SPOTKANIE

- Cześć, Malcolm - powiedział Damien.

- Nie lubię, jak mnie tak nazywasz. A poza tym, nie wyglądam już jak facet.

Milczał, wpatrując się we mnie uważnie.

- Co się stało? – zapytałam.

- Zostaliśmy ukarani – odparł cicho.

Nie odezwałam się. Mężczyzna spojrzał na falujące jezioro. Zbierało się na deszcz.

- Zostaliśmy ukarani – powtórzył. – Ja za swoje kłamstwa, ty za to, że nie potrafiłaś wybrać między mną a Johnem.

- Ukarani? O czym ty mówisz? Damien, powiedz mi, co... – zaczęłam, ale szybko mi przerwał.

- Powinniśmy zacząć jeszcze raz. Od początku. Tak, jak powinno być. – Wyciągnął w moją stronę otwartą dłoń. – Generał Damien Connor.

Nie uszło mojej uwadze to, że przedstawił się wraz ze stopniem.

Spojrzałam na jego dłoń, a potem znowu wbiłam oczy w jego twarz.

- Kapitan Erica Williams. – Wymieniliśmy uścisk, który był strasznie sztywny i oficjalny. Poczułam się dziwnie, nie wiedziałam, o co mu chodzi. Miałam tyle pytań. Wybrałam to, które najbardziej chodziło mi w tej chwili po głowie. – Mogę cię objąć?

- Dlaczego? – Chyba tego się nie spodziewał.

- Bo chcę.

Wbił ręce w kieszenie bojówek, które musiał pożyczyć mu Eddie. Spodnie wisiały nieco poniżej linii jego mocno zarysowanych bioder, odkrywając blade podbrzusze z grubą, jasną blizną.

- Muszę porozmawiać z Chrisem i Gabe'em.

- Nie zmieniaj tematu! – syknęłam. Moje serce biło jak szalone. Cała drżałam. – Powiedz mi!

- Co mam ci powiedzieć?

- Wszystko, Damien, wszystko! Co wydarzyło się w przyszłości? Co działo się przez te cztery lata? Co tutaj robisz? Skąd masz ten mundur? Kim była Weaver i dlaczego wyglądała jak ja?

Patrzył mi prosto w oczy.

- Nie – odparł wreszcie.

- Co: nie?

- Nie mogę ci powiedzieć.

- Dlaczego?

- Dopiero się poznaliśmy.

Wpatrywałam się w niego zdumiona.

- Ty chyba żartujesz. – Każde słowo wypowiedziałam głośno i osobno.

- Nie, jestem poważny, Williams.

Poczułam złość. Moja dłoń sama wystrzeliła w kierunku jego twarzy. Chwycił mnie za nadgarstek błyskawicznym ruchem.

- Puść mnie – syknęłam.

- Chciałaś mnie uderzyć. – Dopiero po chwili cofnął ramię.

- Oczywiście, że chciałam! Powinieneś dać się uderzyć.

- Niby dlaczego?

Zacisnęłam mocno szczęki.

- Co się stało? – wyrzuciłam z siebie.

- Mówiłem. Zostaliśmy ukarani.

- Wariat – prychnęłam.

- Wariat – powtórzył bezbarwnym głosem.

Hanami polizała moją zaciśniętą pięść.

- Zapomniałem, jak wyglądasz – powiedział po chwili. Widziałam, jak musnął palcami litery ERI. – Nie możemy być razem.

- Wybaczyłam ci, Damien! – krzyknęłam płaczliwie.

- Ale ja sobie nie. Przykro mi.

- Tobie... Tobie jest przykro?! Żartujesz sobie ze mnie?!

- Nie żartuję.

- Damien – zaczęłam łamiącym się głosem – przecież ja cię kocham.

- Nie możesz mnie kochać. Jestem złym człowiekiem. – Drgnęłam. Brzmiał zupełnie jak John! – Była kobieta...

- Nie obchodzi mnie to, słyszysz?! Nie obchodzi!

- A powinno. Nie jestem już dzieciakiem, którego znałaś...

- Widzę.

- ...i kochałaś.

- Nieprawda!

- Nie wiesz, kim jestem. Dopiero się poznaliśmy.

Tym razem moja dłoń dosięgła jego policzka.

- Potraktuj to jako kolejną „karę" – syknęłam, a potem pobiegłam w stronę domu.

Wsiadłam do auta i zanim zaczęło padać, wyjechałam na leśną drogę.

Zmieniłam magazynek. Byłam na policyjnej strzelnicy. Wściekłość wyostrzyła mi wzrok. Nie odebrałam żadnego z trzydziestu telefonów od Alex.

- Wszystkie były śmiertelne. – Usłyszałam nagle.

Poniosłam oczy. Między mną a tarczą stała ciemnowłosa kobieta, nieco starsza ode mnie.

- Masz dobre oko – powiedziała.

- Dzięki.

Poprawiła słuchawki na szyi i wyciągnęła dłoń w moją stronę. Ten gest przypomniał mi Damiena.

- Jane Meyer.

- Erica Williams. – Uścisnęłam jej rękę.

- Miło mi. Jak jestem zła, też przychodzę postrzelać. Facet?

- Co?

- Jesteś zła na faceta? – Pokiwałam głową. – Ja ukarałam ostatnio mojego.

Drgnęłam.

- Jak?

- Wyrzuciłam go z mieszkania. Co innego mogłam zrobić? Zastrzelić go?

Roześmiałam się krótko. Też się uśmiechnęła.

- Ja się zbieram. Do zobaczenia – powiedziała, wychodząc.

- Na razie.

- Nie wątpię.

Kiedy wystrzelałam sześć magazynków, wreszcie się uspokoiłam. Zrobiłam zakupy i wzięłam kawę w Starbucksie. Stojąc w korku przy wyjeździe z LA, zadzwoniłam do Chrisa.

- Powiedział, że była kobieta – rzuciłam, kiedy odebrał po drugim sygnale.

- Była – przyznał. – Ale o tym pogadać musisz z nim.

- Chce, żebyś przyjechał z Gabe'em.

- Mówił coś więcej?

- Nie.

- Zobaczę, co da się zrobić. Ale dopiero jak się skończy to szaleństwo ze SNOW Industries.

- Jasne. – Rozłączyłam się.

Hanami powitała mnie głośnym szczekaniem. Chyba była zła, że zostawiłam ją na pomoście.

Einstein pomógł mi z zakupami. Padało.

- Gdzieś ty była?! – ofuknęła mnie Alex, kiedy weszłam do kuchni.

- W mieście.

- Erica, ranyści, w którym?!

- W Los Angeles. A co?

- Wyleciałaś jak strzała. Co on ci takiego powiedział?!

- Nieważne.

- Erica! – Tupnęła nogą niczym mała dziewczynka.

- Nieważne – powiedziałam z naciskiem. – Głupoty. Gdzie jest teraz?

- Miał zaciemnienie, ale teraz znowu jest na nogach. Naprawia Cameron. Jest z Johnem w garażu.

- Niech se będzie – mruknęłam, nastawiając czajnik.

- On jest dziwny. – Podniosła na mnie oczy.

- Dziwny?

- No – przyznała, ale nie dodała nic więcej.

- Gdzie są wszyscy?

- Użyj Oka.

- Powiedz mi. Jestem zmęczona. – Przeczesałam włosy palcami.

- Diane i Riley pojechały na imprezę. Justine z nimi. Chyba robot dance potańczy. Orlando ma dyżur przy kompach. Eddie i Natalie siedzą u niego. Pewnie grają w karty. – Uderzyła mnie złośliwa ironia w jej głosie. – Sarah chyba z Derekiem.

- Obejrzymy jakiś film? Coś z Ryanem Reynoldsem?

- Ranyści, nie, Erica! – syknęła. – Idź do swojego dziwnego faceta!

- Nie jest moim „dziwnym facetem". Nie jesteśmy razem. Nigdy nie byliśmy.

Moja przyjaciółka westchnęła.

- Rób, co chcesz – rzuciła zrezygnowana – ja idę spać.

Zrobiłam sobie cappuccino i wpuściłam przemoczone psy do środka. Hanami zbiegła do piwnicy. Niewiele myśląc, poszłam za nią. Filiżanka przyjemnie grzała mi dłonie. W garażu znalazłam obu braci. Poznałam głos Johna. Opowiadał coś śmiesznego, ale umilkł, kiedy weszłam. Spojrzałam przelotnie na ciało Cameron leżące na blacie między nimi. Usiadłam na biurku obok.

- Dziś już nikogo nie „ukarzę" – rzuciłam, upijając łyk herbaty. – Generale. – Zasalutowałam.

- Napijesz się herbaty? – zapytał John Damiena.

- John, zgubiłeś sir końcu pytania – mruknęłam.

- Jasne – odparł młodszy-starszy Connor, ignorując moją uwagę.

Znowu upiłam łyk kawy. Damien spojrzał na mnie przelotnie.

- Masz „wąsy" – rzucił.

- Och, serio, panie generale?

- Zawsze masz „wąsy" jak pijesz mleko.

- Skoro tak pan mówi, sir. Jak generałowi przeszkadzają, może je generał zlizać.

Pokręcił z powątpiewaniem głową.

- To ja może wrócę później. – Usłyszeliśmy. W drzwiach stał John.

- Nie, ja sobie pójdę. Mogę odmaszerować, sir? – zapytałam, oblizując wargi.

- To bardzo dziecinne, wiesz? – rzucił Damien.

- Oczywiście, panie generale. – Zasalutowałam.

Wróciłam na górę i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się obok Alex, która od razu przytuliła się do mojego boku. Oko miałam mokre od łez.

- Będzie dobrze – zapewniła mnie. – Przelecisz go.

Uśmiechnęłam się. Cała Alex. Według niej seks był lekarstwem na wszystkie problemy.

Siedziałam po turecku na stole w kuchni i patrzyłam, jak Damien – przepraszam, generał Connor – otwiera po kolei wszystkie szafki i szuflady, odkręca słoiki, zagląda do pudełek, smakuje zawartość puszek. Nie byłam tym zdziwiona. Po przybyciu do tego czasu robiłam dokładnie to samo. Przez jakiś miesiąc.

Mężczyzna wyjątkowo dużo uwagi poświęcił lodówce.

- Światełko gaśnie, generale, jak zamykasz drzwiczki – mruknęłam.

- Jesteś złośliwa – ofuknął mnie John.

- Dobrze, broń brata, broń – odgryzłam się.

Damien wyjął karton mleka i nalał sobie pełny kubek.

Patrzyłam, jak zachłannie pije. Nie tylko zresztą ja. Teraz ten wariat był w centrum zainteresowania. Sarah stała w drzwiach kuchni. Derek siedział w salonie i wpatrywał się w Damiena.

Hej, patrzcie, jakiego sobie syna zrobiłem.

Oj, tak, tak. Coś pięknego, zdawała się mówić zapatrzona w Connora jak w obrazek Diane.

Coś cudownego, mogłaby poprawić ją Riley.

Przestańcie, on jest Erici! Tak, Alex na pewno powiedziałaby coś w tym stylu.

Westchnęłam.

- Damien – odezwała się Sarah. Jej syn obejrzał się powoli, ocierając usta rękawem. – Tej kurtce przydałoby się pranie.

- Raczej całopalenie – rzuciłam, za co John kopnął mnie pod stołem.

- Faktycznie. – Damien popatrzył na swoje rękawy; jeden chyba miał dziurę od kuli. – Pomożesz mi z tym, mamo?...

Kobieta wpatrywała się w niego uważnie, wreszcie kiwnęła głową.

- Daj. – Zdjął kurtkę i podał jej.

- Jest... ważna – rzucił. – Należała do Johna.

- Należała? – zapytałam; moje serce drgnęło.

- John żyje – zapewnił mnie szybko. – Ta kurtka to prezent.

- Skoro generał tak mówi.

- Erica! – Do kuchni wpadła Alex; była wściekła. – Jedno słowo jeszcze!

- Generał Lightwood bojowa jak zawsze. - Zaraz, zaraz. Czy Damien właśnie się uśmiechnął, mówiąc to?

- Ano. – Moja przyjaciółka roześmiała się. – A ty co? Będziesz tak tylko w tych bandażach paradował, co? Chcesz, żeby Erica palce sobie połamała?

- Alex! – krzyknęłam. – Nie przy ludziach! Daruj sobie!

- Dlaczego palce? – zapytał John.

- Nieważne – mruknęłam. – Dom wariatów.

Wstałam i wyszłam na zewnątrz. Gwizdnęłam na Hanami. Suka dołączyła do mnie od razu.

- Co się ze mną dzieje? – zapytałam ją cicho, idąc na pomost.

Usiadłam nad brzegiem jeziora, pogrążając się w myślach. Siedziałam tak dosyć długo.

- Mogę? – Usłyszałam nagle. Riley usiadła obok mnie, zanim zdążyłam odpowiedzieć.

Pogłaskała Hanami.

- Diane powiedziała mi o tobie i Damienie.

- Taa. Historia jak na dramat, co?

- Wcale nie – zaprzeczyła żywiołowo.

Przez chwilę milczałyśmy.

- On cię szuka – powiedziała nagle.

- Co?

- Szuka cię. Oczami.

- Oczami? – Uśmiechnęłam się kącikiem ust.

- Tak, nie śmiej się. I on cię wyczuł. To znaczy, wiedział, że to ty schodzisz ze schodów. I czekał, aż wejdziesz do kuchni, a potem udawał, że wcale na ciebie nie czekał. Ale czekał.

- Wszyscy wiedzą, jak schodzę po schodach. Mam metalowe nogi, skarbie.

Pokręciła szybko głową.

- On cię kocha. Tak mocno, że to go przeraża.

- Biedaczek – mruknęłam złośliwie.

- Nie bądź taka – ofuknęła mnie; Hanami szczeknęła.

Wzruszyłam ramionami. Po chwili znowu byłam sama i nie miałam ochoty, żeby ktoś znowu przyszedł. Na szczęście postanowili to uszanować.

- Robimy ognisko! – krzyknął wreszcie Eddie. – Rusz ten piękny tyłek i chodź nam pomóc!

- Generał wyraził zgodę? – zawołałam, ale mężczyzna tylko machnął na mnie ręką.

***

- To głupi pomysł – mruknęłam.

- Wcale nie – zapewnił mnie Damien, ściągając bluzę.

- Jak John się dowie...

- Nie dowie się. Daj już spokój z Johnem, Malcolm. A może boisz się pływać?

- Nie boję się! I żaden „Malcolm"!

Zaczęłam się rozbierać. Po chwili stałam obok niego w samej bieliźnie.

- I tak trzymać – rzucił i wskoczył do wody. Po chwili dołączyłam do niego, biorąc głęboki oddech.

Wymyślił sobie, że pokaże mi wrak jakiegoś myśliwca. Kiedyś o mało nie utonęłam przez podobną ciekawość. Teraz jednak musiałam pilnować młodszego Connora.

Płynęłam tuż za nim w mętnej wodzie. Podał mi małą butlę. Zaczerpnęłam powietrza. Światło latarki dosięgło dna zbiornika. I wtedy zobaczyłam rozwalony kadłub. Taki sam widok miałam przed oczami dokładnie w momencie, kiedy zaplątałam się w sieć. Poczułam strach, który wypchnął z moich płuc resztki powietrza.

Wypłynęłam na powierzchnię, niemal krztusząc się wodą. Smakowała wstrętnie. Szybko wyszłam na brzeg i położyłam się na ziemi. Damien po chwili dołączył do mnie.

- W porządku? – zapytał.

- Tak, przepraszam. Ja... przestraszyłam się. Kiedyś... tutaj... o mało nie utonęłam.

- Wiem.

- Wiesz? – Spojrzałam na niego zdumiona. – Theo ci powiedział?

- Tak, Theo. – Położył się obok. Patrzyłam, jak jego klatka piersiowa unosi się i opada.

- Widzisz podpakować. Koniecznie.

Uśmiechnął się, patrząc na mnie kątem oka.

- Ty też, Malcolm.

Wymierzyłam mu kuksańca w bok. Roześmiał się.

- Wiesz co? – zapytał nagle. – Mógłbym się pocałować.

- Och, serio? – Uniosłam brwi.

- Serio.

- No to mnie pocałuj.

- Sam nie wiem. Chyba jednak wolę dziewczyny. Wybacz, Malcolm.

Udałam obrażoną. Damien wsunął ramiona pod głowę. Julie usiadła obok.

- Erica jest dziewczyną – powiedziała terminatorka.

- Och, serio? – mruknęłam.

[Od Autorki: Jeśli wkurzył Was Damien, moja misja się udała:].