oryginał: My Name Is Harry

autor: MoonFire1

beta: Amarylis

Tłumaczenie za zgodą autorki


- Gdzie jest Mikrus? - Harry spóźnił się na spotkanie, wyczekiwany (przynajmniej przez niego) "wieczór urodzinowy". Tego dnia miał otrzymać plakietkę, będącą symbolem jego trzymiesięcznych, aktywnych zmagań z przeżytymi niegdyś urazami. - Celino?

Dziewczyna odwróciła się, aby na niego spojrzeć. Prawie jęknął na widok policzków, noszących ślady łez i rozmazanego tuszu do rzęs.

- Harry. - Jej głos się załamał; ukryła twarz w dłoniach, cicho szlochając.

Kiedyś w ramach pocieszenia z zakłopotaniem poklepałby ją po ramieniu. Teraz po prostu mocno ją przytulił.

- Powiedz mi, co się stało. Dlaczego płaczesz?

- Usłyszałam... w wiadomościach... - wyjąkała między łkaniem a próbami złapania oddechu.

- Co usłyszałaś?

- Mikrus... Wiesz, że ma na imię Luthor, prawda? - Harry skinął głową. - Rozpoznałam adres, który podali... ktoś włamał się do jego domu... jest teraz w szpitalu... niczego nie chcieli mi powiedzieć...

Chłopak poczuł, jak serce mu zamiera, a w żołądku formuje się aż nazbyt znajoma, zimna kula.

- Nie. Nie. Poczekamy na Tabithę, potem wybierzemy do szpitala, wszyscy razem - mruczał jej do ucha łagodnie, nieświadomie naśladując mężczyznę, który odzywał się do niego tak przyjaźnie, pomagając mu przez kilka ostatnich miesięcy.

Tabitha zjawiła się parę chwil później i szybko została wprowadzona w sytuację.

- W porządku - stwierdziła energicznie, ocierając oczy. - Weźcie koszyk z plakietkami. Urządzimy sobie wieczór urodzinowy z Mikrusem, nawet jeśli będziemy musieli zostać na korytarzu. On... on zrobiłby dla nas to samo.

Młody czarodziej wyszedł za dziewczętami i poczekał z nimi na taksówkę. Właśnie dlatego nie chcesz troszczyć się o innych, Harry. To boli i będzie bolało coraz bardziej... NIE! Nie, nie będę więcej myślał w ten sposób! Tak, to boli, ale wszyscy cierpimy razem. Już nie cierpię samotnie.

- Nie tkwię już w schowku - wymamrotał cicho, prawie do siebie.

Celina usłyszała jego słowa i, chociaż nie znała całej historii, która się z nimi wiązała, chwyciła go za rękę.

- Żadne z nas tam nie tkwi.

***

Posępna grupa zebrała się w pokoju 214. Mikrusa zaatakował mężczyzna, szukający pieniędzy na narkotyki. Potężny człowiek o gołębim sercu został ciężko pobity i nadal był nieprzytomny. Lekarze nie ulokowali go na oddziale intensywnej terapii, ponieważ byli przekonani, że pacjent niebawem się obudzi. Dlatego też nie zabronili przyjaciołom odwiedzin, a wręcz zachęcili ich do mówienia do niego.

Harry z trudem przełknął ślinę, czując, jak łzy napływają mu do oczu na widok spowitego bandażami przyjaciela, podłączonego do kroplówki i różnych urządzeń.

Tabitha położyła chłopcu na dłoni małą, czerwoną plakietkę. Odwrócił ją - była jego pierwszą plakietką - i przeczytał: "Nie ukrywaj przed sobą prawdy".

- Mam na imię Harry i przeżyłem uraz - zaczął głosem drżącym z emocji.

- Cześć, Harry.

Ich odpowiedź wykrzywiła mu usta w bladym uśmiechu - zupełnie jak za pierwszym razem.

- Moi krewni znęcali się nade mną, kiedy byłem młodszy. Zamykali mnie w schowku, który był moim pokojem. Nie wiedziałem o moich rodzicach niczego, poza kłamstwami wujostwa...

Mówił przed dobre trzydzieści minut, ujawniając tak wiele, jak można było przy jednoczesnym zachowaniu świata magii w tajemnicy. Wyrażał się jasno i uczciwie, i nie próbował powstrzymywać łez.

Być może tylko to sobie wyobraził, ale wydawało mu się, że pod koniec swojej przemowy zobaczył, jak Mikrus uśmiecha się blado i lekko porusza.

- Jakoś pogodziłem się ze swoim opiekunem - dodał na zakończenie. - Przeżył uraz tak samo, jak ja... i jeżeli kiedyś przyjdzie na nasze spotkanie, powitam go z radością.

- Dobra robota, mały - stwierdził chrapliwy szept. Jego ranny przyjaciel drgnął i otworzył oczy. - Dobra robota.

Jedynie jego poważny stan powstrzymał trójkę odwiedzających od rzucenia się na niego i uściskania go. Podeszli jednak bliżej i wyciągnęli ręce, aby go dotknąć i w pewnym sensie potwierdzić wrażenie realności.

- Nie miałem zamiaru dokładać czegokolwiek do twojej historii - powiedział później Mikrus, kiedy dziewczęta już się z nim pożegnały, życząc mu szybkiego powrotu do zdrowia. - Nie wymieniaj w niej tego wydarzenia.

- Nie zamierzam - zapewnił Harry. - Jestem szczęśliwy, że nic poważnego ci się nie stało.

- Ja też - odparł ranny z humorem. - I jestem szczęśliwy, że z tobą też wszystko jest w porządku.

Młody czarodziej roześmiał się.

- A jest?

Jest. Naprawdę wszystko jest ze mną w porządku... a przynajmniej zaczyna być.

***

Drogi Severusie.

Opowiadałem Tobie o moich przyjaciołach. Czy chciałbyś ich poznać?

Harry

***

To będzie dla mnie zaszczyt.

Severus

KONIEC