KEIRA'S STORY
Keira nadzorowała przenoszenie komputera Weaver do samochodu. Chciała mieć go u siebie w domu, żeby Gabe mógł się nim zająć. Ochroniarz otworzył jej drzwi limuzyny. Posłała mu uśmiech. Nagle zdała sobie sprawę, że zapomniała komórki.
- Zaraz wracam – powiedziała szybko do Chrisa, który robił za szofera.
- Tylko szybko – mruknął.
Wbiegła do budynku Zeira Corp., który teraz należał do SNOW Industries i złapała windę.
Weszła do nieposprzątanego jeszcze biura byłej właścicielki. Komórkę znalazła na skraju nadpalonej półki. Wsunęła ją do kieszeni spodni od garsonki.
Nagle zadzwonił telefon stacjonarny. Z rozpędu odebrała.
- Keira Snow.
- Catherine Weaver już nie ma? – Usłyszała.
- Nie ma jej tutaj teraz. Zaginęła. Kto mówi?
- Czy mogę już wrócić?
- Kto mówi?
- Catherine Weaver. Czy mogę wrócić do córki?
- Czy to jakiś żart?
- Chcę wrócić do córki. Czy mo...
Nagle coś trzasnęło w słuchawce i połączenie zostało przerwane.
Keira spojrzała na telefon. Z kim rozmawiała?
Wreszcie odłożyła słuchawkę na miejsce. Wyszła na korytarz, wpadając na ochroniarza. Ten uśmiechnął się szeroko. Miał pociągłą twarz i krótko ostrzyżone włosy. Policzek przecinała groźna szrama. Wyglądał jak żołnierz.
- Panna Snow? Nareszcie panią spotykam! Pracować dla pani to prawdziwy zaszczyt!
- Dziękuję. To miłe z pana strony.
Uśmiechał się cały czas. Drapieżnie.
- Pan wybaczy, ale muszę już iść – powiedziała szybko. Nagle poczuła zimne liźnięcie strachu.
- Oczywiście, oczywiście. – Nie ruszył się jednak z miejsca, nadal tarasując jej drogę. – Czy mogę jeszcze uścisnąć pani dłoń?
Podała mu rękę. Wyglądał na wniebowziętego. Zamknął jej palce w swojej dłoni i wtedy pociągnął ją do siebie, zaciskając drugą na jej karku.
- Bardzo nam wszystko ułatwiliście. – Usłyszała tuż przy uchu, zanim nacisnął jakiś punkt przy jej obojczyku i pochłonęła ją ciemność.
Mężczyzna wziął dziewczynę na ręce. Zobaczył w jej kieszeni telefon komórkowy. Miał szczęście.
Wyszedł na korytarz, starannie omijając wszystkie kamery. Ich układu nauczył się na pamięć zeszłego wieczoru, kiedy Sam, Jane i reszta pewnie zajmowali się jakimiś głupotami, bo „teraźniejszość" uderzyła im do głowy. Nie, on miał misję. Zadanie. Tylko ono się liczyło.
KONIEC CZĘŚCI SIEDEMNASTEJ
