Od momentu, kiedy Usagi opuściła Park Juuban miała jeden cel: SPOTKAĆ SIĘ Z MAMORU.

Był wczesne popołudnie, co więc oczywiste było, że znajdzie go tylko w jednym miejscu- szpitalu. Idąc szybko ulicami Tokio zorientowała się, że jeżeli dotrze tam w przeciągu najbliższej godziny to ma szansę trafić na jego przerwę, a o za tym idzie jedyna możliwość swobodnego porozmawiania.
' Muszę zdążyć' ta myśl dodawał jej skrzydeł i napełniała jakąś dawno zapomnianą energią. Nim się obejrzała był już u stóp wzniesienia, na którym dumnie stał gmach Tokio General Hospital.

Jednak im bliżej było do wejścia jakoś zaczynała tracić odwagę i poprzednią werwę.
' Co mu powiem?' Zastanawiała się. 'Tak dawno nie mieliśmy porządnej rozmowy. Chyba zapomniałam ja to się w ogóle robi' te myśli zrodziły niepewność, która ją zatrzymała przed wejściem do wind. Patrzyła się na swoje odbicie w metalicznej tafli
' Dalej Odango, nie bądź tchórzem. Znasz tego człowieka już 2 millennia, coś będziesz potrafiła mu powiedzieć' Stała tam dopóki jej ciągu myśl nie przerwało elektryczne KLIK. I otworzyły się drzwi' Drzwi do prawdy' pomyślała z goryczą
"Wsiada Pani?"

„YY" spojrzała w stronę starszego pana w szpitalnej koszuli, zupełnie go nie zauważyła.

„Tak przepraszam, zamyśliłam się" powiedziała łagodnie.

Uśmiechnął się do niej w taki sposób, jaki potrafią tylko i wyłącznie dziadkowie. To dodało jej znów sił.

Kiedy wysiadła na 4 piętrze znów była zdeterminowana. Żwawym krokiem podeszła do recepcji. Siedziała za nim młoda kobieta, ubrana jak pielęgniarka tyle, że z o wiele głębszym dekoltem niż ustawa przewiduje. Miała rude włosy i piękne zielone oczy. Jej twarz była pełna piegów, była przez to niezwykle piękna. Na identyfikatorze pisało „Siostra Nikki"

,"W czym mogę pomóc?" Zapytała grzecznie.

'Jest też oprócz tego miła, szczęściara' pomyślała Usagi.

„Ja do doktora Chiby." Odpowiedziała równie grzecznie.

„Umówiona była pani" zapytała Nikki z widoczną już niechęcią', Czego ona chce od mojego doktora'

„ Nie, ale..." Zaczęła mówić łagodnie Usagi

„Jak nie, to doktor Chiba-SAN nie przyjmie" obróciła się i wróciła do gry na komputerze.

'Jednak się myliłam, ty wredna, ruda małpo' pomyślała Usagi.
„Niech Pani posłucha jestem żoną dr Chiby. I bardzo zależy mi, aby móc z nim TERAZ porozmawiać" rzekła blondynka lekko podirytowanym tonem.

„Jasne, żoną. Dr Chiba nie ma żony." Powiedziała pogardliwe Nikki nie obracając się od monitora' On nie ma żony, nie ma żony, NIE MOŻE!!!' Powtarzała sobie tym czasem jak mantrę, w głowie.

To całkowicie zaskoczyło Usagi. Jak można być tak bezczelnym??? I to na dodatek nie patrzy się jak do mnie mówi. Jak ona śmie? Usagi z natury nie była wybuchowa ani temperamentna( ten etat zajęła Rei), ale teraz czuła się, że eksploduje. A Pompeje będą niczym przy niej!!!!!

Szybko sięgnęła do portfela i wyjęła zdjęcie ślubne. I z wielkim impetem uderzyła nim o blat recepcji.

,"Co Ty robisz wariatko!!!" Krzyknęła, Nikki.

„Spójrz to jest fotografia, wiesz, co to?" Zapytała jak niedorozwinięte stworzątko. Grymas na twarzy Nikki dał jej odpowiedź" Świetnie, widzisz to jest dr Chiba" kontynuował wskazując palcem na czarnowłosego mężczyznę „ A to ja cała w bieli" Nikki rozszerzyła oczy jak pięć złotych „ Ach widzę, że coś dociera przez te kłaki do głowy. Ale na przypadek, jakbyś miał wątpliwości siostro" Dr Chiba nie ma żony" to BYŁ NASZ ŚLUB" mówiła podkreślając ostatnie trzy słowa.
Twarz Nikki mówiła teraz jedno- SZOK.
„ Brawo widzę, że tyle zrozumiałaś, a teraz weź słuchawkę i zadzwoń do doktora i powiedź, że jego ŻONA chce się z nim widzieć!!!" w trakcie tej przemowy wzięła słuchawkę i cisnęła ją w pierś rudowłosej pielęgniarki.

Nikki była tak oszołomiona, że patrzyła się na Usagi z buzią na karpika.' Czy to możliwe?

„ No już, dzwoń!!!" powiedział zdenerwowana blondynka.

Pielęgniarka podskoczyła i szybko wybrała nr do gabinetu. Po chwili usłyszała głos, który tak wielbiła.

„Przepraszam Panie doktorze" powiedziała słodko. Na co Usa wywróciła oczy, 'A więc oto chodził' pomyślała, fanka. I trochę się opanowała, mentalnie bynajmniej. Przez chwilę zrobiło jej szkoda tej dziewczyny, że podkochuje się w nie właściwym facecie, ZAJĘTYM facecie. No i że była ofiarą tak rzadko u niej spotykanego wybuchu złości. W trakcie tych rozmyślań doszła do uszu rozmowa Nikki z jak przypuszczała Mamoru.

(...)Tą kobietę, która uparcie twierdzi, że jest Pańską żoną. Bo nie jest prawda, zaraz się jej pozbędę i nie...." To spowodował, że cała sympatia prysła jak bańka mydlana, a w stronę Nikki wysłana została masa złowieszczych błyskawic(no wiecie takie spięcia wzrokowe :P)

Najwidoczniej coś, co powiedział Mamoru uciszył piskliwą kobietę. Gdyż odwróciła się w stronę Usagi, odłożyła słuchawkę i powiedziała głosem pełnym nienawiści" Proszę sobie gdzieś usiąść".

Westchnęła, obróciła się i usiadła na najbliższym wolnym fotelu.

Po niespełna 4 minutach Usagi usłyszała znajome kroki. To spowodowało, że uśmiechnęła się do siebie' Mimo wszystko i tak go poznaje'

„Usa-ko?" Zapytał ciepły głos. Zamknęła oczy, głos, który napawał, jaką takim szczęściem i spełnieniem. Głos, który czekał na odpowiedź.

I udzieliła mu, jej jedynej właściwej odpowiedzi." Mamo-chan

Pkt. W. USAGI*****

Jakie to dziwne , jak dwoje tak dobrze znanych sobie ludzi, a nie potrafi nijak zareagować. Kiedy Usagi przyszła do szpitala miała cały plan gotowy, wiedziała co powie, jak odpowie na możliwe pytania. Zignorowała nawet impertynencką pielęgniarkę. Wszystko szło całkiem dobrze, ba nawet idealnie Mamoru nawet nazwał ją Usa-ko. A ona jak na kochającą kobietę odpowiedziała mu ich intymnym przezwiskiem Mamo-chan. Wszystko było idealne do czasu, do tego strasznego momentu, w którym się obróciła i spojrzała na niego. W te głębokie, niebieskie oczy, w których można duszę stracić, oczy w których widziała przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Oczy mężczyzny, który był jej życiem, jej drugą połową i to nie tylko w znaczeniu przenośnym, oni naprawdę byli połówkami całości. Ona nie była Mesjaszem bez niego , a on władcą Ziemi bez niej. Ona nie była kwintesencją miłość bez niego, on dzierżycielem marzeń bez niej. Byli jak ogień i woda, tak różni, a zarazem w nierozerwalny sposób połączeni. Jak noc i dzień od zawsze i na zawsze.

Tak bynajmniej sądziła wchodząc do tego budynku. Teraz jednak patrząc na Mamoru czuła się znów jak 14-letnia uczennica, w całej swojej glorii w białych skarpetka, marynarskim mundurku z czerwoną kokardą, dumnie wypiętą na jej małym ciele. Jak w dni kiedy stała z nim w windzie i ujawniła przed nim swój największy sekret.

'Ale teraz nie mam już 14 lat i żadne moce Księżyca mi w tym nie pomogą' pomyślała zrywając kontakt wzrokowy, spuszczając głowę w dół.

„Usagi czy coś się stało?" zapytał z lekka zaniepokojony Mamoru.' Jest jakaś dziwna'.

'Śmiało Usa, bynajmniej będziesz wiedziała na czym stoisz, na czym stoicie' myślała

„Usa wpo...." znów próbował zapytać, ale mu przerwała' Teraz albo nigdy' Podniosła z powrotem głowę, a w jej oczach było widać znów tą determinację
" Muszę z Tobą porozmawiać, to dość pilne" powiedziała mu w końcu. ' Błagam Mamoru, nie odsuwaj mnie' dodała w myślach .

Punkt widzenia MAMORU

Kiedy Mamoru zobaczył Usę w poczekalni najpierw był zaskoczony, potem naszło go uczucie zmartwienia. Podszedł do niej więc spokojnie. I aby nie powiększać dystansu między nimi zaadresował ją „ Usa-ko ", Ku jego wielkiej radości ona również użyła ich intymnego przezwiska. Miał wrażenie przez chwilę, że między nimi nie ma żadnych problemów, że są zwykłym małżeństwem, które się nie kłóci nie jest na skraju rozpadu. Zmienił swój odbiór sytuacji w chwili kiedy na niego spojrzała' Boże czy ona zawsze była taka piękna?' była jego pierwsza myśl. Miał wrażenie, że jej od dawna nie widział albo że się nie znali, bo tak właśnie na niego patrzyła, jakby widziała coś co ją przerażą lub przerasta, sam już nie był pewien. Ale w głębi ducha miał nadzieję, że nie jest dla niej odrażający. W tych swoich rozmyślaniach, nie zorientował się kiedy opuściła głowę.' Czyżby zobaczyła coś, czego żałowała ?'pomyślał. Kiedy jednak dłużej nie wracała do poprzedniej pozycji zmartwił się nie co, że to nie jednak nie to. Przełknął ślinę i powiedział w końcu.

„Usagi czy coś się stało?" starł się brzmieć jak najbardziej neutralnie, choć chyba zawiódł, zbyt była dla niego ważna. I jeszcze jak tak tu stała, taka przerażona. Przyjrzał się jej dokładnie. Była dość blada, miała lekko podkrążone oczy i była tak jakby trochę chudsza niż normalnie. To pewnie przez te ich problemy, pomyślał. 'Mimo to dla mnie i tak jest najpiękniejsza'

Chciał ją dotknąć, przytulić, ale bał się. Chciał się upewnić, że jest prawdziwa, że to nie jego spragniona wyobrażenia płata mu takiego. 'Usa-ko, co się dzieje?'.

Miała opuszczoną głowę, wyglądało jakby chciała coś przed nim ukryć' Boisz się, że twoje oczy powiedzą prawdę'. Zapytał w końcu.

„Usa wpo..." zaczął
" Muszę z Tobą porozmawiać, to dość pilne" powiedziała, jedno spojrzenie na nią i znał odpowiedź.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nikki siedziała za blatem recepcji jak wryta. Już z piąty raz odtwarzała sobie w głowie to co tu właśnie zaszło. Przyszła młoda kobieta, piękna młoda kobieta, choć na oko nie miała więcej niż 19 lat. Zachowała się zgodnie z przepisami, zapytała co chce i te podobne. Ale kiedy wyszło na jaw, że owa paniusia chce rozmawiać z dr Chiba, JEJ doktorem, od razu dostrzegła wady kobity. Wcale nie była taka ładna, była płaska, za chuda, miała długie włosy, upięte w dziwną fryzurę, po prostu wyglądała jak idiotka. O nie póki Nikki ma coś do powiedzenia ONA nie zbliży się do jej Mamorka. Ta impertynencka kobita jednak okazała być się jeszcze bardziej bezczelna i śmiała nazwać się żoną doktora. Co za kłamstwo!!!!!

Dla dobra swojego stanowiska i ze względu na fakt, że scenka jaką jej tu odegrała zaczęła przyciągać widzów, zadzwoniła do lekarza, a ten w trymiga zjawił się na dole. Co gorsza, patrzył się na tą „Usa-ko" jak ją nazwał jakby ją znał...czy możliwe aby jej doktor naprawdę miał żonę.

Kiedy para wymieniała milczące spojrzenia Nikki starała się znaleźć jakikolwiek racjonalny argument negujący możliwość, aby ci dwoje byli w jaki sposób połączeni.

'1. Dr Praktycznie całe dnie spędza w szpitalu;

2. Ba nawet weekendy tu przesiaduje;

3. Nie jednokrotnie słyszała jak mówił, że dzieci które leczy są najważniejsze;

4. NIE MIAŁ PRZECIEŻ OBRĄCZKI!!!!'

Jednak wszystkie te teorie szlag trafił jak blondyna poprosiła, czy mógłby wyjść z nią teraz, to nawet nie mięło 10 minut jak zwolnił się u ordynatora, tej żylety!!!!! I poszli bóg jeden wie gdzie.

„Co bym dała aby pójść za nimi" powiedział siostra zagryzając paznokieć.

„Teraz to proszę pójść zanieść te próbki, a nie gadać bez sensu" Nikki obróciła się gwałtownie, a przed blatem stał nikt inny niż dr Yoki
" Nie przeszkadzam siostrze, siostro Sue" zapytała uszczypliwie.

„Oj nie Pani ordynator, już niosę te próbki" powiedział i szybko zabrała ampułki do laboratorium. Ciekawość nie dawała jej jednak spokoju, zgryzła wargę i obróciła się do swojej przełożonej
" Pani doktor, a gdzie poszedł Pan Chiba, ma przecież dyżur" zapytała Nikki. Yoki spojrzała się na nią podejrzanie." Jak by pacjenci pytali, oczywiście'' dodała prędko.

„Co robi DOKTOR Chiba" odpowiedział z widocznym naciskiem na słowo doktor" Nie powinno siostry interesować. A w szpitalu jest pełno innych pediatrów, więc pacjenci nie mają się o co martwić" obróciła się i poszła w stronę swego gabinetu.

'Jędza, ale ja i tak się nie poddam, żonaty czy nie będzie mój' pomyślała, rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę wyjścia i poszła do laboratorium.

Młoda para siedziała w małej kafejce, nie opodal Tokyo Hospital. Na pierwszy rzut oka wyglądali wspaniale. Jednak jak to często bywa w życiu to co jest na zewnątrz nie zawsze pokrywa się z tym co jest wewnątrz.

Żadne z nich nie mogło powiedzieć, że w środku czuło się wspaniale. Sądzę, że beznadziejnie byłoby o wiele bardziej trafnym sformułowaniem.

„Usagi czy coś się stało, przyznam się, że przestraszyłaś mnie w szpitalu" odezwał się w końcu szatyn(lub brunet, nigdy nie wiem jak się określa osobę o czarnych włosach :P).

Kobieta siedząca naprzeciwko niego westchnęła głęboko i odpowiedziała:

„Mamoru, .....Mamo-chan, chcę Ci teraz coś powiedzieć, ale obiecaj że nie będziesz mi przerywał" „Ale..."zaczął „ Nie teraz ja mówię, dobrze?" kiwnął głową.

„Nasze małżeństwo, ostatnimi czasy jakoś przestało mi przypominać to co kiedyś nas łączyło" na to odwrócił głowę „ Widzę, że się ze mną zgadzasz" kontynuowała „ Nie chcę tu winy zwalać na nikogo, to nie ma sensu. Oboje dużo pracowaliśmy, oparliśmy się o to, że skoro kiedyś ktoś nam powiedział, że mamy być razem to po prostu będziemy i w ogóle nie musimy się starać. Widzieliśmy, że Neo Queen i Endymion (wiem wiem, że ma tytuł King, ale uwielbiam sformułowanie Neo queen ,a king ble mój fic :PPPPPP nananana) są szczęśliwi, spełnieni, że się ...."tu spojrzał na nią "kochają. Wiemy nie od dziś, że mamy mieć dziecko, różowe i złośliwe, ale zawsze" uśmiechnęli się oboje „ Czasem mam takie wrażenie, że ta zdobyta wiedza, yy no nie wiem rozleniwiła nas. Mam wrażenie, że przestaliśmy o siebie zabiegać." Tu przerwała i wzięła głęboki oddech. „ Ale uważam też, że nadal jest szansa, że nie jest za późno, że możemy to jeszcze uratować. Fakt popełniliśmy błędy, ale zapomnijmy o przeszłości, stwórzmy przyszłość, własną przyszłość, niech w cholerę idzie Setsuna ze swoim kontinuum czasowym, sami decydujmy co chcemy, aby to co się ma stać było naszą przyszłością, naszą decyzją" w tej namiętnej deklaracji złapała go za ręce.

Mamoru nie mógł się napatrzyć, jaka była piękna, a jej czy, ta determinacja i pasja jaka w nich teraz lśniła, o tak kochał te oczy, kiedy błyszczały się jak kaboszon (taki rodzaj szafiru ), wolał je o wiele bardzie od tych pochmurnych oczu, które oglądał przez ostatnie tygodnie.

Uśmiechnął się ciepło, uścisnął te małe dłonie i odpowiedział"..."

„Usagi-chan? To ty?" rzekła męski głos

Usagi nie wiedziała co robić, zupełnie zapomniała o Hikaru!!! Przecież on nie wiedział nic o jej planie i pewnie nadal był przekonany, że ona chce...że chce odejść od Mamoru. Tak jak mu się wyżaliła ostatni. ' Matko nawet nie pomyślałam o nim' pomyślała. Ale teraz nie czas na to.' Mamoru nie może się dowiedzieć o tamtej nocy, nie teraz' myślała desperacko

Pomiędzy triem zapanowała bardzo niezręczna cisza.

Mamoru podejrzanie przyglądał się temu nieznajomemu mężczyźnie. A w jego głowie dźwięczało tylko jedno pytanie
' Kto to jest?'
Przyjrzał mu się dokładnie. Miał około 30 lat, jasno-brązowe włosy, zielone oczy, zgadywał, że kobiety uważają go za przystojnego, nie potrafił ocenić. Spojrzał na Usagi, aby ocenić jak ona na niego zareagowała. To co zobaczył, nie spodobało mu się.

Usagi wcale nie polepszała swojej sytuacji patrzyła na tego nieznajomego, a emocje które katem oka dostrzegał w niej były dla niego całkowicie nie zrozumiałe. I nagle odezwał się przybysz.

„Już myślałem, że o mnie zapomniałaś" powiedział uśmiechając się. Mamoru był pewien, że za ten uśmiech nie jedna kobieta dałaby się zabić. Ale zaraz, co on powiedział? Spojrzał z zapytaniem na swoją żonę. Ta ciągle patrzyła na niego, a jej oczy na jego proklamacje zrobiły się dwa razy większe, a z różowych ust wyszło jedynie ciche "Oh".

Nieznajomy, ciągle z uśmiechem na twarzy, pstryknął Usę w nos i powiedział
„ Hej Usa, znów na mój widok mowę Ci odjęło? Nawet mnie nie przedstawisz???" To zadziałało na Usagi jak kubeł zimnej wody.

Potrząsnęła głową. Spojrzała na Mamoru, który miał minę nr 10 'co tu się dzieje'.

'Ups, niedobrze' widziała to w jego oczach. Pospieszyła więc z wyjaśnieniami
"Mamoru to Hikaru Khan......,"przerwała „Mój kolega z pracy" odkończyła pośpiesznie" Hikaru to mój mąż" . Mamoru podniósł się z siedzenia spojrzał na Usagi, a następnie na mężczyznę. Nie wiedział jak to możliwe, ale był bardziej niż pewny że ma racje.

Usagi widząc reakcje Mamoru rozumiała, że ten chyba pojął kim jest Hikaru, ponad

'Głupi osioł sam jest winny, że tego wieczoru nie byłam z nim' próbowała się przez chwilę tłumaczyć

Pomiędzy triem zapadała niezręczna cisza, kolejna. Mamoru po chwili kiwania głową zapytał" Więc to Pan , Panie Khan-san był z moją żoną w naszą rocznicę"

„YY, ja...to znaczy..."próbował odpowiedzieć szatyn.

„Nie proszę się nie kłopotać, miło wiedzieć, że ktoś potrafi zaspokoić potrzeby mojej żony" powiedział cynicznie lekarz, kładąc specjalny nacisk na słowa 'zaspokoić potrzeby'.

Usagi i Hikaru spojrzeli na Mamoru jakby urosła mu trzecia głowa. „Nie będę wam znów przeszkadzał" powiedział odsuwając się od wcześniej zajmowanego miejsca tak, aby Hikaru mógł na nim usiąść. „Miło mi było Khan-san"

„Yy mi też Panie Chiba, ale...yyy" Hikaru starał się powiedzieć, ale w tym wszystkim jakoś się pogubił.

Mamoru zaczął odchodzić od stolika, aż w pewnym momencie obrócił się , spojrzał w stronę swojej żony, dotknął kciukiem palca na którym nosi się obrączkę.
" Miałaś racje Usagi popełniliśmy błąd" obrócił się na pięcie i wyszedł.

A Usagi patrzyła w pustą przestrzeń jaka pozostała w miejscu gdzie stał, z pękniętym sercem, nie dowierzeniem na twarzy, i z świadomością, że to czego się najbardziej obawiała było prawdą-/ Mamo-chan już nie istnieje, a Chiba Mamoru żałuje, że zmarnowała mu tyle życia./

Od konfrontacji w restauracji minęły pięć miesięcy. Jeszcze tego samego wieczoru Hikaru przepraszał Usę za swoją głupotę, robił to w sumie codziennie od tego dnia. Ona oczywiście nie miała mu nic za złe. Kłamstwa mają krótkie nogi i prędzej czy później prawda wyszłaby na jaw.

Kiedy tego wieczoru wróciła do domu Mamoru nie było, tego zresztą się spodziewała, jednak kiedy nie było go kolejne dni zadzwoniła do szpitala, aby sprawdzić czy chodzi do pracy. Tam przekazano jej że tak, ale doktor zabronił przełączania wszelkich prywatnych rozmów. Kiedy pielęgniarka zapytała się czy dzwoni prywatnie czy służbowo Usagi po prostu odłożyła słuchawkę. Przez godziny patrzyła na ich ślubne zdjęcie. Kiedy wypłakała wszystkie łzy poszła do garderoby i wyciągnęła największą walizkę, spakowała wszystko co jej, ubrania, kosmetyki, broszkę, luna-pen. Sama zdziwiła się, że było tego aż tak mało. Ciągnąc walizkę po salonie rozejrzała się dookoła i sobie w końcu uświadomiła, że naprawdę nic nie wniosła do życia Mamoru. Wszystko to było kupione za jego pieniądze, poczynając od mebli, sprzętu, kończąc na małych pierdoła. Zadzwoniła po taksówkę, zeszła na dół i tak pożegnała się ze swoim starym życiem

BIURO ARCHITEKTONICZNE SEIKO SANO-Tokyo 21:43, poniedziałek

Piękna młoda kobieta stała nad wielkim projektem biurowca, aż trudno uwierzyć, że ktoś tak filigranowy mógł stworzyć coś tak ogromnego. W swej delikatnej dłoń trzymała ołówek i skrupulatnie nanosiła ostatnie poprawki.

„No nie!!!!"powiedział rozbawiony, „Poirytowany" głos

Granatowe oczy były przez chwile w gotowość, nie na marne była wojowniczą przez 2 lata, jednak kiedy poznała kto to, nawet nie raczyła się obrócić. Uśmiechnęła się lekko i powiedziała łagodnie „ Czy mogę Panu w czymś pomóc Sano-san"

„ Po pierwsze mówiłem, że masz mi mówić po imieniu USAGI" powiedział 50 letni mężczyzna podchodząc z lewej strony do stołu" Po drugie co ty tu robisz?" Na to Usagi spojrzała się na niego z rozbawieniem „ Jak to co SANO-SAN" zmrużył oczy" Pracuje, wiesz za to mi w sumie płacisz" dodała żartobliwie. Nadal patrzał się na nią z przymrużonymi oczyma i zrobił do tego jeszcze dzióbek (taki jak robią obrażone dzieci) Ech, westchnęła młoda kobieta i obróciła tyłem do „podirytowanego" przełożonego, w jej oczach można było zobaczyć jednak rozbawienie. Wzięła do ręki ołówek i powiedziała" To jest ołówek" wskazując na przedmiot w dłoni" To natomiast jest kartka" wskazała na papier znajdujący się na blacie" Praca polega, że używam tych dwóch akcesoriów i tworze projekt. Czyli to" wskazała szkic wieżowca" A ty mi za to dobrze , zaznaczam dobrze płacisz, no i to, jest właśnie praca" zakończyła z wielkim uśmiechem na twarzy. Mężczyzna patrzył się na nią po czym buchnął śmiechem
" bahhhhhhhhhhaaaaaaaaaaaa" śmiał się z dobrą minutę, po czym raptownie przerwał" Bardzo śmieszne" powiedział sucho. Po czym w jego oczach pojawiło się typowe ojcowskie ciepło „Usagi, co tu robisz, tak późno? Rano masz samolot, mówiłaś, że od świtu jesteś na nogach pożegnanie z rodziną, załatwianie papierów. Powinnaś już smacznie spać." Złotowłosa spuściła głowę, po czym spojrzała w bok
" Nie jestem zmęczona, chcę aby ten projekt był zamknięty na ostatni guzik, żeby wszystko było domknięte, abym..."przełknęła ślinę "Abym nie musiała już wracać do Tokio" Ujął jej podbródek ręką i obrócił w swoją stronę jej smutną twarz.
" Jesteś pewna tego przeniesienia? Usagi minęły trzy miesiące nie jest za późno jeszcze, papiery można wycofać"

„ Seiko, nie" przerwała mu." Wiem, że nie chodzi Ci o prac,ę tylko moje małżeństwo i o mnie" dokończyła łagodnie.

„ Bo jesteś dla mnie jak córka, zdolna, uparta córka" Uśmiechnęła się na ciepłe uczucia jakimi ją darzył jej pracodawca. „ I nie wiem co się stało, ale pewnego dnia, no nie wiem przestałaś błyszczeć"

Usagi otworzyła szeroko oczy na to oczy, a o uszy obiły jej się słowa Hotaru, która opowiedziała jej kiedyś swoją wizję z jej udziałem
' Jesteś miłością i dzięki miłości istniejesz. To mi powiedziałaś w wizji Usagi-san' śmieszne, że to jej przepowiedziała ta mała, tajemnicza dziewczynka, wojowniczka zniszczenia...

„Usagi" Seiko położył jej dłoń na ramieniu" Dam ci spokój, ale obiecaj mi jedno." Spojrzała się na niego z zapytaniem w oczach" Obiecaj, że praca w Stanach, to nie ucieczka przed tym co tu się stało" Zamknęła oczy przez chwilę, pod zamkniętymi powiekami nagromadziły jej się łzy
' Czy ja uciekam?' zapytała siebie. Przypomniała sobie te 5 miesięcy, powrót do domu, godziny płaczu nad zdjęciem, wyprowadzkę, zamieszkanie z Ami, nękanie przez dziewczyny co się stało, ich groźby że zabiją Mamoru i dzień, w którym przyszły papiery do biura. To ją otrzeźwiło 'Jeżeli on potrafi tak szybko zapomnieć, ja też nie będę tkwiła w nadziei.

Otworzyła oczy i powiedział" Nie Sano-san nie uciekam przed niczym, z otwartymi rękoma czekam na moje nowe życie"

Staruszek pokiwał twierdząco głową" No dobrze, cóż pozostaje mi jedynie życzyć ci takiego sukcesu tam, jaki odniosłaś tu" pocałował ją po ojcowsku w czoło i poszedł.

Kiedy zamknęły się drzwi po porcelanowych policzkach spłynęły dwie łzy.......

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tokio Airport, wtorek 5:21

Usagi stała w hali odlotów przyglądając się tablicy i ciągle zmieniającym się ogłoszeniem. Westchnęła lekko , do jej odprawy zostało jeszcze 20 minut. Rozejrzał się dookoła z braku lepszego zajęcia, hala nie była pusta, ale jak na możliwości Tokio Airport, nie pękała też w szwach. Koło niej jakaś parka bardzo namiętnie się żegnała. Ona nie oczekiwał by ktokolwiek przyszedł jej pomachać białą chustką. Rodzinie zabroniła kategorycznie tu przyjeżdżać, biorąc pod uwagę przyjęcie pożegnalne i ilość łez wolała nie ryzykować, bo by ją jeszcze przekonano, aby została. Dziewczyną też raczej nie przyjdą o tej porze, pewnie jeszcze nie zaczęły si e nawet zdrapywać z łóżek do pracy. Usagi się uśmiechnęła. Gdyby 6 lat temu powiedziała Lunie, że wstanie o 4 nad ranem ta pewnie padłaby na zawał. Teraz nie było to wielkim wyczynem, biorąc pod uwagę, że przez ostatnie trzy miesiące mieszkały z Luną u Ami, to przy ciągłych zmianach i praktykach Ami jej wyczyn był nie zauważalny. Zresztą ostatnim czasy dziewczyny interesowały się tylko tym CO U LICHA SIĘ STAŁO, a kiedy zrozumiały, że nie otrzymają odpowiedzi na to pytanie, przerzuciły swoje zainteresowanie na jej stan psychiczny. Ona i na to nie udzielała im odpowiedzi. Wiedziała, że to było nie fair, że nie po to przyjaźniły się te wszystkie lata, aby teraz kiedy ona potrzebuje przyjaciół je odtrącać, ale miała wrażenie, że one nie zrozumieją.

„Halo, puk puk" jest tam ktoś. Usagi mrugnęła w tym wszystkim nie zauważyła, że praktycznie czubek czubek stanęła z nią piękna kobieta
" Reiii" wyjąkała" Co ty....?" Spojrzała w bok" Minna co wy tu robicie????"
Rei się wyprostowała" Nie no nie, już tego za wiele, najpierw wyskakujesz jak diabeł z pudełka, że się przenosisz to NY, a teraz jak przychodzimy, wstajemy o bóg wie jak kosmicznej godzinie.... A ty parszywcu!!! Nie no niewdzięczna, dziewczyny idziemy" powiedziała podirytowana.
„ Rei-chan, Ami-chan, Mako-chan, Minako-chan" powiedziała blondynka patrząc po swoich najlepszych przyjaciółkach.
" Jakie by z nas były przyjaciółki, jakbyśmy tu nie przyszły" powiedziała najwyższa z dziewcząt
" A poza tym jesteśmy tak piękne, że możemy ten raz się poświęcić "skomentowała radosna blondynka.
"Nie będziemy się widzieć bardzo długo, jak mogłybyśmy odpuścić ostatnia szansę widzenia z tobą. No i Luna i Artemis też chcieli się pożegnać, ale na lotnisko ich nie można wprowadzać (no właśnie ciekawe jak Luna tak sobie po prostu chodzi, wiem że można zwierzę na smyczy , a kota w transporterze, ale cóż to Japonia:P) " dodała Ami „ No właśnie" podsumowała to wszystko kapłanka.

Usagi spojrzała się po swoich przyjaciółkach „ Minna..." szepnęła „ Minna..." I instynktownie wszystkie rzuciły się sobie w ramiona" Jak ja będę za wami tęsknić" wybełkotała po miedzy łzami. Trwały w tym uścisku nie wiadomo jak długo....

„PASAŻERÓW LOTU NY 2303 DO NOWEGO JORKU PROSIMY DO ODPRAWY PRZY BRAMIE NUMER 6"

„Minna...jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami na świecie" powiedziała Rei. „Tak na zawsze" „ Pokonałyśmy zło, pokonamy i to" zażartowała Minako.

Usagi odeszła od grupki „ Muszę iść" dziewczyny po kolei kiwnęły głową. Obróciła się w stronę bram, zawahała się" Usagi". Spojrzała do tyłu „ Powodzenia" i wszystkie cztery uniosły kciuki do góry.

„ Rei, postaraj się być mniej wredna. Bynajmniej dla biednego Yuuichiro". Powiedziała przez łzy .Kapłanka skrzyżowała ręce na piersiach i wybełkotała coś w styli „as if" ale Usa nie była pewna. „ Ami, powodzenia w szpitalu i dziękuje, Dzięki za wszystko co robiłaś, co zrobiłyście dla mnie przez te ostatnie miesiące". „Usagi ja nic..."
„ Nie Ami dla mnie to było coś. Minako odwiedzaj mnie jak będziesz w NY, przyda mi się powiew Japonii"
„No jasne, takie dwie blondyny jak my podbiją Manhattan w jedną noc".
„ Mako ja..."
„ Usagi, ja rozumiem, nie musisz ani mi ani żadnej z nas nic tłumaczyć, a teraz leć i pokaż im jak budować nowoczesne budynki." Powiedział Makoto walcząc z łzami, jak pozostałe dziewczyny.

Usagi pokiwała głową" Pozdrówcie ode mnie Lunę i Artemisa, a i Ami pilnuj ich, aby się w nic nie wpakowali" zażartowała
" Masz to jak w banku" odpowiedziała wojowniczka mądrości.

„ Do zobaczenia........." powiedziała i pobiegła w stronę odprawy nie odwracając się już.

Dopiero siedząc w samolocie coś sobie uświadomiła. Mimo, że jej małżeństwo nie wyszło, że życie nie poukładała się tak jak myślała, to jednak była szczęśliwa. Miała wspaniałych przyjaciół i miejsce o którego zawsze będzie mogła wrócić

C.D.N.

Witajcie po przerwie!!!!!!!!!!!!!!!

Wiem wiem, że połowa z was zastania się czy aby sesja nie przegrzała mi mózgu, że co ja tu u licha wyprawiam!!!! Ale obiecuje, że to wszystko celowe i jestem całkowicie Mamorkowo-Usową fanką. Tylko no cóż życie bywa skomplikowane, tyle powiem, resztę odkryjecie czytając dalej :PPPPPP

Całuski dla tych co wytrwali

Misako