oryginał: My Name Is Harry
autor: MoonFire1
beta: Amarylis
Tłumaczenie za zgodą autorki
- Harry.
Severus nawet nie próbował ukryć zaskoczenia, które ujawniło się w jego głosie i wyrazie twarzy. Mimo że ton ich listów powoli się ocieplał, aż ostatecznie osiągnął stopień przypominający koleżeństwo, Mistrz Eliksirów nie spodziewał się odwiedzin byłego podopiecznego.
Naprawdę nie sądził, że kiedykolwiek go zobaczy, i za powód takiego stanu rzeczy przeklinał się praktycznie codziennie.
- Czy mogę wejść? - Młody czarodziej zdołał zachować niewzruszoną minę, ale w jego głosie można było usłyszeć lekkie wahanie.
- Oczywiście - odpowiedział i cofnął się, aby przepuścić gościa przodem.
Pokój nie był tak skromnie urządzony, jak Harry mógłby się spodziewać, znając wystrój domu na Spinner's End. Zieleń i srebro pięknie kontrastowały z ciemnym kamieniem ścian i podłogi. Spokojny płomień w kominku ogrzewał pomieszczenie na więcej sposobów, niż można by się spodziewać po zwykłym magicznym ogniu.
- Czy mógłbym zaproponować ci herbatę?
- Nie, dziękuję.
Gość usiadł w fotelu, do czego Severus się dostosował.
Próbował nie przyglądać się chłopcu zbyt natarczywie: czas spędzony samotnie dodał jego twarzy kolorów, a zachowaniu pewności. Nadal był młodzieńcem, lecz już nie tym samym, który marniał pod niewłaściwą opieką.
- Dobrze wyglądasz - powiedział Harry'emu zgodnie z prawdą. Po raz pierwszy w życiu żałował, że nie potrafi lepiej prowadzić zwykłej rozmowy.
- Dziękuję. - Gość roześmiał się lekko. - Moi przyjaciele nalegali, żebym nauczył się dbać o siebie.
Jego przyjaciele. Wszystko, co Mistrz Eliksirów wiedział o bezimiennej grupie, zawarte było w kilku skromnych linijkach każdego z listów. Mugole, którzy mieli za sobą uraz, tak jak Harry, którzy wzięli chłopca pod swoje wspólne skrzydła. Bez wątpienia dobrze go traktowali. Severus zapragnął dowiedzieć się więcej.
- Dlaczego tu jesteś? - padło pierwsze z wielu pytań, które zamierzał zadać.
Harry spokojnie spojrzał mu w oczy.
- Chciałbym naprawić stosunki z tobą.
- Niczego nie jesteś mi winien - odparł sztywno, z pustą twarzą. - Już o tym rozmawialiśmy...
- Nie, wcale nie - upierał się młody czarodziej. - To ty uważasz, że niczego nie jesteś mi winien, że to była tylko twoja wina. Może nawet tak było, ale nie zmienia to faktu, że ja też muszę coś tobie wynagrodzić. Marzę o przespaniu choć jednej całej nocy. Dlatego tu jestem.
- W porządku - stwierdził w końcu Severus, widząc szczerość w oczach gościa. - Ale nalegam na podanie herbaty.
Chłopiec roześmiał się i był to pierwszy prawdziwy śmiech, jaki usłyszał z jego ust.
- Oczywiście - odpowiedział wesoło.
***
- Wiele razy, kiedy inni źle o tobie mówili albo nie okazywali ci szacunku, nie odzywałem się. A czasem to ja byłem prowodyrem i zamiast uspokajać innych, jeszcze ich podburzałem. Wyjątkowo łatwo było cię nienawidzić, tym łatwiej, że sądziłem, że ta nienawiść jest mi potrzebna. Tak długo, jak mogłem cię nie cierpieć, mogłem ignorować pozostałych. Nie jestem z tego dumny. - Harry podtrzymywał kontakt wzrokowy z Severusem, kiedy mówił. - Wiesz o tym, jak ukradłem coś z twoich zapasów składników i o różnych okazjach, kiedy nocami buszowałem po szkole. Miałeś rację: nigdy nie uważałem, że zasady dotyczą również mnie. - Przełknął ciężko. - Zaakceptowałem twoją opiekę pod naciskiem profesora Dumbledore'a... i dzięki jego zapewnieniom. Nie narzekałem na to, jak mnie traktowałeś, bo radziłeś sobie nieporównywalnie lepiej, niż Dursleyowie. Nie narzekałem, bo pozwalało mi to nadal cię nienawidzić. I tak nie widziałbyś różnicy...
- Ale widziałem ją - przerwał gospodarz tępo. - Widziałem gniew i cierpienie w twoich oczach, i rozkoszowałem się nimi. Nie jestem z tego dumny, Harry, ale taka jest prawda. Triumfowałem, kiedy czułeś ból, i wykorzystywałem to jednocześnie dla Zakonu i własnej satysfakcji.
Chłopiec skinął bez słowa, po czym spojrzał na swoje zaciśnięte w pięści dłonie. Wziął głęboki oddech i ponownie podniósł wzrok.
- Jak już pisałem, chciałem, aby mój sposób odejścia cię zranił. Tego żałuję najbardziej. I nie mów mi, że na to zasłużyłeś; nie chcę wciąż usprawiedliwiać tego, co zrobiłem.
Tym razem Severus skinął głową; głos odebrały mu niewysłowione uczucia.
***
- Czy pozwolisz, że też spróbuję naprawić nasze stosunki? - spytał Severus jakiś czas później, wciąż czując pieczenie w starych ranach.
- Tylko jeśli zrozumiesz, dlaczego to robisz - odparł Harry ostrzegawczo. - Nie zrobiłem tego, aby otrzymać coś w zamian.
- Wiem. - Gospodarz ruchem różdżki odesłał tacę z herbatą. - Nadal nie wierzę, że zasłużyłem na te względy.
- Z całym szacunkiem, to twój problem, nie mój.
Profesor odwrócił się, zaskoczony, i spojrzał w roześmiane zielone oczy. Lecz te oczy nie należały do prześladujących go wspomnień; znów poczuł się nimi urzeczony.
- Nie mogę powiedzieć, żebym pochwalał twój dobór towarzystwa, jeśli twoi przyjaciele tego cię uczą - zadowolił się wyniosłym stwierdzeniem, po czym odprowadził gościa do drzwi. - Dziękuję... że przyszedłeś.
Harry skinął głową, już bez tego nieokreślonego zmartwienia w oczach.
- Być może... być może kiedyś przyjdzie czas na twoje odwiedziny - powiedział w końcu, sprawdzając swoją wypowiedź i nie znajdując w sobie ani śladu paniki.
- Pozostawiam to w twojej gestii. Dobranoc.
Drzwi zamknęły się, ale obaj wiedzieli, że inne stanęły otworem.
***
Harry spokojnie przespał noc. Kolejny raz śnił szczęśliwy sen i tym razem nie próbował sobie wmawiać, nawet we śnie, że nie jest tego wart.
Severus nie walczył ze swoim snem. Spojrzał w oczy Lily i zobaczył, że błyszczą ze szczęścia. Widział, jak chwyciła za rękę Jamesa Pottera, ale nie czuł już dawnego gorącego płomienia gorzkiej zazdrości.
- Powinniście być z niego dumni - powiedział tęsknie. - Ja jestem.
KONIEC
rozdziału ósmego
