten twój sen - upomniał się starszy mężczyzna łagodnie. Jakimś cudem nie wydawał się zirytowany pobudką o czwartej nad ranem.

- Latałem - odrzekł Harry, bawiąc się serwetką - z moim ojcem chrzestnym. Z moimi rodzicami. Z moimi przyjaciółmi. Latałem z nimi i z tobą, i reszta też tam była. Mój opiekun tam był. Wszyscy byliśmy tacy... szczęśliwi. Obudziłem się i nie wiedziałem, co robić dalej. Bardzo przepraszam, że obudziłem cię moim głupim...

- Bzdura. Ja też nie potrafię zaakceptować poczucia szczęścia.

Młody czarodziej zamrugał ze zdziwienia.

- Naprawdę?

Mikrus wydawał się zawsze tak pewny siebie i swojego miejsca w świecie, pomimo urazu z przeszłości.

Teraz skinął głową, siorbiąc herbatę.

- Ależ tak. Kiedy tylko stanie się coś wspaniałego, kiedy czuję się podekscytowany, od razu przypominam sobie, że mój brat już nigdy czegoś takiego nie poczuje albo nie doświadczy. Wymierzam sobie karę za bycie szczęśliwym.

- Czy to właśnie robię? - Harry wyglądał i brzmiał wyjątkowo młodo. - Nie pozwalam sobie na odczuwanie szczęścia...

- Nie myślałeś, aby przejść do dziewiątego kroku? Naprawić, co się da? - Jak wszystkie, to pytanie również było zadane kojącym tonem. - Spłacenie starych długów, nawet jeśli dokonane tylko w głowie, mogłoby pomóc tobie zrozumieć, że masz prawo do szczęścia.

Chłopak zajrzał do kubka z herbatą.

- Niektórych z tych spraw już nigdy nie załatwię osobiście.

- Więc napisz list i spal go. Pomódl się przy świecy. Złóż datek na cele charytatywne. - Wszystkie trzy propozycje przyszły mu równie łatwo. - Ale wcześniej dokończ herbatę i babeczkę, a potem idź do domu i połóż się spać. Najpierw musisz zadbać o siebie, Harry.

***

Najpierw zadbać o siebie.

Harry aportował się do Hogsmeade i powoli ruszył w kierunku Hogwartu. Uczniowie gapili się na niego, ale on całkowicie ignorował ich spojrzenia, pytania i szepty.

Pozwolił prowadzić się wspomnieniom. W ten sposób pokonał całą drogę w dół, do lochów, po czym zapukał do drzwi Severusa Snape'a.

Kiedy się otworzyły, porzucił obserwowanie własnych stóp i spojrzał do góry.

- Witaj, Severusie.

KONIEC
rozdziału siódmego