NARADA
Nigdy nie myślałam, że Damien Connor mógłby się zmienić. Chyba chciałam, żeby był tym dobrym i pięknym jak anioł, lubiącym się ze mną droczyć dzieciakiem na zawsze. Wyidealizowałam go sobie i wcale nie czułam się z tym źle, ale w głębi serca bałam się, że jeśli znowu go spotkam, moje wyobrażenia legną w gruzach. Oczywiście, nigdy nie sądziłam, że znowu go zobaczę. Stało się jednak inaczej. Miejsce chłopaka zajął mężczyzna i zabrał mu wszystko, co tak bardzo lubiłam: miękkie włosy, które uwielbiałam czuć pod dłonią i policzkiem, zostały obcięte na krótko, na żołnierską modłę; długie, ciemne rzęsy przerzedziły się, a przy lewym oku były nieco nadpalone; delikatność rysów, którą z łatwością rozpoznawałam pod palcami nawet z zamkniętymi oczami, zastąpiła ostrość w linii szczęki i kości policzkowych; idealną skórę poznaczyły liczne blizny; a smukłe, śmiesznie nieskoordynowane ciało o zbyt długich rękach i nogach stało się typowo męskie i umięśnione, ale teraz za chude. Musiał być wyższy ode mnie o głowę i na pewno silniejszy.
Nie mogłam znaleźć w nim nic znajomego, co nie zmieniło faktu, że każdy szczegół jego nowego ciała chłonęłam z rosnącym podnieceniem i niezdrową wręcz ciekawością.
Wyciągnęłam rękę i dotknęłam jego ramienia; wystawało spod prześcieradła, którym był okryty. Pociągnęłam materiał w moją stronę, odkrywając jego obandażowane żebra i brzuch. Spod bieli opatrunku na piersi wystawiały litery ERI. Wycięto je czymś ostrym. Nagle drgnęłam, przypominając sobie, co powiedział Fisher, zanim Jesse go zabiła.
- Damien, co się stało? – szepnęłam. Pytań miałam znacznie więcej.
Poruszyłam się nieznacznie, zakładając nogę na nogę. Spojrzałam na wiszącą na szafie górę od munduru z nazwiskiem CONNOR na piersi. A potem nagle pomyślałam, że mogłabym się z nim kochać. Ot tak. Nagle. Był taki podobny do Johna. Tego z przyszłości.
- Erica, przestań – ofuknęłam sama siebie.
Dwadzieścia siedem godzin bez snu nie służyło mi. Nie zmieniłam nawet ubrań. Od razu usiadłam i czuwałam nad ukochanym. Nie pachniałam atrakcyjnie i nie wyglądałam zbyt ładnie. Na szczęście Damien nie obudził się. Ale chciałam, żeby się obudził. Bardzo.
Czułam, że najwyższy czas wziąć się do roboty. Wyjęłam kabel z głowy i zamknęłam laptopa.
Wycierając świeżo umyte włosy, zeszłam na dół.
- Nie zbliżaj się do mnie! – Usłyszałam; nie od razu poznałam wściekły głos Natalie Gordon. Po chwili dobiegł mnie śmiech Eddiego. Weszłam do kuchni i zastałam dziwny widok. Policjantka stała w rogu pomieszczenia z tasakiem w ręce. Kilka kroków przed nią stał Bradley z ramionami skrzyżowanymi na piersiach. Wyglądał na rozbawionego. Kobieta zobaczyła mnie i opuściła nieco nóż.
- Powiedz mu, że nie może mnie tutaj więzić! – wybuchła.
- Wcale cię nie więżę – rzucił Eddie. – Możesz odejść w każdej chwili.
- Nie mogę! – krzyknęła płaczliwie. – Nie wiem, gdzie jestem! Wszędzie jest las!
Cisnęła nóż na stół.
- Jak zrozumiesz, że nie jesteśmy grupą terrorystów, sam odwiozę cię do domu.
- Jak mam to zrozumieć?! – zapytała bliska płaczu. – Jestem waszym więźniem! A ten dziwak – wskazała ręką Einsteina, który stał zupełnie nieruchomo z drugiej strony kuchni i dlatego zauważyłam go dopiero teraz – przeraża mnie!
- Nie zrobi ci krzywdy – zapewnił ją Bradley łagodnie.
- Nie wiem, co się dzieje!
- Powiem ci niedługo – rzuciłam, wychodząc na taras.
Zamknęłam powieki i pozwoliłam Oku zlokalizować wszystkich domowników.
- Lepiej, żeby tak było! – Usłyszałam jeszcze głos Natalie.
Diane siedziała z Riley na pomoście; Orlando w towarzystwie dwóch psów wracał właśnie z polowania, schodząc ze zbocza po drugiej strony jeziora; Sarah spała w pokoju na górze, Damien był w swoim; Derek i John robili coś przy samochodzie stojącym przed garażem. Keira biegała z Hanami po łące niedaleko. Eddie, Natalie i jeden z terminatorów Bradleyów nadal byli w kuchni; Justine siedziała w pokoju dowodzenia. Wiedziałam, że Alex, Chris i Gabe pojechali do domu Connorów, żeby tam „posprzątać", w tym zmyć ze ściany garażu „listę". Mieli też sprawdzić co z Ellisonem i jak się mają sprawy w Zeira Corp.
Zeszłam nad jezioro. Dziewczyny zobaczyły mnie już z daleka i Diane wybiegła mi na spotkanie.
- Co z nim? – zapytała zatroskana.
- Żyje – rzuciłam, uśmiechając się blado. – Wyjdzie z tego. – Riley podeszła do nas. – Chcę zarządzić naradę. Zbierzecie wszystkich w salonie, okej?
Zajrzałam do Damiena, a potem poszłam po Sarę. Kobieta wyglądała za zmęczoną.
- Nie spałam dobrze – powiedziała cicho.
- Przez Dereka? – Uniosłam brew.
- Nie. On pewnie spał dobrze. W swoim pokoju.
- Obstawiam, że wolałby nie spać dobrze i nie w swoim pokoju.
Sarah westchnęła.
- Przepraszam – rzuciłam szybko.
Kiedy zeszłyśmy na dół, okazało się, że brakująca trójka właśnie wróciła z LA.
- Jak się ma Danny? – zapytał Chris.
- „Danny"? – Uśmiechnęłam się ironicznie. – Raczej dobrze. Nadal śpi.
Wszyscy zgromadzili się w salonie. Powiodłam spojrzeniem po twarzach ludzi i cyborgów. W tym składzie brakowało Cameron i jej czujnych, zimnych oczu.
- No dobrze – zaczęłam. – Powiem jeszcze raz: nie wiem, co się stało w Zeira Corp., nie mam pojęcia, kim była Weaver ani co tutaj robi Damien. – Wzięłam głęboki oddech. – Wiem, że wszyscy czekamy na to, co powie, ale nie możemy czekać z założonymi rękami. Od wczoraj śledziłam uważnie wiadomości. Po zniknięciu Catherine Weaver wartość jej firmy zanotowała ogromny spadek na giełdzie. Udziałowcy zaczęli sprzedawać akcje za naprawdę śmieszne pieniądze, a SNOW Industries wykupiło już połowę udziałów. Chcą najwyraźniej przejąć Zeira Corp. i wszystkie jej tajemnice. Keira – spojrzałam na dziewczynę – najwyższy czas wrócić do normalnego życia.
Dziedziczka fortuny Snowów poruszyła się nieznacznie na kanapie wciśnięta między Chrisa a Gabe'a.
- To jest moje normalne życie.
- Nie, kotek. Musisz stanąć na czele SNOW Industries tak, jak planowali twoi rodzice.
- Nie chcę.
- Ale to nie znaczy, że przestaniesz być częścią naszego „Ruchu Oporu dla ubogich". A poza tym Chris i Gabe zabiorą się z tobą.
- Skoro tak. Niech będzie – mruknęła wreszcie. – Ale w sumie Chris może z wami zostać...
- Potworze. – Land dźgnął ją łokciem; dziewczyna zachichotała.
- Po drodze do LA przedstawię wam cały plan. Jeśli chodzi o resztę, chciałabym, żebyście na razie tutaj zostali. Potraktujcie to jako urlop.
- Od wojny nie ma urlopu – rzucił Derek.
- Chcę jechać z wami – powiedział nagle John. Kiwnęłam głową.
- Ja też! – zaoferowała się Natalie.
- Ty nie. – Eddie poklepał ją po ramieniu. Kobieta zjeżyła się i prychnęła jak kotka.
- Koniec narady. – Klasnęłam w dłonie. – Rozejść się, żołnierze.
Sarę dogoniłam na schodach.
- Chciałabym, żebyś miała oko na Damiena – powiedziałam. – Zrobisz to dla mnie?
- Ja to zrobię! – rzuciła Alex, która nagle znalazła się obok mnie.
- Będę miała na niego oko – zapewniła mnie Sarah, ruszając na górę.
- Ty uważaj. – Dźgnęłam moją przyjaciółkę palcem w pierś. – Laski takie, jak ty mają się od niego trzymać z daleka. – Alex cmoknęła mnie w policzek; chyba była wdzięczna za komplement.
Spakowałam plecak i zajrzałam do Damiena. Nachyliłam się i pocałowałam go w czoło, a potem w policzek i szyję; jego skóra pachniała czymś chemicznym.
John oparł się łokciem o drzwi samochodu. Odezwał się dopiero, jak wyjechaliśmy z lasu.
- Cieszysz się? – zapytał.
- Z czego?
- Że nic między nami w końcu nie było.
Zacisnęłam dłonie na kierownicy, przyśpieszając nieświadomie.
- Teraz wybieraj. – Usłyszałam po chwili.
- Zamknij się – syknęłam, czując złość.
- Przepraszam.
Resztę drogi odbyliśmy w milczeniu. Nowy hummer Chrisa jechał przed nami.
Zadzwoniłam do Lekarza. Tak, miał dla mnie odpowiedniego trupa. Pojechaliśmy do jednej z moich kryjówek „na wszelki wypadek", małego domku działkowego. Był odpowiedni. Zajęliśmy się „scenografią".
Chris miał niewyraźną minę, ale nic nie mówił.
- Będzie dobrze – powiedziałam, dotykając jego splecionych na piersiach ramion.
Razem z Kerią – teraz w nieco podartych ubraniach i „wystylizowaną" na zakładniczkę więzioną przez ponad pół roku przez szalonych porywaczy – pojechałam do siedziby FBI, dzwoniąc do Bruce'a Grace'a. A potem rozpoczęły się przesłuchania i wiedziałam, że czeka mnie cholernie ciężki dzień.
Grace potwierdził, że pozwolił mi na samodzielną akcję, kiedy w mieści pojawił się Carlos DeLuca, poszukiwany przez policję morderca (oczywiście o twarzy trupa zabranego od Lekarza z kulką w głowie i odpowiednio „podkręconego" w federalnej kartotece). Nie wiedziałam wtedy, że odkryję jego kryjówkę na obrzeżach miasta, gdzie niespodziewanie odnajdę porwaną dziedziczkę fortuny i imperium technologicznego rodziny Snow. Keira trzymała się podobnej wersji i błagała, żeby nie rozgłaszać całej sprawy w telewizji dla dobra jej rodziny.
Zawieziono ją do „ojca". Wtedy miejsce dziewczyny niepostrzeżenie zajął Gabriel i z łatwością załatwił cyborga, który udawał jej rodzica, wypełniając jego ciało. Chris i John cały czas musieli trzymać się z daleka. Podrasowałam zdjęcia Landa w policyjnej kartotece, zmieniając wszystkie jego dane. Dodałam mu nawet dwadzieścia centymetrów wzrostu i dziesięć kilo więcej.
Zorganizowano oczywiście konferencję prasową. Bohaterską policjantkę nie podano z nazwiska. Keirą zajęła się stylistka. W krótkich, przefarbowanych na rudo włosach, makijażu i okularach na nosie wyglądała zdecydowanie inaczej niż uczennica liceum Kate Land, którą odgrywała przez ostatnie pół roku. Oprócz tego Gabe miał pojechać do jej byłej szkoły pod postacią dziewczyny, żeby pokazać, że Keira i Kate to dwie różne osoby, ale na razie jako pan Snow towarzyszył „córce" podczas konferencji.
Było po północy, kiedy ten szalony dzień wreszcie się skończył. Siedziałam w ogromnym salonie Snowów, myśląc o SMSie od Alex. Obudził się. Tylko te dwa słowa. Nie czułam się na siłach, żeby do niej zadzwonić. I chyba się bałam. Kiedy byłam jeszcze na policji, skontaktowałam się z Ellisonem. Powiedział mi, że córka Weaver nie ma żadnych żyjących krewnych, dlatego na razie jako najbliższy współpracownik jej matki zajął się dziewczynką. Spotkaliśmy się w Zeira Corp., skąd zabraliśmy ciało Cameron. Widziałam, jak John dotknął jej twarzy, zanim zamknął bagażnik.
- Eddie ją naprawi? – zapytał cicho.
- Spróbuje – zapewniłam go wtedy.
Usłyszałam kroki i do salonu wszedł Chris jedynie w długich spodniach od piżamy.
- Dziwnie się czuję – powiedział, ruszając w stronę kuchni. Poszłam za nim.
- Przyzwyczaisz się.
Nalał mi lampkę wina. Miałam wrażenie, że chciał mi coś powiedzieć, ale milczał.
- Słucham – zapewniłam go.
- Wiem, wiem – mruknął, ale nie wykorzystał tego.
Czekało nas pracowite kilka dni. Komputery w Zeira Corp. musiały zostać przeszperane. Mózg będzie miał co robić. Dopiłam wino i pożyczyłam Chrisowi dobrej nocy.
Rzuciłam się na łóżko. Po chwili usłyszałam pukanie.
- Proszę.
W drzwiach pojawił się John. Zupełnie podświadomie przesunęłam się na brzeg posłania. Usiadł obok mnie, ale szybko położył się z głową na poduszce. Gapiliśmy się w sufit w milczeniu.
- Eddie ją naprawi? – zapytał wreszcie. Drgnęłam.
- Naprawi. – Przytuliłam się do jego ramienia i tak zasnęliśmy.
Obudził mnie dźwięk mojego telefonu. Wymacałam go na nocnej szafce i odebrałam.
- Damien jest już na nogach – powiedziała Sarah. – Kiedy będziecie?
- Coś mówił? – Usiadłam na łóżku po turecku, trącając Johna stopą. Nadal spał.
- Pytał o Chrisa i Gabe'a. Przykro mi... Teraz rozmawia z Eddiem.
- Już jedziemy. – Rozłączyłam się. Powiedziała, że jest jej przykro, bo wyczuła pytanie, które miałam zamiar zadać. Czy pytał o mnie? Nie pytał. Mnie też było przykro.
John wysiadł z auta pierwszy, trzaskając drzwiami. Usłyszałam, jak zawołał Orlando i jak klapa bagażnika poszła w górę. Ruszyłam w stronę domu, wpadając na schodach na Alex.
- Ranyści, Erica! – Nawet nie kryła swojego podniecenia. – Jest tam! – Pokazała mi pomost, niemal pchając mnie w jego stronę. Zobaczyłam stojącą nad wodą wysoką, smukłą sylwetkę i ruszyłam nad jezioro z rękami wbitymi w kieszenie spodni. Szybko dołączyła do mnie Hanami. Moja eskorta. Widziałam, jak wiatr szarpnął sfatygowaną kurtką Damiena, odkrywając jego obandażowane plecy.
Kiedy dzieliło nas tylko kilka kroków, odwrócił się i stanęliśmy twarzą w twarz. Wiatr wcisnął mi włosy w oczy; szybko wsunęłam je za ucho.
